Mnie rozbawiają więc zapisuję ku pamięci:
Szkoda,że nie można odwzorować tonu jakim mówi pewne rzeczy, wtedy jest komiczniej :)
Dostała na kolację kanapki z szynką.Położyłam dwa plasterki na kromkę.
Ściąga jeden patrzy a pod spodem drugi.Zerka na mnie i mówi:
- Mama...przesadziłaś!!!
Przed zaśnięciem zawsze ale to zawsze musi złapać mnie za dłoń i tak zasypia.Jak się w nocy przebudzi to woła mama daj mi lączkę.
Wczoraj przed zaśnięciem:
- Mamuś,daj mi lączkę
- Proszę.
- I nigdy mnie nie opuszczaj
Czasami dziadek wozi Melę do przedszkola.Rano ją ubieram i mówię:
- Dzisiaj dziadek Cię zawiezie,pokażesz dziadkowi nową bluzkę
- Tak,będzie zachwycony!!!
Matula sączy sobie Desperadoska siedząc przy laptopie.Nagle pociągnęła takiego łyka,że z szyjki sączy się piana na stół.Matula szybko ratuje sytuację,wysiorbuje pianę z szyjki co by się za dużo płynu nie ulotniło,resztę wyciera ze stołu.Obserwator patrzy i mówi:
- Mama to nie jest zachowanie dla KOBIETÓW
:)
poniedziałek, 11 listopada 2013
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rrrrrrrr
Które teraz jest "L".
W przedszkolu są co jakiś czas zajęcia z logopedką. Tzn.jedna z opiekunek ma uprawnienia i ćwiczy z dziećmi wymowę.Po któryś tam zajęciach dała Małżowi kartkę z nr telefonu do logopedy żeby umówić Melę na ćwiczenie wymowy "r".
Wiadomo w przedszkolu jest dużo dzieci,zajęcia krótkie więc na wyćwiczenie jednego dziecka warunki kiepskie.
Trochę się jednak zdziwiłam.Ponieważ mamy wśród znajomych kilkoro dzieci w wieku Meli i żadne nie mówi wyraźnie "R".
U nas jest to "L".Trochę pogrzebałam w necie i u dr.Google jest napisane,że jeśli dziecko mówi "L" to pół biedy gorzej jak długo mówi "J" np.jowej.
Przeczytałam też,że na wyraźne "R" jest czas do 7 roku życia.
I mam dylemat ....czy umawiać się na zajęcia w poradni czy poczekać jeszcze do przyszłego roku?
Albo sama z nią ćwiczyć w domu??
Dodam,że do logopedy chodziłyśmy odkąd mała skończyła rok bo była po operacji,bo trzeba było ćwiczyć podniebienie takie tam.Chodziłam bo tak miało być.Mała z czasem zniechęcała się coraz bardziej,raz zajęcia indywidualne innym razem w grupie.Raz z rodzicem a raz bez.I do tego co zajęcia to inna logopedka (w zależności od tego jaka akurat była bo to taka placówka gdzie jest kilku logopedów i nigdy nie wiadomo na jakiego się trafi)
Z czasem jak rosła to jej chęci chodzenia tam były coraz mniejsze.Moim zdaniem niektóre kobiety tam zatrudnione nie nadawały się do prowadzenia zajęć z małymi dziećmi.Ton jakim do nich mówiły,teksty no nie podobało mi się.Mimo,że nie należę do mam,które tylko ciu ciu ciu do swojego dziecka.Ale ich podejście nie odpowiadało mi.W końcu jedna z pań mi powiedziała,żebym zrobiła Amelce miesięczną przerwę bo ona na zajęciach nie może się skupić i tylko "mama i mama" i że współpraca wygląda tak,że muszą ciągle tłumaczyć jej ,że ja jestem za drzwiami,pokazywały jej na kamerę przy suficie i mówiły ,że ja tam patrzę (na niby) to wtedy w miarę jakoś ponoć robiła to o co prosiły.
I tak przerwa trwa już baaardzo długo bo zrezygnowałam z zajęć.Mela tam chodziła jak ledwo co zaczęła mówić więc co ona miała ćwiczyć.Jedynie dmuchanie,wciąganie czegoś rurką,przenoszenie papierka rurką ale nic z mowy.Teraz taka praca miałaby sens bo Mela sporo mówi.
I serio ,nie wiem co robić... czy umówić ją np.na jedną konsultacje z tą logopedką, którą poleciła pani z przedszkola.Czy odpuścić??Poczekać aż skończy 4 lata?
Myślę nad tym cały czas....
W przedszkolu są co jakiś czas zajęcia z logopedką. Tzn.jedna z opiekunek ma uprawnienia i ćwiczy z dziećmi wymowę.Po któryś tam zajęciach dała Małżowi kartkę z nr telefonu do logopedy żeby umówić Melę na ćwiczenie wymowy "r".
Wiadomo w przedszkolu jest dużo dzieci,zajęcia krótkie więc na wyćwiczenie jednego dziecka warunki kiepskie.
Trochę się jednak zdziwiłam.Ponieważ mamy wśród znajomych kilkoro dzieci w wieku Meli i żadne nie mówi wyraźnie "R".
U nas jest to "L".Trochę pogrzebałam w necie i u dr.Google jest napisane,że jeśli dziecko mówi "L" to pół biedy gorzej jak długo mówi "J" np.jowej.
Przeczytałam też,że na wyraźne "R" jest czas do 7 roku życia.
I mam dylemat ....czy umawiać się na zajęcia w poradni czy poczekać jeszcze do przyszłego roku?
Albo sama z nią ćwiczyć w domu??
Dodam,że do logopedy chodziłyśmy odkąd mała skończyła rok bo była po operacji,bo trzeba było ćwiczyć podniebienie takie tam.Chodziłam bo tak miało być.Mała z czasem zniechęcała się coraz bardziej,raz zajęcia indywidualne innym razem w grupie.Raz z rodzicem a raz bez.I do tego co zajęcia to inna logopedka (w zależności od tego jaka akurat była bo to taka placówka gdzie jest kilku logopedów i nigdy nie wiadomo na jakiego się trafi)
Z czasem jak rosła to jej chęci chodzenia tam były coraz mniejsze.Moim zdaniem niektóre kobiety tam zatrudnione nie nadawały się do prowadzenia zajęć z małymi dziećmi.Ton jakim do nich mówiły,teksty no nie podobało mi się.Mimo,że nie należę do mam,które tylko ciu ciu ciu do swojego dziecka.Ale ich podejście nie odpowiadało mi.W końcu jedna z pań mi powiedziała,żebym zrobiła Amelce miesięczną przerwę bo ona na zajęciach nie może się skupić i tylko "mama i mama" i że współpraca wygląda tak,że muszą ciągle tłumaczyć jej ,że ja jestem za drzwiami,pokazywały jej na kamerę przy suficie i mówiły ,że ja tam patrzę (na niby) to wtedy w miarę jakoś ponoć robiła to o co prosiły.
I tak przerwa trwa już baaardzo długo bo zrezygnowałam z zajęć.Mela tam chodziła jak ledwo co zaczęła mówić więc co ona miała ćwiczyć.Jedynie dmuchanie,wciąganie czegoś rurką,przenoszenie papierka rurką ale nic z mowy.Teraz taka praca miałaby sens bo Mela sporo mówi.
I serio ,nie wiem co robić... czy umówić ją np.na jedną konsultacje z tą logopedką, którą poleciła pani z przedszkola.Czy odpuścić??Poczekać aż skończy 4 lata?
Myślę nad tym cały czas....
niedziela, 3 listopada 2013
Dodatkowy dzień wolny
I po wolnym.
Tak,bo dla mnie 1 listopada to póki co dodatkowy dzień wolny.
Nie mam kogo odwiedzać na cmentarzu i mam nadzieje,że jeszcze długo tak zostanie.
Małż tylko wyskoczył na chwilkę a ja z Melą siedziałyśmy sobie w domu.Potrzebowałam tego jak jasna cholera.No tak się wyleniłam , tak odpoczęłam a z drugiej strony wypucowałam całe mieszkanie.
Zrobiłam chyba z 10 prań dzięki czemu mam w końcu pusty kosz na brudy.A rzadko mi się to zdarza.
Przeczytałam 300 stron książki na co wreszcie miałam czas.
Z Melą malowałyśmy setki tęczy farbami.Tak,teraz na topie są tęcze.
Robiłyśmy domki z poduszek i koców.
Wygłupiałyśmy się dużo,Czytałyśmy bajki i oglądałyśmy ich trochę.
Po fali ulubionych świnek Pep,Franklinie,Muminkach przyszła pora na Walt'a.
I tak przez te dni obejrzałyśmy Piękną i Bestię,Pocahontas,Kopciuszka,Króla Lwa.
I jeszcze kilka nie Disneyowiskich.Ale też z tych dłuższych.
Matula miała czas na leżenie z nogami w górze z kubkiem kawy z cynamonem.
Którą pokochała miłością ogromną.
Czemu tak?A no bo nie czuję jakoś przyjemności w przeciskaniu się między tłumem.Nie widzę też potrzeby zapoznawania dziecka z cmentarzem.Póki co.A jeżeli już ową potrzebę odczuję pójdę z nią tam zupełnie w innym terminie,żeby kojarzyła to miejsce z ciszą i skupieniem a nie z gonitwą,korkami,przepychankami.
Dzięki temu mam zadowolone dziecko a ja sama czuję,że naprawdę odpoczęłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
