środa, 29 lutego 2012

Matka trzyma gardę :P

Padam na pysk sącząc winiucho. A mocne jak diabli, połowa dość sporej lampki (uwielbiam duuuże lampki) za mną a już czuje, że jest dobrze :P dodam, że to wino to prezent od banku za wzięty tam kredyt. Żeby się chyba upić z racji ,że kredyt na "milion lat" :P.
Muszę wspomnieć koniecznie na jakich zajęciach dzisiaj byłam w klubie fitness do którego chodzę. Otóź zmienił się grafik bo tam jakieś ogólnie zmiany zaszły, nowy właściciel, nowi instruktorzy takie tam....
Zawsze w środy miałyśmy z koleżanką A.  latino solo :) ale od dzisiaj zmieniła się instruktorka którą znałyśmy bo raz miała zastępstwo i strasznie nam się u niej podobało bo dała wycisk,że aż miło. Ale to co dzisiaj się działo to chyba będe odczuwać jeszcze kilka dni. Dopiero teraz przeczytałam na stronie internetowej klubu w czym wspomniana dziewczyna się specjalizuje. A mianowicie jest specjalnością jest KARATE FIT BASIC!!!. Tiaaa... także od dziś co środę uczęszczam sobie na karate. Trzymam garde, robie uniki, kopię  :)
Na początku śmiać mi się z tego wszystkiego chciało bo te ciosy, zakrywanie splotu słonecznego, tu kopniak tam schylanie.Śmiesznie to wygląda jak robi to 11 babek do lustra. Po 10 minutach wszystkie byłyśmy mokre, musiałyśmy pić wode cały czas, wycierać się bo mimo klimatyzacji i otwartego okna ciężko było wytrzymać. Ale o to właśnie nam chodziło ( mi i A.) żeby czuć, że robi się coś naprawdę konkretnego. Przez ten cały czas jak tam chodzimy ani razu nie byłam tak padnięta a mój strój po zajęciach można było wyciskać. POLECAM!! Super sprawa. Szkoda,że to tylko raz w tygodniu.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Morza szum, ptaków śpiew...

Nie da się ukryć. Idzie, czuć ją w tym ciepełku od słońca. Wiosna.
Wczoraj miał być spacer nad morzem ale wiało tak , że głowy urywało, więc popatrzyliśmy i wrócilismy do domu. Dawka jodu do następnego spaceru wchłonięta :) pozostaje czekać na cieplejsze dni albo chociaż te bez takiego wiatru jak dziś :)


Trochę też pozmieniałam dzisiaj wygląd swojego bloga. Cały czas coś mi nie grało i szukałam odpowiedniego dla niego "wyglądu" . Teraz chyba osiągnęłam to na czym mi zależało. Zdjęcie które jest razem z tytułem zrobiłam wczoraj. Myślę, że wyszło całkiem ładne jak na robione telefonem i na dopiero co odkrytą funkcję zdjęć panoramicznych.
Zawiera ono coś co kocham zaraz po Melucie, Małżu itd.itd. czyli MORZE   (też na M :P )
Uwielbiam patrzeć, wąchać to powietrze, myśleć przy nim , fotografować, spędzać nad nim czas. Poprostu tam być. Małż zbytnio mojej pasji do morza nie podziela bo co jest takiego w morzu?" . Więc spacery z nim kończą się bardzo szybko. Wczoraj akurat faktycznie strasznie wiało i słaba przyjemność ale nadrobię w inne dni.
Dla mnie patrzenie w morze jest -jakby to?- jakieś takie tajemnicze , ten bezkres, przestrzeń, mam podobne odczucia patrząc na wiatraki z elektrowni wiatrowej a już bycie przy nich a w zasadzie pod nimi to też fajne przeżycie. W okolicy też tego sporo. Lubie to, poprostu :)

piątek, 24 lutego 2012

Duplooo, miśmiiii, zabaw czas ... o 3:00 w nocy

To zdjęcia z wczorajszej nocy. Dzisiaj noc przespana , dzięki Bogu :)
3:00 w nocy. Franka budzi się, pojękuje, woła sisi . Matka wstaje nieprzytomna. Wędrujemy do łazienki. Wracamy do łóżka. Fran leży jakiś czas po czym woła miśmiiii!!! Matka myśli, że pluszowy, duży jej ulubieniec. Daje dziecku. A ta dalej woła, że Duplooo. Bo co Ty matka nie wiesz, że w duplo są ukochane plastikowe miśki? Tata wstaje, bierze Franke do nas, bierze pudełko z duplo, wysypuje i "baw się" . To ta się bawi. Jakieś 1,5 godziny , później już wkurzeni na siebie, na Frane, po zbędnych dyskusjach dajemy mleko (może zadziała) . Pije, śpi do 9:00. Weź tu zrozum oszołoma :P



środa, 22 lutego 2012

i po :)

Wczoraj już nie udało mi się tu zajrzeć bo czasu brakło ale dziś nadrobię i opowiem jak to było w szpitalu.
Zacznę od tego, że telefonicznie 2 tygodnie temu zostałam poinformowana,że mamy termin, godzina 8.30 , zabrać trzeba książeczke zdrowia Meli , ubezpieczenie i być na czczo. I w zasadzie that's all. Co się okazało na miiejscu?? A no ,że szpital w całkowitym remoncie że wejście do laryngologii było ale jest gdzie indziej a wychodzi się przez oddział położniczy (???) - co prawda miłych wspomnień czar.....
lećmy dalej...
Pani pyta mnie czy córka wczoraj była u lekarza badać  uszy. Mówie, że nie, że nikt nie mówił , że trzeba. Odsyłają nas piętro wyżej, kolejne labirynty ale jesteśmy po badaniach, wynik jest taki ,że płyn posiadamy w dwóch uszach a nie jak miesiąc temu w jednym. Z tym idziemy czekać aż nas wywołają. Miła Pani która widzi , że taszczymy małe dziecko prosi nas na bok,zabiera wyniki , załatwia sprawe.Wchodzimy jedni z pierwszych. Kolejna miła Pani informuje nas  ,że mała jest malutka ale zabieg trzeba zrobić bo ona nas poprostu słabiej słyszy co za tym idzie może gorzej mówić itd. itd. Zabierają nas na sale. Mela najmłodsza , dostaje wielkie łóźko a w komplecie wielką piżamke z dekoltem po pas :P


Siedzimy czekamy... dodam jeszcze, że mówiono nam ,że zabieg o 8.30 , po 15 minutach mała jest po i później zaraz do domu.
Mamy godzine 9.45 miła Pani przynosi nam w plastikowym kieliszku "głupiego jasia" , Melo wali z kielicha i bawi się dalej. Mamy jej pilnować bo zacznie się przewracać. Po 15 minutach jest zamulona, miła Pani zabiera ją na blok operacyjny. Żadnych płaczów u Meli a u matki płyną łzy....
Mija 20minut. Z mężulem wcinamy małe pączki czekając na dziecie. Wyjeżdża na wózku. Śpi. Mija godzina. Dziecko wygląda tak:


Je buły, małe pączki, pije, gada, śmieje się i wszyscy z niej. Jako jedyna z 5osobowej sali doszła do siebie tak szybko. Gdzie był z nami chłopiec 6 lat, dziewczynka 3,5letnia i dwie nastolatki. Wszyscy zamuleni , śpiący. Po następnej godzinie Melo biega po korytarzach a miłe Panie pytają się czy ona po zabiegu czy jeszcze przed bo na taką PO to nie wygląda. Już miałyśmy wychodzić a okazało się ,że Pani która się nami zajęła od początku przyniosła pycha obiad z rozdrobnionym mięskiem, ziemniaczkami i burakami. I usiadła i karmiła młodą. A wiadomo jak ktoś inny karmi to dziecko je. Poszliśmy po wypis i do domu. Generalnie jakoś tak miło było :) Melo poszła spać na 3,5 godziny poźniej a wieczorem szalała już u znajomych z 3letnią koleżanką. I zapomniała już jak nie spodobała jej się krewka, która poleciała przy wyciąganiu wenflonu i zaplamiła bodziaki :) A najbardziej podoba nam się to zdjęcie i zatrzaski na małej klacie po zabiegu, mina wymiata ...i czy ktoś ma ochotę przyłączyć się zatrzaskiem??

poniedziałek, 20 lutego 2012

Tymczasowa miłość

- Duplo, afa (żyrafa) ,  jiba  (ryba) , miśmi (misiu), atki (kwiatki)
Tak, duplo jest u nas ostatnio numerem jeden :)
I układa, ustawia, rozmawia a ten ludzik to mama , drugi tata..i pływają łódką i łowią ryby i wścieklizny dostaje jak nie może klocka z klockiem połączyć i na całą chałupe "mamooooo" z ogromną pretensją a jak matka na czas nie przyjdzie to jak pieprznie w te klocki to tylko lataja po całym pokoju :P



Nasz Harlan :)

Już wie kto to Harlan Coben i kto wg matki i Tatuśka dobre książki pisze.
Na tym zdjęciu ostatnio najulubieńsza z min wg niej oczywiście...jest groźnie :)
- Gdzie jest Harlan Amelcia??
Wertuje kartki....
- Tu  !!!!!

no czy to jest normalne??

Chora od wczoraj...matka. Córka ma zakaz chorowania bo jutro zabieg na ucho. Także chociaż do jutra musi córka wytrzymać z zarażaniem się od matki. I czy to jest normalne?? Bo kiedy na dworzu plucha, błoto, wody pełno, śnieg topnieje, wszystkie psie kupy atakują z każdej strony i jest ich tyle ,że nie da się chodnika przejść to właśnie wtedy matka z córką zdrowe jak ryby i czasami jakiś spacer zaliczą.
Ale kiedy tak jak dziś słońce wali po oczach , kiedy chodniki robią się suche i przyjazne i kiedy zapewne czuć powiew wiosny bo temperatura elegancko na plusie to matka tej wiosny czuć nie może bo jedyne co czuje to swoje gile w nosie!!!! I siedzi z rolką papieru toaletowego z czerwonym i suchym już od wysierania nosem. I odwołać musiała zajęcia córce i swoje dzisiejsze zajęcia na Zdrowy Kręgosłup i fikanie po stepie.
No bynajmniej dla mnie to normalne nie jest na pewno :/

sobota, 18 lutego 2012

..i jeszcze poprawie...

tfu tfu a niech to licho ("wiadomo licho nie śpi ale Ty możesz"  IKEA :P ) ale nie o tym....  
więc tfu tfu od jutra głodówka , woda  itd. itd.
Małżowina mnie na Festiwal P. do sieciówki zaciągnął echhh pysznie było ale środowe Latino solo szlag trafił
i piątkowe Piłki fitball i piątkowy Stretching szlag trafił i smarowanie się rozgrzewającym żelem 3D dwa razy dziennie co że niby talia osy, podniesiony poślad jeden i poślad drugi. A w nosie !
Teraz poprawie piwkiem i pójde spać.

piątek, 17 lutego 2012

Dzień kota??

Wracam to ja z zajęć dziś z Małżem i Melą samochodem a w radiu taka ciekawostka, że dzisiaj jest Dzień Kota!!!
Patrzy Małż na żone , żona na Małża. Mój komentarz?? Taki ,że niedługo będzie Dzień Pierdnięcia , Dzień bez gaci, Dzień bez dwóch papierosów palonych jeden za drugim, Dzień Chomika Dżungarskiego- szczęśliwy ten kto posiada bo każda okazja jest dobra do świętowania....
Świat schodzi na psy....
Dzień Psa 9marca także niedługo kolejna ciekawostka radiowa....

Pogadać sobie można

Często zdarza się mnie i Meli jeździć taksówkami na zajęcia no chyba, że Małż może nas zawieźć to wtedy wiadoma rzecz..Byle do wiosny i znów będziemy dreptać piechotą :)
Więc mamy taką ulubioną korporację , ulubioną bo najtańszą w mieście. I często jest tak ,że trafiamy na tych samych panów. Ileż to się człowiek może dowiedzieć o cudzym życiu właśnie w taksówce. Pomijam tych gburów którzy tylko patrzą na licznik czy wskoczy następna cyferka czy nie i ani słowem się nie odzywają. Ulubieni są trzej. Dwóch panów po 50tce i jeden w stylu "dżolo bolo przystojniacha" po 30tce. Pierwszy Pan twierdzi, że jestem mega podobna do jednej aktorki z serialu o 20tej. I mówi "kurcze Pani to do kogoś podobna"...
- do tej i tej z serialu takiego i takiego - mówię
- o, tak tak zgadza się, może Pani na tym zarabiać (????)
Zgadłam bo już to nie pierwszy raz słyszałam od kogoś.
Więc Pan nr1 opowiada o swoim wnusiu co to 2lata zaraz kończy, że ogólnie to łobuz bo po stołach lata ale ma predyspozycje żeby farmerem zostać bo jak miał roczek to u dziadka na fermie kurzej jajka kurą wyciągał i zbierał do wiaderka... więc wiemy że Pan nr1 ma ferme :)
Pan nr2 natomiast też wnusia posiada. I za każdym razem ta sama historia.
- Pani do logopedy z córcią?
- Tak , tak - tam gdzie zawsze
- Bo wie Pani, wnusia mam , 6 lat, do szkoły poszedł  i "r" nie mówi. A córka z nim chodzi prywatnie do logopedy 4 razy w m-cu za 100zł wizyta i nic to nie daje.
Mówi dalej,że uważa ,że to bez sensu ten cały logopeda bo jak wnusio miał 3 lata i zaczął się jąkać to on do psychiatry poleciał, dostał leki i wnusio zaczął mówić elegancko. Więc dziadzio chyba i teraz chciałby wnusia lekami faszerować. Acha i jeszcze wmawia córce, że przecież tylu ludzi "r" nie wymawia i politycy też.....
Więc może wnusio w politykę uderzać będzie ...
Pan nr3 pojawił się niedawno. Styl mowy "cwaniura fifarafa" ale miły. Obgadaliśmy już Psie SPA, dziecięcego fryzjera i tu dowiedziałam się , że jest w posiadaniu dwóch synów i żony, która co dwa tygodnie w niedziele  woła całą trójke i ścina niemalże na zero. I też mają SPA heh. Mają psa labradora i kota. I wiem też, że Pan nr3 tak jak ja zimy nie lubi tej takiej z błotem, roztapiającym się śniegiem i tym badziewiem co się do domu wnosi na butach do przedpokoju a tu jeszcze pies i kot....
Tak więc w czasie kiedy nie zawsze humor dopisuje, kiedy zmęczenie jakieś ogarnia, kiedy śnieg topnieje i wszędzie pełno wody i ciapy to wtedy właśnie o pierdołach pogadać sobie można :)

czwartek, 16 lutego 2012

Moja Walentyna :)

Serduszko dla mamusi :) bo przecie nie dla taty :P robione z Panią na zajęciach w ośrodku logopedycznym :) Meli udział taki , że sznurek przeciągnęła, pomagała wycinać i przyklejać wzorki :)

środa, 15 lutego 2012

O moim macierzyństwie bez lukru

Wczoraj w programie UWAGA w TVN można było posłuchać trochę o Macierzyństwie bez lukru . Całkowicie zgadzam się z całą ideą autorki i współautorek antologii która powstała z wpisów różnych blogerech na temat macierzyństwa.
Zgadzam się z nimi w 100% bo moje macierzyństwo to takie bardziej wczesne wcale nie było cudownie różowe albo cudownie błękitne.
Depresji mieć chyba nie miałam - nie, nie miałam ale humorem nie tryskałam i pewnie nie tryskam do dziś -momentami :) .
Począwszy od tego, że córulla :) urodziła się z rozszczepem p.miękkiego co było dla mnie szokiem bo jak to ?? Przecież miała być piękna, zdrowa, niepłacząca itd.itd. Niestety wyszło jak wyszło. A wyszło szybko bo w pół godziny była, poród super , gorzej Po. Jak na obchodzie doktorka powiedziała "A wie Pani , że córa ma rozszczep?" do końca życia tego nie zapomne. Akurat tej "odmiany" nie da się wykryć na usg bo wszystko jest w buzi a nie na zewnątrz więc pretensji do nikogo prócz siebie mieć nie mogę , że mnie o tym nie poinformowano. Pretensje! Właśnie , mnóstwo, że źle jadłam, że kwas za foliowy za poźno, może gdzieś coś zaniedbałam i wmawianie sobie TAK MIAŁO BYĆ. Koniec o wadach genet.
Jakby tego było mało córulla do grzecznych nie należała , do ukończenia przez nią roku trzeba było mi momentami przypominać jak się nazywam. Wyła, wyła i jeszcze raz wyła.Skończyła rok i jak ręką odjął. Ale do tego czasu to jak opętana przez diabła, wstawanie po 5 razy w nocy, robienie mleka bo cyc był bleee.
Zupki matki były ble ble ble.A słoikowe mniammm. Ale "przecież gotować dziecku trzeba". Na spacerach darła się na całe osiedle , ludzie patrząc na mnie myśleli albo ja tak myślałam ,że co ze mnie za matka.
"Ale przecież wychodzić z dzieckiem trzeba" . Tak też zamieniłam wychodzenie na wystawianie małej w wózku na balkon. Jest na powietrzu jest a jak śpi pięknie. Pomogło. Poźniej wyjazdy na operacje, dochodzenie do siebie po operacji znów papki, zupki, wszystko miękkie i tak z 8ego m-ca cofnąc się trzeba było do 4ego.I wszystko od nowa. Z zasypianiem też problemy. Bujanie, zostawianie "a niech się drze, może zaśnie ze zmęczenia" , ja z głową między szczebelkami w łóżeczku modliłam się o cierpliwość i gadałam sobie w myślach "no zaśnij wreszcie dziewucho"!!!! I wkoło tylko , że gotuj dziecku, wychodź 50 razy na dobe, zupki srupki, przecierki rób, uśmiechaj się jak patrzy, śpiewaj i opowiadaj bajki. Tylko pytam skąd wszelaką siłę brać??
Jak małż w pracy, po pracy, spać musi bo przecież do pracy. Echhh . Tak było....
Ale żeby nie było chciałam ją bardzo, planowana jak tylko można było, miała być córka i jest. Teraz jest BOSKA. Ale o tym co jest teraz będe pisać za m-c z racji jej urodzin jakże fajnych bo drugich :D
Co przeszłam, ile razy tymi spod latarni rzucałam w myślach, to tylko ja wiem. Miło nie było. I dobrze , że teraz takie czasy ,że można o tym pisać czy mówić a nie zgrywać matkę polkę na medal a w duchu kląć na potęge. Teraz po czasie wiem, że wszystko co złe mija i można sobie poradzić nawet z największym czortem :) . Mając u boku odpowiednie osoby i bloga na którym można sobie poużywać :P

Ach i jeszcze dodam,że złą matką na pewno nie będe jak czasem huknę na cały głos.
Że złą matką nie jestem jak czasem przy laptopie zasiądę na godzin trzy a dziecko się samo bawi i tylko podchodzę jak muszę.
Że złą matką nie będe jak raz bajki na dobranoc nie przeczytam bo od bujania i ogólnego zmęczenia dniem całym sama zasypiam obok.
Że złą matką nie jestem jak raz na ruski rok albo inny jak kto chce zamiast zupki mlecznej zje chlebek lekki bo spieszno jest.
Złą matką nie jestem też jak czasami mówię sto tysięcy razy a może i milion pięćset "nie rób bo spadniesz, bo guz, bo lekarz, bo BAM zrobisz" a ona proszę ja Ciebie zrobi to BAM i wyje a ja w duchu mówię
"masz babko co chciałaś"
To złą matką nie będe bo żem ją pokochała i kochać będe wieki całe. Ot się uzewnętrzniłam dziś a , że sobie na swoim blogu moge to sobie pozwalam.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Muszę wspomnieć

Szkoda, już abstrahując od narkotykowych, alkoholowych historii, szkoda poprostu.
Kogo nie porywa do tańca piosenka: ???
A mnie na przykład uspokaja i wzrusza ta:
A teraz szczególnie. Echhhh :(


niedziela, 12 lutego 2012

Na poprawę humoru - zakupy z nią

Wczorajszy dzień dziś będe opisywać bo cudny dla nas był. Na poprawę humoru mego mieliśmy jechać naszą szaloną trójką do centrum handlowego na jakieś wspólne zakupy, takie tam....   ale ,że Małż do pracy musiał jechać i w sumie po sklepach latać nie lubi to zawiózł mnie i Franczeske i tam też zostawił. Na samą myśl, że jadę sama z młodą robiło mi się gorąco i wiedziałam ,że zaraz pewnie wrócimy do domu i w ogóle, że nic nie kupimy. A teraz może trochę wyjaśnień skąd te moje obawy. Ja jako kobitka na zakupy jeździć uwielbiam i w CH jestem raz na jakieś 2,3 tygodnie. Nasze dziecko natomiast w CH było dopiero 3 raz w życiu !!!! Zawsze jeździmy sami a mała zostaje z babcią. Poprostu jak się urodziła i była później ciut starsza to każdy wyjazd gdziekolwiek kończył się naszymi nerwami , darciem się małej na cały głos, no i te butelki , soczki,  mleczka, wózek , toboły. Zrezygnowaliśmy na długi czas. A ja za każdym razem jak tam jeździliśmy z zazdrością patrzyłam na rodziców którzy maja takie grzeczne dzieci które śpią w nosidełkach a oni spokojnie mogą zrobić zakupy czy zjeść kolacje w knajpce oczywiście z dzeciną u boku.
Więc z takim no niezbyt przyjemnym nastawieniem weszłam z młodą do sklepu. Godzina była wczesna, ludzi mało. Całkiem przyjemnie. Pomyślałam sobie ,że najpierw ogarniemy Tesco. Upchne ją do wózka sklepowego, kupie chrupy kukurydziane, soczek , będzie git......   i było :D


Najpierw zakupiłam wspomniane chrupy i soczek żeby miała zajęcie. I miała. Spokojnie mogłam powybierać dla niej ciuszki na dziale ciuchowym. I tu kolejny raz przekonałam się ,że córa własne zdanie posiada. Oglądałyśmy spódniczki, ładne w kwiatki albo jednolite. Pytam - chcesz spódniczke? Patrzy na mnie, na spódniczke i mówi NIE . Pokazuje jej dżinsy, leginsy pytam chcesz?? Na to jakże wdzięczne TAAAKKK. Nie wiem skąd jej się to wzięło ale poprostu nie znosi spódnic. Jak była taką całkiem małą świeżynką to oczywiście nie miała jak się sprzeciwić i pięknie w sukieneczkach LEŻAŁA bo trudno przecież powiedzieć o chodzeniu. Kiedy już poznała słowo NIE  to sukienki są na NIE i koniec. Ale tak sobie myśle, że do niej jakoś tak portki pasują i lubie ją w nich. Acha i wszystko zakupione dla niej musiało być z myszką Miki. I tu ciekawostka bo mała nigdy żadnej bajki nie widziała z myszką Miki. Ma poprostu jedną bluzeczkę z nią i tak ją pokochała , że teraz tylko Miki i Miki :)
Tutaj już po zakupach ciuchowych mała sesja w okularach specjalnie dla taty :D

I tu patrząc sobie na te zdjęcia wspomnieć o czymś znów muszę. Moje dziecko kochane dość dużo włosów posiada a to pewnie po matce swej, które dość szybko rosną i już były podcinane parę razy. Do wczoraj na głowie dziecia mego nie można było nałożyć ani jednej gumki ani jednej spineczki bo były ściągane w trybie natychmiastowym. A wczoraj , jak można to zauważyć na zdjęciach mamy i spinki i dwa sterczące pomponiki. Zaszalałam :P jak udało mi się wcisnąć we włosy spinki to dawaj dalej heh i od razu gumki założyłam. I nareszcie cudak wygląda jak dziewczynka :D Wychodząc z Tesco trzeba było koszyk odstawić na miejsce i resztę sklepów odwiedzać na nogach więc kucam, klaruje jej, że teraz idziemy za ręke, żeby się nie zgubiła, że mama będzie płakać jak się zgubi itd.więc mnie dziecko za ręke i dawaj mama idziemy. I tak szłyśmy a ja pękałam z dumy, że mam taką grzeczną córke. Odwiedziłyśmy inne sklepy i ile się naśmiałam jak przeglądała wieszaki i jak coś się spodobało to robiła MMMMM a jak coś było niefajne to oczywiście NIE.



Następnie mówię, że idziemy na lody albo na frytki a ona, że NIE. Fakt, najadła się chrupów ale żeby dziecko w tym wieku namawiać na lody albo fryty?? No ludzkie pojęcie!!!! Więc na Zabajone poszłam ja a młodzież moja tylko soczek wypiła a frytki będą innym razem :)
Później poszłyśmy się przejść tak zwyczajnie po sklepach bez celu :) zahaczając o jakieś tam atrakcje dla dzieciarni. Tak mi się z nią fajnie chodziło, że mogłabym tam zostać cały dzień.



Podsumowując nasz naprawdę udany wypad stwierdzam, że cudnie posiadać córkę jest :) i tak sobie już ją wyobrażam za jakiś czas jak będzię się mądrować, że "mamo to nie, a to tak" albo "mamo w tym ci ładnie a w tym nie". Odkryłam, że jak się tak mega rzadko w centrum handlowym z dzieckiem bywa to jest to później dla dziecia super atrakcją i wszystko jest takie Łaaaaałłłłł :) I cudnie jest jej coś kupować. Zawsze jak jeżdze sama to musze no poprostu musze coś jej kupić, nawet małą rzecz ale jakoś tak mi wtedy fajnie. Wczorajsze zakupy zakończyły się dla Meli trzema parami leginsów,dwoma bluzkami i jedną bluzą heh a dla matki jedną bluzką i kolejną książką uwielbianego i kochanego przeze mnie i Małża Harlana Cobena. Zaliczam wypad do tych jak najbardziej udanych, poprawiających humor, bez stresów i nerwów. Acha i te już letnie kolekcje, pełne kolorów sklepy, sam widok już poprawia humor i ułatwia czekanie na wiosnę a nawet i lato.
Kurcze jestem dumna jak paw z tej mojej Meluty :D

piątek, 10 lutego 2012

Dzisiaj prawie wszystko na "nie"

Mam dosyć dziś wszystkiego. Nie wiem jakiś taki dzień do d....y . Najdziwniejsze jest to ,że nic takiego się nie wydarzyło , poprostu mam lekkie wku......e na wszystko . Zaszyłabym sie gdzieś na trzy dni sama, samiusieńka. Pieprzenie takie ! Po paru godzinach już bym miała dosyć tej SAMOTNOŚCI. Już żeby sobie ulżyć napisałam do Małża jaki to mam "super" humor, wyżyłam się nie ma co. Bo niby do kogo pisać mam , że mi źle ?? Jeszcze palca przygniotłam szafą tak ,że gdybym była sama w domu to mięchem bym rzucała ile wlezie. Niech to wszyscy diabli. A boli tak ,że ruszyć nie moge.

Jedyna pocieszająca mnie dzisiaj rzecz to to , że prawdopodobnie nie będziemy mieli problemu żeby dać małą do żłobka miejskiego a co za tym idzie zaoszczędzimy jakieś 400 zł. Bo taka jest różnica między żłobkiem a tym znalezionym przez nas przedszkolem prywatnym. Małżowi memu przypomniało się , że ma koleżanke, która w rzeczonym żłobku pracuje , zadzwonił, zapytał. Mamy złożyć papiery w terminie i czekać a ona już POWINNA zrobić swoje. Punktów z tego co już liczyliśmy mamy tyle co pewnie większość składających i będzie liczyła się kolejność zgłoszeń. No zobaczymy :) mam nadzieje, że będzie dobrze.

To by było na tyle z dzisiejszego dnia. Niech już będzie jutro.

czwartek, 9 lutego 2012

Dokarmiamy

U nas mew zatrzęsienie. Dzień w dzień latają przed oknami w oczekiwaniu na podstarzałe bułki i chlebki które co rusz ktoś wyrzuca. I my podrzucamy im co nieco i postanowiłam to uwiecznić. Zawsze obserwujemy walke o każdy kawałek bułki i musimy się lekko chować bo mewy boją się podlecieć do parapetu. Zima i brak jedzenia-podejrzewam, sprawiają że ptaki mają gdzieś, że stoimy tuż za szybą i na nie patrzymy bo śmiało do nas podlatują.







wtorek, 7 lutego 2012

Wczorajszy protest

Sytuacja z samego rana wyglądała tak:
Franka jakby wiedziała, że coś jest "nie halo" na dworzu bo niczym jej nie mogam obudzić. Ani moje gadanie do siebie nie pomogło, ani śpiewanie ukochanego "panie Janie" i "sto lat"  ani mizianie, ani włączony telewizor - NIC!!!
Mrozy lubimy i taka zima to jest zima ale bez przesady .Więc oczywistą oczywistością jest fakt ,że jak nie musimy to nie wychodzimy :P Kołdrujemy się do 9.00 :) I tylko na zajęcia i do domu.

A tu jeszcze zdjęcie z soboty.I teraz UWAGA szał jakości zdjęcia !!!! Robione telefonem, w ciemnościach, w śnieżycy :P jest ogień mówie Wam!!! Ech tak to jest jak się nie ma akumulatorków do aparatu i super, mega, łał :) aparat w telefonie, niech to kule biją :/
Mój mały ludź, wędrownik w poszukiwaniu mamy :)

sobota, 4 lutego 2012

Pękamy :P

Wczoraj z mężulem mieliśmy nadzieję ,że skoro nasze dziecię wstało o 8.00 rano, było na zajęciach i na mrozie, poszło spać o 12.00 na 1,5 godzinki , później szalało i miało spacer w śniegu którego spadło sporoooo wieczorem więc mieliśmy nadzieję ,że po kąpieli i ciepłym mleczku odleci o 21.00 i w sumie się nie zdziwiliśmy jak siedziała z nami do 22.00 a później jeszcze w łóżku z nami wojowała i nie dawała spać :/ ale jej ulubionym zajęciem wczorajszym było chodzenie z telefonem taty i gadanie :
- alo, dobla dobla dobla, cześ, blabloooo, papa

I tak cały czas. Komedia. Brechtaliśmy się z niej a ona dalej to samo...pękaliśmy ze śmiechu :P

piątek, 3 lutego 2012

Mrozy

U nas (zachodniopomorskie) ponoć najcieplej z całej Polski. I człowiek tu przeżywke ma , że
-14 ,że och i ach jak zimno ale co mają powiedzieć Ci gdzie temperatura -34 ?? Nam mrozy niestraszne. Kochamy je i sobie spacerujemy i tylko mamy nadzieję ,że choróbska nie powrócą :)


środa, 1 lutego 2012

o matce słów kilka :)

Ze zdrowiem u nas jakby lepiej. Meluta już bez wodospadu z nosa, kaszlu też jakby mniej albo i w ogóle. Wole nie pisać na ten temat zbyt dużo bo zaraz choróbsko powróci niczym bumerang :P Byłyśmy się osłuchać u Pani Doktorki. Płuca czyste. Bąbel musi wyzdrowieć bo na ten zabieg na ucho ma iść.Wstrzymam się z umawianiem terminu do poniedziałku.
Ja już drugi dzień zdycham i chodze jak potłuczona. Z koleżanką A. stwierdziłyśmy ,że od tego tygodnia chodzimy na fitness trzy godziny w tygodniu. Śmiejemy się, że sezon idzie i trzeba się '"zrobić" do lata :P:P
Więc zaczełyśmy w poniedziałek, wymysliłyśmy że będziemy chodzić w dwa dni żeby tygodnia nie tracić.  Czyli wychodzi na to ,że w jeden dzien siedzimy dwie godziny pod rząd tak też uczyniłyśmy w rzeczony poniedziałek.....na pierwszych zajęciach step, hantle, taśmy, maty pot leje się po d....  jest super , czujemy ,że dobrze nam idzie , jest muzyka tego śmiego i co.... pierwsza godzina zajęć za nami. Kolejne zajęcia z pozoru spokojne , zatytułowane "Zdrowy kręgosłup" , chodziłśmy na nie przecież nie raz. W skrócie to ćwiczenia z dużą piłką. I tu klęska , po 15 minutach ciało odmawia posłuszeństwa, bolą nogi, ręce , wszystko drży. Instruktorka, która nigdy nie miała się czego nas czepiać teraz ciągle mówiła "że pupa nie tak , miednica krzywo, wciągać pępek" . Koleżanka A. mówi ,że musimy się wbić w rytm ,że początek taki ciężki , że damy rade , heh czego się nie robi......
Dzisiaj na szczęście jedna godzina i to jaka fajna bo jak to mówimy "tańce" czyli ćwiczenia, układy choreograficzne przy muzyce latynoskiej :D
I co z tego ,że chodze jak potłuczona, co z tego że najlepiej mi w pozycji siedzącej i co z tego ,że jestem zmęczona, obolała - jak wychodząc z sali ćwiczeń mam banana na twarzy i ten ogrom satysfakcji, że dbam, że coś robie, i że to uwielbiam :D