poniedziałek, 29 października 2012

To jeszcze nie ten dzień

I jestem już w domu od jakiegoś czasu.Myślałam,że dzień będę miała cały zajęty i wrócę z głową wielką jak arbuz.Ale nie,pewne sprawy są nie do przeskoczenia.Muszę jeszcze się wstrzymać.Jakieś 2tygodnie. Oby powiedzenie cierpliwość popłaca sprawdziło się u mnie.Do pewnych miejsc nie mogę wejść bez pewnych rzeczy.Ha!

Wracając do domu myślałam,że zamarzne. Oczywiście wybrałam się bez czapy i rękawiczek!Mądra!
Zawsze mi usta zamarzają i nie mogę nimi ruszać bo mam je tylko w jednej pozycji.Heh.Fakt!Jest zimno!
I to bardzo.Teraz tak gadam przy -2.A jak będzie -20stopni to zamarzne już wychodząc z klatki :P
Dobrze,że to słońce przyświeca bo mimo mrozu to ładnie jest :)


Jutrzejszy dzień pod hasłem BADANIA.W przyszłym tyg. kolejne.Mniej przyjemne.No bo kto to widział,żeby tyłek obcym wystawiać :P dobra,dobra nie rozpędzam się.
Gdybym miała to już dawno temu zrobione to dzisiejszy dzień byłby zupełnie inny...

sobota, 27 października 2012

Idzie nowe

Od poniedziałku.Nowy dzień.Nowy plan dnia.Jestem w lekkim szoku od piątku.Spałam kiepsko z wrażenia.
Myśle o tym co będzie.Jacy będą.Co będę robić.Troszke się boję ale równocześnie ciesze też miche jak dziecko , jak moje dziecko jak wie ,że kupie mambe.Malinową.Tą najpyszniejszą.Która pachnie moim dzieciństwem.

Szczegóły zostawię na deser.Chociaż sama ich znam mało :P

Do poniedziałku.
Dzisiaj w nocy przestawiamy czas więc mam nadzieję pokimać chociaż troszkę lepiej i dłużej.
Dobranoc!


czwartek, 25 października 2012

Przesilenie jakie,czy co?

Ostatnio padam na twarz.Ale od godziny 15stej.Kiedy dzieć wraca z przedszkola ja mam odcięcie.Załączam jej bajke (o zgrozo!!) i się kłade bo jestem jak piłka plażowa bez powietrza.Tak mniej więcej wyglądam właśnie.Kolejne uroki jesieni.Spadającego na łeb na szyję ciśnienia.Kawy nie piję bo po niej czuję się jakbym miała zaraz zejść z tego świata więc to mi nie pomoże...
Do tej godziny wszystko jest ok,posprzątam,pozałatwiam to co jest do załatwienia,wstawie trzy prania,zmywarka jest na chodzie,wczoraj rosół się pyrkotał 3 godziny ale o 15ej mnie nie ma.Drzemka nie trwa długo bo zaraz da się słyszeć:
"mamooo obudź się" i żeby było skuteczniej to mnie szturcha.I wymyśla a to siku, a to głodna, a to piciu,a to buła.A ja tylko na ciśnieniu zęby zaciskam.

-Już Myszko mamusia idzie.Co Kropeczko jeszcze chcesz?Obiadek może?
(do licha w przedszkolu masz!Nie zjadłaś?Czy po prostu chcesz matke wykończyć!Acha, chcesz jeszcze?
Dobrze Kotusia,mamusia już podgrzewa zupke,kurczaczka czy ziemniaczka) - tak sobie myślę.
Ide i włóczę tymi nogami do kuchni i wnerwiam się a jeszcze jak mi  się coś rozleje albo spadnie to nie daj Boże.
I gadam "że zaraz mnie krew zaleje"
Na to Ona:
"mamunia nie zaleje, fujjjj, bleee"

Właśnie! Ostatnio zostałam MAMUNIĄ.Słodkie to :)
Dla MAMUNI podgrzeje jej co będzie chciała a i tak diablica często nie tknie.Echh o losie!


środa, 24 października 2012

Nietopery

Wczoraj nawycinałam.Oczy dokleiłam.Nitke dodałam.I córulinda zaniosła je do przedszkola razem z dyńką.
Dzisiaj w Melkowym przedszkolu było Halloween.Były balony,wycinanie dyni.Stroje.Zabawy.Super.Popieram.Jak dzieci mają frajde to czemu nie? :)
A nietoperze? no cóż..troszkę Melę wystraszyły.Ale jeden został w domu i wisi na klamce w pokoju.Podchodzi do niego nieufnie i od czasu do czasu machnie go ręką.



wtorek, 23 października 2012

Trochę soboty

Rozpieściło nas totalnie.Pogodowo.Słońce.Cieplutko.Mmmm :)
Ale to tylko do soboty.Później było i jest już trochę gorzej.Ale nie psujmy sobie nastroju :)
Dzisiaj kilka zdjęć :)
Morze.Uwielbiam.






A jutro pierwsze Melowe Halloween w przedszkolu. Póki co 
nietoperzy się boi.Ale o tym jutro....







piątek, 19 października 2012

EM jak...

- jesce spiEM mamo
- pojdEM na spacelek
- zlobiEM
- kąpiEM siEM
- splóbujEM 
- nie spadnEM
- myjEM siEM
- nie wstajEM  jesce na przemian z nie wstawamy jesce

A tak na marginesie, zaczyna mnie rozbrajać tekstowo.Mówi raczej mało jak na swój wiek (chyba) ale czasami jak coś palnie albo zwykłe mamoooo plosssseeee użyte cienkim głosikiem to idzie się rozpłaszczyć totalnie :)

Foto z naszego osiedla.Spodobały mi się takie maziaje :)

środa, 17 października 2012

Taka jesień

To jest to.Niby zimno ale w słońcu przyjemnie.Kolorowo.Taką lubię.
Dzisiaj trochę rano latałam i aż nie chciało się wracać do domu.Naładowałam się.Pozytywnie.



Słońca życzę !

poniedziałek, 15 października 2012

3,5 minuty

Tyle dosłownie udało się Meli utrzymać warkoczyki na głowie.Zrobione na szybko w momencie kiedy oglądała bajkę.Tak żeby się nie kapła :)
Bajka się skończyła i zaczęła się interesować swoja głową. Szuka,szuka.Znalazła!Gumki!
Pach, pach i po warkoczykach.

To nie ten czas chyba jeszcze :)



piątek, 12 października 2012

Koszmar powrócił

Jak dla mnie to koszmar.Zawsze jak o tym sobie pomyśle to aż mi się słabo robi. Myślałam parę lat temu,że mam z tym spokój na dłuższy czas.Ale nie, wróciło jak bumerang.Gdzieś zbłądził i odnalazł mnie.
Otóż mowa o MATEMATYCE.Znienawidzonej przeze mnie.
Dzisiaj okazało się,że na studiach mam taki przedmiot jak Logika.O ile wykłady były do zniesienia tak ćwiczenia okazały się dramatyczne.

Przypomniały mi się takie sytuacje jak np.w gimnazjum nauczycielka na początku lekcji mówiła,że będziemy robić zadania z książki po kolei każdy zaczynając od ławek od okna albo od ściany albo wyrywkowo z dziennika.I tu już pot lał mi się po nie wiem czym.Obmyślałam na które zadanie wypadnie moja kolei i próbowałam je szybciej rozwiązać i nie zwracałam uwagi na te które akurat były rozwiązywane. Oczywiście samej nie szło mi za cholerę więc prosiłam o pomoc koleżanki.Szłam do tablicy i nawet nie potrafiłam w tych nerwach przepisać zadania z zeszytu.Dodatkowo miałam okropną nauczycielkę.I nie twierdzę tak z tego względu,że nienawidziłam tego przedmiotu.Cała klasa miała z nią problemy.Rodzice pisali skargi.Były spotkania..Nic to nie dało.Na dodatek kobieta mieszka dwa bloki obok mnie :/

Później szkoła średnia.Tak mi się przytrafiło,że poszłam do szkoły gdzie przedmioty związane z liczeniem były z tych ważniejszych i było ich kilka.Kompletnie nie dla mnie.Ale cóż.Trzeba było jakoś ciągnąć ten wóz do końca.Nie było łatwo.Ale tu już była normalna  nauczycielka z matematyki.Z innych tych ścisłych też dało się przeżyć.Nawet jak jakiś sprawdzian mi nie poszedł można było podchodzić parę razy aż do skutku.Miałam zawsze ściągi z wzorami,przykładowymi rozwiązaniami.A i tak potrafiłam zawalić.Bardziej chyba przez stres ,który nie pozwalał mi się skupić.Miałam korepetycje.Bo nijak nie potrafiłam rozwiązywać zadań.Nie rozumiałam po co ,dlaczego tak,a co to za znaczki?Głupio mi się przyznać ale mój strach był tak ogromny ,że wolałam nie pojawić się na lekcji niż sterczeć przy tablicy i nie umieć rozwiązać zadania albo siedzieć na sprawdzianie i oddawać pustą kartkę.No jak o tym myślę i o tym co w tamtym czasie przeżywałam to aż mi się oczy robią mokre.
Poszłam specjalnie na studia humanistyczne żeby uniknąć przedmiotów, które sprawiałyby mi problem.A dzisiaj wzory,zbiory,cyferki,nawiasy srasy dupasy. Ale czułam się lepiej bo takich ludzi jak ja czyli totalnych zamotańców było mnóstwo.Dorosłe kobiety i mężczyźni,starsi ode mnie o ładneee parę lat nie ogarniali sytuacji.Inni w moim wieku mówili mi to samo co ja miałam w głowie na swój temat.Mówili o sytuacjach ,które ja przeżywałam.Oni też udawali ,że coś rozwiązują w zeszycie i tępo gapili się w zeszyt jak nauczycielka w szkole średniej czy wcześniej próbowała wywołać kogoś do tablicy.Im też pociły się ręce z nerwów.Oni też mówili,że nic nie rozumieli.Że nienawidzili.Że patrzyli się w tablice jak ciele na malowane wrota i NIC!!
Była mowa o egzaminie,na którym są same zadania i ponoć niektórym nawet 1,5 godziny nie wystarcza na ich rozwiązanie.Także jak dla mnie rewelacja :/ To chyba będą musieli zamknąć szkołe w tym dniu razem ze mną w środku bo będę dalej ślęczeć nad kartką.Ale teraz już nie jestem pojedynczym przypadkiem.Teraz wiem,że inni też potrafią to tak przeżywać jak ja.Może to głupie ale jest mi z tym lepiej.Że mam z kim o tym porozmawiać.I,że tak się zawsze bałam...

źr.internet

Takie niewinne a potrafią zatruć człowiekowi życie i stać się koszmarkiem.

czwartek, 11 października 2012

Dobre dni potrzebne od zaraz

Jak się wali to na każdej płaszczyźnie.Co za czas jakiś nastał kiepski.
Potrzebuje spokoju.Dobrych rzeczy.A tu z każdej strony atakuje mnie coś co wali mi na łeb.
Chciałabym mieć w końcu szklanke do połowy pełną a nie pustą.
Chciałabym żeby karta się odwróciła.Żeby te dobre jakieś tam chwile wróciły żeby przyciągnęły wtedy inne dobre rzeczy.Żesz jego w dupe mać.
Nie ma ktoś do pożyczenia dobrych dni??Albo do oddania już zużytych żeby innym się przydały??

W związku z tym idę zrobić sobie gorącej herbaty żeby chociaż kubek mieć w całości pełny.

środa, 10 października 2012

Moc reklamy

Pierwsza taka sytuacja i zapewne ,niestety nieostatnia :)
Leci reklama w tv.Coś z Hello Kitty.
Mel widzi , cieszy się i mówi "mamo kupis mi utro, ploseee" i oczy robi kocie ze Shreka.

Swoją drogą wie jak zagrać przed matką.Jak tak dalej pójdzie to telewizor poleci przez okno.

wtorek, 9 października 2012

Lubie to uczucie gdy

..wkładam słuchawki do uszu, zapuszczam nute i ide. Włącza mi się power.Bez muzyki idzie się ot tak sobie.Ale muzyka w uszach potrafi mnie tak nastroić,że nawet słońce nie musi wychodzić.I tak dzisiaj z samego rana miałam sprawe do załatwienia.Zlazłam pół miasta i parku ze słuchawkami.Chodziłam sobie w rytm muzyki a w myślach podśpiewywałam.Śmiałam się z panów robotników którzy tak niefortunnie stanęli ciężarówką ,że skasowali znak drogowy, który w sumie tak teraz myśle mógł zwalić się prosto na mnie bo byłam tusz obok.
I tak sobie szłam ,gęba mi się śmiała.Tak, muzyka w uszach  to absolutnie "mast hef" :P jak dla mnie tej jesieni.
I najlepsze jest to,że jest takie odczucie jakby wszyscy dookoła też tą muzyke słyszeli.
Ale to tylko moje wrażenie bo ludzie których mijałam lecieli w pośpiechu do pracy i mieli zupełnie inne miny niż ja.

Miłego dnia i muzyki w uszach :)

Ciut starsza matka bo zaczęły się ZEBRANIA

Zacznę od tego ,że nagminnie w odpowiedziach na ostatnie komentarze używałam słowa "właśnie".
No co za sierota ze mnie.Późna pora chyba zrobiła swoje.Albo to ,że słuchałam piosenki na YouTubie i kiepsko z podzielnością.
Czytając te komentarze po kolei miałam ochote krzyknąć
"a teraz wszyscy mówią
- O WŁAŚNIE, głośniej, razem alleluja" ! Paranoja.No nic.Niech już tak zostanie.

Posłuchałam się i dzisiaj był Brzechwa.Córka (jak już wspomniałam) była w lekkim szoku jak jej tam czytała.Wiersze tego autora są mi bardzo bliskie i znane. Boooo i tu uwaga ...bębnyyy tam tara dammmm
mamuśka recytowała SAMOCHWAŁĘ jakoś w wieku 7 lat na konkursie "Ptaki i ptaszki polne".Ba! Przeszłam nawet do  dalszego etapu.Są gdzieś nawet dyplomy i książki które dostałam w nagrodę.Ot człowiek był odważny ja Wam powiem.Gdzie to teraz wyjść gdzieś na forum się wypowiadać.
Ale na scenie domowej mamuśka zmienia głos, rękoma wymachuje,miny robi różne.A Meluta oczy w słup i nie chce wiedzieć co sobie myśli :P
Ale ad rem.Przeczytałam kilka wierszy.Poopowiadałyśmy sobie co jest na obrazkach.Powiedziałam ,że reszta jutro.Wycałowałam buziuchne.I znów tak samo zostawiłam lampke zapaloną, przykryłam.I zostawiłam.Zasnęła.Bez wychodzenia, przychodzenia, płaczu.Najpierw powiedziała,że się boi.Ale jej wytłumaczyłam,że właśnie po to zostawiam jej lampke żeby miała jasno i że nie ma się czego bać.
Warto rozmawiać :)
Posłuchała,przytuliła zająca i w 5 minut zasnęła.Szok.
Ale nie zachwalam zbyt mocno nie zachwalam bo Czarodziejka mała zaraz coś wykombinuje i jutro po powrocie z przedszkola da mi popalić ,że będe chciała wyskoczyć z okna więc napiszę tylko tak dla spokojności, że jestem pełna podziwu.

A jutro mam pierwsze ZEBRANIE w przedszkolu od momentu jak zaczęła tam chodzić.Pierwsze było organizacyjne takie w sierpniu.A teraz takie poważne ZEBRANIE.
ZE-BRA-NIE.Dobrze,że jeszcze nie wywiadówka!
Jezusieńku jak ten czas zapiernicza. Zebranieeee. Ludzkie pojęcie.Kto to widział.Spotkanie brzmiało by tak jakby bardziej młodzieżowo.A tak to czuje jak właśnie w tym momencie pojawia mi się zmarszczka na szyi.Bo już przy wywiadówce to będe cała pomarszczona jak rodzynek.

niedziela, 7 października 2012

Nie lubię

Niedzieli.Dzisiaj mi się tak zrobiło.Że sobie stwierdziłam,że męczy mnie ten dzień.Pewnie kiedyś mi się to zmieni.Jak będę pracować czy coś tam.W obecnej sytuacji nie lubie z wielu względów.Nie chce się rozpisywać dlaczego. Licze na to,że kiedyś napisze ,że ten dzień uwielbiam.W sumie jestem pewna ,że tak będzie.

Mała zdrowotnie lepiej.Pokasłuje ale noce o wiele lepsze.Ładnie zasnęła u siebie w łóżku.Marudziła, nudziła się to mówię.Idziemy spać.Nie chciała.Bo światło było zgaszone.Zawsze omija swój pokoik jak jest tam ciemno.Zapaliłam jej lampke. Przeczytałam bajke.Co do bajek to będe mieć pytanie.Ale to niżej.Chwilke pogadałyśmy i powiedziałam jej,że zostawie jej światełko a ona ma zasnąć.Smutna taka się bidula zrobiła.Buźka w podkówke i chlipie.Uspokoiłam,że jestem w pokoju obok,że jak będzie się bała to niech woła.Wyszłam.Zasnęła.Miło mi z tym.

Co do czytania mam pytanie.Wszędzie, no chyba wszędzie.Tak mi się wydaje przynajmniej.Jest tak,że się dzieciom czyta na dobranoc.Mi też czytano i to lubiłam.Fakt,nie pamiętam czy akurat jak miałam 2,5 roku ale później to na pewno lubiłam.Moja córka jakby nie bardzo.Dzisiaj sama powiedziała do mnie "mama, dawo, dawo temu" :) chodziło o to żeby jej przed snem poczytać :) Dla mnie ok. Moge czytać.Ale ona jest kiepskim słuchaczem.Wierci się,zagląda,gada.Ja jej głosy zmieniam jak się postacie (postaci) zmieniają.Intonuję.Mówię głośniej,ciszej.Może z powołaniem się minęłam :P.
Bo ja to jestem matka nawiedzona.Chciałabym żeby ona pięknie leżała i żeby jej się przy tym czytaniu gałki oczne zamykały już na końcu pierwszej strony.No tak łatwo to to nie jest!Żart.Przecież nie w tym rzecz w tym wieczornym czytaniu.Wydaje mi się,że ciężko jej się skupić.Może akurat dla niej to za wcześnie?Albo już zbyt późno?? Może ja popełniłam błąd??Jezu, to jak tych błędów było już może kilka w ciągu 2,5 roku to ile będzie do 18stki??
Ale próby były jak była młodsza.Tak żeby się przyzwyczaiła,że wieczór z książką i nawet zasypiała.Później jej się znudziło.Nie wiem czy się poddać na razie czy czytać mimo tego,że ona w ogóle nie słucha?Chyba zostanę przy czytaniu niech wie ,że jest taki moment wieczorem,że ma leżeć plackiem i chociaż udawać,że słucha.W końcu przywyknie.
Wiem też z tego co czytam,że często te wieczorne bajki to robota tatusiów.U nas na razie tym tematem zajmuję się ja.Może się to zmieni za jakiś czas.Oby.
Jak to jest u Was drogie Mamy??Słucha ta dzieciarnia czy jest podobnie??

piątek, 5 października 2012

To się matka nie wyspała

To się nachwaliłam,nazachwycałam..tyle mojego.Ta noc po tej przespanej okazała się totalnie niewyspana.Mel dostała takiego napadu kaszlu,że dusiła się całą noc.Dosłownie pokasływała co minute.Więc i zasnąć jej było ciężko...mi też.Otworzyłam okna szeroko.Ponoć pomaga.Wzięłam ją do siebie.Przykryłam grubo.Pomagało na chwile.Przespałyśmy może z 30 minut na całą noc.Rano do lekarza.Gardło bledsze niż ostatnio, osłuchowo czysto.Obserwować.Tym razem dostałyśmy syrop na suchy kaszel.W dzień jest troszkę lepiej.Ta noc w miarę.Więc myślę ,że do niedzieli dojdziemy znów do WYSYPIANIA SIĘ!!!
Ale co za ironia losu.Pisałam,że jak to mi cudownie jest,że Mel śpi u siebie trele morele.A na drugi dzień takie jaja.
Wczoraj zasnęła mi o 18ej. No tak sama z siebie.Bez mycia,kolacji.Poszłam do kuchni,wracam ta śpi.Przeniosłam ją do łóżka.Spała 3 godziny.Budzi się , uśmiechnięta (ja już zamulona) i przemawia do mnie uroczo "mama ja już nie śpiem, ja wstawam"  no to wstała.Posiedziała,połaziła,zjadła.
Ot, co by się matce samej nie nudziło.Co sobie będzie sama kobiecina siedziała.
I o 22.30 znów spała.DZIĘKI O PANIE! Bo już myślałam,że będzie szaleć do rana :)
Dzisiaj to samo.Ja w wannie.Przyszła do mnie i drzwi zostawiła otwarte szeroko.Proszę, błagam biorę na litość ,że mi zimno od tych drzwi.Tej się przykro zrobiło i w ryk.Poszła.Wyje,wyje.Ja w tej wannie.Słucham ...cisza.Wołam Meluś!!! Meluś!!! Myśle, no padła.W sensie coś się stało,że cisza.Wytaczam się z wanny, lece na golasa,cieknie mi woda wszędzie, ślizgam się na płytkach o mało łba nie rozwale. Patrze leży.Na łóżku niczym aniołeczek.Na brzuszku. Ręce rozłożone.Placek mały taki.Tv wyciszyłam,światło przyciemniłam, kołderke dałam.I poszłam do wanny.Później przeniosłam.Ciekawe o której dzisiaj się obudzi.A może będzie spać długo...

A najlepsze z dzisiaj.
Robi siku, wstaje, podciągam jej galoty i rajstopy a ona się przytula i mówi
"kocham baldzo ciebie"  no zatkało mnie.Ukochałam i powiedziałam jej to samo.
Tak mi się miło zrobiło w tej łazience :)






środa, 3 października 2012

Matka wreszcie się wyspała

Historia spania Melowego jest taka,że od urodzenia spała w swoim łóżeczku.Nawet jak do roku czasu budziła się po 5razy w nocy na mleko to i tak była odkładana konsekwentnie do siebie.Później był okres buntu w momencie kiedy próbowało ją się umieścić w owym łóżeczku więc pogoniliśmy szczebelkowe wyrko do piwnicy zastępując je jak dla mnie ładnym Ikeowskim mebelkiem :P
Radość była przeogromna.Wtaczane były wszystkie miśki tudzież inne zabawki.Do momentu aż zaczęły wychodzić kolejne zęby. Dzieć w nocy zaczął przychodzić do nas.Wtaczać się tymi gołymi girkami.A my już z lenistwa pozwalaliśmy jej zostawać.Efekt był taki,że tak zostało.Nauczyła się zasypiać w dużym łóżku sama.Bez gadania,proszenia,wnoszenia.Dla matki zmęczonej dniem sytuacja idealna.A możliwość wtulenia się w małe ciepłe ciałko i trzymanie za wspomnianą girkę dla mnie super.A jeszcze jak mi Czorcina w nocy się przebudza i mówi "mamo daj mi lęke" no to już całkiem się rozpływam i daje tą ręke i zasypiamy...
Co do przebudzania...ja sen mam bardzo czuły.Wszystko mnie budzi więc i każdy Jej ruch powodował,że się budziłam i poczyniałam wędrówki do wc bo już bym nie zasnęła a to jeszcze łyk czegoś tam.I tu kolejny problem bo zasnąć już nie mogłam bardzo często.Albo dopiero udawało się po dłuuuższej chwili.Więc o wyspaniu się nie było mowy.W końcu matka się zawzięła.Powiedziała sobie dość.Dość nieprzespanych nocy.Dość kręcącej się małej Trzpioty.Dość gołych girek wbijających mi się w brzuch albo lądujących mi na twarzy.Matka posłała dziecko do siebie.I ku jej zdziwieniu poszło gładko.Poleżałyśmy na jej wyrku.Poczytałyśmy aż się obie zamuliłyśmy.Zasnęła.Matka optymistka myśli: wow,ekstra moje najukochańsze dziecko prześpi cudnie całą noc a ja mam czas dla siebie"
No ja optymistką nie jestem raczej i miałam wizje ,że będzie się budzić co chwilę bo przecież chora,inne łóżko i matki swej za ręke nie weźmie.Godziny mijały.Matula szalała w domu.A to podjadła sobie,przy laptopie posiedziała,na film zerknęła.Ogarnęła siebie.Mogła być trochę głośniej bo dziecina u siebie.
No spała.Bitą całą noc.Ba, do 8:30!
A ja, no co?Też spałam, też do 8:30.Wyspałam się jak nie pamiętam kiedy.Wstałam z super humorem i chęcią do wszystkiego.To lubię.
I stwierdzam,że każde zmiany jakie sobie wymyślę to moje dziecko akceptuje bez większych sprzeciwów.Tak samo lekko zareagowała jak zabraliśmy jej smoczek,butle,pieluche. 
No bo przecież cudne to moje dziecko jest.A ja głupia narzekam na nią tyle.Oj głupia ja głupia :)


Bez szału,bez szału bo telefonem.Ale musiałam uwiecznić tę chwilę i tak.
                                                                       Chwilo trwaj!

Powtórka z rozrywki i zmiany

Znów chorujemy.Tegoroczna jesień nie jest dla nas łaskawa.Dziecko się rozłożyło w niedziele.Gorączka,katar wodospadowy po pas,kaszel taki,że ściany chodzą.Pełen chorobowy zestaw.
Mnie od dzisiaj boli gardło.Także na wesoło.
Matka staje na rzęsach żeby dziecko zająć ale kiepsko jej to wychodzi.Tu książeczki,puzzle,klocki,wspólne robienie obiadu.Ale to wszystko na moment bo przy chorobie dziecko wariuje a matka tylko zęby zaciska żeby nie wybuchnąć :/ albo mięsem nie rzucić. Jezuu aż wstyd mi to pisać.W sytuacjach kryzysowych wychodzę do drugiego pokoju albo do łazienki żeby ochłonąć.
Ja Ją doskonale niby rozumiem,że chora to nos zawalony a jak nos to wszystko do gardła ucieka.Głowa boli,temperatura , kaszel.Ale nie jestem RoboCopem. Moje baterie kiedyś też padają.

Zmiany:
I to zmiany na gorsze :/
Muszę też napisać,że dzieć mój leniwy się zrobił.I nie wiem co się stało...
Zaczęło się w przedszkolu.Któregoś razu Pani powiedziała nam,żeby mała jadła sama.W szoku byłam bo Mel z reguły w domu wszystko "siama , siama" . Pani powiedziała,że Amelka np.obiad zaczyna jeść sama ale w trakcie woła Ciocie żeby jej pomogła.Druga sprawa to zakładanie kapci.Też powiedziały żeby uczyć Ją , że ma to robić sama.Fakt , w domu pogina w skarpetach o kapciach wg Niej nie ma mowy.Ale niektóre buty uda jej się założyć albo zdjąć.Ale tam nie.
I od kilku dni obserwuje to nasze rozleniwione dziecko.I muszę przyznać,że faktycznie jeśli chodzi o jedzenie  
no to bez matki ani rusz.Ani jogurtu ani obiadu ani kanapki.Wszystko jest "mamo pomósss miiii, ja nie umiem"
I to nie tyczy się tylko jedzenia ale i zabawy, układania puzzli, klocków, rozbierania do kąpieli. Nic sama!
A najgorsze,że zaczęła sikać w majty.I to też zaczęło się w przedszkolu.Bo w domu od jakiś 9miesięcy chyba, zdarzyło jej się to może z dwa razy.Ale w przedszkolu w ubiegłym tygodniu to codziennie odbierałam ją i siatke z mokrymi ciuchami.Tłumaczę sobie to tym,że może zapomina.Bo się bawi i tak trzyma, trzyma aż puszcza.Chociaż Pani mówi,że zdarzyło się  tak,że wyszły z łazienki, Mel się załatwiła, wyszła i znów siku w gacie.No nie wiem sama....

Kolejna rzecz.Znienawidziła załatwianie się na kibelek.Teraz uznaje tylko nocnik.No nie przetłumacze.
Ona tylko swój "cniczek,mamooo na cniczek" .

Zrobiła się strasznie... nazwijmy to - pyskata.Na swój sposób.Bo co ona tam gada.Tyle o ile.Ale jak focha rzuci to czasami aż boje się odezwać :). Jak coś idzie nie po jej myśli to zaczyna krzyczeć,denerwować się.A jak już puzzle do siebie nie pasują to jest dramat.Rozwali wszystko w diabły i leży tak porozrzucane po pokoju.No albo ewentualnie jest oczywiście "mamooo pomóssss miii"

I jakoś tak kiepsko u niej z organizacją sobie czasu wolnego.Wcześniej nawet,nawet jej to wychodziło.Podłubała w Duplo,klocki układała.Książki przeglądała.Mazała po kartkach.A teraz to najchętniej matce wleźć na kolana i tak siedzieć bez celu.Albo ciągle czegoś chcieć.
"mamoooo kupeeee, mamoooo piciuuu,mamoooo pomóssss"
a najlepsze jest "mamo ja głodna" i wiadomo matka idzie robi jedzonko a to kanapeczki a to paróweczka (ciepła :) ) to zupka mleczna z płatkami a ta mała Pipka skrzywi usta i powie ,że ona chciała coś innego (!!!)
więc matka pyta:może banan?jabłuszko?jogurcik? wszystko jest na nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !
Tak! Mam niejadka.Nie podjada w ciągu dnia słodyczy bo tych u nas w domu nie ma.Po prostu NIE CHCE JEŚĆ.Sucha buła rządzi. Niby oszczędnie nie? Tylko tak jakby witamin zero.

Znów gorzkie żale na blogu.Choroby dziecka nie wpływają na mnie zbyt dobrze.Niestety.Jutro będzie lepiej.Mam nadzieję.I chyba będe miała się czym pochwalić.Ale o tym jutro...
tzn.dzisiaj już bo godzina taka....

Ide spać.
Miłego dnia! :)


wtorek, 2 października 2012

Recenzja

Spóźniona.Tak wyszło.

"Jesteś Bogiem"
Cóż mogę.Czekałam na ten film jak na żaden inny.Muzyka do tej pory gra mi gdzieś z tyłu głowy.
Moje wrażenia po wyjściu z sali kinowej?
Byłam przygnębiona.Tak, to dobre określenie.Zamyślona i wściekła.Dlatego,że nigdy nie zrozumiem samobójców.
Były momenty,że miałam mokre oczy.Ale były też takie ,że pojawiały mi się ciarki na ciele.
"Plus i minus" na klatce schodowej robi wrażenie.
Film uważam za bardzo dobry.Godny polecenia.Na pewno do niego wrócę.Dobór aktorów idealny.Chłopaki świetnie dali rade.Marcin Kowalczyk w roli Magika super!

Magik... guru dla wielu.A on sam?Wg mnie zamknięty w sobie chłopak , dla którego liczyła się tylko jego pasja a cała reszta była tylko dodatkiem.Nie chcący pomocy od nikogo.Pogubiony.
Przywaliła go rzeczywistość tak mi się zdaje.
Na pewno nie jest to film o narkomanie jak sądzi może wielu.
I jest ten moment , który uwielbiam w dobrych filmach jak zbliża się koniec i pojawiają się napisy końcowe to jest ta chwila kiedy człowiek siedzi i myśli - dlaczego?? Bo na to w zasadzie odpowiedzi brak.

Mam w głowie słowa kawałka "Chwile ulotne":
"mamy po 20lat przed sobą cały świat, przed sobą cały życia szmat"

Szkoda.I nie mam na myśli ,że szkoda go, bo zespół bo tamto siamto ale szkoda go jako młodego chłopaka.Który miał przed sobą wszystko....
Szkoda mi  w ogóle ludzi, którzy wybierają taką drogę.Uważam,że zawsze można wyjść z problemów w sposób normalny.Ale to już inna kwestia...

źr.internet