niedziela, 12 lutego 2012

Na poprawę humoru - zakupy z nią

Wczorajszy dzień dziś będe opisywać bo cudny dla nas był. Na poprawę humoru mego mieliśmy jechać naszą szaloną trójką do centrum handlowego na jakieś wspólne zakupy, takie tam....   ale ,że Małż do pracy musiał jechać i w sumie po sklepach latać nie lubi to zawiózł mnie i Franczeske i tam też zostawił. Na samą myśl, że jadę sama z młodą robiło mi się gorąco i wiedziałam ,że zaraz pewnie wrócimy do domu i w ogóle, że nic nie kupimy. A teraz może trochę wyjaśnień skąd te moje obawy. Ja jako kobitka na zakupy jeździć uwielbiam i w CH jestem raz na jakieś 2,3 tygodnie. Nasze dziecko natomiast w CH było dopiero 3 raz w życiu !!!! Zawsze jeździmy sami a mała zostaje z babcią. Poprostu jak się urodziła i była później ciut starsza to każdy wyjazd gdziekolwiek kończył się naszymi nerwami , darciem się małej na cały głos, no i te butelki , soczki,  mleczka, wózek , toboły. Zrezygnowaliśmy na długi czas. A ja za każdym razem jak tam jeździliśmy z zazdrością patrzyłam na rodziców którzy maja takie grzeczne dzieci które śpią w nosidełkach a oni spokojnie mogą zrobić zakupy czy zjeść kolacje w knajpce oczywiście z dzeciną u boku.
Więc z takim no niezbyt przyjemnym nastawieniem weszłam z młodą do sklepu. Godzina była wczesna, ludzi mało. Całkiem przyjemnie. Pomyślałam sobie ,że najpierw ogarniemy Tesco. Upchne ją do wózka sklepowego, kupie chrupy kukurydziane, soczek , będzie git......   i było :D


Najpierw zakupiłam wspomniane chrupy i soczek żeby miała zajęcie. I miała. Spokojnie mogłam powybierać dla niej ciuszki na dziale ciuchowym. I tu kolejny raz przekonałam się ,że córa własne zdanie posiada. Oglądałyśmy spódniczki, ładne w kwiatki albo jednolite. Pytam - chcesz spódniczke? Patrzy na mnie, na spódniczke i mówi NIE . Pokazuje jej dżinsy, leginsy pytam chcesz?? Na to jakże wdzięczne TAAAKKK. Nie wiem skąd jej się to wzięło ale poprostu nie znosi spódnic. Jak była taką całkiem małą świeżynką to oczywiście nie miała jak się sprzeciwić i pięknie w sukieneczkach LEŻAŁA bo trudno przecież powiedzieć o chodzeniu. Kiedy już poznała słowo NIE  to sukienki są na NIE i koniec. Ale tak sobie myśle, że do niej jakoś tak portki pasują i lubie ją w nich. Acha i wszystko zakupione dla niej musiało być z myszką Miki. I tu ciekawostka bo mała nigdy żadnej bajki nie widziała z myszką Miki. Ma poprostu jedną bluzeczkę z nią i tak ją pokochała , że teraz tylko Miki i Miki :)
Tutaj już po zakupach ciuchowych mała sesja w okularach specjalnie dla taty :D

I tu patrząc sobie na te zdjęcia wspomnieć o czymś znów muszę. Moje dziecko kochane dość dużo włosów posiada a to pewnie po matce swej, które dość szybko rosną i już były podcinane parę razy. Do wczoraj na głowie dziecia mego nie można było nałożyć ani jednej gumki ani jednej spineczki bo były ściągane w trybie natychmiastowym. A wczoraj , jak można to zauważyć na zdjęciach mamy i spinki i dwa sterczące pomponiki. Zaszalałam :P jak udało mi się wcisnąć we włosy spinki to dawaj dalej heh i od razu gumki założyłam. I nareszcie cudak wygląda jak dziewczynka :D Wychodząc z Tesco trzeba było koszyk odstawić na miejsce i resztę sklepów odwiedzać na nogach więc kucam, klaruje jej, że teraz idziemy za ręke, żeby się nie zgubiła, że mama będzie płakać jak się zgubi itd.więc mnie dziecko za ręke i dawaj mama idziemy. I tak szłyśmy a ja pękałam z dumy, że mam taką grzeczną córke. Odwiedziłyśmy inne sklepy i ile się naśmiałam jak przeglądała wieszaki i jak coś się spodobało to robiła MMMMM a jak coś było niefajne to oczywiście NIE.



Następnie mówię, że idziemy na lody albo na frytki a ona, że NIE. Fakt, najadła się chrupów ale żeby dziecko w tym wieku namawiać na lody albo fryty?? No ludzkie pojęcie!!!! Więc na Zabajone poszłam ja a młodzież moja tylko soczek wypiła a frytki będą innym razem :)
Później poszłyśmy się przejść tak zwyczajnie po sklepach bez celu :) zahaczając o jakieś tam atrakcje dla dzieciarni. Tak mi się z nią fajnie chodziło, że mogłabym tam zostać cały dzień.



Podsumowując nasz naprawdę udany wypad stwierdzam, że cudnie posiadać córkę jest :) i tak sobie już ją wyobrażam za jakiś czas jak będzię się mądrować, że "mamo to nie, a to tak" albo "mamo w tym ci ładnie a w tym nie". Odkryłam, że jak się tak mega rzadko w centrum handlowym z dzieckiem bywa to jest to później dla dziecia super atrakcją i wszystko jest takie Łaaaaałłłłł :) I cudnie jest jej coś kupować. Zawsze jak jeżdze sama to musze no poprostu musze coś jej kupić, nawet małą rzecz ale jakoś tak mi wtedy fajnie. Wczorajsze zakupy zakończyły się dla Meli trzema parami leginsów,dwoma bluzkami i jedną bluzą heh a dla matki jedną bluzką i kolejną książką uwielbianego i kochanego przeze mnie i Małża Harlana Cobena. Zaliczam wypad do tych jak najbardziej udanych, poprawiających humor, bez stresów i nerwów. Acha i te już letnie kolekcje, pełne kolorów sklepy, sam widok już poprawia humor i ułatwia czekanie na wiosnę a nawet i lato.
Kurcze jestem dumna jak paw z tej mojej Meluty :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz