czwartek, 28 lipca 2011

Trochę twardo czyli spanie na dywanie

Dzisiaj znów dramat nocny.Melo budziła się z 3 razy.I za trzecim razem znów wzięłam ją do siebie.A że jak mężuli nie ma to śpie na złożonym łóżku i byłoby mi i Melonce ciasno to przerzuciłam wszystko na dywan,Melonce podłożyłam jeszcze kocyk i tak od 3.00 w nocy do 9.00 rano spałyśmy na dywanie,ciągiem bez pobudek.To zdjęcie niżej zrobiłam jak się przebudziłam.

Chyba dobrze jej się spało skoro tak długo pospała.Albo ta pogoda zadziałała.Znów cały dzień pada.Także głupiejemy w domu nadal i czekamy na mężule,który przyjeżdża jutro wieczorem.Dzisiaj przygotowywałam się na sobotni ślub szwagra.W zasadzie wszyscy wszystko mają przygotowane.Mężuli koszule się suszą,moja kiecka wisi wyprasowana i dla Mel sukienki dwie bo nie wiem którą jej ubrać.Zdecydowałam ,że pójdzie jednak w sukience bo znalazłam w domu całkiem taką wyjściową a na przebranie leginsy i bluzeczka.P:rezenty popakowane,kartki kupione.Także jesteśmy gotowi.A anioł dla nowożeńców wygląda tak:


Na dzisiaj to tyle , padam na face.

środa, 27 lipca 2011

ZĘBY czyli no nie pogadasz :)

O Matko Przenaświętsza !!! Co za dzień !!! Ogólnie to noc też nie należała do tych lepszych.Moje dziecko oszalało a ja niedługo oszaleję razem z nią.A zaczęło się w nocy , jedna pobudka,łyki wody spanie.Druga pobudka,łyki wody spanie.Po 20minutach znów pobudka.Nie wytrzymałam.Poszłam,przytargałam do swojego łóżka,przytuliłam gołą szkitke,śpi.Do 5.00.Budzi mnie ruch na łóżku.Otwieram oko a z przerażeniem drugie i widze roześmianą od ucha do ucha paszcze która chodzi sobie po łóżku w poszukiwaniu bidonu.A ,że zczaiła ,że jest u matki na wyrze tak więc ahoj przygodo.Więc biore ,kłade,popija sobie,śpi.I tak do....6.00.I nie dało rady jej już położyć.Wstałam w takim stanie jakby mnie walec przejechał kilkakrotnie a i jeszcze zawrócił i jeszcze raz przejechał.Jezuuuu.No nic lekko nie było.Odwiedzili nas moi dziadkowie.Mel ładnie się zachowywała ale po ich wizycie była tak wykończona ,że jak już siorbała mleko do spania to zasypiała.Pospała 2 godz.Poleciałyśmy na spacer.Wróciłyśmy i odwiedziła nas moja koleżanka Kasiucha.I tutaj w moje dziecko nie wiem co wstąpiło bo tylko na ręce na ręce na ręce.Nie było mowy żeby coś ją zainteresowało na dłużej niż 5minut.Przytargałam jej do pokoju w którym siedziałyśmy tyle zabawek ,że wyglądało to jakby bawiło się tu pięcioro dzieci a nie jedna mała istota.No była tak marudna ,że momentami trzeba było się przekrzykiwać żeby się dogadać.Co za mały szatan.Ale i tak było miło.Z Kasiuchą poplotkowałyśmy,pojadłyśmy,piwko jedno wypiłyśmy ale następne spotkanie na pewno poza domem :) bez małych szatanów :P:P:P Dobrze mi to spotkanie na mózgownice zrobiło.Bo jak mężuli K.nie ma to cała moja Mela na mojej jednej głowie.Dzisiaj mu z rana takiego rozżalonego smsa wysłałam,że aż sama się sobie dziwię . Ale już napisał ,że jak przyjedzie to ja mam relaks także już się na to cieszę.Meli idą zęby więc te jej przytulańce i smutki i marudzenie i niejedzenie pewnie z tego powodu.Jakby można było to dałabym jej wiadro nurofenu albo całe opakowanie czopków żeby coś jej to dało.Kiedyś jej to minie i mam nadzieję ,że do tego czasu nie wyląduję w kaftanie :)

wtorek, 26 lipca 2011

Ćwierćwiecze czyli wszystkiego najlepszego babko!

I minęło 25 lat.Jakoś tego jeszcze nie czuję tego przemijającego czasu. Dorobiłam się :) męża , dziecka,mieszka się normalnie bez jakiś problemów,do tego jestem w trakcie studiów,mam kilka zainteresowań,pasji.Mam czas na relaks i na zapieprzanie.Czas na spotykanie się z rodziną,znajomymi i na dziecko swoje ukochane.I się wszystko kręci.Nie uważam żeby coś mnie ominęło ,żebym coś straciła. Staram się planować swoje życie.Chciałam męża,chciałam dziecko i mam a reszta przyjdzie..Tak sobie właśnie kiedyś planowałam.Że jak będe w tym wieku to te dwie rzeczy chcę osiagnąć i do tych urodzin mieć.Udało się :) Do 30stki daliśmy sobie czas na mieszkanie i mam nadzieje ,że uda się wcześniej :P ale póki co życzę sobie wszystkiego najlepszego :)

Dzisiejszy dzień zaczął się dobrze,bo słońce waliło po oknach a to z Mel lubimy bo buszujemy po dworzu.Akurat dzisiaj po 9.00 biegłyśmy na zajęcia do ośrodka. Melonka ćwiczyła dźwięki naśladowcze. A w szczególności zwierzęta co uwielbia.Krowa muu,Kotek miauuu,Kurka kokoko,Kaczka kwakwa kwa i Piesek w wykonaniu mojego dziecka to uuu uuu.Z takim niskim głosem to uuu.Śmiesznie to wygląda bo gdzie zobaczy psa tam jest uuu uuu.To brzmi jak Święty Mikołaj z bajek "hoł hoł hoł".Nasłuchała się psów u mojej teściowej i tak powtarza za nimi.AAA i bym zapomniała jeszcze udaje świnke heh jak ja jej pokazuje jak robi świnka i chrumkam to ona robi coś w stylu wrr wrr wrr.Ogólnie pani powiedziała,że jeżeli chodzi o zwierzęta to radzi sobie dziewczyna.A nowe słowo w małej słowniku to kupa.Zrobi kupe i mówi albo tak po dziecinnemu kupa albo upa.Tak śmiesznie przeciąga uuuupa uuupa.Co za mały pociech z niej.No a po ośrodku poszłyśmy do mojej koleżanki Karoliny i jej córci Laury-miesiąc młodszej od Melaśki.I zajadałyśmy tam pyszne gofry,dopiero co zrobione,ciepluchne i pachnące z bitą śmietaną i bananami.Uczta dla podniebienia ale cios w moją dietę.Podratowałam się tym ,że przez resztę dnia mało zjadłam i tylko potrawy mało kaloryczne.Gofry kocham.Najbardziej te z bitą śmietaną i polewą czekoladową.Tydzień temu tylko na gofry udaliśmy się z mężem K.nad morze.Zjedliśmy po pycha goferku i wróciliśmy do domu.Pierwszy jest mój wersja minimalistyczna drugi zaś należy do męża wersja full wypas.



I myślałam ,że z tą bombą kaloryczną mam spokój do następnych wakacji ale jak usłyszałam ,że koleżanka Karolina robi to czemu nie :D i tak szamałyśmy a dziewuchy ganiały się po mieszkaniu.Poźniej do domu,drzemka i coś tam coś tam do wieczora...
Teraz z głośnika płynie sobie Katie Melua tylko wina i mężuli brak ale odbijemy sobie to na pewno :) ...........

niedziela, 24 lipca 2011

kupować nie kupować czyli bilans zysków i strat

Od czego by tu zacząć dzisiejszą notkę??A może od tego ,że jesteśmy już z Franczeską 2 dni same.I jakoś leci , byłoby lepiej jakby pogoda dopisała a tak siedzimy w domu i czas się dłuży.Wymyślamy co rusz jakieś głupoty ale zaraz się nudzimy i tęsknimy za tatą.Dzisiaj lało od samego rana także nawet na krótkie bieganie po dworzu nie było szans.Dopiero wieczorem wyszłyśmy na troszkę.Dzisiaj żeby dzień szybciej leciał to posprzątałam wszystko co się da i błąd!! Bo co będe robić jutro i pojutrze ?? :) Na szczęście Melonka zasypia sama odkąd rządzimy się same.Aż dziw bierze.WCzoraj pięknie zasnęła po mleku jakoś po 20.00 i spała do 5.00 troche wody,pielucha i spała do 9.00 co też mnie zdziwiło oczywiście bardzo mnie to cieszy.W południe drzemka też super bo sama zasnęła i teraz na noc też.Dobrze bo przynajmniej nie daje mi popalić.A udało mi się w końcu poszperać jej trochę w paszczy i ...wychodzi 10 ząb druga trójka tym razem lewa dolna.A mimo to jest bardzo grzeczna, tylko mniej je ale to nic nowego heh.
A teraz może trochę o mojej zagwostce.Otóż znaleźliśmy z mężulą piękne mieszkanie w centrum miasta w sumie.Układ no jak dla nas idealny,lokalizacja też ok itd itd.I teraz cały czas myślimy czy je brać czy nie.Co oczywiście wiąże się z kredytem.To już nie chodzi chyba o ten kredyt ale o to czy faktycznie nam to potrzebne tak szybko i już.Z drugiej strony wiem ,że już takiego mieszkania nie znajde.Bo oglądając inne no to nic nam się nie podoba bo w każdym jest coś nie tak. A czas tak jakby goni bo trzeba  wpłacić kaucję żeby je zarezerwować.I to też nie chodzi o tą kaucję ale jak będziemy to przeciągać to poźniej może nam fajne mieszkanko przejśc koło nosa.I tak się głowimy teraz czy się decydować i brać kredyt czy dać sobie siana i kupić jakieś , kiedyś za dwa trzy lata.....Echhhh Nie daje mi to spokoju......

Ale zmienię temat bo coś mi się przypomniało.Wczoraj byłam z Melonką na zakupach takich "coś do szamania na obiad" , Mel wzięła ze sobą zająca swojego z którym śpi i najlepiej żeby go taszczyć wszędzie gdzie się da.I tak chodzimy , chodzimy , wyrzuciła raz zająca z wózka.Mówie trzymaj bo później nie zaśniesz.Chodzimy ,chodzimy ja patrze a zająca nie ma .No tak mi się gorąco zrobiło jakby niewiadomo co się stało.I lece do tyłu z wózkiem, patrze wszędzie,gorąco mi coraz to bardziej i patrze JEST! Leżał odłożony przez kogoś na półce.Boże jaka była moja radość.Ten zająć to nie byle jaki gość.Mel tak go kocha ,że jak śpi to trzyma go za noge,ucho,łape.gryzie go jak idą zęby.Jak mówie idź po zająca to leci , wywala przez szczebelki w łóżku wszystko co się da żeby go dosięgnąć.A po kąpieli jak mówie Amelka ubieraj się bo zając chce iść spać to ona już piszczy żeby do niego iść i jak wkładam ją do łóżeczka to już cieszy miche ,łapie go i się w niego wtula.I nie ma w tym ściemy bo cwaniara nie da się oszukać.Przedwczoraj wyprałam zająca i w porze spania jeszcze wisiał na suszarce i się suszył.Nie był jakiś mokry ,że z niego ciekło ale taki no jeszcze troche mu brakowało do całkitej suchości.I chciałam Melce dać bardzo podobnego chociaż na chwilkę aż przyjdę z mlekiem.I dałam jej takiego innego zająca i kota.Ona wkładana do łóżeczka oczywiście trzęsła się żeby chwycić tego swojego zająca.I tak spojrzała na tego oszusta,póżniej na kota i marudzi.No to jej przyniosłam tego jej oszołoma i radość dziecka bezcenna.Fajnie ,że ma takiego ukochańca swojego.Sympatyczny taki widok jak ona tak się cieszy do tego królika , daje mu buziaka albo pić z bidonu ,pociecha moja.

Dzisiaj u sąsiada cisza.Piszę to dlatego ,że wczoraj nie wiem czy to była parapetówa czy poprostu jakieś męskie spotkanie....Ale impreza trwała jakoś do 2.00 w nocy. I tak nie spałam ale jednak..... Udało mi się naliczyć około 8 facetów.Bo nasze mieszkania odbijają się w oknach bloku naprzeciwko a że on firanek ani rolet jeszcze nie ma tak więc wszystko było widać i słychać też.Szczególnie jak darli się na balkonie.Oby to było jednorazowe...

A teraz czas na anioły:



I tak to właśnie wygląda :) Teraz kolejne się pieką a jeszcze inne czekają na doklejenie włosów.Ten ostatni "Anioł Gabrysi" to prezent na chrzciny na sobotę za tydzień a ślubny się piecze.Mam nadzieje,że dobrze wyjdzie bo fajnie narazie wygląda i trzyma dwie obrączki.Jak tylko będzie gotowy do sesji zdjęciowej to na pewno go pokażę :) Zrobiłam na wszelki wypadek dwa jeden właśnie z obrączkami a drugi z dwoma sercami no zobaczymy który powędruje do sobotnich małżonków :)
A teraz zdjęcie nieba.Jak wracałam z Melaśką z zajęć niedawno to takie oto włśnie niebo było nad nami i postanowiłam je uwiecznić.Obok jest budowa nowego bloku mieszkalnego na której zawsze widujemy wielu panów budowlańców i odniosłam wrażenie ,że myślą ,że to im robię zdjęcie :P:P:P

czwartek, 21 lipca 2011

Słońca chcemy czyli jak brak słońca wpływa na nasz humor

tiaaa humor od wczoraj tragedia.Coś okropnego.Mel marudząca chyba na zęby , można by z tego wszystkiego walić głową w mur a i tak by to nic nie zmieniło.Wczoraj obudziłam się z takimi podkrążonymi oczami jakbym balowała całą noc.No i faktycznie jakoś źle spałam.Dlaczego ?a to dlatego ,że padało,lało i co tam jeszcze można by na ten temat pisać i cały dzień wczorajszy też padało.Z przerwami.Czyli jak deszcz to siedzenie w domu.Czyli wścieklizna mojego dziecka.No ryk,krzyk,moje nerwy.I do tego remont piętro wyżej,ale taki już na konkretnym etapie chyba bo walili młotami tak głośno ,że Melonka ledwo zasnęła i to już o 10.00 ale tylko na 30 minut.Jak to powiedziałam mężowi przez telefon to śmiał się i nie mógł się powstrzymać.Nie wiem co w tym śmiesznego heh jak mała tylko usłyszy jakieś wiertary czy młoty i inne ciężkie sprzęty a dziecko przestraszone z krzykiem ucieka mi na kolana bo moje dziecko jakieś wrażliwe na hałasy jest .Nie cierpię remontów i tych we własnym domu i tych u sąsiadów.Na szczęście dzisiaj trochę lepiej.AAA jeszcze tylko napiszę ,że jak tylko Mel wczoraj się obudziła o tej 10.30 to przestali hałasować ale już o dalszym spaniu nie było mowy...
Na mój zły humor wczorajszy składała się więc pogoda,hałas u sąsiada a poźniej inteligentna rozmowa z matką , oczywiście przez telefon.Zadzwoniła i gadała o pierdołach , powiedziała ,że w końcu zamówiła ten wielki telewizor bo jednak wcześniej nie mogła się zdecydować,że czego to on nie będzie miał ble ble ble i się zapytała co robię z Amelką teraz w domu.Mówie ,że teraz mała jadła obiad i siedzi sobie w wysokim krzesełku i z tacki wcina suche rozsypane płatki kukurydziane (bo lubi i po obiedzie dałam jej jeszcze do poskubania) fajne to ćwiczenie dla małych łapek bo ćwiczy precyzję ruchów.Małe płatki kukurydziane trzeba małymi łapkami brać pojedynczo i trafiać do pyszczka.A Meli to bardzo podeszło bo wczoraj siedziała tak 40 minut i płatek po płatku zjadała a jak chciałam ją wyciągnąć to usłyszałam "nie" i dałam spokój.Iiiii wracając okrężnie do rozmowy z wspomnianą matką,jak usłyszała ,że Melani ostatnio często je z tacki łapkami bo i ziemniak i kurczak,ogórka,banana,arbuza a i jajecznice i to chyba wszystko narazie bo to przecież niejadek jest.A matka do mnie to daj jej widelec i niech się uczy!!!!!! A mi ciśnienie tak skoczyło ,że myślałam ,że przejde do niej przez ten telefon żeby było szybciej.Mówie jej ,że ona ma czas jeszcze na to żeby się uczyć jeść widelcem,nożem czy choćby łyżką a takie jedzenie rączkami to bardzo ważne dla takiego dziecka , że ćwiczy się tym wiele zmysłów i koordynacje ruchów ręka-pyszczek,wzmacnianie mięśni dłoni,chwytanie małych elementów no wszystko co najlepsze i z resztą jestem fanką metody BLW czyli baby led weaning co polacy tłumaczą sobie bobas lubi wybór heh ;) Czyli w skrócie chodzi o to ,żeby dziecko jadło samo, kawałki różnych pokarmów ale rączkami.A moja matka na to ,że co ja chce z niej zrobić jakąś kaleke bo się przyzwyczai jeść rękoma i nie będzie chciała jeść sztućcami i takie tam .Na to ja ją przymknęłam tym ,że najlepiej to dawać dziecku butle z mlekiem do niewiadomo jakiego wieku na śniadanie i mieć święty spokój.Bo sama dawała butle z mlekiem mojej siostrze do 5 roku życia bo gówniara tak się przyzwyczaiła ,że nie chciała nic jeść innego.I mówie jeszcze ,że może przez to ,że tak jadła tylko to mleko na śniadanie to może dlatego teraz nie chce nic jeść i tylko słodycze i chipsy bo do niczego nie była przyzwyczajana od małego i to może od butli musi teraz nosić aparat bo jest coś takiego jak próchnica butelkowa i krzywy zgryz od butelek.Mówie ,że pewnie! po co dziecku jajko ugotować czy jajecznice czy zrobić kanapke lepiej zapchać butlą i mieć spokój i czas wolny.To się zamknęła i powiedziała ,że już musi kończyć bo idzie na zakupy.No tak mnie wkur.....,że przeszła samą siebie ,ona mi będzie mówić czego ja mam uczyć swoje dziecko jak sama moją siostre tak wychowała ,że ta jej wchodzi na głowe jak tylko może.Ale sama tego chciała.A niedawno w ogóle była taka w szoku,że Amelka je jajecznice,kanapki z jajkiem na twardo na śniadanie no i jeszcze coś tam było i z dumą to mojej siostrze opowiadała żeby jej przetłumaczyć ,że Amelka taka mała i je takie rzeczy.I tak Melon mały nie chce wielu rzeczy jeść ale przynajmniej próbuje jej dawać różne posiłki żeby chociaż miała pojęcie ,że są różne smaki itd. Ajjj normalnie szkoda gadać i pisać , ale ważne ,że ulga jest jak sobie o tym popisałam i jej powiedziałam co na ten temat sądzę.

Następna sprawa która dolała oliwy do ognia to wyjazd mężuli do Szwecji na szkolenie.No wiedziałam ,że ma być ale w sierpniu a tu wczoraj dostał tel ,że jednak teraz.I jutro leci na dwa tygodnie echhh.Smutno trochę ale jakoś zleci.Przyjeżdża na chwilę na ślub brata za tydzień i wraca na drugi dzień.Znów z Franczeską małą będziemy się rządzić same na chacie jeeeeaaaa :/ echhh bardzo zabawne.

Już nawet nie miałam siły dokańczać aniołów ale może dzisiaj je dokończę i wkleję w końcu jakieś zdjęcia jutro.Achh za dużo na głowie ostatnio.Jeszcze to mieszkanie...ale o tym kiedy indziej.

sobota, 16 lipca 2011

pierwsze łyki piwa czyli rodzina patologiczna ?? :)

Od czego by tu zacząć?? A może od tego ,że z Melonką mamy już skompletowane zestawy ubraniowe na wesele za dwa tygodnie.Ja mam kieckę,marynarkę z podwiniętymi rękawami na którą polowałam już dłuższy czas,buty i to wszystko a Melonka ładną bluzeczkę,leginsy i sandałki.Owszem mogłabym ją ubrać w różową sukienkę z wielką kokardą do tego białe rajstopki i obowiązkowo różowa wstążka we włosach ale jakoś tak było by chyba słodko ,że aż mdło i postawiłam na luz.Ma być dziecku wygodnie a te ciuchy co jej kupiłam na wesele to przydadzą jej się jeszcze później a z taką piękną sukienką kupioną na raz co ja bym później zrobiła?? W tym zestawie też wygląda ładnie :) A nowe sandałki tak jej się podobały ,że nie dała sobie ich ściągnąć a jak już to zrobiłam to ryk niesamowity.
Dwa dni temu zrobiłyśmy sobie z Mel pierwszą wspólną kąpiel.Mała tylko siedziała i się we mnie wpatrywała.Wg mnie jej mina mówiła "ale co Ty tu robisz mamo??" I tylko ciągle mówiła jej słynne "mama????" ze zdziwionym pytajnikiem na końcu o którym już nawet panie w ośrodku mówią ,że śmiesznie to brzmi.
Coś Meloniskowi ostatnio się poprzestawiało ze snem tzn.mało godzin jej wystarcza żeby się wyspać no ze mną jest znacznie gorzej bo ja wyspać się nie mogę.Fakt ,że dłubiąc w masie solnej czy modelinie czy poprostu czytając książkę nie da się pójśc spać wcześnie ale no mogłaby chociaż spać do 9.00 :P a ona wstaje ostatnio o 7.00 a parę razy się zdarzyło ,że po 6.00.Wczoraj przetrzymaliśmy ją z mężem K. do 23.00 z nadzieją ,że dzisiaj mała pośpi do chociaż 8.00 ale złudne były moje myśli .Melonisko wstało o 7.30 a ja wyglądałam jak po dobrej imprezie.Za to ona pełna energii latała po mieszkaniu.Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza więc nawet dłużej nie można na dworzu posiedzieć ,żeby dziecina się wymęczyła bo albo pada ,wieje,później wyjdzie słońce ale co to za zabawa jak wszędzie mokro a kaloszy póki co nie mamy , chcemy kupić dopiero na jesień. Upału sobie życzę i to bardzo i to natychmiast :(
Porobiłam trochę nowych aniołów z masy.Są już pomalowane ale nie mają włosów więc zdjęć narazie nie wklejam,jeszcze chce do nich coś dodać więc może za jakieś dwa dni się tu pojawią.Znów mam chęć i wene na ich robienie więc tłuke jak najwięcej.Bo już zostały mi resztki w domu.A jak się nadaży okazja żeby komuś dać albo ktoś sobie zażyczy to nie ma z czego wybierać, więc to będą takie śpiochy szufladowe czekające na wyjście.
Jeszcze wrócę do spania mojego dziecka to nie dość ,że śpi krócej to jeszcze trudno ją ułożyć do spania bo jak już wysiorbie mleko to jak zwykle biega po łóżeczku,gada sobie po ciemku do siebie itd.Czasami zasypiała sama a czasami z moim lekkim bujaniem.Ale ostatnio pobawi się trochę i ryk.Jak przyjde to mała paszcza uśmiechnięta od ucha do ucha, kładzie się i wymachuje gołymi szkitami :P Więc kłade na boczek a ta fik i znów to samo,wychodze ryk.I tak za drugim,trzecim razem lekko bujana w łóżeczku zasypia.Wczoraj powiedziałam koniec.Jak zaczęła krzyczeć to poszłam się kąpać żeby tego nie słyszeć bo przykro na duszy.Mężulo ją taką płaczącą i z giluchami przetrzymał chyba z 10 minut aż sam nie wytrzymał i poszedł do niej ,kładzie na boczek ,chce zacząć bujać leciutko,dziecko zasypia.Stwierdziliśmy ,że ona poprostu tymi krzykami woła mnie bo myśli ,że będzie zabawa i od dzisiaj mężulo K. będzie do niej chodził jak będzie tego sytuacja wymagać i może znów zacznie sama zasypiać.Chociaż żeby aż tak dramatem nie wiało to teraz do drzemki mnie nie potrzebowała,wypiła mleko, ja wyszłam i zasnęła chyba w 3 minuty z nogami na ścianie :P
A jeszcze dodam ,że wróciłam do czytania bajek małej na dobranoc bo już kiedyś miałam pierwsze podejście do tego ale kiepsko szło więc dałam spokój.Teraz mimo ,że Mel wędrowała po łóżeczku jakby dosłownie brała do siebie teksty "za górami za lasami" ja dzielnie jej czytałam dalej.I tak przeczytałam "Nowe szaty cesarza", "Czerwonego Kapturka" i "Białą Kotkę" i ziewałam non stop to i tak jej to nie uśpiło. I chyba znów sobie dam z tym spokój.
Wczoraj do obiadu z mężulą mym otworzyliśmy sobie po piwku. Melonka zjadła z nami bo staram się aby posiłki były jak to tylko możliwe wspólne.Cały czas bacznie obserwowała nasz NAPÓJ.Po zjedzonym obiedzie zaczęliśmy sprzątać ze stołu , oboje byliśmy w kuchni .Nagle widzę swoje dziecko w przedpokoju i słyszę "chlust".Patrzę a to moje piwo leje się ze szklanki.I jestem przekonana ,że nie omieszkała spróbować co tam takiego starzy piją zanim do nas dotarła. Pełny podziw ,że nie zbiła szkła ale zrobiła to pewnie dlatego ,że wtedy szybciej byśmy do niej dotarli i z jej piwkowania nici.No patologiczna rodzina jak piwko no to wszyscy razem żeby nie było ,że dziecku nie dadzą.O ludzie :)
Pisałam ostatnio ,że temat nowego mieszkania nabiera rozpędu.Wczoraj mąż K. poinformował mnie ,że w środę ma spotkanie z doradcą z Open Finance w sprawie kredytów , nieruchomości i tego co tu wykombinować żeby dobrze na tym wyjść.Więc dzieje się a ja już za mężem nie nadążam :)))) Ale cieszy mnie to nie powiem :) I przyznam się po cichu  i może to głupie ale w myślach urządzam sobie nowe mieszkanie (?????). Którego jeszcze nie ma i tak naprawdę nie wiadomo czy będzie za rok czy za 5 lat tak jak sobie mówiliśmy. Ale co tam pomarzyć fajna i miła rzecz :)))) Myśle sobie o kolorach , meblach i pewnie do tego czasu aż w końcu kiedyś zamienimy mieszkanie  i tak mi się wszystko zmieni sto razy ale co tam, miło się tak myśli o czymś nowym :P

środa, 13 lipca 2011

Wczoraj mojemu dziecku chyba się nogi poplątały bo wylądowała na buzi kilka razy.dzisiaj po jednym upadku została ryska a po drugim lekkie przetarcie koło ust.A wcale nie powinno być lekkie bo tak upadła na szafę ,że z mężem myśleliśmy ,że nos ma złamany ale uderzyła bokiem jakoś, ale ryk był straszny.Uspokajała się na rękach u taty z których później ni cholery nie można było jej odczepić.Więc taka uwieszona na tatusiowych rękach trwała do wieczora.Śpi dobrze.Dzisiaj pobudka o 4.00, woda , zmiana pieluny i spanie do 8.00.Nocnikujemy się znów, jest postęp.Mała nie ucieka na widok pieluchy i wizji zmiany pampersa.Siada na nocnik , robi co trzeba, jak zrobi to puka w nocnik i daje sobie zmienić piluszkę.Dzielny zuch.Sadzam ją równo co godzine i na 5 razy wczoraj (bo zaczęłyśmy pod wieczór), 4 razy udało jej się coś w tym ustrojstwie zostawić.
Jeszcze co do dnia wczorajszego to byłyśmy na placu zabaw gdzie kaurat była jakaś wakacyjna grupa przedszkolna.Mel wzbudziła ogromny zachwyt wśród dzieci (4latki). Jedna dziewczynka się nią zaopiekowała,prowadziła za ręke na zjeżdżalnię, łapała ją jak Mel zjechała, zjeżdżały razem.A jak chciałam Melonce podać ręke żeby jej pomóc to gdzie tam, wystawiła łapkę do dziewczynki i koniec.Parę razy się przewróciła i właśnie z podwórka przyniosła rysę koło nosa.Heh niby rośnie, lepiej chodzi a upadków więcej niż jak zaczynała chodzić.

Temat mieszkania coraz bardziej gorący ,co bardzo mnie cieszy.Kombinujemy z mężem K.jaki by tu kredyt wziąć itd.Narazie to oglądamy sobie w internecie plany różnych mieszkań,lokalizację i wszystkie pomysły są póki co w głowie.Musimy czekać do września aż mężulo umowe na stałe dostanie i podwyżkę zarazem.Dla mnie bardzo ważny jest układ mieszkania, ma być jasne,przestronne,przytulne,ciepłe i nie wiem co tu jeszcze.... nawet lokalizacja nie jest już dla mnie ważna.Byle daleko od mojej matki.No np.wczoraj... wychodząć z domu i patrząc na  jej okna domyśliłam się ,że nie ma jej w domu.I w duchu gadałam do siebie obyśmy tylko z Melonką jej i mojej siostry nie spotkały.I nagle na osiedlu obok patrze idą ://///. Myślę sobie "matka z daleka ludzi często nie poznaje więc może przemknę niezauważona"   , lekko schowałam się za samochodami ale niestety nie udało się .Siostra mnie wypatrzyła :/ i gadka szmatka o niczym a to ,że do mnie wpadną z wizytą , posiedzieć.Mówie im ,że jak jest ładna pogoda to nie zamierzam z dzieckiem kisić się w domu i możemy się spotkac ale gdzieć na placu zabaw.A matka do mnie ,że one przyjdą do nas jak będzie brzydka pogoda !!!!! Dżizasssss.Dlatego powiedziałam do mężuli ,że niech on tam sobie wymyśla gdzie chce mieszkać ale ma być daleko od mieszkania mojej matki bo nie chce ciągle myśleć ,że ją gdzieś spotkam ,że się będzie wpraszać do nas moja siostra itd.itd. mam dosyć czegoś takiego. Przecież ona oszaleje jak już kiedyś zobaczy to nowe mieszkanie ale nie z radości tyle z zazdrości. Niestety taką mam sytuację z matką ,że ona nie będzie cieszyć się razem ze mną ,że się urządzamy tak jakby na nowo,że polepszamy sobie no i wszystkie te rzeczy tylko będzie pękać i kipić.Taka jest....A ja chce jej pokazać ,że można jak się tylko bardzo chce.Sama przez rozwód z moim ojcem sobie nic nie polepszyła, ba!!! a nawet pogorszyła więc teraz złość ją bierze jak komuś się układa.Chciała mieć niby lepiej a ma no co tu dużo gadać źle.Na zewnątrz robi z siebie damulkę i co to nie ona bo się ubierze,zrobi na niby bóstwo tylko w domu wcale takiego miodu nie ma .aj sama tego chciała.Teraz wszystko się na niej mści.Oczywiście nic jej nie powiem , nawet ,że mamy takie plany , jak już np.będzie wiadomo gdzie itd.też nie powiem bo a nóż wymyśli też przeprowadzkę i to w tym samym budynku co my albo blisko.Chociaż tyle czasu nic nie wymyśliła więc teraz też by nic nie zrobiła ale z drugiej strony to ,że ja się przeprowadzę było by dla niej impulsem żeby być lepszą.Piszę to dlatego bo ostatnio kupiliśmy nowy telewizor.Powiedziałam jej a ona nagle "no my też musimy zmienić" , wyciągnęła ze mnie wszystkie informacje i szuka teraz dla siebie oczywiście jeszcze większego,lepszego z wieloma innymi funkcjami których nazw nawet nie potrafi wymówić ale ważne ,że będzie miał wszystko co tylko telewizor mieć dla niej MUSI.No czy to jest normalne?? Mój mąż to już nawet tego nie komentuje,wie ,że ona ma nie tak pod kopułą i już.A ja mam serdecznie dosyć mieszkania w jej okolicy...

poniedziałek, 11 lipca 2011

TEN na górze :)))

I znów była mała przerwa w pisaniu.Jakoś tak to działa wszystko , że jak zrobie sobie przerwe to poźniej nie mogę się zabrać za pisanie.Ogólnie wszystko u nas ok. Widziałyśmy się ostatnio z koleżanką Kamilą i jej synkiem Filipem. Zabrałyśmy dzieciarnię do Bajkolandu. Jakoś w dalszym ciągu nie mogłam przekonać Melonki do basenu z piłeczkami.Ma też taki na zajęciach w ośrodku i też ciężko jej tam wytrzymać.Nie lubi,boi się. Ogólnie to fajne miejsce,narazie z Kamilą możemy zapomnieć o spokojnych pogaduchach i tylko obserwacji z daleka naszych bąbli bo trzeba za nimi chodzić krok w krok :)
Weekend minął rodzinnie całkiem.Wizyty u nas , albo my wybywaliśmy i tak zleciało.A!!! i zabrałam Mel do kościoła....taaa pierwsza jej wizyta w kościele od czasu chrztu i naszego ślubu. Nie wiem co mnie naszło.Wstałyśmy bardzo wcześnie bo jakoś po 6.00.Cała noc była koszmarna.Mel w ogóle nie mogła spać.W środku nocy poszłam do niej bo się obudziła i nie mogła zasnąć.Wierciła się,jęczała z zamkniętymi oczami.Wrociłam do "małżeńskiego łóżka" ale tu też kiepsko było.Mąż K.wieczorem wybył mi na piwo i jak to po piwie chrapanie murowane. Robił to na tyle głośno ,że skutecznie uniemożliwiał mi sen.Więc zabrałam pościel i poszłam do swojego dziecka do pokoju spać.Po chwili dziecina się obudziła , zabrałam ją do siebie do łożka i spałyśmy razem.No , bardziej - leżałyśmy obok siebie bo wyginałyśmy się w każdą możliwą stronę. Fasolka rozpychała się nogami i łapkami a ja też jakoś nie mogłam sobie poradzić.Upał był w tą noc nieziemski, może to dlatego tak źle spałyśmy. Echh i rano oczy na zapałki , ubrałyśmy się , zjadłyśmy śniadanie i o 7.50 już byłyśmy na dworzu.Mężulowi tylko kartkę zostawiłyśmy ,że wychodzimy i nie wiemy gdzie idziemy i ,że jak wstanie to niech pisze na komórkę.Nie miałam pomysłu gdzie by tu iść tak wcześnie.Pogoda sprzyjała nawet, ludzi mało, samochodów na ulicach zero, jak to o poranku przy niedzieli.Fajny obrazek takie opustoszałe miasto. Zbliżając się w okolice kościoła dało się zauważyć kilka starszych pań elegancko ubranych i wtedy mnie naszło "no tak, skoro niedziela to msza" i mówie do mojej Mel ,że też zajdziemy.Wiedziałam ,że na chwilkę bo przecież gdzie takie dziecko wysiedzi a o puszczeniu jej na swobodne chodzenie nie ma mowy bo jeszcze by poszła do ołtarza i co wtedy heh . Usiadłyśmy sobie na samym końcu i klarowałam Pyśce gdzie jesteśmy o co tu chodzi co widzi przed oczami :) i że trzeba być cicho.Oczywiście gadaj sobie matka , córka i tak wie lepiej więc dawaj! trzeba sobie pośpiewać albo pokrzyczeć mamamamamamamama.
W międzyczasie zobaczyłam ,że na wyciszonym telefonie mam połaczenia od mężuli i smsa-gdzie jesteśmy, po kryjomu napisałam krótko gdzie.Nie minęło 15 minut a tatusiek nasz był już z nami. Mówi ,że szukał nas wszędzie heh a my sobie w kościele siedzimy. Melo tak się głośno cieszyła ,że ojczulka widzi ,że trzeba było się ulotnić ,żeby ludzie nas nie pogonili a msza nawet nie zdążyła się zacząć. Dobrze tak raz na jakiś czas sobie tak pójść na spokojnie posiedzieć w kościele , ciekawe doświadczenie....
A Melonik mój mały w tą noc spał pięknie. Dopiero nad ranem pobudka na kilka łyków wody i spanie do 8.00. Może TEN NA GÓRZE jej przetłumaczył , że ma w nocy spać :)

wtorek, 5 lipca 2011

wspaniała, no przewspaniała babcia :D

Dzisiaj jak to przy ładnej pogodzie wybrałyśmy się z Mel na plac zabaw.Niedaleko naszego osiedla jest sportowa dolina , w skrócie to duży, bardzo duży plac gdzie znajdują się boiska do grania w nogę, w kosza, squasha,mnóstwo ławek, drabinek , trawa do piknikowania , no masa miejsca do spędzania miłego czasu z dzieckiem. I dzisiaj tam zawędrowałyśmy. Mimo wczesnej pory dzieci jak i ich opiekunów w postaci mam i babć i tatusiów też kilku się znalazło, było całkiem sporo.Znalazłyśmy sobie miejsce na postawienie wózka, no bo przecież nie na siedzenie w piaskownicy bo po co?? Moja mała żaba woli wędrówki i obserwacje wszystkiego dookoła a matka lata za nią jak opętana. Widok jest taki: dzieci biegają po ślizgawkach,sypią na siebie piachem,jedne biegają z piłką, inne tak jak moja z łopatką w ręce chodzą sobie od drabinki do drewnianego domku...a rodzice czy babcie na ławeczkach gazetka te sprawy,niektórzy foremkami lepią babki z piasku dla dzieci i takie tam.... ale dzisiaj była ONA.Super babcia.Dała się wypatrzeć już z daleka.Przyszła, a może przybiegła patrząc na to ile ma siły z wnuczką.Babcia na oko 50siąt pare lat , wnuczka z 6lat. Co jest ciekawego w tym wszystkim?? To , że pani babcia z wyglądu przypominająca taką bajkową,klasyczną babcię z koczkiem , lekko siwymi włosami w okularach na nosie i lekko "zaokrąglona" tu i ówdzie biegała z wnuczką niczym jej rówieśniczka.Ogólnie z tego co udało mi się zaobserwować wybrały się na piknik, miały koc, kosz ze smakołykami,zabawki i książki.Ale gdzie tam żeby leżeć plackiem.Wnuczka biega a babcia za nią.I to po wszystkich atrakcjach z placu zabaw.Trzeba zjechać na zjeżdżalni , przebiec po ruchomym pomoście,wdrapać się na ściane z lin dla babci chyba żadna nowość.Jak tak przebiegała obok nas powiedziałam jej ,że jestem pełna podziwu dla tego co robi i super jest mieć taką babcię.Przystanęła na chwilę i mówi ,że nie może patrzeć na te wszystkie damy które siedzą na ławce i tylko do dziecka "tego nie rób,tego nie dotykaj,tam nie wchodź bo się ubrudzisz" i w rezultacie biorą dziecko pod pache i sru do domu.Mówi ,że żal jej tych dzieci.Powiedziała też ,że ma 60 lat a wnuczka jest o nią zazdrosna jak tylko zaczepia inne dzieci do zabawy.Kurcze no taki widok dzisiaj ,że szok.Brawo dla pani babci!!! Mam nadzieje,że uda mi się być taką pozytywną, zakręconą mamuśką jak Melonka będzie ciut większa i będzie już w stanie wejśc wszędzie sama.Chociaż już teraz wchodzę z nią do drewnianych domków , zjeżdzam z nią na zjeżdżalni bo z tych stromych boi się sama zjeżdżać a niektóre matki patrzą na mnie jak na dziwoląga ,że co ja wyrabiam echhh.Poprostu intensywnie spędzam czas z dzieckiem ot co! :D

poniedziałek, 4 lipca 2011

moje nowości :)

Korzystając z czasu wolnego wkleję troche zdjęć MODELINIAKÓW. Buszując po internecie znalazłam mnóstwo przepięknych , przesmacznych rzeczy z modeliny.Niektóre np.pralinki czy torty są tak zrobione ,że wyglądają jak prawdziwe i chciałoby się je zjeść ale ja jeszcze muszę dużo nad tym posiedzieć żeby robić takie pyszności a nie ukrywając właśnie na pralinkach i torcikach zależy mi najbardziej.
Tak więc oto co udało mi się narazie ulepić, kolczyki,wisiorki i zawieszki do telefonu :)  :

Narazie to wszystko.Nie są to jakieś niewiadomo jakie cuda, ale myślę ,że jak trochę poćwiczę to będe robić naprawde ładne rzeczy. A póki co to frajda i przyjemność dla mnie jak sobie tak siedzę wieczorem i dłubię :)

sobota, 2 lipca 2011

Deszczowa nuda....o nie! I mniam mniam...

"W czasie deszczu dzieci się nudzą..." może troszkę bo na dwór wyjść się nie da , ale Melonka dzisiaj dzielnie sobie poradziła z nudą. Dorwała jakąś starą gazetę , długopis który mi przyniosła żebym jej go włączyła i "pisała" po gazecie z dwie godziny.A ja miałam czas żeby ogarniać w domu. Poźniej sama Mel ganiała ze ścierką i udawała ,że myje szafki,lustro czy podłogę. Rośnie mi mam nadzieje młodszy pomocnik, który teraz smacznie śpi .Ostatnio jak były te cieplejsze dni to młoda tak się mogła wyszaleć ,że padała w południe na 3,5 godziny.I udało nam się znaleźć nawet  plac zabaw niedaleko domu na którym są w miarę płaskie zjeżdzalnie i atrakcje dla takich maluchów.Bo u nas na osiedlu to Mel tylko biega za starszymi dziećmi i na nic nie może wejść bo wszystko dla starszaków i pozostaje jej tylko piaskownica :) Za to ja jak chciałam pomóc memu dziecku zjechać na zjeżdzalni tak wyrżnęłam w jakąs barjerkę prosto w czoło, myślałam ,że zemdleję.Musiałam pójść na ławkę usiąść bo w głowie miałam lekki szum :)
Melaśce idzie kolejny ząb.Ma ich już 8 a może dopiero 8 bo dzieci w jej wieku mają często o wiele więcej.Ale rozmnażanie się zębów w jej małej paszczy nabiera tempa bo wyłazi jej teraz ząb za zębem.W drodze jest dolna, prawa trójka. Wyczułam ją już w dziąśle.Ale póki co znosi to ładnie.

Teraz mam też chwilę relaksu od hałasu.W mieszkaniu na górze trwa remont i to generalny bo zmienił się właściciel i wyrzuca wszystko co się da. Poszły w ruch zlewy,wanna,płytki,wszystkie meble. Wiem bo słyszę i widzę co wynoszą. Staramy się z młodą z domu uciekać jak tylko usłyszymy ,że robotnicy przyszli.Na szczęście narazie mają przerwe chyba bo działali od rana.

Wczoraj Miśkę nauczyłam robić mniam mniam po brzuszku. Jak to fajnie jest czegoś uczyć swoje dziecko.Wystarczy parę razy pokazać a poźniej jak już dziecko załapie o co chodzi to oklaskom i mówienia brawo nie ma końca a malutka wie ,że to jest super i robi tak non stop jak tylko usłyszy moje "mniam mniam".
Poźniej albo jutro jak znajdę chwilkę zamieszczę zdjęcia co nowego udało mi się zrobić..to coś co dopiero zaczęłam a wychodzi chyba całkiem całkiem... ale o tym w następnym poście :)