sobota, 28 kwietnia 2012

Boskooooo :)

Ciepło.Parno.Upalnie.Najlepiej.Nareszcie.
Jest fajnie.Krótkie rękawy.Baaa japonki,gołe giry,krótkie spodenki.
Familiady jeżdżące na rowerach.
Dzieci krzyczące na podwórku.
Zaczyna się to co kocham i na co czekam zawsze o tej porze roku.Czyli ogólnie panująca ciepłota :D

WSZYSTKIM ŻYCZĘ MIŁO SPĘDZONEJ MAJÓWKI.
POGODA JUŻ JEST WIĘC KORZYSTAJMY :D

wtorek, 24 kwietnia 2012

Dzionek :)

Pogoda piękna.Słońce świeci.Matka próbowała bez kurtki chadzać :)
Wybrałyśmy się dziś kaczki karmić.Doszłyśmy w zaplanowane miejsce,dziecko woła sisi sisi.Mówie luz, no problemo . Nie zdążyłam.Posikała się.Na szczęście Małż jechał do domu , zawinął nas ,przebrała się i z powrotem w to samo miejsce.Kaczki były ale uciekały przed Melą.Tak samo jak pies który się przybłąkał i kot który się grzał na słońcu.Nie dziwne jak dziecina do każdego zwierza podchodzi i mówi nu nu nu i grozi im palcem.Popuszczałyśmy bańki.A w zasadzie ja puszczałam.
Bułka była wysuszona na wiór i przeznaczona dla kaczek ale Mel się uparła ,że ona ją chce i już :)




Nosio czerwony od płaczu,nie pamiętam z jakiego powodu




 


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Plotki z piaskownicy i generalnie plac nie dla dzieci

Poszłyśmy dzisiaj,pierwszy raz w tym roku do piaskownicy.No jakoś tak wyszło bo wracałyśmy od lekarza,dziecina odmówiła pójścia do domu.Mówie ok,spoko ładna pogoda,słońce świeci,idziemy na spacer.Ale zapomniałam,że za blokiem wyłoni nam się największe skupisko plotek,krzykaczek i tym podobnych historii.Dziecina jak zobaczyła inne dzieci to nie mogła odmówić sobie tej zacnej przyjemności żeby wśród nich nie poprzebywać.Zaliczyłyśmy huśtawkę,karuzelę,ślizgawkę.
Później przyszedł czas na NIĄ.
Na PIASKOWNICĘ.Przysiadłam obok dziecia i starałam się nie słuchać ale jakoś samo wpadało.
Mama w paski mówi do mamy w bordowym "wiesz,pójde do domu po inną czapeczke bo ta jakaś za ciepła" na to mama w bordowym "idź idź ja popilnuje małej" .W międzyczasie przewinął się Pan Dziadek który biegał za wnusią ,żeby się napiła albo kawałek bananka zjadła bo przecież jak nie zje to zemdleje.Wraca mama w paski mówi "wiesz, no wzięłam tą czapeczke ale teraz jakby słońce zaszło a ta uszek nie przykrywa,może inną przyniose, ja to w ogóle nie wiem co się z tymi czapkami dzieje,małe takie jakieś w praniu się kurczą czy mała tak rośnie" , mama w bordowym " no a co Ty myślałaś , ja kupiłam dwa miesiące temu..........." 
i się zaczyna.....opowieści.........
Obok siedzi na ławeczce Pani Babcia z sąsiadką też babcią.Co to wnusia Babci Pierwszej mówi "synuś" na wnusia Babci Drugiej.I tu tematyka jest inna.Babcia pierwsza mówi "oj wiesz Jadziunia ja to nigdy z dziećmi w piaskownicy nie siedziała,roboty tyle było,że same się bawiły.A tu widzisz na co mi przyszło - cóż żem Ci uczynił". I śmieją się do rozpuku. Babcia druga mówi "a Ty Helenka słyszałaś o tej spod 4"? 
Helenka patrzy na Jadziunie "tej spod 4b tu naprzeciw?"
"No ,no ta co z tym mężem tak koty darła, spotykam ja Ci ją ostatnio i zapytałam o jej męża bo go dawno nie widziałam.Na to ta pinda odpowiada "Pani! on od roku w domu w łóżku leży i ciągnie kase na L4.Zadowolony bo jak go złamało to do roboty chodzić nie musi a płacą z firmy."
I babcie ciągną dalej temat "tej spod 4"
wykrzykując co rusz "wyjdź z tego piachu bo się wybrudzisz"
"no i widzisz,już się wybrudziłaś" ,  "zaraz pójdziesz do domu".
Bo przecież na placu zabaw trzeba zachować schludny wygląd :/

Dzieciu memu znudził się piasek poszła na ślizgawkę.W oddali widzę dwóch panów.Jeden o kuli  z notatnikiem,drugi bez kuli też z notatnikiem.Na oko oboje po 50tce.Nie pasowali mi jakoś do placu zabaw.Podeszli i się przyglądają ślizgawce,barierkom,drabinkom.Nagle odzywa się Babcia z ławeczki.Odzywa się krzycząc bo przecież na ławce siedzi,daleko. "Tu by się jeszcze jedna deska przydała,a tu barierka,a tu dzieci spadają"
Pan zaczyna się tłumaczyć,że on tylko sprawdza czy nie gniją elementy drewniane ,co zostało zepsute.Nikt jakby go nie słucha.Mama w paski i mama w bordowym nadchodzą mówią,że tu jeden chłopiec wybił dwa zęby a drugi wypadł i złamał ręke.
Pan tłumaczy,że to wina matki a nie urządzeń bo przecież atest...
Wychodzi z tego co pan mówi,że matka powinna być w dwóch miejscach naraz innej opcji nie ma.Ale no co matka nie potrafi??
Pan już z braku argumentów stwierdza,że to nie jest plac i urządzenia dla małych dzieci,tylko dla większych.Co to już potrafią same jak te małpki po tych drabinkach skakać i zwisać.A młodszym dzieciom to tylko piaskownica zostaje.
Ogólnie to  nikt z nikim się nie dogadał.Zaczęło kropić.Poszłyśmy do domu.Plac zabaw dla dzieci okazał się placem nie dla dzieci.Ta spod 4 ma utrapienie teraz bo mąż cały czas leży.Czapki się kurczą.Zęby się gubią a ręce łamią.Dzieci zajadają banany i mają wciskane picie i brudzą się w piachu.No nic tylko siedzieć w domu.



sobota, 21 kwietnia 2012

Poranek

Takie poranki to ja lubie.
Obudziła się.Powyciągała,wywaliła girki spod kołdry.Wyciągnęła się.Popatrzyła gdzie matka,powiedziała ceść . Wypiła od razu cały kubek herbaty (duży kubek) , wzieła leki (znów pod groźbą zabrania jej ukochanego królika) , nie lubie tego robić ale już nawet obiecanki ,że dostanie jajo z niespodzianką nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Matka zrobiła sobie śniadanie.Parówki,kanapki.Zaproponowałam jej jak zawsze.Wzięła zjadła.Pierwszy raz w życiu jadła parówke.I chciała jeszcze.Nigdy wcześniej nawet nie wąchała,nie dotknęła.Zawsze było bleee.Może i lepiej bo nie jestem za dawaniem parówek :) Ale jak jednak chciała to niech ma.Pooglądałyśmy razem wnętrzarskie gazety,powygilałyśmy się na rozbebeszonym łóżku,uczesałyśmy ładnie kudełki.
Było bez szarpaniny,bez fochów,bez ucieczek przed miarką z syropem,bez pytania "no zjesz czy nie?"
Bez rzucania wszystkim wszędzie.Było miło.To lubie :)

środa, 18 kwietnia 2012

Temat urodzin

Wiem,że trochę jakby późno ale skrobnę coś na ten temat żeby pamiątka była.W tym roku urodzinki na skromnie.Warunki lokalowe nie pozwoliły na impreze z większą ilością gości.Byli tylko dziadkowie.Ale ciesze się,że teraz tak jest a nie później jak Melonka będzie większa.Teraz jeszcze nie ma świadomości co to w ogóle te urodziny.Kolejne MAM NADZIEJE będą już w nowym miejscu i chciałabym żeby te pierwsze w nowym miejscu były z dużą ilością gości i takie lekko z pompą :) Prezenty jak prezenty były , ok.Popatrzyła pobawiła się...ale najważniejsze były balony z helem.Niektóre trzymają się do dziś i ciągle sprawiają frajde :) krótka relacja :)








I DZIĘKUJE WSZYSTKIM BLOGERKOM :) KTÓRE SKŁADAŁY MELUCIE ŻYCZONKA !!!
CAŁUSY !!!

Powrót

Do świata żywych powrót. Jenyyyy ileż nas nie było tu.Ale blogi, które lubię śledziłam namiętnie każdego dnia :)
Tylko u mnie było brak weny i chęci na pisanie.Dopadło nas okropne choróbsko.Ból zęba mi minął ale zaraziłam się od Melaśki,która już drugi tydzień na antybiotyku :/
Nie ma się co dziwić,że podłapałam bo jak się śpi z dzieciem ręka w łapke,twarz w buziuchne to co się dziwić?? Bo przecież Melon ostatnio non stop śpi w naszym łóżku które zdaję się być lekiem na całe zło.Bo Mel śpi w nim całe noce bez pobudek mimo choroby.Paskudnej choroby.Zawalony ma nos,cherla jak pijaczyna.Od wczoraj lekka poprawa.Już zaczęła się bawić,troche jeść.Wcześniej tylko zalegała pod kocem,nic nie jadła a mi mózg zamieniał się w papkę od ciągłego oglądania MINI MINI :)
A słowo "opa" śni mi się po nocach.Dziecina przez chorobę taka "rączkowa" się zrobiła,że nie schodziła ani ze mnie ani z Małża.Miałam ochote zabić siebie i wszystkich dookoła.W chacie nic nie ruszone,pranie zalegało,nieodkurzone,nieugotowane bo ciągle dziecina przyklejona jak rzep.Parę razy pokłóciłam się z Małżem, doszło do tego ,że wywaliłam mu wszystkie rzeczy z szafy i chciałam tak jak na filmach powiedzieć "precz,pakuj się i nie pokazuj mi się na oczy" , skończyło się na tym,że Małż stwierdził,że dobrze,że mu te ciuchy wywaliłam bo ma pretekst wyrzucić to czego nie nosi i zrobi w końcu sobie porządek.
A mi chyba od tej choroby na mózg już padało.Miejmy nadzieje,że teraz już będzie tylko lepiej,że wreszcie będzie można wyjść na dwór,zaczerpnąć powietrza.Pójść na spacer.
Ostatnio obrazki był takie.



Czyli ciągłe ZALEGANIE.Dzisiaj dużo lepiej.

Na budowie:
W tym tygodniu fundamenty a w przyszłym ściany w góre.
Ogromnie mnie to cieszy.Dzisiaj jade pooglądać :)

wtorek, 10 kwietnia 2012

Zębisko,róż na nie i czas dla siebie :)

Wystartowałam dzisiaj o 10:00 do dentysty, doktorka chciała mnie zobaczyć i ewentualnie naciąć dziąsło żebym wytrzymała do tego 20.04. Ogólnie jest poprawa od wczorajszego wieczora nie wzięłam ani jednej przeciwbólówki.Jest sukces. Więc zajrzała mi do paszczy.Sam dotyk sprawiał ból.Stwierdziła,że nacinać nie będzie.Moje wrażenie było takie ,że chyba bała się ruszać,młoda dziewczyna, stomatolog nie chirurg więc się nie dziwie. Powiedziała,że nic nie zrobi , mam płukać i takie tam.Dała zastrzyk,wcisnęła tabletke i wsio.Wytrzymam , teraz jest dobrze.Oczywiście łzy polały mi się po polikach jakaś mało odporna jestem na bóle zębowe i wizyty u dentysty.No niestety tak mam.Chirurgów u nas w mieście nie brakuje ale o tej na którą czekam akurat nie słyszałam,że rzeźnik albo coś w tym guście.
Żeby nie było tak monotematycznie i obrzydliwie :P po dentyście udałam się do sklepu zakupić kilka nowych ciuchów dla Meluty.I tak wymieniłam jej po części garderobę na turkus.Już nie mogę patrzeć na róż.Ok jak ktoś lubi to niech robi z córki princeskę,ja nie lubię i robić nie zamierzam i ona też nie lubi jak ją się w princeskę robi.ta dammm :)


Najbardziej podoba mi się szara koszulka w czaszki kupiona w dziale chłopięcym :) mogłabym więcej kupić w tym właśnie dziale ale niech ma trochę z dziewczyny :) nie to żebym chciała mieć pierwszego chłopca.I stąd ta chęć męskiej garderoby u córuliny nie nie.Tylko poprostu lubie takie małe dziewuchy na sportowo bardziej a nie pięknie ubrane i byle się nie ubrudzić.Jeszcze dresik jakiś siwy muszę jej wyszukać i będzie ok.Sukienke też dostała,przymierzyła ,powiedziała NIE i zdjęłam.Będzie na jakieś wyjścia :)
Po tych zakupach minęłam przystanek autobusowy.Nie jechałam autobusem z 7 lat.I tak sobie pomyślałam,że czemu nie.Spojrzałam w rozkład miał być za 5 min był za 10.Obok stał kiosk,przypomniało mi się ,że dziś nowe "M jak mieszkanie"   od razu zawsze nasuwa mi się "M jak miłoooość" ti ri ri ram.Kupiłam i nagle mnie olśniło,że przecież muszę kupić bilet hellooooołłłł. Autobus nadjechał długi,przegubowy,wsiadłam na końcu ledwo co wcisnęłam bilet do kasownika podbija gość KANAR i grubym głosem "bileciki do kontroli" .Ha! Sama do siebie się zaśmiałam bo przed wejściem do autobusu pomyślałam,że niezłe były by jaja jakbym zapomniała o bilecie i musiała płacić.O ludzieee.Dumna pokazałam mu ten BILECIK do kontroli. I jechałam dalej.Tak mi się jakoś przyjemnie jechało,że prawie zapomniałam wysiąść na swoim przystanku.Fajnie tak się po takimmmm długim czasie wytelepać w autobusie cztery przystanki :)

A teraz chwila dla mnie , przejrzeć muszę nowe M jak mieszkanie, gazety wnętrzarskie i strony w necie o tej tematyce to jak jakiś nałóg ostatnio ale nie dziwota jakoś trzeba zaplanować swoje przyszłe domostwo.Poczytać też chcę nowego Cobena którym Małż mnie uraczył na zająca :D
Franiuta śpi więc biorę się za swoje przyjemności :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wczoraj w celu wyrwania się chociaż na chwilę z domu zrobiliśmy sobie przejażdżkę na naszą wioche. Wypad szybki bo Mel trochę podziębiona ja przez zęba załatwiona więc z samochodu łapałam promienie słońca. Pogoda na szczęście wczoraj i dzisiaj dopisała.Cieplej , cieplej proszę...

Za matką

Zobaczyła ,że maluje i podstawiła swoje pulchne małe łapcie i z dumą wszystkim pokazywała :)

piątek, 6 kwietnia 2012

Życzonka :)

A żeby nie było tak dramatycznie znów to chciałabym życzyć wszystkim którzy mnie czytają Pięknych Świąt.
Rodzinnych i z ładną pogodą żeby spacery uskuteczniać :) I odpoczynku :)
I na rozweselenie (mi wydało się zabawne) takie oto jajo (ulubione słowo Meli JAJO)

źródło dr.google :)

No nie wytrzymie :/

Ból jest. Wczoraj pod wieczór wybrałam się na zakupy. Żeby o zębie którego prawie nie widać chociaż na sekundkę zapomnieć. Czy się udało?? Nakupowała sobie matka w drogerii na R. pierdół do włosów. Kocham testować na łepetynie odżywki, szampony, maski. I żem sobie wczoraj przyszalała, kase wydała i mam. Nowe cudeńka. A ,że moje włosy zmęczone prostownicą to odżywki jak najbardziej się przydadzą.
Ciuchowe zakupy też poczyniłam,ale bez szału. Zbyt dużo wydatków w tym m-cu :/ łeeeee :( buuu :( chlip :(
Dostałam wczoraj recepte na antybiotyk. Mam brać 5dni. Ból przejdzie ale zbytnio się tym nie sugerować. Trzeba rwać. Bo ósemka i tak da o sobie znać. Cała noc nieprzespana. Ból mój, pobudki Meli. Załatwiłyśmy się obie.Ona coś z gardłem, cherla jak pijaczyna pod sklepem. Narazie psikamy,zalewamy syropem. Czekam ....i siedzimy w domu. Mi głowe rozsadza , za oknem piękne słońce ale nawet nosa dzisiaj nie wystawiam.Wszystko wkurza.Od zęba boli mnie gardło,ponoć normalne przy ósemkach.Nie moge ust szeroko otwierać żeby coś zjeść.Jaki szczękościsk czy co?

A dziecko od wczoraj zasypia w dzień samo, bez mlenia :) bez lekkiego bujanka u mamy na kolanach.Bierze kołdry,koce wskakuje do łóżka swego lub naszego zawija się i zasypia. Chyba wyczuwa,że lepiej matce schodzić z drogi.Chirurga mam na 20stego.Mam nadzieje,że wytrzymam i ,że faktycznie po antybiotyku ból puści.

czwartek, 5 kwietnia 2012

ósemka :/

Mam kilka zaległości na blogu.
Wiele rzeczy chciałam napisać jakiś czas temu.
Ktoś zaprosił mnie do zabawy blogowej jakiś czas temu.
Dziecię miało urodziny, miały być zdjęcia- będą.
Miały być podziękowania dla blogerek, które życzenia nam słały- będą.

Narazie zdycham , z bólu drugi dzień. Kto wymyślił zęby mądrości?? I żeby to chociaz mądrości dodawało a tak rośnie i boli jak cholera :/
Póki co biore przeciwbólówki ale chyba się od nich uzależnie jak tak dalej pójdzie. Daje sobie czas do przyszłego tygodnia, jak nie minie ruszam do dentysty. Dla mnie to ostateczność-uraz z dzieciństwa mi został a i w ciąży miałam taką akcje z zębem,że na samą myśl mam ciarki.


* * * * * * *
Pociesza mnie fakt, że humus ściągnięty. Dom wyznaczony. Po świętach wbite zostaną pierwsze szpadle.
I wszystko nabiera tempa.


wtorek, 3 kwietnia 2012

Lubię niedziele cd.

Kolejna niedziela poza domem.Do południa.Bo później
pogoda diametralnie się zmieniła.
Co zastaliśmy: Kamienne kręgi tak jak planowaliśmy, śnieg w cieniu (a matka w balerinach),
piękno lasu, zapach lasu, iglaków, śpiewy ptaków.

I hit dnia:
Dziecko mówi: sisi , matka na to "to chodź Cię wysadze"
Tata kawałek dalej krąży z papierosem ( o zgrozo w lesie!!! )
Wołam małża "chodź zobaczysz jak się dziecko wysadza żebyś wiedział" w trakcie paplaniny rozbieram dziecko.
Małż krzyczy "przecież wiem jak się wysadza a co? Ty nie wiesz?? Ej jej już leci po nogawkach!!!!"
I poleciało, na majty, na rajstopki, na spodnie.
Tak nauczyłam małża wysadzać dziecko.I jak na złość jak zawsze biore czyste ciuszki (w razie zalania,które nigdy się jeszcze nie przydarzyło poza domem) tak wtedy nie wzięłam.Jakże by inaczej. Zawineliśmy małą w bluze małża i do fotelika.

Teraz fotorelacja :) ze spaceru rzecz jasna :)