Znów chorujemy.Tegoroczna jesień nie jest dla nas łaskawa.Dziecko się rozłożyło w niedziele.Gorączka,katar wodospadowy po pas,kaszel taki,że ściany chodzą.Pełen chorobowy zestaw.
Mnie od dzisiaj boli gardło.Także na wesoło.
Matka staje na rzęsach żeby dziecko zająć ale kiepsko jej to wychodzi.Tu książeczki,puzzle,klocki,wspólne robienie obiadu.Ale to wszystko na moment bo przy chorobie dziecko wariuje a matka tylko zęby zaciska żeby nie wybuchnąć :/ albo mięsem nie rzucić. Jezuu aż wstyd mi to pisać.W sytuacjach kryzysowych wychodzę do drugiego pokoju albo do łazienki żeby ochłonąć.
Ja Ją doskonale niby rozumiem,że chora to nos zawalony a jak nos to wszystko do gardła ucieka.Głowa boli,temperatura , kaszel.Ale nie jestem RoboCopem. Moje baterie kiedyś też padają.
Zmiany:
I to zmiany na gorsze :/
Muszę też napisać,że dzieć mój leniwy się zrobił.I nie wiem co się stało...
Zaczęło się w przedszkolu.Któregoś razu Pani powiedziała nam,żeby mała jadła sama.W szoku byłam bo Mel z reguły w domu wszystko
"siama , siama" . Pani powiedziała,że Amelka np.obiad zaczyna jeść sama ale w trakcie woła Ciocie żeby jej pomogła.Druga sprawa to zakładanie kapci.Też powiedziały żeby uczyć Ją , że ma to robić sama.Fakt , w domu pogina w skarpetach o kapciach wg Niej nie ma mowy.Ale niektóre buty uda jej się założyć albo zdjąć.Ale tam nie.
I od kilku dni obserwuje to nasze rozleniwione dziecko.I muszę przyznać,że faktycznie jeśli chodzi o jedzenie
no to bez matki ani rusz.Ani jogurtu ani obiadu ani kanapki.Wszystko jest
"mamo pomósss miiii, ja nie umiem"
I to nie tyczy się tylko jedzenia ale i zabawy, układania puzzli, klocków, rozbierania do kąpieli. Nic sama!
A najgorsze,że zaczęła sikać w majty.I to też zaczęło się w przedszkolu.Bo w domu od jakiś 9miesięcy chyba, zdarzyło jej się to może z dwa razy.Ale w przedszkolu w ubiegłym tygodniu to codziennie odbierałam ją i siatke z mokrymi ciuchami.Tłumaczę sobie to tym,że może zapomina.Bo się bawi i tak trzyma, trzyma aż puszcza.Chociaż Pani mówi,że zdarzyło się tak,że wyszły z łazienki, Mel się załatwiła, wyszła i znów siku w gacie.No nie wiem sama....
Kolejna rzecz.Znienawidziła załatwianie się na kibelek.Teraz uznaje tylko nocnik.No nie przetłumacze.
Ona tylko swój
"cniczek,mamooo na cniczek" .
Zrobiła się strasznie... nazwijmy to - pyskata.Na swój sposób.Bo co ona tam gada.Tyle o ile.Ale jak focha rzuci to czasami aż boje się odezwać :). Jak coś idzie nie po jej myśli to zaczyna krzyczeć,denerwować się.A jak już puzzle do siebie nie pasują to jest dramat.Rozwali wszystko w diabły i leży tak porozrzucane po pokoju.No albo ewentualnie jest oczywiście
"mamooo pomóssss miii"
I jakoś tak kiepsko u niej z organizacją sobie czasu wolnego.Wcześniej nawet,nawet jej to wychodziło.Podłubała w Duplo,klocki układała.Książki przeglądała.Mazała po kartkach.A teraz to najchętniej matce wleźć na kolana i tak siedzieć bez celu.Albo ciągle czegoś chcieć.
"mamoooo kupeeee, mamoooo piciuuu,mamoooo pomóssss"
a najlepsze jest
"mamo ja głodna" i wiadomo matka idzie robi jedzonko a to kanapeczki a to paróweczka (ciepła :) ) to zupka mleczna z płatkami a ta mała Pipka skrzywi usta i powie ,że ona chciała coś innego (!!!)
więc matka pyta:może banan?jabłuszko?jogurcik? wszystko jest na nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !
Tak! Mam niejadka.Nie podjada w ciągu dnia słodyczy bo tych u nas w domu nie ma.Po prostu NIE CHCE JEŚĆ.Sucha buła rządzi. Niby oszczędnie nie? Tylko tak jakby witamin zero.
Znów gorzkie żale na blogu.Choroby dziecka nie wpływają na mnie zbyt dobrze.Niestety.Jutro będzie lepiej.Mam nadzieję.I chyba będe miała się czym pochwalić.Ale o tym jutro...
tzn.dzisiaj już bo godzina taka....
Ide spać.
Miłego dnia! :)