i zaczęło się... Do swoich zadań bycia mamą,żoną etc. dodałam bycie blogerką.Narazie poznaję ten wirtualny światek ale póki co podoba mi się.Jak byłam mała a może inaczej- jak byłam młodsza :P lubiłam pisać pamiętniki więc taka elektroniczna ich forma też będzie myślę ciekawą przygodą.
Ledwo już na oczy widzę po całym dniu wojowania ale jeszcze znajdę odrobinkę czasu na relaks przed laptopem. Melo moje jak i mąż już smacznie śpią a ja mam czas dla siebie.
Dzisiaj dzień pod tytułem "dzieciarnia rządzi mieszkaniem" czyli wizyta koleżanki Kamili z synkiem Filipem.Ot się działo.Zabawki w całym domu,pod szafkami, łóżkami w różnych dziwacznych miejscach.Melo cała szczęśliwa i nawet nie marudziła mimo tego ,że były to jej godziny przeznaczone na drzemke. Ale tylko Filip z mamą wyszli z domu a moja córa w ryk i jakby już umiała to by wołała "mamo , mleko i kładź mnie spać" .Tak więc zrobiłam. Pospała 1,5 godzinki. Ja w tym czasie ogarnęłam pole bitwy i szybko do laptopa szukać dalej informacji o zakładaniu bloga :) Poźniej standardowo obiad po drzemce i znów pole bitwy tym razem w wykonaniu jednego żołnierza.A w ruch poszła moja szuflada z bielizną i mieszkanie wyglądało jak po najlepszym seksie.Wszędzie biustonosze,stringi i inne tam.... galoty.
Pociecha ostatnimi czasy marudząca lekko ponieważ znów pojawiają się "potwory buziowe" czyt.zęby a mianowicie dwie górne dwójki idące łeb w łeb jednocześnie. O tyle dobrze,że nocki przesypia i to mi wystarcza a w dzień niech robi co chce.
ok. na dziś mi wystarczy pisania bo musiałabym sobie w oczy wstawić zapałki żeby podtrzymać powieki.Śpiąco się zrobiło a i pogoda za oknem nastraja tylko do spania.Deszcz.chłodno no jakoś to do mnie nie przemawia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz