środa, 15 lutego 2012

O moim macierzyństwie bez lukru

Wczoraj w programie UWAGA w TVN można było posłuchać trochę o Macierzyństwie bez lukru . Całkowicie zgadzam się z całą ideą autorki i współautorek antologii która powstała z wpisów różnych blogerech na temat macierzyństwa.
Zgadzam się z nimi w 100% bo moje macierzyństwo to takie bardziej wczesne wcale nie było cudownie różowe albo cudownie błękitne.
Depresji mieć chyba nie miałam - nie, nie miałam ale humorem nie tryskałam i pewnie nie tryskam do dziś -momentami :) .
Począwszy od tego, że córulla :) urodziła się z rozszczepem p.miękkiego co było dla mnie szokiem bo jak to ?? Przecież miała być piękna, zdrowa, niepłacząca itd.itd. Niestety wyszło jak wyszło. A wyszło szybko bo w pół godziny była, poród super , gorzej Po. Jak na obchodzie doktorka powiedziała "A wie Pani , że córa ma rozszczep?" do końca życia tego nie zapomne. Akurat tej "odmiany" nie da się wykryć na usg bo wszystko jest w buzi a nie na zewnątrz więc pretensji do nikogo prócz siebie mieć nie mogę , że mnie o tym nie poinformowano. Pretensje! Właśnie , mnóstwo, że źle jadłam, że kwas za foliowy za poźno, może gdzieś coś zaniedbałam i wmawianie sobie TAK MIAŁO BYĆ. Koniec o wadach genet.
Jakby tego było mało córulla do grzecznych nie należała , do ukończenia przez nią roku trzeba było mi momentami przypominać jak się nazywam. Wyła, wyła i jeszcze raz wyła.Skończyła rok i jak ręką odjął. Ale do tego czasu to jak opętana przez diabła, wstawanie po 5 razy w nocy, robienie mleka bo cyc był bleee.
Zupki matki były ble ble ble.A słoikowe mniammm. Ale "przecież gotować dziecku trzeba". Na spacerach darła się na całe osiedle , ludzie patrząc na mnie myśleli albo ja tak myślałam ,że co ze mnie za matka.
"Ale przecież wychodzić z dzieckiem trzeba" . Tak też zamieniłam wychodzenie na wystawianie małej w wózku na balkon. Jest na powietrzu jest a jak śpi pięknie. Pomogło. Poźniej wyjazdy na operacje, dochodzenie do siebie po operacji znów papki, zupki, wszystko miękkie i tak z 8ego m-ca cofnąc się trzeba było do 4ego.I wszystko od nowa. Z zasypianiem też problemy. Bujanie, zostawianie "a niech się drze, może zaśnie ze zmęczenia" , ja z głową między szczebelkami w łóżeczku modliłam się o cierpliwość i gadałam sobie w myślach "no zaśnij wreszcie dziewucho"!!!! I wkoło tylko , że gotuj dziecku, wychodź 50 razy na dobe, zupki srupki, przecierki rób, uśmiechaj się jak patrzy, śpiewaj i opowiadaj bajki. Tylko pytam skąd wszelaką siłę brać??
Jak małż w pracy, po pracy, spać musi bo przecież do pracy. Echhh . Tak było....
Ale żeby nie było chciałam ją bardzo, planowana jak tylko można było, miała być córka i jest. Teraz jest BOSKA. Ale o tym co jest teraz będe pisać za m-c z racji jej urodzin jakże fajnych bo drugich :D
Co przeszłam, ile razy tymi spod latarni rzucałam w myślach, to tylko ja wiem. Miło nie było. I dobrze , że teraz takie czasy ,że można o tym pisać czy mówić a nie zgrywać matkę polkę na medal a w duchu kląć na potęge. Teraz po czasie wiem, że wszystko co złe mija i można sobie poradzić nawet z największym czortem :) . Mając u boku odpowiednie osoby i bloga na którym można sobie poużywać :P

Ach i jeszcze dodam,że złą matką na pewno nie będe jak czasem huknę na cały głos.
Że złą matką nie jestem jak czasem przy laptopie zasiądę na godzin trzy a dziecko się samo bawi i tylko podchodzę jak muszę.
Że złą matką nie będe jak raz bajki na dobranoc nie przeczytam bo od bujania i ogólnego zmęczenia dniem całym sama zasypiam obok.
Że złą matką nie jestem jak raz na ruski rok albo inny jak kto chce zamiast zupki mlecznej zje chlebek lekki bo spieszno jest.
Złą matką nie jestem też jak czasami mówię sto tysięcy razy a może i milion pięćset "nie rób bo spadniesz, bo guz, bo lekarz, bo BAM zrobisz" a ona proszę ja Ciebie zrobi to BAM i wyje a ja w duchu mówię
"masz babko co chciałaś"
To złą matką nie będe bo żem ją pokochała i kochać będe wieki całe. Ot się uzewnętrzniłam dziś a , że sobie na swoim blogu moge to sobie pozwalam.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny post! Bez lukru, bez obłudy. Ciągle czytam, jak to cudnie jest innym Mamom i dopiero teraz wiem, że to nie do końca taką prawdę piszą, ale boją się narzekać. A wydaje mi się, że trochę to by pomogło nowym mamom. Ta świadomość, że na początku nie jest jak w raju. A najgorsze dla mnie były wyrzuty sumienia: że piersią karmienie nie za bardzo wyszło, że dziecko nie tknie nic oprócz tych cholernych słoiczków, że za długo z nosem w laptopie... Czyli podobnie jak u Ciebie:)) Trzymajmy się jakoś, bo jak widzę z czasem jest trochę łatwiej. Pozdrawiam:)) Mama Mikołaja

    OdpowiedzUsuń