niedziela, 24 lipca 2011

kupować nie kupować czyli bilans zysków i strat

Od czego by tu zacząć dzisiejszą notkę??A może od tego ,że jesteśmy już z Franczeską 2 dni same.I jakoś leci , byłoby lepiej jakby pogoda dopisała a tak siedzimy w domu i czas się dłuży.Wymyślamy co rusz jakieś głupoty ale zaraz się nudzimy i tęsknimy za tatą.Dzisiaj lało od samego rana także nawet na krótkie bieganie po dworzu nie było szans.Dopiero wieczorem wyszłyśmy na troszkę.Dzisiaj żeby dzień szybciej leciał to posprzątałam wszystko co się da i błąd!! Bo co będe robić jutro i pojutrze ?? :) Na szczęście Melonka zasypia sama odkąd rządzimy się same.Aż dziw bierze.WCzoraj pięknie zasnęła po mleku jakoś po 20.00 i spała do 5.00 troche wody,pielucha i spała do 9.00 co też mnie zdziwiło oczywiście bardzo mnie to cieszy.W południe drzemka też super bo sama zasnęła i teraz na noc też.Dobrze bo przynajmniej nie daje mi popalić.A udało mi się w końcu poszperać jej trochę w paszczy i ...wychodzi 10 ząb druga trójka tym razem lewa dolna.A mimo to jest bardzo grzeczna, tylko mniej je ale to nic nowego heh.
A teraz może trochę o mojej zagwostce.Otóż znaleźliśmy z mężulą piękne mieszkanie w centrum miasta w sumie.Układ no jak dla nas idealny,lokalizacja też ok itd itd.I teraz cały czas myślimy czy je brać czy nie.Co oczywiście wiąże się z kredytem.To już nie chodzi chyba o ten kredyt ale o to czy faktycznie nam to potrzebne tak szybko i już.Z drugiej strony wiem ,że już takiego mieszkania nie znajde.Bo oglądając inne no to nic nam się nie podoba bo w każdym jest coś nie tak. A czas tak jakby goni bo trzeba  wpłacić kaucję żeby je zarezerwować.I to też nie chodzi o tą kaucję ale jak będziemy to przeciągać to poźniej może nam fajne mieszkanko przejśc koło nosa.I tak się głowimy teraz czy się decydować i brać kredyt czy dać sobie siana i kupić jakieś , kiedyś za dwa trzy lata.....Echhhh Nie daje mi to spokoju......

Ale zmienię temat bo coś mi się przypomniało.Wczoraj byłam z Melonką na zakupach takich "coś do szamania na obiad" , Mel wzięła ze sobą zająca swojego z którym śpi i najlepiej żeby go taszczyć wszędzie gdzie się da.I tak chodzimy , chodzimy , wyrzuciła raz zająca z wózka.Mówie trzymaj bo później nie zaśniesz.Chodzimy ,chodzimy ja patrze a zająca nie ma .No tak mi się gorąco zrobiło jakby niewiadomo co się stało.I lece do tyłu z wózkiem, patrze wszędzie,gorąco mi coraz to bardziej i patrze JEST! Leżał odłożony przez kogoś na półce.Boże jaka była moja radość.Ten zająć to nie byle jaki gość.Mel tak go kocha ,że jak śpi to trzyma go za noge,ucho,łape.gryzie go jak idą zęby.Jak mówie idź po zająca to leci , wywala przez szczebelki w łóżku wszystko co się da żeby go dosięgnąć.A po kąpieli jak mówie Amelka ubieraj się bo zając chce iść spać to ona już piszczy żeby do niego iść i jak wkładam ją do łóżeczka to już cieszy miche ,łapie go i się w niego wtula.I nie ma w tym ściemy bo cwaniara nie da się oszukać.Przedwczoraj wyprałam zająca i w porze spania jeszcze wisiał na suszarce i się suszył.Nie był jakiś mokry ,że z niego ciekło ale taki no jeszcze troche mu brakowało do całkitej suchości.I chciałam Melce dać bardzo podobnego chociaż na chwilkę aż przyjdę z mlekiem.I dałam jej takiego innego zająca i kota.Ona wkładana do łóżeczka oczywiście trzęsła się żeby chwycić tego swojego zająca.I tak spojrzała na tego oszusta,póżniej na kota i marudzi.No to jej przyniosłam tego jej oszołoma i radość dziecka bezcenna.Fajnie ,że ma takiego ukochańca swojego.Sympatyczny taki widok jak ona tak się cieszy do tego królika , daje mu buziaka albo pić z bidonu ,pociecha moja.

Dzisiaj u sąsiada cisza.Piszę to dlatego ,że wczoraj nie wiem czy to była parapetówa czy poprostu jakieś męskie spotkanie....Ale impreza trwała jakoś do 2.00 w nocy. I tak nie spałam ale jednak..... Udało mi się naliczyć około 8 facetów.Bo nasze mieszkania odbijają się w oknach bloku naprzeciwko a że on firanek ani rolet jeszcze nie ma tak więc wszystko było widać i słychać też.Szczególnie jak darli się na balkonie.Oby to było jednorazowe...

A teraz czas na anioły:



I tak to właśnie wygląda :) Teraz kolejne się pieką a jeszcze inne czekają na doklejenie włosów.Ten ostatni "Anioł Gabrysi" to prezent na chrzciny na sobotę za tydzień a ślubny się piecze.Mam nadzieje,że dobrze wyjdzie bo fajnie narazie wygląda i trzyma dwie obrączki.Jak tylko będzie gotowy do sesji zdjęciowej to na pewno go pokażę :) Zrobiłam na wszelki wypadek dwa jeden właśnie z obrączkami a drugi z dwoma sercami no zobaczymy który powędruje do sobotnich małżonków :)
A teraz zdjęcie nieba.Jak wracałam z Melaśką z zajęć niedawno to takie oto włśnie niebo było nad nami i postanowiłam je uwiecznić.Obok jest budowa nowego bloku mieszkalnego na której zawsze widujemy wielu panów budowlańców i odniosłam wrażenie ,że myślą ,że to im robię zdjęcie :P:P:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz