środa, 29 czerwca 2011
nocnikowi mówimy póki co NIE !!! :)
Jakiś czas temu schowałam nocnik aby stał się na nowo atrakcją dla mojego dziecka. I dzisiaj znów go wyjęłam i owszem był atrakcją ale tylko do zabawy.Dziecina posadzona zaczyna wiercić się jakby ją coś w tyłek gryzło, więc zabawiam,rozmawiam,pokazuje książeczki a tu krzyk coraz głośniejszy.Więc podnosze księżniczke z tronu pokazuje jej ,że pusto a ona nocnik w ręce i lata po chałupie. A że było pół godziny do czasu kąpieli więc mówie "a lataj sobie z tą gołą pupiną" .Poszłam do kuchni i słysze "plask,plask" , wchodze do pokoju a tam kałuża siuśków a księżniczka Amelkowymi rączkami rozciera siśki po panelach.Echhh taka nasza dzisiejsza przygoda z nocnikiem.I tak sobie myślę ,że to najwidoczniej nie jej czas na odpieluchowanie.Tak jak przyszła pora na odsmokowanie,odbutelkowanie, które przeszła super bo bez płaczu, tak na nocnik też musi u niej przyjść odpowiedni czas. Ja tam mogę czekać jeszcze troszkę :P
wtorek, 28 czerwca 2011
Małe nóżki i Muminki :)
Dzisia ukrop, ale to jest to co z Melonką lubimy najbardziej.Czyli latanie Mel na bosaka , piaskownica , huśtawki i spanie w bodziakach. Ha! co do spania. Jakoś parę dni temu Miśka obudziła się o 2.00 w nocy i nie chciała już zasnąć więc wzięłam ją do nas i zasnęła po jakiś 15 minutach. I kocham to spanie razem , wtulanie się w jej pachnącą czupryne na głowie i trzymanie za gołą stópke i mogłabym tak spać noc w noc ale jeszcze by mi się dziecie przyzwyczaiło i co wtedy z małżeńskim , intymnym życiem ?? :) tak więc nie ma spania razem. Ostatnio trafiłam na fajny akrtykuł na onecie o 15stu najprzyjemniejszych momentach w życiu rodziców - można poczytać TU i dodałabym do tych rzeczy jeszcze widok małych stóp dziecięcych.No czy to nie jest urocze?? szczególnie jak Groszki i Fasolki śpią a nóżki tak sobie leżą śmiesznie. Mnie i męża K. zawsze ten widok urzeka :)
Niedawno jakoś podczas gdy mała wcinała kalafior na obiad puściłam jej bajki.Tak jestem tą mamą która puszcza bajki do jedzenia i na obiad czasami jest duży jogurt albo kaszka zamiast mięsa i warzyw :P Ale to tylko wtedy jak już faktycznie nie mamy nic co Mel mogłaby zjeść albo jak spieszymy się na dwór :) tak więc leci bajka, Muminki i temat zimy. Generalnie chodziło o to ,że jak pani zima idzie to nie można jej patrzeć w oczy bo się zamarza i umiera.I tak wiewiórka spojrzała pani zimie w oczy i umarła i trzeba było zrobić jej pogrzeb i ciepło się ubrać bo Muminek mówił chyba do Małej Mi (już nie pamiętam) ,że mamusia mu powiedziała,że na pogrzebach zawsze jest brzydka pogoda i jest zimno. Cóż, chyba muszę zrezygnować z bajek do obiadu albo zmienić kanał z bajkami :P
Wykończeni :) (zaczęłam pisać tego posta w niedziele wieczorem)
Padamy dziś na twarz a Melo to już o 19:30 zająca przytuliła i zasnęła .Nie dziwię jej się .Od południa grillowaliśmy .... i mówimy wszyscy DOSYĆ !!!!! I to stanowcze DOSYĆ !!! Niby długi weekend i miał być odpoczynek a tu zmęczenie totalne , sporo rodzinnych imprez i jesteśmy wypompowani. Dzisiaj grill był działkowy. Dobrze ,że pogoda dopisała i w ukrytych , bezwietrznych miejscach można było odczuwać nawet skwar. Najwięcej radochy oczywiście miało moje dziecię które wśród gąszczy na dziadkowej działce znakomicie się czuje. Sama też uwielbiam tę działkę i zawsze jak tam jesteśmy to odkrywamy coś nowego, jakieś wejścia,zejścia , ukryte ścieżki, schowki dla większego dziecka istny raj :) Oczywiście nawiedzona matka czyli JA zawsze ma ze sobą aparat i robi zdjęcia i dzisiaj też ich nie zabraknie.Z każdego wyjścia naszego przynoszę około 100 zdjęć. No taka moja pasja dodatkowa :) i pamiątka dla nas wszystkich.
Z Melonki mojej niezły jest działkowicz i wszystko podjada. Dzisiaj w ruch poszły strączki groszkowe.Dziadek zasiał taki który można jeść w całości więc Melonka nie chciała czekać aż jej wyskubie groszkowe kuleczki tylko hyc strączka do buzi i musiało jej smakować bo zjadła go do końca. Ja natomiast nie mogłam oprzeć się poziomkom.Ostatnio jadłam je jakieś 15 lat temu! Pyszotaaaaaa! Aaaa i na zdjęciach będą też banany prosto z drzewa ......
Wrócę jeszcze do robionych przeze mnie "gęb" z masy solnej. Ponoć chłopcy pytali się dlaczego ich medaliony są łyse i chcieli też takie z włosami :P hehe
Wczoraj moja jedna anielinka powędrowała na 50tkę ciotki która nie mogła uwierzyć ,że anioła sama robiłam a dzisiaj inna anielinka powędrowała z ręce osoby która sobie zamówiła aniołka na imieniny bo właśnie z tej okazji było dzisiejsze działkowanie. Także jeżeli już ktoś chce moje anioły mieć w domu to dla mnie jakiś sukces bo komuś się to podoba i zachęca mnie to do działania w tym dalej :) i sama satysfakcja jest miła :)
Ok no to czas na zdjęcia:
Na początek niebo, a dokładniej widok z mojego okna dwa dni temu wieczorem. Już miałam dziecko kłaść spać ale jak zobaczyłam te ciemne chmury i piękną tęcze to poleciałam po aparat i cykałam zdjęcia.Na drugim zdjęciu widać już dwie tęcze , drugą trochę słabiej ale jest :)
A tu już dzisiejszy dzień:
A tu nietypowy grill :) był też klasyczny i ognisko małe ale taki grill zrobiony z metalowego krzesła i półki ze starej lodówki :) niespotykany widok...
Książeczki zabieramy prawie zawsze i wszędzie i Melo czyta :P i co z tego , że do góry nogami :P
No to idę....
A tu jeszcze trochę soboty i wariacje na trampolinie z tatą :) i kociaki. Na trampolinie było tyle śmiechu ,że Melonka później z czkawką latała :)
piątek, 24 czerwca 2011
Dziś będzie dość sporo zdjęć i chyba dużo treści a to dlatego , że mała przerwa w pisaniu była i dlatego teraz się tego wszystkiego nazbierało. Na początek wczorajszy dzień - DZIEŃ OJCA :) .
Świętowanie tego otóż dnia odbyło się pod hasłem grill.Pojechaliśmy z całą bandą czyli nasza trójka, teściowa, mój tata z żoną i heja na wieś. Moją dietę szlag trafił bo oczywiście zajadałam kiełbache i kaszane upieczoną ale do tego zamiast chleba pieczonego zapychałam się sałatkami także zawsze coś . Niestety w ten długi weekend jeszcze dwa razy się to powtórzy bo w sobotę zapowiada się duże 30-osobowe grillowanie i w niedziele również tylko w ciut mniejszym gronie.Ale jeśli chodzi o podjadanie w domu to nadal trzymam fason i w domu dieta jest zachowana :D i chyba efekty są już widoczne bo bluzki zrobiły się luźniejsze tu i ówdzie :P Wracając do tematu wczorajszego wyjazdu to mam takie oto zdjęcia :
Oczywiście zdjęć było o wiele wiele więcej ale nie będe tu wszystkiego zamieszczać :) Na zdjęciach jest Tequila która z nami mieszkała, koty których było więcej ale tylko ten z chęcią pozował ,Melo z dziadkiem w ogrodzie,tajemnicze skrytki no moje klimaty :))))) lubie tam jeździć , trochę odpocząć od miasta ale po paru ładnych godzinach ciągnie człowieka do domu.
Następne zdjęcia to moje i Meli twórcze robienie prezentu na dzień naszego taty K. :) Najlepsza chyba zabawa dla dziecka jak może się ubabrać ...
A takie coś udało nam się stworzyć: Oczywiście napis początkowy robiłam ja a ten w środku Melaśka której trzymałam ręke i wspólnymi siłami naskrobałyśmy napis :) Gdyby ktoś się nie dopatrzył to w laurce odciśnięta jest rączka i stopa mojego dziecka :)
Kolejna rzecz jaka się wydarzyła to moje pierwsze spore zamówienie solniaków. Otóż zrobiłam 24 gęby jak to nazwałam. 11 dla dziewczynek z włosami i 13 łysoli dla chłopców.Zamówienie było na zakończenie III klasy podstawówki a dokładniej na pożegnanie się z klasą która kończy etap klas I-III .Oto wspomniane GĘBY :)
Tu jeszcze przed lakierowaniem,dodaniem włosów i sznurków :
Tu już zrobione przed zapakowaniem:
I tu zapakowane z niebieską rafią dla chłopaków a z różową dla dziewczynek :)Miałam dzisiaj pisać więcej bo jeszcze różne myśli krążą mi po głowie ale dopadło mnie zmęczenie i coś czcionki dzisiaj szaleją na blogu jakieś nie takie jak wybrałam i blade . Jutro wpadne i coś może więcej popiszę :)
sobota, 18 czerwca 2011
pożegnanie i kolejny potwór ząb
Dzisiaj wielki dzień dla Mel , mianowicie całkowite pożegnanie z butlą!!!!!!!!
Ogólnie to już długo pije z bidonu z rurką a butla była tylko do spania , ale ostatnimi czasy butla w niczym jej nie pomagała.Wczęśniej przy niej poprostu zasypiała a teraz to wyglądało tak ,że wypiła mleko i dalej buszowała w łóżeczku więc stwierdziliśmy z mężem K. ,że po co jej butla. I dzisiaj dobranockowe mleko wypiła z kubeczka z dziubkiem tyle ,że z takiego "kapka" ,że musiała siedzieć i pić.WYpiła bez marudzenia,że to nie butla , ciągnęła jak smok i po skończonym mleku , położona miała zasnąć...właśnie MIAŁA ale gdzie tam!!!! Wojowała jeszcze chyba z 1,5 godziny ,więc chodziliśmy do niej na zmianę a to trochę popiła jeszcze wody a to powciskała melodyjki , pogadała do miśków aż w końcu poszłam, położyłam, pogładziłam,pośpiewałam i usnęła i śpi :) Dziecko odbutelkowane !!!!! Jutro zrobimy oficjalne pożegnanie i sama będzie musiała butelki wyrzucić do śmietnika a może ja to zrobie żeby jej nie przypominać ?? A w zamian kupie Melutce jakiś nowy kubeczek ?? zastanowie się nad tym... :) ale jestem przeszczęśliwa z tą myślą ,że już mam ten etap za sobą :)
Ogólnie to już długo pije z bidonu z rurką a butla była tylko do spania , ale ostatnimi czasy butla w niczym jej nie pomagała.Wczęśniej przy niej poprostu zasypiała a teraz to wyglądało tak ,że wypiła mleko i dalej buszowała w łóżeczku więc stwierdziliśmy z mężem K. ,że po co jej butla. I dzisiaj dobranockowe mleko wypiła z kubeczka z dziubkiem tyle ,że z takiego "kapka" ,że musiała siedzieć i pić.WYpiła bez marudzenia,że to nie butla , ciągnęła jak smok i po skończonym mleku , położona miała zasnąć...właśnie MIAŁA ale gdzie tam!!!! Wojowała jeszcze chyba z 1,5 godziny ,więc chodziliśmy do niej na zmianę a to trochę popiła jeszcze wody a to powciskała melodyjki , pogadała do miśków aż w końcu poszłam, położyłam, pogładziłam,pośpiewałam i usnęła i śpi :) Dziecko odbutelkowane !!!!! Jutro zrobimy oficjalne pożegnanie i sama będzie musiała butelki wyrzucić do śmietnika a może ja to zrobie żeby jej nie przypominać ?? A w zamian kupie Melutce jakiś nowy kubeczek ?? zastanowie się nad tym... :) ale jestem przeszczęśliwa z tą myślą ,że już mam ten etap za sobą :)
To jej wojowanie w łóżku to chyba też przez kolejnego zęba i tu mowa o drugiej górnej czwórce.Bo pod palcem wyczułam ,że coś tam się szykuje.A swojego zająca z którym śpi i wszędzie z nim chodzi o mało nie pożarła przed spaniem.Ma on taką wstążke która jest notorycznie przez Mel gryziona aż warczy jak ją gryzie a zając sobie pewnie myśli "a daj Ty mi już dziewczyno święty spokój" i wcale się mu nie dziwie :)
piątek, 17 czerwca 2011
takie moje tam... marzenie na kiedyś...
i tak minął pierwszy dzień diety :) .Złamałam się tylko raz :P bo kupiłam Mel ciasteczka dla niemowląt orkiszowe i się skusiłam na dwa ale one takie malutkie są a jakie pyszne :P
Ogólnie dzień warzywny dzisiaj i nie ubolewam z tego powodu ba! nawet było całkiem smakowicie. Mam w lodówce tyle różnych warzyw jak nigdy.I moja lodówka wygląda teraz tak kolorowo jak te które są na reklamach w ulotce gdzie zawsze w tych lodówach takie kolorowe sztuczne jedzenie z plastiku i teraz też mam taką hehe :) tyle ,że jedzenie prawdziwe.
Wczoraj z nudów przeglądałam sobie oferty mieszkań na sprzedaż .Lubię je oglądać bo szukam w nich inspiracji na przyszłość...
I znalazłam zdjęcie kuchni w pewnym mieszkaniu w moim mieście która mi bardzo odpowiada i taką właśnie chciałabym kiedyś mieć: Oto ona :
Ciepła, przytulna dla kogoś kto lubi spędzać czas w kuchni-marzenie.Właśnie taka mi się marzy.I nawet widziałam podobną do zrobienia ostatnio w salonie mebli kuchennych. Niby robiona na hm.. starodawną,swojską :) Dzisiaj zostanie zdjęcie wydrukowane i powieszone na lodówce.Taka moja jakby VISION BOARD czyli poprostu tablica marzeń. Znam osoby którym się to sprawdza. To jakby wyznaczenie sobie celu. Mam na to marzenie czas do 30stki bo taką granicę ustaliliśmy sobie z mężem K. na zmianę mieszkania na większe. Mąż K. mówi ,że urządzać mam po swojemu a on tylko wybierze lokalizację gdzie owe mieszkanie się znajdzie :) więc hulaj dusza ... ha !
Tak, taką kuchnie będę miała , jeszcze dużo czasu upłynie ale na pewno kiedyś taką bym chciała mieć :) żadną inną :)
Ogólnie dzień warzywny dzisiaj i nie ubolewam z tego powodu ba! nawet było całkiem smakowicie. Mam w lodówce tyle różnych warzyw jak nigdy.I moja lodówka wygląda teraz tak kolorowo jak te które są na reklamach w ulotce gdzie zawsze w tych lodówach takie kolorowe sztuczne jedzenie z plastiku i teraz też mam taką hehe :) tyle ,że jedzenie prawdziwe.
Wczoraj z nudów przeglądałam sobie oferty mieszkań na sprzedaż .Lubię je oglądać bo szukam w nich inspiracji na przyszłość...
I znalazłam zdjęcie kuchni w pewnym mieszkaniu w moim mieście która mi bardzo odpowiada i taką właśnie chciałabym kiedyś mieć: Oto ona :
Ciepła, przytulna dla kogoś kto lubi spędzać czas w kuchni-marzenie.Właśnie taka mi się marzy.I nawet widziałam podobną do zrobienia ostatnio w salonie mebli kuchennych. Niby robiona na hm.. starodawną,swojską :) Dzisiaj zostanie zdjęcie wydrukowane i powieszone na lodówce.Taka moja jakby VISION BOARD czyli poprostu tablica marzeń. Znam osoby którym się to sprawdza. To jakby wyznaczenie sobie celu. Mam na to marzenie czas do 30stki bo taką granicę ustaliliśmy sobie z mężem K. na zmianę mieszkania na większe. Mąż K. mówi ,że urządzać mam po swojemu a on tylko wybierze lokalizację gdzie owe mieszkanie się znajdzie :) więc hulaj dusza ... ha !
Tak, taką kuchnie będę miała , jeszcze dużo czasu upłynie ale na pewno kiedyś taką bym chciała mieć :) żadną inną :)
czwartek, 16 czerwca 2011
Hasło na dziś - DIETA !
Tiaaa i to nie tylko ja bo i mój mężulo stwierdził ,że trzeba przystopować ze śmieciowym jedzeniem. Ostatnio aż nadto pozwalaliśmy sobie z McDonaldem, pizzami,kebabami a dupa rośnie :P Kiedyś byliśmy na diecie proteinowej P.Dukana i efekty były ale teraz ustaliliśmy ,że wprowadzamy zdrowsze jedzenie do naszego domu. Nasza dieta a może bardziej przestawienie się na inne posiłki to warzywa , gotowane i pieczone mięcho, jogurty naturalne , chlebki ryżowe i zero smażonych potraw, ziemniaków , białego pieczywa no i słodyczy aaa i chipsów :P Nie chodzi mi żeby zrzucić określoną liczbę kilogramów tylko żeby trochę zmniejszyć swój rozmiar.A naszło mnie tak wczoraj w sumie bo byłam na większych zakupach ciuchowych i wszystkie bluzki jakie kupiłam są w większym rozmiarze niż zwykle kupowałam. Dlaczego?? BO TE MNIEJSZE SĄ OBCISŁE NA BRZUCHU !! Dżisas :/ heh i ciężko mi z tym :) bo człowiek chciałby się wcisnąć w coś obcisłego a tu niespodzianka-fałdka wita nas ! tak więc zdrowa żywność i ostatni posiłek o hm.... 19stej. Nie zamierzam się katować , lubię gotować więc jakieś fajne potrawy na pewno wymyśle i będziemy z mężem K. zajadać. A z czasem wprowadzimy chleb razowy, ryż, makarony tylko z głową . Tak więc pierwszy dzień zdrowego odżywiania czas zacząć :D
środa, 15 czerwca 2011
co u nas...
Trochę nas tu nie było ale jakoś tak czasu brakło ostatnio.Córa Amelkowa właśnie śpi więc dopadłam laptopa i jestem :) Wczoraj byłyśmy u laryngologa bo pół roku po operacji trzeba sprawdzić uszka.Z lewym wszystko ok a w prawym trochę płynu i Mel ponoć słabiej na nie słyszy.Narazie lekarz żadnego leku nie zapisał bo mówi ,że mała za mała :) i mamy przyjść za m-c do kontroli. Dzisiaj była kolejna wizyta w ośrodku.Córa tak jak wcześniej panią za ręke i do sali.Nie minęło 15 minut a pani z młodą na rękach wychodzi i mówi ,że mam przyjść bo Melaśka buzia w podkówke i pochlipuje.I siedziałyśmy sobie na zajęciach razem.Oczywiście dziecko moje przy mnie rozkręciło się na dobre i nie chciała iść do domu :) Jutro też tam lecimy może będzie lepiej :)
Właśnie mi się przypomniało..Melańki nowa umiejętność to dawanie "cześć"
( narazie podaje lewą ręke ) i muszę tu dodać ,że nauczona jest tego przez swojego tatę.Wczoraj tatulek mówi do córy "Amelka, daj cześć" , Amelka podała rączke a mężulo dumnie patrzy na mnie i mówi " i tatuś nauczył dziecka czegoś nowego" ach ten nasz tata :) . Parę razy jeszcze udało jej się to powtórzyć i latała od tatuśka do mnie i raz mamie "cześć" raz tacie. Tak samo robi z buziakami raz buziak mamie i leci do taty i daje całusa i tak parę razy aż się zmęczy.
Ach! Do wczorajszego dnia muszę jeszcze dopisać wizytę u dziadków i .... lepienie pierogów heh. Ostatnio rozmawiając z babcią wspomniałam ,że robiłam pierogi i zapytałam babci jak ona je robi i zaczęła mi tłumaczyć aż w końcu mówi "ale najlepszą metodą żeby się nauczyć robić dobre pierogi jest przyjazd do nas" :) tak więc spakowałyśmy się z Melańką i pojechałyśmy na pół dnia. Mój tata wziął Mel na działke do mojego dziadka a ja z babcią lepiłam pierogi tzn.ja się przyglądałam bardziej :P Wyszło gdzieś ok. 100 także można podjeść co w rezultacie wszyscy uczyniliśmy.Melonka wróciła z dziadkiem z działki , uchachana , ponoć podjadła groszku i później sama zrywała strączki no ogólnie była przeszczęśliwa :) Oczywiście nie obyło się bez robienia zdjęć. Cały czas dbam o to żeby Melka miała jak najlepsze pamiątki, wspomnienia z dzieciństwa i żeby pamiętała jak wyglądała prababcia czy pradziadek :) I co można było u nich robić A! i jeszcze ,że moja babcia robi najlepsze pierogi na świecie :D
Parę dni temu podjęłam w końcu próbę zrobienia decoupag-owych pudełek. I jak na pierwszy raz to nawet , nawet wyszło :) Oto efekty : najpierw pudełko wyglądało tak:
Właśnie mi się przypomniało..Melańki nowa umiejętność to dawanie "cześć"
( narazie podaje lewą ręke ) i muszę tu dodać ,że nauczona jest tego przez swojego tatę.Wczoraj tatulek mówi do córy "Amelka, daj cześć" , Amelka podała rączke a mężulo dumnie patrzy na mnie i mówi " i tatuś nauczył dziecka czegoś nowego" ach ten nasz tata :) . Parę razy jeszcze udało jej się to powtórzyć i latała od tatuśka do mnie i raz mamie "cześć" raz tacie. Tak samo robi z buziakami raz buziak mamie i leci do taty i daje całusa i tak parę razy aż się zmęczy.
Ach! Do wczorajszego dnia muszę jeszcze dopisać wizytę u dziadków i .... lepienie pierogów heh. Ostatnio rozmawiając z babcią wspomniałam ,że robiłam pierogi i zapytałam babci jak ona je robi i zaczęła mi tłumaczyć aż w końcu mówi "ale najlepszą metodą żeby się nauczyć robić dobre pierogi jest przyjazd do nas" :) tak więc spakowałyśmy się z Melańką i pojechałyśmy na pół dnia. Mój tata wziął Mel na działke do mojego dziadka a ja z babcią lepiłam pierogi tzn.ja się przyglądałam bardziej :P Wyszło gdzieś ok. 100 także można podjeść co w rezultacie wszyscy uczyniliśmy.Melonka wróciła z dziadkiem z działki , uchachana , ponoć podjadła groszku i później sama zrywała strączki no ogólnie była przeszczęśliwa :) Oczywiście nie obyło się bez robienia zdjęć. Cały czas dbam o to żeby Melka miała jak najlepsze pamiątki, wspomnienia z dzieciństwa i żeby pamiętała jak wyglądała prababcia czy pradziadek :) I co można było u nich robić A! i jeszcze ,że moja babcia robi najlepsze pierogi na świecie :D
Parę dni temu podjęłam w końcu próbę zrobienia decoupag-owych pudełek. I jak na pierwszy raz to nawet , nawet wyszło :) Oto efekty : najpierw pudełko wyglądało tak:
A tak wygląda po :
I drugie :
Latarnia, łódka, żaglówki, aniołki naklejone są z serwetek a reszta domalowana farbami :) całkiem miło to wygląda ale jeszcze dużo jest do zrobienia, nauczenia się , poczytania na ten temat.
piątek, 10 czerwca 2011
Matka jak dziecko , mazańce i słodki Meli czas...
Heh żyje .Żyje po moich pierogach.Miałam pisać wcześniej ale jakoś tak nie mogłam się zebrać.Wczoraj nie miałam kiedy. Mąż K. z kolegą oglądali mecz Polska-Francja ( co za porażka...) więc ja ulotniłam się do łazienki i zrobiłam sobie domowe spa.Zawsze coś. Fajny olejek,scruby,maska na twarz i tak spędziłam 45 minut w zamknięciu :P A jak wyszłam to dosłownie jak dziecko siedziałam z nowym telefonem i sprawdzałam jakie ma funkcje. Tak czasami sobie patrze na Mel jak siedzi i w jakiejś zabawce wciska sobie przyciski , gra melodyjka, coś wyskakuje i wczoraj nie różniłam się od niej wcale siedząc z tym telefonem :)
Pogoda ostatnio nie zachęca do dłuższych wyjść.Wieje,popada trochę albo zagrzmi więc musimy wymyślać zabawy w domu i tak wczoraj w ruch poszły kartki i długopisy.Melaśka mazała mnie a ja ją i sama też się mazała ale przynajmniej zajęcie miała na jakiś czas a poźniej jak takie dziecko podwórka biegała po mieszkaniu cała w niebieskich kreskach. Póki co po ścianach nie maluje i niech ją ręka boska broni bo w innym razie zobaczy kredki , długopisy dopiero jak pójdzie do szkoły hehe. Tiaa do szkoły a poźniej przyprowadzi jakiegoś dupka i powie " mamo, tato to mój narzeczony" echhh niech czas stanie w miejscu chociaż na chwilkę :) Bo tak uwielbiam te chwile jak Ameluśka Maluśka weźmie sobie książeczke , siądzie gdzieś u siebie w kąciku i przekłada strony Amelkowymi paluszkami i nawija sama do siebie i dyskutuje z oglądanymi zwierzakami i myśli ,że jej nie widzę :) A ja trzaskam jej z ukrycia zdjęcia albo nagrywam filmiki z tymi jej pogaduszkami. Piękny czas .....
Pogoda ostatnio nie zachęca do dłuższych wyjść.Wieje,popada trochę albo zagrzmi więc musimy wymyślać zabawy w domu i tak wczoraj w ruch poszły kartki i długopisy.Melaśka mazała mnie a ja ją i sama też się mazała ale przynajmniej zajęcie miała na jakiś czas a poźniej jak takie dziecko podwórka biegała po mieszkaniu cała w niebieskich kreskach. Póki co po ścianach nie maluje i niech ją ręka boska broni bo w innym razie zobaczy kredki , długopisy dopiero jak pójdzie do szkoły hehe. Tiaa do szkoły a poźniej przyprowadzi jakiegoś dupka i powie " mamo, tato to mój narzeczony" echhh niech czas stanie w miejscu chociaż na chwilkę :) Bo tak uwielbiam te chwile jak Ameluśka Maluśka weźmie sobie książeczke , siądzie gdzieś u siebie w kąciku i przekłada strony Amelkowymi paluszkami i nawija sama do siebie i dyskutuje z oglądanymi zwierzakami i myśli ,że jej nie widzę :) A ja trzaskam jej z ukrycia zdjęcia albo nagrywam filmiki z tymi jej pogaduszkami. Piękny czas .....
środa, 8 czerwca 2011
Pierogarnia :P
Tak więc są :D Moje pierwsze w życiu pierogi.Chciałam je zrobić już dawno temu ale jakoś tak zawsze coś mnie zniechęcało ale dzisiaj się zawzięłam i zrobiłam 30 pulchnych pierogów.Wielkościowo niektóre były takie jak moja dłoń :) padło na ruskie.Bo wydały mi się najłatwiejsze.Ciasto wyszło pycha,farsz też i mamy wszyscy obiad na jutro.Mąż K. niespecjalnie się cieszył z tych całych pierogów, bo mówi ,że "przecież można kupić" heh owszem ale mąż K.nie rozumie samej idei lepienia,dłubania itd.To tak jak z Solniakami moimi.Relaksssssssss.Z resztą uwielbiam gotować i jeszcze jak mi to wychodzi to pełen sukces.
Mężulo poszedł spać a ja zrobione pierogi wrzucałam na wrzątek i podjarana tym ,że wyszły lece do Kota i mówie:
- Kot! Wyszły , wyszły są pycha chcesz??
Kot otworzył jedno oko i mówi:
- Nie, bo śpie już.
Ale po chwili mówi:
- No to daj spróbuję.
I wziął kęsa i żuje ,żuje , otwiera drugie oko, patrzy na mnie i mówi:
- To co? Idziemy jeść?? :)))
Powiedziałam mu ,że ma iść spać dalej a reszte zostawiamy na jutro na obiad.A sama poszłam wcinać do kuchni.Zjadłam pięć i pękam.Aaaaa!! Dodam tylko ,że Kot mój luby nie przepada za ruskimi pierogami.A moje chce jeść :) Więc to chyba przemawia za tym ,że faktycznie WYSZŁY :) Dumna z siebie jestem .Jak to mało do szczęścia potrzeba :) A jestem teraz tak padnięta jakbym biegała cały wieczór.I teraz dopiero doceniam prace swojej babci od której często pierogi przeróżne dostaję.Ileż to trzeba się namęczyć przy wyrabianiu ciasta - o ludzkie pojęcie :)
Jak jutro coś napisze to znaczy ,że moje pierogi mogą być bo przeżyłam :P:P
Przed:
I po ugotowaniu :)
Mężulo poszedł spać a ja zrobione pierogi wrzucałam na wrzątek i podjarana tym ,że wyszły lece do Kota i mówie:
- Kot! Wyszły , wyszły są pycha chcesz??
Kot otworzył jedno oko i mówi:
- Nie, bo śpie już.
Ale po chwili mówi:
- No to daj spróbuję.
I wziął kęsa i żuje ,żuje , otwiera drugie oko, patrzy na mnie i mówi:
- To co? Idziemy jeść?? :)))
Powiedziałam mu ,że ma iść spać dalej a reszte zostawiamy na jutro na obiad.A sama poszłam wcinać do kuchni.Zjadłam pięć i pękam.Aaaaa!! Dodam tylko ,że Kot mój luby nie przepada za ruskimi pierogami.A moje chce jeść :) Więc to chyba przemawia za tym ,że faktycznie WYSZŁY :) Dumna z siebie jestem .Jak to mało do szczęścia potrzeba :) A jestem teraz tak padnięta jakbym biegała cały wieczór.I teraz dopiero doceniam prace swojej babci od której często pierogi przeróżne dostaję.Ileż to trzeba się namęczyć przy wyrabianiu ciasta - o ludzkie pojęcie :)
Jak jutro coś napisze to znaczy ,że moje pierogi mogą być bo przeżyłam :P:P
Przed:
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Gienek Loska, Amelkowe koleżanki i robaczek :)
Zapomniałam wspomnieć o programie który niedawno się zaczął a już się skończył. A szkoda. Mowa o
X-factor :) Chyba jedyny program tego typu, który oglądałam z mężem K. w całości. I gdy się kończył już rozmawialiśmy o następnym odcinku. Od początku byliśmy ogromnymi fanami świetnego Gienka Loski. Wywarł na nas duże wrażenie. No ma facet talent.Ot taka chłopina ze streetu a posiada taki głos ,że aż ciarki pojawiały się na ciele.Oczywiście jak wyjdzie płyta to polecę do sklepu i kupie i będe słuchać , słuchać - mam nadzieje NIE do znudzenia :) Uważam ,że należała mu się ta wygrana tak ogólnie za całokształt.Musiałam kurka o tym wspomnieć bo lubie takie oryginalne głosy i już się pyszczek uśmiecha na myśl o jego płycie.Czekam z niecierpliwością i trzymam kciuki !!!
X-factor :) Chyba jedyny program tego typu, który oglądałam z mężem K. w całości. I gdy się kończył już rozmawialiśmy o następnym odcinku. Od początku byliśmy ogromnymi fanami świetnego Gienka Loski. Wywarł na nas duże wrażenie. No ma facet talent.Ot taka chłopina ze streetu a posiada taki głos ,że aż ciarki pojawiały się na ciele.Oczywiście jak wyjdzie płyta to polecę do sklepu i kupie i będe słuchać , słuchać - mam nadzieje NIE do znudzenia :) Uważam ,że należała mu się ta wygrana tak ogólnie za całokształt.Musiałam kurka o tym wspomnieć bo lubie takie oryginalne głosy i już się pyszczek uśmiecha na myśl o jego płycie.Czekam z niecierpliwością i trzymam kciuki !!!
A tutaj kilka nowych Amelkowych koleżanek i jabłuszko:
gorączka ostatnich dni czyli upalnie
uff jak gorąco.Wybyłyśmy dzisiaj na spacer ale tylko na godzinkę bo dłużej ani ja ani Mel byśmy nie wytrzymały.Ale za to w domu (idąc za pomysłem Asiamipomysłowejmamy) wystawiłam wanienke na balkon ,wrzuciłam zabawki , zapakowałam Krasnala i hulaj dusza.Oj niezła ochłoda w ten upalny dzień.A ile frajdy dla dziecka mimo ,że nie mamy ogródka , dmuchanego basenu itp. można dać sobie świetnie radę w bloku i mając mały balkon :) Efekty zabawy poniżej.
Czuję się wypoczęta ostatnimi dniami . Amelkowa córa wreszcie przesypia całe noce bez ani jednej pobudki. Dla wielu pewnie to żadna nowość ,że dziecko tyle śpi ale dla mnie to cud. Przez rok wstawaliśmy z mężem K. po 5 razy i za każdym razem butla z mlekiem.A teraz nie budzi się nawet na wodę. Śpi od 20.00 do 7.00 , 8.00 rano. Bez wątpienia anioł :)
Weekend też minął całkiem przyjemnie. Miałam poprawkę jednego egzaminu.Trochę się stresowałam bo niewiadomo było jakie pojawią się pytania i co wykładowca wymyśli i co się okazało po raz któryś?? Że nie było po co się denerwować bo...????? Wykładowca dał ten sam test co był za pierwszym razem!! Także jedno z głowy :P Jeszcze tylko jedna poprawka,jedna praca do napisania i ogarnięcie praktyk, jakoś to będzie jak zawsze.
Wczorajszym dzień za to minął TRUSKAWKOWO :) Mam alergie na te pysznościowe owoce ale nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności.Były truskawki same w sobie, ciachoooo z truskawkami od teściowej ( i nie zrobiła tego specjalnie żeby mnie otruć :P ) i lody truskawkowe.Tak więc pysznie..do czasu aż mnie skóra nie zaczęła swędzieć i w gardłe nie zaczęło drapać.Ale co tam , było warto.I nawet teraz zajadam to pyszne ciasto :P Przyjemności z jedzenia - bezcenne :)Czuję się wypoczęta ostatnimi dniami . Amelkowa córa wreszcie przesypia całe noce bez ani jednej pobudki. Dla wielu pewnie to żadna nowość ,że dziecko tyle śpi ale dla mnie to cud. Przez rok wstawaliśmy z mężem K. po 5 razy i za każdym razem butla z mlekiem.A teraz nie budzi się nawet na wodę. Śpi od 20.00 do 7.00 , 8.00 rano. Bez wątpienia anioł :)
piątek, 3 czerwca 2011
Nowe soliny :)
Jeszcze póki jestem w miare przytomna dodam dwa zdjęcia moich ostatnich solinek.Wczoraj tez robiłam ale nie miałam dziś już kiedy ich malować.Na pewno w najbliższym czasie się pojawią.
czwartek, 2 czerwca 2011
dzień dobry i zły i o mamie w domu :)
i siedze sobie przed tym kompem bo księżna uśpiona kołysanką która jest moim wspomnieniem z dzieciństwa czyli "Na Wojtusia z popielnika" .Śpiewana przeze mnie około 10 razy w kółko zamuliła moje dziecko totalnie :P Niech śpi kochana. Dzień był całkiem fajny a nawet bardzo fajny aż do momentu kiedy dowiedziałam się ,że poprawka egzaminu jednego z dwóch póki co :P jest w tą sobote !!!!!! Żenuła totalna,porażka i nie wiem co tam jeszcze.I tak jak miałam dobry humor to w tym momencie mina całkowicie mi zrzedła.No nic trzeba to jakoś ogarnąć.Niby test ale wielokrotnego wyboru i w ogóle facet odejmuje punkty i coś tam coś tam, nie chce mi się nawet o tym pisać... chyba sobie papierosa zapale.I żeby nie było!!nie jestem nałogowcem.Nie palę w domu i w ogóle w tygodniu tylko wtedy kiedy mam zjazdy na uczelni ,żeby sobie przy papierosie z dziewuchami na przerwie pogadać i poplotkować.A , że sytuacja jest taka a nie inna to idę zapalić.
Wróciła.I co mi to dało? hm....NIC!! Dziwactwo!!!Aj dobra koniec tematu studenckiego.Blechhhh
Niech już się to wszystko kończy w diabły no chociaż niech już wakacje będą wtedy przynajmniej przerwa 3miesięczna jest i w weekendy będe uprawiać nową dyscyplinę - leżenie na czas.Ha!
Chciałabym poruszyć pewną kwestię.Mianowicie chodzi mi o temat mam pozostających z dzieckiem w domu.Temat w głowie stąd ,że ostatnio oglądałam Dzień Dobry Tvn i była rozmowa na temat porzucania kariery dla małego dziecka.Ja należę do tych mam które szybko do pracy nie wracają i ewidentnie nie robią tego z lenistwa tylko z chęci bycia z dzieckiem.Mój krasnal w chwili obecnej ma 14 miesięcy i JESTEM Z NIĄ CAŁY CZAS!!! I dobrze mi z tym!!! Nie wiem skąd to parcie na to ,że matka ma jak najszybciej wracać do pracy.A kobieta która faktycznie tak robi jest uznawana za bohaterkę.A dlaczego nie jest bohaterką ta kobieta która poświęca swoją karierę i całe swoje życie dla swojego dziecka,która spędza z nim mnóstwo czasu,która widzi pierwsze kroki swojego dziecka? O takich to sie mówi kura domowa. Gdy tylko kogoś spotykam to słyszę pytania " kiedy wracasz do pracy?".Mam gdzie wracać ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty.Dobrze mi w domu.Mam czas dla swojego dziecka,na zabawe itp.spełniam się jako mama,żona i kochanka :P oczywiście własnego,osobistego męża :) .Mam czas na studiowanie,zainteresowania, nie przychodze do domu po pracy zmęczona,znudzona,nerwowa ,że już wieczór.Nie lece po pracy po dziecko i po powrocie nie mam już siły i chęci na zabawę z nim.Mam zorganizowany dzień co do minuty.Pobudki,posiłki,drzemki,spacery,zakupy,gotowanie,czas dla siebie,wyjścia z domu-no wszystko.Oczywiście nie poruszam tematu mam które musza wrócić do pracy bo mają taką a nie inną sytuację życiową bo to już zupełnie inna kwestia albo tych co chcą wrócić do pracy.Piszę o tych mamach które czerpią radość z bycia z dzieckiem w domu.Ja mam możliwość bycia z małą i uważam ,że to mój ogromny przywilej.Jeżeli spojrzeć na temat od strony finansowej bo oczywiście dwie pensje to nie jedna no ale coś za coś.Ja nie pławię się w luksusach,żyję na jakimś tam poziomie i póki co nie muszę na hura wracać do pracy.Nie mam może tego czy tamtego ale wolę przez jakiś czas sprężać się z pieniędzmi a pobyć wiecej z Bąblem bo nikt mi tego czasu nie wróci.A mogę tu jeszcze poruszyć sprawę tekstów w stylu "trzeba dać dziecko do żłobka bo się lepiej będzie rozwijało,szybciej wszystkiego się nauczy" .I właśnie! Dlaczego ma się szybciej czegoś uczyć?? Dlaczego mamy coś dziecku przyspieszać?? Niech się rozwija we własnym tempie na litość Boską!!A te dzieci co nie były w żłobku to co??Słabiej rozwinięte,mniej potrafią,zachowują się jak dzikusy??No chyba nie.
Ja mam teraz swój najdłuższy urlop w życiu i chcę to wykorzystać :) Jeszcze się w życiu napracuje :)
I nie powiem chwilami jestem tak padnięta,że mam ochote rzucić wszystko w cholerę i wyjść na trzy dni z domu wyłączając telefon ale to są momenty,chwile o których szybko się zapomina. "A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój..." jak śpiewał K.Cugowski.I wszystko wraca do normy.Każdemu trafia się gorszy dzień.Lubię kurcze to życie swoje cholera.A!! I wielki szacun dla tych mam które dają rade pogodzić np.pracę,dom,czas dla dziecka czy dzieci i na wszystkich tych płaszczyznach spisują się wzorowo :)
Wróciła.I co mi to dało? hm....NIC!! Dziwactwo!!!Aj dobra koniec tematu studenckiego.Blechhhh
Niech już się to wszystko kończy w diabły no chociaż niech już wakacje będą wtedy przynajmniej przerwa 3miesięczna jest i w weekendy będe uprawiać nową dyscyplinę - leżenie na czas.Ha!
Chciałabym poruszyć pewną kwestię.Mianowicie chodzi mi o temat mam pozostających z dzieckiem w domu.Temat w głowie stąd ,że ostatnio oglądałam Dzień Dobry Tvn i była rozmowa na temat porzucania kariery dla małego dziecka.Ja należę do tych mam które szybko do pracy nie wracają i ewidentnie nie robią tego z lenistwa tylko z chęci bycia z dzieckiem.Mój krasnal w chwili obecnej ma 14 miesięcy i JESTEM Z NIĄ CAŁY CZAS!!! I dobrze mi z tym!!! Nie wiem skąd to parcie na to ,że matka ma jak najszybciej wracać do pracy.A kobieta która faktycznie tak robi jest uznawana za bohaterkę.A dlaczego nie jest bohaterką ta kobieta która poświęca swoją karierę i całe swoje życie dla swojego dziecka,która spędza z nim mnóstwo czasu,która widzi pierwsze kroki swojego dziecka? O takich to sie mówi kura domowa. Gdy tylko kogoś spotykam to słyszę pytania " kiedy wracasz do pracy?".Mam gdzie wracać ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty.Dobrze mi w domu.Mam czas dla swojego dziecka,na zabawe itp.spełniam się jako mama,żona i kochanka :P oczywiście własnego,osobistego męża :) .Mam czas na studiowanie,zainteresowania, nie przychodze do domu po pracy zmęczona,znudzona,nerwowa ,że już wieczór.Nie lece po pracy po dziecko i po powrocie nie mam już siły i chęci na zabawę z nim.Mam zorganizowany dzień co do minuty.Pobudki,posiłki,drzemki,spacery,zakupy,gotowanie,czas dla siebie,wyjścia z domu-no wszystko.Oczywiście nie poruszam tematu mam które musza wrócić do pracy bo mają taką a nie inną sytuację życiową bo to już zupełnie inna kwestia albo tych co chcą wrócić do pracy.Piszę o tych mamach które czerpią radość z bycia z dzieckiem w domu.Ja mam możliwość bycia z małą i uważam ,że to mój ogromny przywilej.Jeżeli spojrzeć na temat od strony finansowej bo oczywiście dwie pensje to nie jedna no ale coś za coś.Ja nie pławię się w luksusach,żyję na jakimś tam poziomie i póki co nie muszę na hura wracać do pracy.Nie mam może tego czy tamtego ale wolę przez jakiś czas sprężać się z pieniędzmi a pobyć wiecej z Bąblem bo nikt mi tego czasu nie wróci.A mogę tu jeszcze poruszyć sprawę tekstów w stylu "trzeba dać dziecko do żłobka bo się lepiej będzie rozwijało,szybciej wszystkiego się nauczy" .I właśnie! Dlaczego ma się szybciej czegoś uczyć?? Dlaczego mamy coś dziecku przyspieszać?? Niech się rozwija we własnym tempie na litość Boską!!A te dzieci co nie były w żłobku to co??Słabiej rozwinięte,mniej potrafią,zachowują się jak dzikusy??No chyba nie.
Ja mam teraz swój najdłuższy urlop w życiu i chcę to wykorzystać :) Jeszcze się w życiu napracuje :)
I nie powiem chwilami jestem tak padnięta,że mam ochote rzucić wszystko w cholerę i wyjść na trzy dni z domu wyłączając telefon ale to są momenty,chwile o których szybko się zapomina. "A po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój..." jak śpiewał K.Cugowski.I wszystko wraca do normy.Każdemu trafia się gorszy dzień.Lubię kurcze to życie swoje cholera.A!! I wielki szacun dla tych mam które dają rade pogodzić np.pracę,dom,czas dla dziecka czy dzieci i na wszystkich tych płaszczyznach spisują się wzorowo :)
zmiany :)
ot i jestem. Wcześniejsze notki są z innego bloga , wkleiłam je żeby ktoś kto tu zajrzy mógł mnie choć troszkę poznać.
Wczorajszy Dzień Dziecka minął nam szybko i całkiem przyjemnie.Do południa latałyśmy w piżamach bo spacer zaplanowałam po południu. Krasnal mnie wczoraj zaskoczył nie wiem czy mile czy nie ale jak zobaczyłam co wyprawia to serce mi chyba na chwile sądze stanęło.Otóż Mel od dzisiaj wskakuje sama na łóżko. Zarzuca jedną nóżkę i ciach ciach jest na górze. Potwornie to wygląda bo lata po tym łóżku jak oszalała, wszystko jej się podoba bo dla niej to nowe doświadczenie i nowy sukces w jej malutkim życiu. A ja stoje przed łożkiem jak ten pajac i gapie się na nią żeby tylko nie spadła. I żeby krasnal jeszcze umiał jakos sprawnie chodzić po tym łożku ale ona po nim biega i ładuje sie jeszcze wyżej.Ech teraz na pewno sama nie może zostać ani na chwilke :)
Pogoda poprzedniego dnia była kiepska więc o siedzeniu w piaskownicy i na huśtawce nie było mowy.Za to dzisiaj już o 9:00 Mel buszowała w piachu.A teraz smacznie sobie śpi.Jak zajrzałam do jej pokoju to królewna cała poodkrywana z nogami poza łóżeczkiem :P śmieszna jest . Jutro mężulo wraca :) Zrobie mu pycha kolacyje .Mniammmm ......
Wczorajszy Dzień Dziecka minął nam szybko i całkiem przyjemnie.Do południa latałyśmy w piżamach bo spacer zaplanowałam po południu. Krasnal mnie wczoraj zaskoczył nie wiem czy mile czy nie ale jak zobaczyłam co wyprawia to serce mi chyba na chwile sądze stanęło.Otóż Mel od dzisiaj wskakuje sama na łóżko. Zarzuca jedną nóżkę i ciach ciach jest na górze. Potwornie to wygląda bo lata po tym łóżku jak oszalała, wszystko jej się podoba bo dla niej to nowe doświadczenie i nowy sukces w jej malutkim życiu. A ja stoje przed łożkiem jak ten pajac i gapie się na nią żeby tylko nie spadła. I żeby krasnal jeszcze umiał jakos sprawnie chodzić po tym łożku ale ona po nim biega i ładuje sie jeszcze wyżej.Ech teraz na pewno sama nie może zostać ani na chwilke :)
Pogoda poprzedniego dnia była kiepska więc o siedzeniu w piaskownicy i na huśtawce nie było mowy.Za to dzisiaj już o 9:00 Mel buszowała w piachu.A teraz smacznie sobie śpi.Jak zajrzałam do jej pokoju to królewna cała poodkrywana z nogami poza łóżeczkiem :P śmieszna jest . Jutro mężulo wraca :) Zrobie mu pycha kolacyje .Mniammmm ......
Subskrybuj:
Posty (Atom)

