uff gorąco dziś.Mimo wieczoru czuje się ciepłote dnia.Teraz jest 16 stopni więc jak na tak poźną porę to super temperatura. Okna i tak mam pozamykane bo mieszkanie na pierwszym piętrze ściąga do domu wszelkie robactwo,które poźniej ujawnia się pod osłoną nocy. A ja mam zaraz wizje ,że coś mi do ucha lub nosa wejdzie no a już nie daj Boże jakby Małej coś buszowało w łożeczku.
Dzień minął mi bardzo przyjemnie. Znowu odwiedziła nas koleżanka ( a nawet dzisiaj nazwana siostrą ) Kamila z synkiem Filipem - i ta zabójcza jego minka z wyszczerzonymi ziąbalami.Aż żałuję ,że mu zdjęcia nie zrobiłam bo wygląda wtedy prześmiesznie :) Generalnie dzieciaki dały rade jak na ten dzisiejszy skwar.Melaśka trochę momentami przymarudziła , ale ogólnie była dzielna jak na 3godzinny spacer po mieście. W końcu była to godzina jej drzemki.
Po przyjściu do domu padła jak kawka. I pod wieczór heja znów na drugi spacer.Trzeba korzystać bo przecież nigdy nic niewiadomo ile taka pogoda się utrzyma.Wróciłyśmy całkowicie wymęczone do domu.Ale czas minął nam błyskawicznie co teraz jak mężula nie ma bardzo się liczy.A mężulo dzwoni, tiaaa dzwoni po kilka razy na dzień.Momentami nie ma o czym rozmawiać bo przecież dzwonił godzine temu no to co tu opowiadać ?? :) Ale dobrze, niech dzwoni :)
wtorek, 31 maja 2011
poniedziałek, 30 maja 2011
króciutko :)
Chwilka jest więc popiszę sobie :)
Może zacznę od tego ,że jestem sama z Mel na tydzień, no na 5 dni . Mężulo wyjechał do kraju przestrzeni,uroku i ..rowerów czyli do Szwecji na szkolenie. Także rządzimy się same przez ten czas.Jakoś zleci mam nadzieje.Pogoda na szczęście piękna to można na dworzu siedzieć całe dnie i czas sam poleci. Bo dzisiaj to faktycznie, żar z nieba się leje i niech tak zostanie na długoooo, wczoraj myślałam już ,że zejde z tego świata przez tą ponurą aurę :/ blechhh nie cierpie takiej zamulonej pogody. Niby na deszcz a nie pada,słońca brak no ogólne panujące zmęczenie totalne.
Już jesteśmy z krasnalem po jednym spacerze i wróciłyśmy z lekko zdartym kolanem.Heh zaczyna się. Miśka po domu już całkiem dobrze chodzi i czasami ganiana przez tatę nawet biega.Tylko na dworzu gorzej sobie radzi i wszędzie by chciała zajrzeć a tam niestety nie to co w domu.Bo i krawężniki,schodki,nierówny chodnik,wystające studzienki.I tak dzisiaj właśnie pomykała przez podwórko i nagle bach no ale tak ,że aż podkoczyła upadając.Płaczu nie było i ogólnie nic się nie stało ,ale w domu przy przebieraniu zauważyłam leciuteńko zdarte kolanko. Nadchodzi chyba ten czas kiedy ciągle będą takie kolanka,siniaki,obtarcia. Śmieszne to wszystko.A ona taka w tym wszystkim słodko niezdarna , gibająca się na boki :)
Może zacznę od tego ,że jestem sama z Mel na tydzień, no na 5 dni . Mężulo wyjechał do kraju przestrzeni,uroku i ..rowerów czyli do Szwecji na szkolenie. Także rządzimy się same przez ten czas.Jakoś zleci mam nadzieje.Pogoda na szczęście piękna to można na dworzu siedzieć całe dnie i czas sam poleci. Bo dzisiaj to faktycznie, żar z nieba się leje i niech tak zostanie na długoooo, wczoraj myślałam już ,że zejde z tego świata przez tą ponurą aurę :/ blechhh nie cierpie takiej zamulonej pogody. Niby na deszcz a nie pada,słońca brak no ogólne panujące zmęczenie totalne.
Już jesteśmy z krasnalem po jednym spacerze i wróciłyśmy z lekko zdartym kolanem.Heh zaczyna się. Miśka po domu już całkiem dobrze chodzi i czasami ganiana przez tatę nawet biega.Tylko na dworzu gorzej sobie radzi i wszędzie by chciała zajrzeć a tam niestety nie to co w domu.Bo i krawężniki,schodki,nierówny chodnik,wystające studzienki.I tak dzisiaj właśnie pomykała przez podwórko i nagle bach no ale tak ,że aż podkoczyła upadając.Płaczu nie było i ogólnie nic się nie stało ,ale w domu przy przebieraniu zauważyłam leciuteńko zdarte kolanko. Nadchodzi chyba ten czas kiedy ciągle będą takie kolanka,siniaki,obtarcia. Śmieszne to wszystko.A ona taka w tym wszystkim słodko niezdarna , gibająca się na boki :)
niedziela, 29 maja 2011
bezdzieciowy dzień
odpoczywam dzisiaj pełną gębką :) Mężulo wziął Mel do teściowej a ja mam czas dla siebie.Na uzupełnienie bloga, na porobienie porządku ze zdjęciami, których wczoraj narobiłam 140 będąc na działce.
Chciałam zmienić swojemu dziecku środowisko choć na jeden dzień.Codziennie ogląda blokowisko a chodniki z naszej trasy spacerowej już dawno mocno przetarte.Więc spakowałyśmy się i do dziadka na działke. Melaśka była tam pierwszy raz więc było to dla niej mega atrakcją i przeżyciem. Tak się wybawiła ,że na pół godzinki ucięła sobie drzemke na świeżym powietrzu. Sama też uwielbiam takie klimaty. Zewsząd słychać przeróżne ptaki,świeże powietrze, przeróżni działkowicze klęczący na kolanach i dłubiący między ścieżkami. Zmiana widoku przed oczami dobrze na mnie wpływa. Latałam tylko z aparatem i cykałam komu i czemu się dało.Efekty tego biegania na pewno zamieszczę w najbliższym czasie w albumie "rodzinkowym".Więc zapraszam do obejrzenia niedługo. Melaśka cała w trawie, troche w błocie dłubała sobie między kwiatkami.A u dziadka (mojego taty czyli) gąszcz, łąka i ogólnie działka wygląda jak tajemniczy ogród. Została przekazana tacie od osoby która już nie dawała rady cokolwiek tam robić i teraz tata ma swego rodzaju rozrywkę. Dla dziecka raj.Mnóstwo ścieżek ,schodków poukrywanych gdzieś skrzynek,przyrządów.Miejsce dla większego dziecka do zabawy w chowanego wymarzone. I tak zleciało do południa.Poźniej odwiedziłam swoich dziadków i tam też trochę pobyłyśmy i po tych wszystkich wojażach wróciłyśmy padnięte do domu. Super dzień.A! jeszcze wieczorem malowałam swoje wcześniej zrobione solinki, które pewnie też niedługo tu wstawię tylko musze im najpierw zrobić sesje zdjęciową.Dobrze mają, pieką się w piekarniku niczym w solarium,pożniej dostaną ubranka poprzez pomalowanie ich a na koniec sesja :P Tym razem mało ich było bo anioł (dużyyy), prześmieszna gąsienica i jabłko z robakiem :P
Nocka minęła mi tak sobie.Mel coś dokuczało i nie spała zbyt dobrze.Może to z nadmiaru wrażeń, nie wiem.Albo kolejny potwór ZĄB ?? O 2ej poszłam do niej , wyciągnęłam z łóżeczka i razem z nią zasnęłam u niej w pokoju na łóżku.I tak do rana. Po przebudzeniu jej humor nie był wcale lepszy. Ale zapewne u babci jej się poprawi .Zawsze jak widzi moją teściową to aż piszczy z zachwytu. I nic się dla niej wtedy nie liczy.
Ostatnio kiedy byłam u mojej matki wpadła mi w ręce książka siostry pod tytułem "Horror , czyli skąd się biorą dzieci". Oto kilka tekstów z niej - "dzieci biorą się z allegro, trzeba tylko dobrze licytować i dziecko przynosi kurier" albo "z kapusty,trzeba dobrze podlewać bo inaczej będzie małe i krzywe" albo też "ze sklepu 1001 drobiazgów". Ogólnie książka śmieszna ale końcówka mnie zmroziła.Jest wytłumaczone dosłownie jak TO wszystko się odbywa ale w taki sposób opisane ,że szkoda słów. Ogólnie dla 7 latki chyba lekka przesada.Zdaję sobie sprawe ,że młodsze dzieci pytają jak się pojawiły na świecie ale ta książka raczej nie jest dobrym wprowadzeniem w tematy seksu , pojawienia się dziecka itp. a faktycznie możną odnieść wrażenie ,że to jakiś Horror jak w tytule.
Ot takie moje spostrzeżenie. Poznałam już kilka książek gdzie sprawy współżycia,powstania dziecka,poznawania ciała itd. są bardziej przystępne dla małych dzieci niż wtej książce. Sama mam taką książke jeszcze z dzieciństwa po której na pewno nie latałam po domu i nie krzyczałam o penisach , gołych dupach i tego typu rzeczach jak to robi teraz moja siostra !!! Tak bywa właśnie....
Chciałam zmienić swojemu dziecku środowisko choć na jeden dzień.Codziennie ogląda blokowisko a chodniki z naszej trasy spacerowej już dawno mocno przetarte.Więc spakowałyśmy się i do dziadka na działke. Melaśka była tam pierwszy raz więc było to dla niej mega atrakcją i przeżyciem. Tak się wybawiła ,że na pół godzinki ucięła sobie drzemke na świeżym powietrzu. Sama też uwielbiam takie klimaty. Zewsząd słychać przeróżne ptaki,świeże powietrze, przeróżni działkowicze klęczący na kolanach i dłubiący między ścieżkami. Zmiana widoku przed oczami dobrze na mnie wpływa. Latałam tylko z aparatem i cykałam komu i czemu się dało.Efekty tego biegania na pewno zamieszczę w najbliższym czasie w albumie "rodzinkowym".Więc zapraszam do obejrzenia niedługo. Melaśka cała w trawie, troche w błocie dłubała sobie między kwiatkami.A u dziadka (mojego taty czyli) gąszcz, łąka i ogólnie działka wygląda jak tajemniczy ogród. Została przekazana tacie od osoby która już nie dawała rady cokolwiek tam robić i teraz tata ma swego rodzaju rozrywkę. Dla dziecka raj.Mnóstwo ścieżek ,schodków poukrywanych gdzieś skrzynek,przyrządów.Miejsce dla większego dziecka do zabawy w chowanego wymarzone. I tak zleciało do południa.Poźniej odwiedziłam swoich dziadków i tam też trochę pobyłyśmy i po tych wszystkich wojażach wróciłyśmy padnięte do domu. Super dzień.A! jeszcze wieczorem malowałam swoje wcześniej zrobione solinki, które pewnie też niedługo tu wstawię tylko musze im najpierw zrobić sesje zdjęciową.Dobrze mają, pieką się w piekarniku niczym w solarium,pożniej dostaną ubranka poprzez pomalowanie ich a na koniec sesja :P Tym razem mało ich było bo anioł (dużyyy), prześmieszna gąsienica i jabłko z robakiem :P
Nocka minęła mi tak sobie.Mel coś dokuczało i nie spała zbyt dobrze.Może to z nadmiaru wrażeń, nie wiem.Albo kolejny potwór ZĄB ?? O 2ej poszłam do niej , wyciągnęłam z łóżeczka i razem z nią zasnęłam u niej w pokoju na łóżku.I tak do rana. Po przebudzeniu jej humor nie był wcale lepszy. Ale zapewne u babci jej się poprawi .Zawsze jak widzi moją teściową to aż piszczy z zachwytu. I nic się dla niej wtedy nie liczy.
Ostatnio kiedy byłam u mojej matki wpadła mi w ręce książka siostry pod tytułem "Horror , czyli skąd się biorą dzieci". Oto kilka tekstów z niej - "dzieci biorą się z allegro, trzeba tylko dobrze licytować i dziecko przynosi kurier" albo "z kapusty,trzeba dobrze podlewać bo inaczej będzie małe i krzywe" albo też "ze sklepu 1001 drobiazgów". Ogólnie książka śmieszna ale końcówka mnie zmroziła.Jest wytłumaczone dosłownie jak TO wszystko się odbywa ale w taki sposób opisane ,że szkoda słów. Ogólnie dla 7 latki chyba lekka przesada.Zdaję sobie sprawe ,że młodsze dzieci pytają jak się pojawiły na świecie ale ta książka raczej nie jest dobrym wprowadzeniem w tematy seksu , pojawienia się dziecka itp. a faktycznie możną odnieść wrażenie ,że to jakiś Horror jak w tytule.
Ot takie moje spostrzeżenie. Poznałam już kilka książek gdzie sprawy współżycia,powstania dziecka,poznawania ciała itd. są bardziej przystępne dla małych dzieci niż wtej książce. Sama mam taką książke jeszcze z dzieciństwa po której na pewno nie latałam po domu i nie krzyczałam o penisach , gołych dupach i tego typu rzeczach jak to robi teraz moja siostra !!! Tak bywa właśnie....
piątek, 27 maja 2011
Wczorajszy dzień
Wczoraj był dzień wspomnień więc nie pisałam o sprawach bieżących bo jakoś tak weny było brak. Otóż wczoraj dziecie moje było u nowej logopedki i znów mile mnie zaskoczyła. Poprowadzona za rączke przez panią do sali zabaw i ćwiczeń została tam bez płakania. Zaraz zaczęła się bawić i zapoznawać ze wszystkim dookoła. Po godzinnych zajęciach wyszły obie z sali i pani opowiadała co robiły i jak Mel się zachowywała. I znów posłuchałam kilka miłych słów na temat dziecka swego ,że współpracuje,że chce się bawić,nie płacze, jest wszystkim zainteresowana no ogólnie wszystko dobrze.Póki co nasze wizyty w ośrodku będą polegać na zabawie która ma stymulować nauke poprawnej mowy . Czyli dźwięki,zwierzaki,instrumenty,odgłosy,układanie buzi i cała masa innych ciekawych rzeczy. Dobrze ,że Melo ładnie się tam zachowuje a nie urządza dantejskie sceny przy próbie zostawienia jej samej.Jestem z niej bardzo dumna :)
Następna sprawa to heh trochę to zabawne i zaskakujące bo koleżanka która kupiła ode mnie wózek miała mieć dziewczynke i dlatego wózek nasz kupiła.A okazało się,że będzie miała chłopca. I to już pewne na 100% bo widać było na usg.Wcześniej widocznie pewne elementy męskiego ciałka gdzieś się pochowały :) no tak to bywa czasami.ALe może wózek się przyda bo aż tak dziewczęcy to on nie jest.Bo jego kolor to bardzo ciemny fiolet i w niektórych miejscach ma kwiatki :) Ale widziałam mamy które wożą w takich wózkach chłopaków tyle ,że pojazd miał kolor czarny. Dadzą rade , przecież to nie pokój urządzany dla kobitki tylko wózek :)
Dziś z moim humorem niezadobrze ponieważ idę odbębnić wizytę u matki. Wczoraj byłam tylko na chwilke i byłam sama bez młodej.I powiedziała żebym przyszła dzisiaj na dłużej ale z małą bo chce ją zobaczyć tym bardziej ,że zaczęła już chodzić. Babcine instynkty się w niej budzą czy przed koleżankami chce wyjść na dobrą babcie mówiąc co jej wnusia już umie itd.A napisałam tak dlatego bo wcześniej w ogóle się nieprzyznawała ,że jest już babcią i np.jak zadzwoniłam na dzień babci złożyć życzenia to powiedziała " no przestań jaka ze mnie babcia".Było kilka takich sytuacji ale nie mam ochoty ich przytaczać. Natomiast plus dzisiejszej wizyty jest taki ,że zalicze spotkanie i mam spokój na jakieś trzy tygodnie , może miesiąc.Jakoś się przemęcze. Najbardziej denerwująca w tym wszystkim jest moja przyrodnia siostra (7 lat). Zawsze na początku naszej wizyty , bawi się z małą , pokazuje jej zabawki itd.a poźniej jak już uwaga skupia się wyłącznie na Mel , Olka zaczyna popis.Zaczyna opowiadać wiersze, tańczyć opowiadać co w szkole.Byle tylko zwrócić na siebie uwagę.Ja mam ją totalnie gdzieś,to nie moje dziecko i sposób w jaki to robi jest strasznie denerwujący.Ja staram się nie zwracać na nią uwagi. Jest wychowywana w sposób taki ,że ona jest najważniejsza,najlepsza,najładniejsza ,zabawek to ma tyle ,że można by spokojnie obdarować jakieś całe przedszkole.I co najlesze żadną zabawką nie bawi się dłużej niż dzień. Nie jest tak chowana przez moją matkę tylko przez swojego ojca który już jedna córkę tak wychował. Tylko ,że tamtej to zbytnio nie wyszło na dobre i pewnie z Olką będzie tak samo.Ale niech sobie robią co chcą ja mam swoje podwórko i swoje zabawki i ich życie mnie nie interesuje.W przyszłości zobaczą jakiego potwora sobie wychowali bo Olka już pokazuje na co ją stać. A może być tylko gorzej.Naprawde nie znam drugiej takiej dziewczynki z takim zachowaniem i nie chodzi o zwracanie uwagi na siebie bo to robi sporo dzieci ale o ogólne zachowania. Jej wychowawczyni powiedziała mojej matce ,że Olka jest zabardzo rozwinięta jak na swój wiek ,że jest taka jakby to ująć - "zadorosła". Ale moja matka dla której dzień bez krytyki dniem straconym twierdzi ,że to dzieci w klasie to takie dzieciaczki,rozrzeszczane,piszczące itp. Na litość boską to są dzieci które dopiero wyszły z przedszkola to co one mają mówić biegle w trzech językach, siedzieć w ciszy i zachowywać się jak wielkie państwo?? Ale Ola jest najmądrzejsza przecież bo ona zachowuje się na 15latke....Nie wiem skąd biorą się tacy ludzie heh.
Dobra , na dzisiaj koniec tego tematu bo się nakręce zabardzo.
Ach jak dobrze pisać sobie bloga bo tak można pogadać ze sobą samą .A jak jeszcze to ktoś poczyta to też fajnie :)
Następna sprawa to heh trochę to zabawne i zaskakujące bo koleżanka która kupiła ode mnie wózek miała mieć dziewczynke i dlatego wózek nasz kupiła.A okazało się,że będzie miała chłopca. I to już pewne na 100% bo widać było na usg.Wcześniej widocznie pewne elementy męskiego ciałka gdzieś się pochowały :) no tak to bywa czasami.ALe może wózek się przyda bo aż tak dziewczęcy to on nie jest.Bo jego kolor to bardzo ciemny fiolet i w niektórych miejscach ma kwiatki :) Ale widziałam mamy które wożą w takich wózkach chłopaków tyle ,że pojazd miał kolor czarny. Dadzą rade , przecież to nie pokój urządzany dla kobitki tylko wózek :)
Dziś z moim humorem niezadobrze ponieważ idę odbębnić wizytę u matki. Wczoraj byłam tylko na chwilke i byłam sama bez młodej.I powiedziała żebym przyszła dzisiaj na dłużej ale z małą bo chce ją zobaczyć tym bardziej ,że zaczęła już chodzić. Babcine instynkty się w niej budzą czy przed koleżankami chce wyjść na dobrą babcie mówiąc co jej wnusia już umie itd.A napisałam tak dlatego bo wcześniej w ogóle się nieprzyznawała ,że jest już babcią i np.jak zadzwoniłam na dzień babci złożyć życzenia to powiedziała " no przestań jaka ze mnie babcia".Było kilka takich sytuacji ale nie mam ochoty ich przytaczać. Natomiast plus dzisiejszej wizyty jest taki ,że zalicze spotkanie i mam spokój na jakieś trzy tygodnie , może miesiąc.Jakoś się przemęcze. Najbardziej denerwująca w tym wszystkim jest moja przyrodnia siostra (7 lat). Zawsze na początku naszej wizyty , bawi się z małą , pokazuje jej zabawki itd.a poźniej jak już uwaga skupia się wyłącznie na Mel , Olka zaczyna popis.Zaczyna opowiadać wiersze, tańczyć opowiadać co w szkole.Byle tylko zwrócić na siebie uwagę.Ja mam ją totalnie gdzieś,to nie moje dziecko i sposób w jaki to robi jest strasznie denerwujący.Ja staram się nie zwracać na nią uwagi. Jest wychowywana w sposób taki ,że ona jest najważniejsza,najlepsza,najładniejsza ,zabawek to ma tyle ,że można by spokojnie obdarować jakieś całe przedszkole.I co najlesze żadną zabawką nie bawi się dłużej niż dzień. Nie jest tak chowana przez moją matkę tylko przez swojego ojca który już jedna córkę tak wychował. Tylko ,że tamtej to zbytnio nie wyszło na dobre i pewnie z Olką będzie tak samo.Ale niech sobie robią co chcą ja mam swoje podwórko i swoje zabawki i ich życie mnie nie interesuje.W przyszłości zobaczą jakiego potwora sobie wychowali bo Olka już pokazuje na co ją stać. A może być tylko gorzej.Naprawde nie znam drugiej takiej dziewczynki z takim zachowaniem i nie chodzi o zwracanie uwagi na siebie bo to robi sporo dzieci ale o ogólne zachowania. Jej wychowawczyni powiedziała mojej matce ,że Olka jest zabardzo rozwinięta jak na swój wiek ,że jest taka jakby to ująć - "zadorosła". Ale moja matka dla której dzień bez krytyki dniem straconym twierdzi ,że to dzieci w klasie to takie dzieciaczki,rozrzeszczane,piszczące itp. Na litość boską to są dzieci które dopiero wyszły z przedszkola to co one mają mówić biegle w trzech językach, siedzieć w ciszy i zachowywać się jak wielkie państwo?? Ale Ola jest najmądrzejsza przecież bo ona zachowuje się na 15latke....Nie wiem skąd biorą się tacy ludzie heh.
Dobra , na dzisiaj koniec tego tematu bo się nakręce zabardzo.
Ach jak dobrze pisać sobie bloga bo tak można pogadać ze sobą samą .A jak jeszcze to ktoś poczyta to też fajnie :)
Dzień Mamy
kolejny Dzień Mamy za mną. Dla mnie to kolejny powód do przymusowej wizyty u mojej matki. Nie widuję się z nią zbyt często a powiem więcej unikam spotkań.Ha! ale żeby było śmieszniej mieszka bardzo blisko mnie. Nie dzwonię do niej pierwsza, chyba ,że jak dziś jest okazja to najpierw zadzwoniłam a poźniej udałam się w celu dania anioła. Też coś, anioł dla diabła - szatański pomysł....
Nie mam o czym rozmawiać z tą kobietą i co chyba smutne to ostatnio rozmawiając z moim mężem K. wypowiedziałam dziwne dla wielu osób zapewne słowa, że nie lubie się widywać z moją matką, nie lubie z nią rozmawiać i najchętniej to bym się z nią w ogóle nie widywała.
Dzisiejszy dzień miałam pod hasłem "wspomnienia". Zastanawiałam się tak sama przed sobą co w moje życie wniosła wspomniana matka. Nawet słowo mama ciężko mi pisać bo nie traktuję jej jako mamę. Słowo mama kojarzy mi się z kimś ciepłym,dobrym etc.
Więc jak już tak się zastanawiałam to uzgodniłam ze swoimi myślami ,że matka nic mi szczególnego nie przekazała,niczego mnie nie nauczyła.... chociaż jedyne co jej się udało to to ,że dzięki temu ,że rozwiodła się z moim tatą to jest on teraz na pewno szczęśliwszy niżeli miałby być z nią.A ja wyrosłam na w miare normalnego :P człowieka. Nie wiem jaka bym była gdybym od 10tego roku życia mieszkała z nią pod jednym dachem. Moja krytykująca wszystko matka jest przeze mnie pamiętana z okresu dzieciństwa jako wiecznie wrzeszcząca, niezadowolona baba.Wiecznie mająca wszystkiego za mało. Ja zawsze byłam w jej oczach najgorsza a wszystkie moje koleżanki były naj. Najładniejsze,najmądrzejsze tylko jej córka taka nieładna,niemądra. A może ja miałam być ta trójkowa ta nie lubiąca uczyć się matematyki czy innych tam... kolejny przykład (które mogłabym tu mnożyć) i to nie jakiś stary bo sprzed jakoś dwóch lat.
Miałam długie włosy:
-Boże, obetnij te włosy , wyglądaszjak czarownica-ona
Jak już w końcu kiedyś ściełam:
-no wiesz , w długich było ci o wiele ładniej-ona
No przecież paranoja jakaś.
Nigdy mnie nie pochwaliła,nawet za najmniejszą pierdołe i tak wyrobiła we mnie zaniżone poczucie własnej wartości.Kompleksu,że zawsze mogłabym być lepsza,że mogłabym mieć lepiej.A gówno prawda.Jestem zadowolona z tego co mam,ciesze się życiem,mam wspaniałą małą Stokrotkę,fajnego męża i ogólnie sympatyczną rodzinke,kilku znajomych bliższych i dalszych.
Tutaj przypomniała mi się jej reakcja na to jak jej zakomunikowałam ,że jestem w ciąży. Muszę tylko nadmienić żeby wszystko było jasne ,że od 5 lat mieszkam sama z moim K.,sami się utrzymujemy itd.Więc to jak ona zareaguje miałam głęboko w poważaniu bo nie jestem w żaden sposób od niej zależna a chciałam tylko żeby wiedziała. Reakcja była taka,że spojrzała na mnie jakbym jej coś zrobiła i powiedziała "no mogłaś chociaż poczekać aż skończysz studia" tiaaaa . Także nie cieszyła się razem ze mną. Sto razy więcej wsparcia dostałam od mojej teściowej,która jakby umiała to by skakała pod sufit ze szczęścia .
Mimo tego,że rodzice po rozwodzie ,to instytucja małżeństwa nie straciła w moich oczach na wartości.Ba! Powiem więcej jak byłam jeszcze taka całkiem mała to zawsze sobie mówiłam ,że chce mieć normalny dom,dziecko,męża. Moja babcia mi mówiła, że będe miała podejście do swoich dzieci skoro już tak mówie .
I to co chciałam to mam :) Moim zdaniem jeżeli w życiu osobistym jest nam dobrze to będziemy umieli sobie radzić na innych płaszczyznach życia. I każdy problem będzie można rozwiązać.
Ach,musiałam sobie tu o tym popisać od razu jakoś mi lżej , niemalże jak po spowiedzi :)
Cieszę się ,że sama już jestem mamuśką i ,że mogę obchodzić ten dzień już drugi raz :D Staram się być mamą pełną gębą dla mojej Mel i póki nie pracuję i jestem z nią to muszę jej ofiarować tyle ile się da niech ma inne wspomnienia z dzieciństwa niż ja, o to na pewno się postaram !!!
love you Myszka.
Nie mam o czym rozmawiać z tą kobietą i co chyba smutne to ostatnio rozmawiając z moim mężem K. wypowiedziałam dziwne dla wielu osób zapewne słowa, że nie lubie się widywać z moją matką, nie lubie z nią rozmawiać i najchętniej to bym się z nią w ogóle nie widywała.
Dzisiejszy dzień miałam pod hasłem "wspomnienia". Zastanawiałam się tak sama przed sobą co w moje życie wniosła wspomniana matka. Nawet słowo mama ciężko mi pisać bo nie traktuję jej jako mamę. Słowo mama kojarzy mi się z kimś ciepłym,dobrym etc.
Więc jak już tak się zastanawiałam to uzgodniłam ze swoimi myślami ,że matka nic mi szczególnego nie przekazała,niczego mnie nie nauczyła.... chociaż jedyne co jej się udało to to ,że dzięki temu ,że rozwiodła się z moim tatą to jest on teraz na pewno szczęśliwszy niżeli miałby być z nią.A ja wyrosłam na w miare normalnego :P człowieka. Nie wiem jaka bym była gdybym od 10tego roku życia mieszkała z nią pod jednym dachem. Moja krytykująca wszystko matka jest przeze mnie pamiętana z okresu dzieciństwa jako wiecznie wrzeszcząca, niezadowolona baba.Wiecznie mająca wszystkiego za mało. Ja zawsze byłam w jej oczach najgorsza a wszystkie moje koleżanki były naj. Najładniejsze,najmądrzejsze tylko jej córka taka nieładna,niemądra. A może ja miałam być ta trójkowa ta nie lubiąca uczyć się matematyki czy innych tam... kolejny przykład (które mogłabym tu mnożyć) i to nie jakiś stary bo sprzed jakoś dwóch lat.
Miałam długie włosy:
-Boże, obetnij te włosy , wyglądaszjak czarownica-ona
Jak już w końcu kiedyś ściełam:
-no wiesz , w długich było ci o wiele ładniej-ona
No przecież paranoja jakaś.
Nigdy mnie nie pochwaliła,nawet za najmniejszą pierdołe i tak wyrobiła we mnie zaniżone poczucie własnej wartości.Kompleksu,że zawsze mogłabym być lepsza,że mogłabym mieć lepiej.A gówno prawda.Jestem zadowolona z tego co mam,ciesze się życiem,mam wspaniałą małą Stokrotkę,fajnego męża i ogólnie sympatyczną rodzinke,kilku znajomych bliższych i dalszych.
Tutaj przypomniała mi się jej reakcja na to jak jej zakomunikowałam ,że jestem w ciąży. Muszę tylko nadmienić żeby wszystko było jasne ,że od 5 lat mieszkam sama z moim K.,sami się utrzymujemy itd.Więc to jak ona zareaguje miałam głęboko w poważaniu bo nie jestem w żaden sposób od niej zależna a chciałam tylko żeby wiedziała. Reakcja była taka,że spojrzała na mnie jakbym jej coś zrobiła i powiedziała "no mogłaś chociaż poczekać aż skończysz studia" tiaaaa . Także nie cieszyła się razem ze mną. Sto razy więcej wsparcia dostałam od mojej teściowej,która jakby umiała to by skakała pod sufit ze szczęścia .
Mimo tego,że rodzice po rozwodzie ,to instytucja małżeństwa nie straciła w moich oczach na wartości.Ba! Powiem więcej jak byłam jeszcze taka całkiem mała to zawsze sobie mówiłam ,że chce mieć normalny dom,dziecko,męża. Moja babcia mi mówiła, że będe miała podejście do swoich dzieci skoro już tak mówie .
I to co chciałam to mam :) Moim zdaniem jeżeli w życiu osobistym jest nam dobrze to będziemy umieli sobie radzić na innych płaszczyznach życia. I każdy problem będzie można rozwiązać.
Ach,musiałam sobie tu o tym popisać od razu jakoś mi lżej , niemalże jak po spowiedzi :)
Cieszę się ,że sama już jestem mamuśką i ,że mogę obchodzić ten dzień już drugi raz :D Staram się być mamą pełną gębą dla mojej Mel i póki nie pracuję i jestem z nią to muszę jej ofiarować tyle ile się da niech ma inne wspomnienia z dzieciństwa niż ja, o to na pewno się postaram !!!
love you Myszka.
środa, 25 maja 2011
fajny dzionek
kurcze,fajny dzionek dzisiaj yyy tzn.w zasadzie wczoraj bo to już TA godzina. Także no, przyjemny dzień za mną. Z rana musiałam młodą z wyra wyciągać siłą bo oczywiście jak mamy gdzieś iść to waćpanna sobie śpi w najlepsze a jak mamy wolne poranki to o 7.00 lub 8.00 pobudka. Tak więc szybkie ogarnięcie,kaszka pach pach i lecimy do logopedy. A tam po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko to już niezła kobita bo wyciągnięta z wózka zaczęła biegać po korytarzu.Już oczywiście nasłuchałam się od wielu znajomych ,że przeważnie jak dziecko nauczy się chodzić to bardziej biega niż chodzi ale łudziłam się,że mnie to ominie! rzeczywistość zgniotła moje myśli na ten temat-jak fajnie mieć marzenia :P młoda w najlesze urządzała sobie zabawe " mamo ,mamo ja uciekam , Ty mnie goń, przecież to takie fajne" .A tak na marginesie ileż te dzieci mają energii .Człowiek stary to już nie ta kondycja :P Ale , ale jest plus w tej całej sytuacji.Darmowa siłownia :D i bieżnia jak w mordkę strzelił. A więc trza korzystać.
Pojawiła się po chwili nasza Pani i Melo hyc Panią za ręke i mamuśce papa.To przysiadłam sobie w poczekalni z książką której nie mogę skończyć od dłuższego czasu bo jakoś tak zawsze się coś innego znajdzie do roboty.
Melaśka, sądząc po jej minie była zadowolona z zajęć.Za dwa dni idziemy znowu ale już z inną Panią będą zajęcia.Ogólnie to ta wczorajsza była z małej bardzo zadowolona.Mówiła,że Melo szybko łapie powtarzania,naśladowanie .Bo na tapecie było udawanie odgłosów zwierząt. I logopedka powiedziała, że aż żal jej się z młodą rozstawać bo taka rezolutna jest i kumata :) Co mnie bardzo cieszy :)
Po południu pomalowałam sobie zaległe solniaki.Bo takie blade były a teraz wyglądają przeuroczo.A wieczorkiem polepiłam nowe. Musiałam dorobić anioła na Dzień Mamy dla swojej matki bo wczoraj zrobiłam dla teściowej i inne pierdółki robiłam i jakoś tak o starszej zapomniałam :P Pojutrze na pewno zamieszczę zdjęcia tego co do tej pory udało mi się ulepić :)
Oczy mi się zamykają więc kończę powoli bo zaraz zasnę z głową na klawiaturze a w domu taka cisza ,że aż w uszach dzwoni.Marzy mi się tylko wskoczyć pod kołderkę i zasnąć.
Tak więc dobranoc......
Pojawiła się po chwili nasza Pani i Melo hyc Panią za ręke i mamuśce papa.To przysiadłam sobie w poczekalni z książką której nie mogę skończyć od dłuższego czasu bo jakoś tak zawsze się coś innego znajdzie do roboty.
Melaśka, sądząc po jej minie była zadowolona z zajęć.Za dwa dni idziemy znowu ale już z inną Panią będą zajęcia.Ogólnie to ta wczorajsza była z małej bardzo zadowolona.Mówiła,że Melo szybko łapie powtarzania,naśladowanie .Bo na tapecie było udawanie odgłosów zwierząt. I logopedka powiedziała, że aż żal jej się z młodą rozstawać bo taka rezolutna jest i kumata :) Co mnie bardzo cieszy :)
Po południu pomalowałam sobie zaległe solniaki.Bo takie blade były a teraz wyglądają przeuroczo.A wieczorkiem polepiłam nowe. Musiałam dorobić anioła na Dzień Mamy dla swojej matki bo wczoraj zrobiłam dla teściowej i inne pierdółki robiłam i jakoś tak o starszej zapomniałam :P Pojutrze na pewno zamieszczę zdjęcia tego co do tej pory udało mi się ulepić :)
Oczy mi się zamykają więc kończę powoli bo zaraz zasnę z głową na klawiaturze a w domu taka cisza ,że aż w uszach dzwoni.Marzy mi się tylko wskoczyć pod kołderkę i zasnąć.
Tak więc dobranoc......
poniedziałek, 23 maja 2011
weekend minął, końca świata nie było, żyjemy i jest ok :)
ach i po weekendzie. Na szczęście 3 egzaminy na studiach też. Mam nadzieje,że chociaż dwa do przodu bo z jednym to totalna katastrofa ale czekam wciąż na wyniki. Zobaczymy :) Chwilka wolna jest to i popiszę sobie a co ?! Córa drzemkuje a ja zamiast ogarnąć chałupe to do laptopa ale co sobie będe żałować :P
A właśnie co do córy , od dwóch dni a w zasadzie nocy śpi sama w pokoju.A my z mężulą przeprowadziliśmy się do drugiego pokoju. I jak jest?? cudownie !!!! Mała ma w końcu swój całkiem spory pokój myślę. Nasze wyro zostało złożone i zostało sporo miejsca do zabawy dla małej.Jak pierwszy raz to zobaczyła to biagała od ściany do ściany bo nareszcie miała miejsce żeby się poruszać :) Pokój nabiera dziecięcego,dziewczęcego wyglądu. Zakupiłam jej nowe naklejki na ściane tyle ,że musiałam kilka z nich podwiesić wyżej bo moja (myślałam,że nadal mała) córuchna zdążyła zerwać ze trzy :) Ale to jeszcze nie to co bym chciała ,żeby miała w pokoju. Zostały do zrobienia ściany na nowy kolor , firanki do kupienia i pierdółki ale wszystko z czasem na pewno się zrobi póki co i tak się cieszy ,że ma środek pokoju dla siebie i dużo miejsca na rozwalanie zabawek :)
Za to ja ze Ślubnym nie stresujemy się , że jakieś nasze nocne , łóżkowe pogaduchy czy inne tam :P ją zbudzą albo samo włażenie do łóżka potrafiło ją obudzić rzadko bo rzadko ale zdarzało się. I śpi dużo lepiej dlatego postanowiliśmy zostawić ją w nocy samą. Zbudzi się może raz , siorbnie dwa łyki wody i śpi jak anioł do rana. Po roku wojowania w nocy mogę powiedzieć ,że mam złote dziecko :)
Ha ! i jeszcze coś. Kolejne obserwacje z serii - "Dziecina dorasta" :) od dwóch dni nie potrzebuje wesprzeć się na jakimś meblu , żeby stanąć na nogi i wędrować tylko sama z kucaka tyłek do góry i stoi! No coś pięknego heh.
Jutro kolejna wizyta u logopedy.Tym razem Amelka powędruje sama z logopedką na zajęcia a ja mam czekać przed salą. No zobaczymy co z tego będzie. Niby mała garnie się do ludzi ale tam nie wiem czy tak łatwo pójdzie. A napisałam ,że się garnie bo ostatnio przyjechała do nas koleżanka po nasz wózek który sprzedawałyśmy no i trochę latałyśmy po dworzu znosząc wózek itd. Melo koleżanke za ręke i "matka możesz sobie iść" nawet mi ręki nie chciała podać, franca mała :P:P:P
Dzisiaj biorę się za zrobienie aniołów na dzień mamy.Jeden dla teściowej a drugi dla mojej matki. Dla niej to by się diabeł przydał. Gdzieś widziałam takiego właśnie z masy solnej ale stwierdziłam ,że na pewno mi się nie przyda bo niby komu miałabym go zrobić-jak bardzo się myliłam :) No nic , dostanie anioła i niech się cieszy :)
A właśnie co do córy , od dwóch dni a w zasadzie nocy śpi sama w pokoju.A my z mężulą przeprowadziliśmy się do drugiego pokoju. I jak jest?? cudownie !!!! Mała ma w końcu swój całkiem spory pokój myślę. Nasze wyro zostało złożone i zostało sporo miejsca do zabawy dla małej.Jak pierwszy raz to zobaczyła to biagała od ściany do ściany bo nareszcie miała miejsce żeby się poruszać :) Pokój nabiera dziecięcego,dziewczęcego wyglądu. Zakupiłam jej nowe naklejki na ściane tyle ,że musiałam kilka z nich podwiesić wyżej bo moja (myślałam,że nadal mała) córuchna zdążyła zerwać ze trzy :) Ale to jeszcze nie to co bym chciała ,żeby miała w pokoju. Zostały do zrobienia ściany na nowy kolor , firanki do kupienia i pierdółki ale wszystko z czasem na pewno się zrobi póki co i tak się cieszy ,że ma środek pokoju dla siebie i dużo miejsca na rozwalanie zabawek :)
Za to ja ze Ślubnym nie stresujemy się , że jakieś nasze nocne , łóżkowe pogaduchy czy inne tam :P ją zbudzą albo samo włażenie do łóżka potrafiło ją obudzić rzadko bo rzadko ale zdarzało się. I śpi dużo lepiej dlatego postanowiliśmy zostawić ją w nocy samą. Zbudzi się może raz , siorbnie dwa łyki wody i śpi jak anioł do rana. Po roku wojowania w nocy mogę powiedzieć ,że mam złote dziecko :)
Ha ! i jeszcze coś. Kolejne obserwacje z serii - "Dziecina dorasta" :) od dwóch dni nie potrzebuje wesprzeć się na jakimś meblu , żeby stanąć na nogi i wędrować tylko sama z kucaka tyłek do góry i stoi! No coś pięknego heh.
Jutro kolejna wizyta u logopedy.Tym razem Amelka powędruje sama z logopedką na zajęcia a ja mam czekać przed salą. No zobaczymy co z tego będzie. Niby mała garnie się do ludzi ale tam nie wiem czy tak łatwo pójdzie. A napisałam ,że się garnie bo ostatnio przyjechała do nas koleżanka po nasz wózek który sprzedawałyśmy no i trochę latałyśmy po dworzu znosząc wózek itd. Melo koleżanke za ręke i "matka możesz sobie iść" nawet mi ręki nie chciała podać, franca mała :P:P:P
Dzisiaj biorę się za zrobienie aniołów na dzień mamy.Jeden dla teściowej a drugi dla mojej matki. Dla niej to by się diabeł przydał. Gdzieś widziałam takiego właśnie z masy solnej ale stwierdziłam ,że na pewno mi się nie przyda bo niby komu miałabym go zrobić-jak bardzo się myliłam :) No nic , dostanie anioła i niech się cieszy :)
piątek, 20 maja 2011
wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma?? na pewno nie!!
Wczoraj ja - mamuśka na pełny etat dopiero ujrzałam, że mojemu dziecku wychodzą cztery zęby naraz a nie dwa jak wcześniej myślałam.A udało mi się to podejrzeć jak Ameluta paszcze rozdziawiła śmiejąc się do rozpuku , ja patrze a tam dalej na dziąślakach dwie małe białe kropki. Szybko upchnełam jej palucha do buzi i wymacałam zębiska. Także stąd to mega marudzenie dzieciny :/ bidulka. Do 10m-ca z zębami miała święty spokój a teraz jak idą to na potęge 4 naraz.
Wracając do dnia wczorajszego kolejna rozmowa z moją matką doprowadziła mnie do hm.... szału . Jak zwykle zresztą. Jej podejście do życia jest conajmniej dziwne. Dodam jeszcze , że rozmowa była telefoniczna bo gdyby była face to face to byłaby bardziej zażarta. Mianowicie dzwoni do mnie i mówi ,że skontaktowała się z nią kobitka i chce ją odwiedzić bo jej mieszkanie zostało wytypowane do spisu powszechnego(mniejsza o to)A moja matka zrobiła jej wykład ,że Polska to kraj złodzieji , chamów i w ogóle wszystko co najgorsze. Że powinno się spisywać tych co klepali biede a nagle stawiają wielkie wille i ciekawe skąd na to mieli
Dodała jeszcze, że ona mojej siostrze (7 lat) wmawia ,że ma się kształcić i wyjeżdżać bo tu ją nic dobrego nie spotka. Ogólnie byłam w szoku. Powiedziałam jej tylko ,że jak takie rzeczy rodzice będą wmawiać dzieciom to w PL nigdy nie będzie dobrze. Że poźniej chodzą takie ciołki i tylko "a bo w Polsce to bida,że Zusy, służba zdrowia do d... itd.itd. Fakt , że moja matka należy do osób , którym zawsze jej źle i nawet jakby miała mieszkać na Wyspach Kanaryjskich to też znalazłaby powód do narzekania. Nigdy w życiu nie mieszkała za granicą a gada takie rzeczy. Myśli ,że gdzieś indziej to jest miód . Chciałoby się powiedzieć w "d.... była g.... widziała". Bo inaczej nie da się tego skwitować. Nie jestem jakąś zagorzałą patriotką ALE owszem może i nie jest super , wiele rzeczy można by poprawić ale wiem też jak jest za granicą np. w UK gdzie siedziałam prawie rok i poznałam różne aspekty funcjonowania tego kraju i też nie zawsze jest kolorowo. Moja matka uważa się chyba za najmądrzejszą osobę i ma wyrobione zdanie na każdy temat. Pewnie nieraz będe tu pisać o jej "kwiatkach" którymi mnie wciąż zadziwia. Boże jak dobrze , że z nią nie mieszkałam .....
Wracając do dnia wczorajszego kolejna rozmowa z moją matką doprowadziła mnie do hm.... szału . Jak zwykle zresztą. Jej podejście do życia jest conajmniej dziwne. Dodam jeszcze , że rozmowa była telefoniczna bo gdyby była face to face to byłaby bardziej zażarta. Mianowicie dzwoni do mnie i mówi ,że skontaktowała się z nią kobitka i chce ją odwiedzić bo jej mieszkanie zostało wytypowane do spisu powszechnego(mniejsza o to)A moja matka zrobiła jej wykład ,że Polska to kraj złodzieji , chamów i w ogóle wszystko co najgorsze. Że powinno się spisywać tych co klepali biede a nagle stawiają wielkie wille i ciekawe skąd na to mieli
Dodała jeszcze, że ona mojej siostrze (7 lat) wmawia ,że ma się kształcić i wyjeżdżać bo tu ją nic dobrego nie spotka. Ogólnie byłam w szoku. Powiedziałam jej tylko ,że jak takie rzeczy rodzice będą wmawiać dzieciom to w PL nigdy nie będzie dobrze. Że poźniej chodzą takie ciołki i tylko "a bo w Polsce to bida,że Zusy, służba zdrowia do d... itd.itd. Fakt , że moja matka należy do osób , którym zawsze jej źle i nawet jakby miała mieszkać na Wyspach Kanaryjskich to też znalazłaby powód do narzekania. Nigdy w życiu nie mieszkała za granicą a gada takie rzeczy. Myśli ,że gdzieś indziej to jest miód . Chciałoby się powiedzieć w "d.... była g.... widziała". Bo inaczej nie da się tego skwitować. Nie jestem jakąś zagorzałą patriotką ALE owszem może i nie jest super , wiele rzeczy można by poprawić ale wiem też jak jest za granicą np. w UK gdzie siedziałam prawie rok i poznałam różne aspekty funcjonowania tego kraju i też nie zawsze jest kolorowo. Moja matka uważa się chyba za najmądrzejszą osobę i ma wyrobione zdanie na każdy temat. Pewnie nieraz będe tu pisać o jej "kwiatkach" którymi mnie wciąż zadziwia. Boże jak dobrze , że z nią nie mieszkałam .....
czwartek, 19 maja 2011
koperkowo...
tiaaa ,dzisiaj znów marna pogoda. Duchota jakaś i znów zapach trawy, ale już nie takiej "po deszczu".I tu objawienie - pomysł na obiad. Pulpeciory w sosie koperkowym. Uwielbiam zapach kopru. Niebo w gębie. Narobiłam mięsnych kulek i do sosu dowaliłam tyle kopru ,że wyszedł w sumie bardziej sos zielony niż biały. ALe co za przyjemność jedzenia.No ludzkie pojęcie !!! Nawet moje niejadkowe dziecko wszamało jedną kulke z brokułką i ryżem. Gębal mi się uśmiecha na myśl ,że jutro znów będe je jeść. Czasami mam podejrzenia ,że jestem uzależniona od jedzenia ...
Miałam dzisiaj poczytać notatki na niedzielne egzaminy i Kodeks Karny i tak jakoś wyszło,nie wiem w sumie jak, że ....wolałam znów narobić solniaków niż zaglądać do notatek. Dziś zrobiłam nowego anioła , serce i kota na prezent dla żony mojego taty. Teraz się solinki "opalają" w piekarniku więc i tak i tak muszę siedzieć i czekać aż się upieką. Niedługo zamieszczę zdjęcia tyle tylko ,że mam problem z ich dodaniem... dzisiaj walczyłam z tymi albumami ale nie moge za diabła dodać ani jednego zdjęcia.Jutro zrobie do tego drugie podejście.
Zaczął się sezon komarów. Mieliśmy otwarte okno i zapalone światło w pokoju i nagle patrze a przy suficie latają takie "wielkie pająki".Bo to już nawet nie wygląda jak komar heh.Jednego udało mi się upolować ale drugi gdzieś się chowa i zapewne ujawni się jak światła zgasną i zacznie bzyczeć i uderzać o sufit. Obrzydlistwo.
Heh , przypomniało mi się, że mój małżonek osobisty dzisiaj stwierdził, że znów idzie na diete Dukana. :P Już kiedyś na niej byliśmy i muszę przyznać ,że bardzo skuteczna, szybka i pod względem jedzenia tzn.tego co można też całkiem ok. Tylko mąż sobie troche pofolgował i niestety sadełko urosło ha! Zobaczymy ile wytrzyma teraz i czy faktycznie się za to weźmie.
Miałam dzisiaj poczytać notatki na niedzielne egzaminy i Kodeks Karny i tak jakoś wyszło,nie wiem w sumie jak, że ....wolałam znów narobić solniaków niż zaglądać do notatek. Dziś zrobiłam nowego anioła , serce i kota na prezent dla żony mojego taty. Teraz się solinki "opalają" w piekarniku więc i tak i tak muszę siedzieć i czekać aż się upieką. Niedługo zamieszczę zdjęcia tyle tylko ,że mam problem z ich dodaniem... dzisiaj walczyłam z tymi albumami ale nie moge za diabła dodać ani jednego zdjęcia.Jutro zrobie do tego drugie podejście.
Zaczął się sezon komarów. Mieliśmy otwarte okno i zapalone światło w pokoju i nagle patrze a przy suficie latają takie "wielkie pająki".Bo to już nawet nie wygląda jak komar heh.Jednego udało mi się upolować ale drugi gdzieś się chowa i zapewne ujawni się jak światła zgasną i zacznie bzyczeć i uderzać o sufit. Obrzydlistwo.
Heh , przypomniało mi się, że mój małżonek osobisty dzisiaj stwierdził, że znów idzie na diete Dukana. :P Już kiedyś na niej byliśmy i muszę przyznać ,że bardzo skuteczna, szybka i pod względem jedzenia tzn.tego co można też całkiem ok. Tylko mąż sobie troche pofolgował i niestety sadełko urosło ha! Zobaczymy ile wytrzyma teraz i czy faktycznie się za to weźmie.
wtorek, 17 maja 2011
pozytywne myśli w tak deszczowy dzień
tak więc pada,pada od samego rana z małymi przerwami.I właśnie w takiej przerwie udało mi się z córą zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.Choć na chwilkę mówię sobie wyjdę na dwór i ku mojemu zdziwieniu nie było tak źle.Zapach zielonej, mokrej trawy przywołuje wspomnienia.Wakacje u dziadków mi się przypomniały a spędziło się ich tam trochę. Ale teraz nie o tym...
Chciałam napisać w formie pytania-czy można się zarazić pozytywnym myśleniem?
Otóż ja ,zawsze pesymistka ,czarnowidząca prawie wszystko chyba się zaraziłam od męża mojego niepoprawnego optymisty .Powoli mi to całkiem dobrze wychodzi i muszę stwierdzić, że faktycznie z takim myśleniem żyje się lepiej,łatwiej....
Przestałam ( wjakimś stopniu :) ) przejmować się studiami-egzaminami, tym ,że brzydka pogoda i co tu robić? , tym że mam ileś tam spraw do załatwienia i czy się wyrobie albo tym,że np.kończy się kasa.Najlepsze stwierdzenie moje K. -
"pieniądz rzecz nabyta".
W dużym stopniu optymizmem napawa mnie też moje dziecko.Jak widze jak się rozwija,że zaczyna chodzić i staje się taka "samodzielna" , śmieję się czasami do męża mówiąc, że Melo nie będzie mnie już niedługo potrzebować taka staje się na swój sposób "dorosła" :P .Ale jeszcze dużo przed nami.Nawet jak marudzi, jęczy, płacze to dajemy sobie rade i coś wymyślamy.Wcześniej sobie kiepsko z tym radziłam tzn.gorzej.Teraz dużo robi też to ,że jest wiosna - idzie lato.Z dzieckiem można całe dnie na dworzu spędzać i to ,że właśnie ona już taka chodząca , wstąpimy na huśtawki, zajrzymy ile bakterii w piaskownicy i całe umorusane wrócimy z uśmiechniętymi paszczami do domu.Zimą nie było tak łatwo nie dość,że zimno to jeszcze mokro, ciapowato zero zachęty do wyjścia z domu.
A i jeszcze miałam obsesje tzn.taką małą,bez przesady na punkcie porządków.Nie poszłam spać dopóki małej zabawki nie wylądowały na swoim miejscu,moje i męża rzeczy przynajmniej gdzieś musiały być poukładane no ogólny ład musiał panować.Tylko potem przychodziło zmęczenie,marudzenie ,że ja musze wszystko robić bla bla bla.Dałam na luz.Wstaje rano, młoda pałęta się po mieszkaniu a ja ogarniam sobie pomału bez ciśnienia.
I chyba Ameryki nie odkryję jeżeli dopiszę ,że trzeba mieć jakieś swoje pasje choćby najmniejsze. Ja nigdy specjalnie się niczym nie interesowałam, nie miałam hobby. Jedynie uwielbiałam i dalej uwielbiam czytać kryminały a najchętniej Harlana Cobena, kocham gotować i ponoć mi to całkiem wychodzi, jeszcze wszyscy co próbowali mojego jedzenia żyją także nie jest źle
, lubie robić zdjęcia, szczególnie mojemu dziecku. Mam ich mnóstwo i ciągle pstrykam nowe. Marzy mi się jak już będzie tak naprawdę ciepło pojechać gdzieś na łąke i zrobić jej kilka fajnych zdjęć wśród różnych zielsk, kwiatów itp. No i te solniaki - wszelkie anioły,zwierzaki z masy solnej- uspokaja mnie to, daje satysfakcję, relaks i poczucie ,że mam właśnie to coś co lubię ( mąż nawet zwęszył interes i powiedział,że będziemy sprzedawać moje wyroby :P - tylko to narazie tak wygląda,że lepiej niech wiszą gdzieś w domu niż miałyby ujrzeć światło dzienne :P .Ale te wszystkie zajęcia mam od niedawna, wcześniej żyłam z dnia na dzień. Bez żadnego zajęcia...
Ale nie mogę powiedzieć, że smutki mnie omijają szerokim łukiem bo tak nie jest niemniej jednak jest ich dużo, dużo mniej.I żyje się lepiej .
Chciałam napisać w formie pytania-czy można się zarazić pozytywnym myśleniem?
Otóż ja ,zawsze pesymistka ,czarnowidząca prawie wszystko chyba się zaraziłam od męża mojego niepoprawnego optymisty .Powoli mi to całkiem dobrze wychodzi i muszę stwierdzić, że faktycznie z takim myśleniem żyje się lepiej,łatwiej....
Przestałam ( wjakimś stopniu :) ) przejmować się studiami-egzaminami, tym ,że brzydka pogoda i co tu robić? , tym że mam ileś tam spraw do załatwienia i czy się wyrobie albo tym,że np.kończy się kasa.Najlepsze stwierdzenie moje K. -
"pieniądz rzecz nabyta".
W dużym stopniu optymizmem napawa mnie też moje dziecko.Jak widze jak się rozwija,że zaczyna chodzić i staje się taka "samodzielna" , śmieję się czasami do męża mówiąc, że Melo nie będzie mnie już niedługo potrzebować taka staje się na swój sposób "dorosła" :P .Ale jeszcze dużo przed nami.Nawet jak marudzi, jęczy, płacze to dajemy sobie rade i coś wymyślamy.Wcześniej sobie kiepsko z tym radziłam tzn.gorzej.Teraz dużo robi też to ,że jest wiosna - idzie lato.Z dzieckiem można całe dnie na dworzu spędzać i to ,że właśnie ona już taka chodząca , wstąpimy na huśtawki, zajrzymy ile bakterii w piaskownicy i całe umorusane wrócimy z uśmiechniętymi paszczami do domu.Zimą nie było tak łatwo nie dość,że zimno to jeszcze mokro, ciapowato zero zachęty do wyjścia z domu.
A i jeszcze miałam obsesje tzn.taką małą,bez przesady na punkcie porządków.Nie poszłam spać dopóki małej zabawki nie wylądowały na swoim miejscu,moje i męża rzeczy przynajmniej gdzieś musiały być poukładane no ogólny ład musiał panować.Tylko potem przychodziło zmęczenie,marudzenie ,że ja musze wszystko robić bla bla bla.Dałam na luz.Wstaje rano, młoda pałęta się po mieszkaniu a ja ogarniam sobie pomału bez ciśnienia.
I chyba Ameryki nie odkryję jeżeli dopiszę ,że trzeba mieć jakieś swoje pasje choćby najmniejsze. Ja nigdy specjalnie się niczym nie interesowałam, nie miałam hobby. Jedynie uwielbiałam i dalej uwielbiam czytać kryminały a najchętniej Harlana Cobena, kocham gotować i ponoć mi to całkiem wychodzi, jeszcze wszyscy co próbowali mojego jedzenia żyją także nie jest źle
, lubie robić zdjęcia, szczególnie mojemu dziecku. Mam ich mnóstwo i ciągle pstrykam nowe. Marzy mi się jak już będzie tak naprawdę ciepło pojechać gdzieś na łąke i zrobić jej kilka fajnych zdjęć wśród różnych zielsk, kwiatów itp. No i te solniaki - wszelkie anioły,zwierzaki z masy solnej- uspokaja mnie to, daje satysfakcję, relaks i poczucie ,że mam właśnie to coś co lubię ( mąż nawet zwęszył interes i powiedział,że będziemy sprzedawać moje wyroby :P - tylko to narazie tak wygląda,że lepiej niech wiszą gdzieś w domu niż miałyby ujrzeć światło dzienne :P .Ale te wszystkie zajęcia mam od niedawna, wcześniej żyłam z dnia na dzień. Bez żadnego zajęcia...Ale nie mogę powiedzieć, że smutki mnie omijają szerokim łukiem bo tak nie jest niemniej jednak jest ich dużo, dużo mniej.I żyje się lepiej .
no to lecimy...
i zaczęło się... Do swoich zadań bycia mamą,żoną etc. dodałam bycie blogerką.Narazie poznaję ten wirtualny światek ale póki co podoba mi się.Jak byłam mała a może inaczej- jak byłam młodsza :P lubiłam pisać pamiętniki więc taka elektroniczna ich forma też będzie myślę ciekawą przygodą.
Ledwo już na oczy widzę po całym dniu wojowania ale jeszcze znajdę odrobinkę czasu na relaks przed laptopem. Melo moje jak i mąż już smacznie śpią a ja mam czas dla siebie.
Dzisiaj dzień pod tytułem "dzieciarnia rządzi mieszkaniem" czyli wizyta koleżanki Kamili z synkiem Filipem.Ot się działo.Zabawki w całym domu,pod szafkami, łóżkami w różnych dziwacznych miejscach.Melo cała szczęśliwa i nawet nie marudziła mimo tego ,że były to jej godziny przeznaczone na drzemke. Ale tylko Filip z mamą wyszli z domu a moja córa w ryk i jakby już umiała to by wołała "mamo , mleko i kładź mnie spać" .Tak więc zrobiłam. Pospała 1,5 godzinki. Ja w tym czasie ogarnęłam pole bitwy i szybko do laptopa szukać dalej informacji o zakładaniu bloga :) Poźniej standardowo obiad po drzemce i znów pole bitwy tym razem w wykonaniu jednego żołnierza.A w ruch poszła moja szuflada z bielizną i mieszkanie wyglądało jak po najlepszym seksie.Wszędzie biustonosze,stringi i inne tam.... galoty.
Pociecha ostatnimi czasy marudząca lekko ponieważ znów pojawiają się "potwory buziowe" czyt.zęby a mianowicie dwie górne dwójki idące łeb w łeb jednocześnie. O tyle dobrze,że nocki przesypia i to mi wystarcza a w dzień niech robi co chce.
ok. na dziś mi wystarczy pisania bo musiałabym sobie w oczy wstawić zapałki żeby podtrzymać powieki.Śpiąco się zrobiło a i pogoda za oknem nastraja tylko do spania.Deszcz.chłodno no jakoś to do mnie nie przemawia
Ledwo już na oczy widzę po całym dniu wojowania ale jeszcze znajdę odrobinkę czasu na relaks przed laptopem. Melo moje jak i mąż już smacznie śpią a ja mam czas dla siebie.
Dzisiaj dzień pod tytułem "dzieciarnia rządzi mieszkaniem" czyli wizyta koleżanki Kamili z synkiem Filipem.Ot się działo.Zabawki w całym domu,pod szafkami, łóżkami w różnych dziwacznych miejscach.Melo cała szczęśliwa i nawet nie marudziła mimo tego ,że były to jej godziny przeznaczone na drzemke. Ale tylko Filip z mamą wyszli z domu a moja córa w ryk i jakby już umiała to by wołała "mamo , mleko i kładź mnie spać" .Tak więc zrobiłam. Pospała 1,5 godzinki. Ja w tym czasie ogarnęłam pole bitwy i szybko do laptopa szukać dalej informacji o zakładaniu bloga :) Poźniej standardowo obiad po drzemce i znów pole bitwy tym razem w wykonaniu jednego żołnierza.A w ruch poszła moja szuflada z bielizną i mieszkanie wyglądało jak po najlepszym seksie.Wszędzie biustonosze,stringi i inne tam.... galoty.
Pociecha ostatnimi czasy marudząca lekko ponieważ znów pojawiają się "potwory buziowe" czyt.zęby a mianowicie dwie górne dwójki idące łeb w łeb jednocześnie. O tyle dobrze,że nocki przesypia i to mi wystarcza a w dzień niech robi co chce.
ok. na dziś mi wystarczy pisania bo musiałabym sobie w oczy wstawić zapałki żeby podtrzymać powieki.Śpiąco się zrobiło a i pogoda za oknem nastraja tylko do spania.Deszcz.chłodno no jakoś to do mnie nie przemawia
Subskrybuj:
Posty (Atom)