Przez nasze choróbska ostatnio zaniedbałyśmy rytuał wychodzenia na spacery ale wczoraj wybrałyśmy się na dwór dwa razy.Ogólnie przeważnie spacery Melkowe odbywały się w wózku.Poza nim tylko gdzieś gdzie nie ma ulic bo Mel to soba uciekająca matce więc dla świętego spokoju matki dziecię siedziało w wózku.A że wczoraj pogoda dopisała i Mel widziała dzieci biegające,huśtające się to matka Mel z wózka wyciągnęła.Na początku faktycznie trochę uciekała na moje słowa "mama idzie,papa" ona z wdziękiem i uroczą miną też pomachała,mówiąc papa i dalej swoje.Po dłuższej chwili biegania stwierdziłam ,że czas do domu.Wiedziałam,że próba włożenia rozbieganego dziecka do wózka zakończy się marudzeniem,Chcąc tego uniknąć podeszłam do Meli i mówię ,że "teraz idziemy do domku trzymając się za ręke".I ku mojemu zdziwieniu dziecko bez protestów matke za łapke i dawaj do domu i tak całą drogę a musze dodać ,że blisko nie było.Po południu drugi spacer i też zakończony sukcesem bo też caaaaałą drogę za ręke.Kochana moja Mel.A jaka to przyjemność iść sobie tak razem,Mel jaka zadowolona a i matka dumna ,że ma już taką fajną córe :)
Z nowych słów umiemy:
alo - czyt.halo
oam - kocham
babam - banan
bam - piłka
:D
czwartek, 22 września 2011
wtorek, 20 września 2011
poniedziałek, 19 września 2011
Choróbsko przechodzi,przechodzi na matke :/
No właśnie przeszło ale na matke :/ Boże jak ja nienawidze chorować.Ludzieee.Na szczęście Franka trochę lepiej w zasadzie dużo lepiej.Miała tylko problemy z zaśnięciem wieczorem.Ale jak brałam na ręce to moment zasypiała,w pozycji pionowej lepiej jej się chyba oddychało.Ale zasnęła w końcu ładnie i spała do rana.Za to ja dzisiaj z katarem i kichaniem chodze.Mam nadzieje,że szybko przejdzie.Nosa z domu nie wystawiam dzisiaj.Odwołałam zajęcia France bo nie można na nie chodzić jak dziecko przeziębione. I koniecznie rosół dzisiaj sobie zrobie i oby postawił mnie na nogi...
niedziela, 18 września 2011
Choróbsko :/
echh dopadło nas jesienne choróbsko.Ja już w tygodniu jakaś złamana chodziłam ale niezawodna polopiryna na noc ,wit.C,wełniane skarpetki :) i pomogło .Natomiast Mel .... no Mel chorutka od wczoraj.Katar leje się strumieniami,kicha,prycha,pokasłuje :( W nocy się obudziła,przytaszczyłam ją do nas to przez dwie godziny zasnąć nie chciała.I w sumie raczej nie przez chorobę tylko bardziej zainteresowało ją to ,że jest u starych na łóżku :) poźniej pospała jakieś dwie godziny i pobudka ok.6.00.Tylko tak się zastanawiam czy to nie czasem jakiś kolejny ząb.Jak ją pytam gdzie ją boli to pokazuje na usta.I ma takie chwile ,że bawi się bawi i nagle ryk jakby coś ją zabolało.Poczekam do wtorku , jak nie minie to pójdziemy do lekarza niech obejrzy gardło.A póki co walczymy ze sprayem do noska,fridą,kropelkami itd.itd.zobaczymy...
czwartek, 15 września 2011
U nas po staremu.Z nowości to to ,że zakupiłam Meli nocnik z pozytywką i za cholerę nie chce na niego sikać.Póki co nocnik służy do wożenia w nim zająca. Mel go poprawia ,układa mu uszy,jak zając się "zmęczy" to podkłada mu pod pyszczek bidon co by nie umarł z pragnienia.A ona sama lata z gołym tyłkiem po domu i sika jak psinka , jak szczeniaczek gdzie popadnie.Patrzyłam na zegarek żeby obliczyć co ile minut siku robi jak już zbliżał się czas wypróżniania to następowała blokada pęcherza albo siśki wylatywały na widok nocnika przed ceremonią siuśkową.Także narazie i nadal mamy problem nocnikowy.Ale cóż na wszystko przyjdzie czas.Ważne żeby próbować.
U mnie leci....czas jak opętany... niby nie pracuję,jestem z dzieckiem w domu a ciągle doba za krótka.Powoli ogarniam szkolne tematy czyt.praktyki i niedługo wreszcie będzie można je zdać. Niedługo też na nowo zaczynają się weekendowe zjazdy na uczelni.Z jednej strony się ciesze bo zobacze znów moje śmieszne gęby do plotkowania :D a z drugiej strony na samą myśl pisania jakiś bzdurnych referatów,nerwów ach i licencjat słabo mi się robi :P Ale więcej jest tych pozytywnych myśli na temat zjazdów.
Dzisiaj wpadłam na pomysł zapisania się na zajęcia fitness.Trzeba ruszyć dupsko a i odskocznia zawsze jakaś.Mam niedaleko domu fajny klub z ciekawymi zajęciami więc może uda się na coś zapisać.Zaproponowałam też kumpeli bo samej to jakoś tak niefajnie i będziemy się razem wyszczuplać :P
Na dzisiaj to tyle , pewnie jeszcze coś bym popisała ale padam na twarz i kłade się spać.....
U mnie leci....czas jak opętany... niby nie pracuję,jestem z dzieckiem w domu a ciągle doba za krótka.Powoli ogarniam szkolne tematy czyt.praktyki i niedługo wreszcie będzie można je zdać. Niedługo też na nowo zaczynają się weekendowe zjazdy na uczelni.Z jednej strony się ciesze bo zobacze znów moje śmieszne gęby do plotkowania :D a z drugiej strony na samą myśl pisania jakiś bzdurnych referatów,nerwów ach i licencjat słabo mi się robi :P Ale więcej jest tych pozytywnych myśli na temat zjazdów.
Dzisiaj wpadłam na pomysł zapisania się na zajęcia fitness.Trzeba ruszyć dupsko a i odskocznia zawsze jakaś.Mam niedaleko domu fajny klub z ciekawymi zajęciami więc może uda się na coś zapisać.Zaproponowałam też kumpeli bo samej to jakoś tak niefajnie i będziemy się razem wyszczuplać :P
Na dzisiaj to tyle , pewnie jeszcze coś bym popisała ale padam na twarz i kłade się spać.....
sobota, 10 września 2011
o co chodzi??
Dopadło nas chyba prawo serii.No to co się dzieje ostatnio u nas w domu przechodzi ludzkie pojęcie!!!!!!
Jakiś czas temu pralka przestała wirować.tzn.raz wiruje a innym razem musze wszystko wykręcać ręcznie.Po fachowca dzwonimy w poniedziałek.To jedna sprawa.Druga rzecz która ostatnio odmówiła współpracy to odkurzacz.Nie wiadomo dlaczego ale tak sobie ooo z nudów ,przestał działać i miał w d... to ,że syf total w domu zrobi się momentalnie.Okazało się ,że naprawa będzie prawie tyle samo kosztowała co nowy odkurzacz tak więc dzisiaj został zakupiony nowy potwór do naszego domostwa.We wtorek skradziono nam radio z samochodu.A mówiłam do mężuli "wyciągaj panel bo szkoda szyby jak się włamią" .Szyba nie została zbita ale z radiem walka musiała być ostra bo zostało tak jakby wycięte.To co jeszcze zostało skradzione to perfumy mego męża i guma do żucia .Tej gumy do żucia to pozwólcie nie skomentuje.Ale dzisiejszy dzień przebił wszystko.Siedzę sobie przy laptopie a nagle ciemność widzę,ekran zgasł i nie szło tego dziadostwa uruchomić.Wku.....m się niemiłosiernie bo nienawidzę jak coś mi się spuje to raz a dwa ,że za dużo mam fajnych rzeczy w komputerze ,żeby nagle to stracić.Po pierwsze zdjęcia mego dziecka których jest masaaaaaaa,dokumenty szkolne,dokumenty jak to nazywamy "pracownicze" czyt.cv,listy motywacyjne takie tam bzdety i masaaaaa plików z inspiracjami wnętrzarskimi,książki kucharskie o Boże co tu dużo pisać same ważne dla mnie rzeczy.No tak się wściekłam ,bluzgałam jak leci.Wyzwałam laptopa od najgorszych suk (?????).Wezwany został kolega informatyk coś tam pogrzebał i włączył .......i działa.Ale powiedział ,żebyśmy na wszelki wypadek zgrali wszystko na dodatkowy dysk albo chociaż na płyty.Nie wiem co miał na myśli mówiąc w razie czego .Ale jutro zakupie płyty i wszystko będe zgrywać.Tak jakbym miała szczególnie na to czas.Aktualnie walczę z konspektami z praktyk także dodatkowa robota mi nie potrzebna ale co zrobić.Aleeeeee to jest NIC!!!!! Mąż przychodzi do domu i mówi ,że auto odmówiło posłuszeństwa i kolega informatyk go podholował pod dom. Po tym wszystkim wybraliśmy się do centrum handlowego na już jesienno-zimowe zakupy tak trochę na poprawę humory chyba... Mam nadzieję ,że to już wszystko co się miało zepsuć bo już więcej nie zniese :) i o co tu chodzi??
Jakiś czas temu pralka przestała wirować.tzn.raz wiruje a innym razem musze wszystko wykręcać ręcznie.Po fachowca dzwonimy w poniedziałek.To jedna sprawa.Druga rzecz która ostatnio odmówiła współpracy to odkurzacz.Nie wiadomo dlaczego ale tak sobie ooo z nudów ,przestał działać i miał w d... to ,że syf total w domu zrobi się momentalnie.Okazało się ,że naprawa będzie prawie tyle samo kosztowała co nowy odkurzacz tak więc dzisiaj został zakupiony nowy potwór do naszego domostwa.We wtorek skradziono nam radio z samochodu.A mówiłam do mężuli "wyciągaj panel bo szkoda szyby jak się włamią" .Szyba nie została zbita ale z radiem walka musiała być ostra bo zostało tak jakby wycięte.To co jeszcze zostało skradzione to perfumy mego męża i guma do żucia .Tej gumy do żucia to pozwólcie nie skomentuje.Ale dzisiejszy dzień przebił wszystko.Siedzę sobie przy laptopie a nagle ciemność widzę,ekran zgasł i nie szło tego dziadostwa uruchomić.Wku.....m się niemiłosiernie bo nienawidzę jak coś mi się spuje to raz a dwa ,że za dużo mam fajnych rzeczy w komputerze ,żeby nagle to stracić.Po pierwsze zdjęcia mego dziecka których jest masaaaaaaa,dokumenty szkolne,dokumenty jak to nazywamy "pracownicze" czyt.cv,listy motywacyjne takie tam bzdety i masaaaaa plików z inspiracjami wnętrzarskimi,książki kucharskie o Boże co tu dużo pisać same ważne dla mnie rzeczy.No tak się wściekłam ,bluzgałam jak leci.Wyzwałam laptopa od najgorszych suk (?????).Wezwany został kolega informatyk coś tam pogrzebał i włączył .......i działa.Ale powiedział ,żebyśmy na wszelki wypadek zgrali wszystko na dodatkowy dysk albo chociaż na płyty.Nie wiem co miał na myśli mówiąc w razie czego .Ale jutro zakupie płyty i wszystko będe zgrywać.Tak jakbym miała szczególnie na to czas.Aktualnie walczę z konspektami z praktyk także dodatkowa robota mi nie potrzebna ale co zrobić.Aleeeeee to jest NIC!!!!! Mąż przychodzi do domu i mówi ,że auto odmówiło posłuszeństwa i kolega informatyk go podholował pod dom. Po tym wszystkim wybraliśmy się do centrum handlowego na już jesienno-zimowe zakupy tak trochę na poprawę humory chyba... Mam nadzieję ,że to już wszystko co się miało zepsuć bo już więcej nie zniese :) i o co tu chodzi??
środa, 7 września 2011
po przerwie...
Nareszcie mogę pisać bez wyrzutów sumienia.Mam więcej czasu wolnego bo do wczoraj każde spanie Mel oznaczało dla mnie ślęczenie nad prawem karnym...tiaaa jak się egzaminu nie zaliczyło w terminie to później trzeba się stresować poprawkami wrześniowymi.Dzięki Bogu egz.zaliczony i oczywiście tak jak zawsze to bywa nie trzeba było się tak denerwować.Egzamin odbył się u innej osoby a nie u wykładowcy.Podane zostały pytania i pisemnie każdy miał odpowiedzieć.Zostaliśmy (poprawkowicze) sami na auli więc nie muszę pisać co się działo - jedno wielkie spisywanie z notatek :P .Ale odetchnęłam z ulgą bo teraz już tylko załatwienie praktyk i witaj na czysto szósty semestrze :D Tyle u mnie :)
Co u Melona? A u Mel wszystko dobrze.Dzisiaj już o 9:00 byłysmy w ośrodku bo miałyśmy pierwsze zajęcia grupowe które odbywają się razem z rodzicami.I to spotkanie nie należało do zabardzo udanych.dzieciaki, a było ich czworo niezabardzo odnalazły się w grupie.Każde chodziło w swoją stronę i robiło co chciało.Bywały momenty ,że dały się zaciągnąć pod kolorową chustę,ciągały się na ręcznikach,śpiewaliśmy piosenki i klaskaliśmy.Trochę przypominało to spotkanie AA.Na których nigdy nie byłam :) ale z tego co się orientuję powitanie odbywa się podobnie tylko bez śpiewania .Ale w rytm piosenki "Panie Janie..." dzieci z rodzicami mają śpiewać "Witaj Amelko,witaj Amelko jak się masz,jak się masz?Pięknie Cię witamy,bardzo Cię kochamy bądź wśród nas ,bądź wśród nas" i tak śpiewa cała grupa i kiwamy się na boczki i machamy łapkami.Komedia :P
Co jeszcze?
Miśka od jakiegoś tygodnia w końcu trzyma sama kubek z mlekiem.Zawsze przed spaniem ja jej ten kubek musiałam podtrzymywać i przechylać aż wypije.A teraz kładzie się ,bierze kubek i siorbie do dna.Zuch baba :) Aaaa i jeszcze najlepsza pora dnia?? To oczywiście moment kiedy moje dziecie po mleku ,leży w łóżku , ja gaszę jej światło,wychodze i przymykam drzwi ale od niedawna Mel na dobranoc,spod kołderki mówi nam "papa" i teraz nie jest to najlepsza pora dnia ale NAJSŁODSZA bo czyż nie jest słodkie słyszeć takie miluchne "papa" a ja dodaję "kocham Cię Melutka" :)
Oczywiście "papa" mówiła już dawno ale nie tak świadomie na dobranoc :)
A teraz może kilka zdjęć.
Mieszkamy nad morzem ale pogoda w tym roku i dużo obowiązków sprawiły,że Mel tego lata była pierwszy raz na plaży.Ileż to radości dla takiego malucha.Pełno piachu,woda od której ciężko dziecko oderwać.Zabierana na piasek wracała do morza.Temperatura wody dopisała i można było troszkę pochodzić gołymi stopami a Melonka jakby nie czaiła o co chodzi chciała wchodzić dalej i głębiej.Ma to chyba po matce która wody się nie boi i też może się kąpać w morzu godzinami :) popluskała się, w piachu pogrzebała i tak wykorzystaliśmy poranek w niedzielę.A po południu wybraliśmy się......
Co u Melona? A u Mel wszystko dobrze.Dzisiaj już o 9:00 byłysmy w ośrodku bo miałyśmy pierwsze zajęcia grupowe które odbywają się razem z rodzicami.I to spotkanie nie należało do zabardzo udanych.dzieciaki, a było ich czworo niezabardzo odnalazły się w grupie.Każde chodziło w swoją stronę i robiło co chciało.Bywały momenty ,że dały się zaciągnąć pod kolorową chustę,ciągały się na ręcznikach,śpiewaliśmy piosenki i klaskaliśmy.Trochę przypominało to spotkanie AA.Na których nigdy nie byłam :) ale z tego co się orientuję powitanie odbywa się podobnie tylko bez śpiewania .Ale w rytm piosenki "Panie Janie..." dzieci z rodzicami mają śpiewać "Witaj Amelko,witaj Amelko jak się masz,jak się masz?Pięknie Cię witamy,bardzo Cię kochamy bądź wśród nas ,bądź wśród nas" i tak śpiewa cała grupa i kiwamy się na boczki i machamy łapkami.Komedia :P
Co jeszcze?
Miśka od jakiegoś tygodnia w końcu trzyma sama kubek z mlekiem.Zawsze przed spaniem ja jej ten kubek musiałam podtrzymywać i przechylać aż wypije.A teraz kładzie się ,bierze kubek i siorbie do dna.Zuch baba :) Aaaa i jeszcze najlepsza pora dnia?? To oczywiście moment kiedy moje dziecie po mleku ,leży w łóżku , ja gaszę jej światło,wychodze i przymykam drzwi ale od niedawna Mel na dobranoc,spod kołderki mówi nam "papa" i teraz nie jest to najlepsza pora dnia ale NAJSŁODSZA bo czyż nie jest słodkie słyszeć takie miluchne "papa" a ja dodaję "kocham Cię Melutka" :)
Oczywiście "papa" mówiła już dawno ale nie tak świadomie na dobranoc :)
A teraz może kilka zdjęć.
Mieszkamy nad morzem ale pogoda w tym roku i dużo obowiązków sprawiły,że Mel tego lata była pierwszy raz na plaży.Ileż to radości dla takiego malucha.Pełno piachu,woda od której ciężko dziecko oderwać.Zabierana na piasek wracała do morza.Temperatura wody dopisała i można było troszkę pochodzić gołymi stopami a Melonka jakby nie czaiła o co chodzi chciała wchodzić dalej i głębiej.Ma to chyba po matce która wody się nie boi i też może się kąpać w morzu godzinami :) popluskała się, w piachu pogrzebała i tak wykorzystaliśmy poranek w niedzielę.A po południu wybraliśmy się......
...heh można by rzec ,że na łąkę, pole czy co tam kto chce jeszcze....ale w tym miejscu w tych chaszczach będzie stał nasz dom.
czwartek, 1 września 2011
kici kici kotku :)
Co prawda Milucha nie mówi na widok kotka kici kici ALE jej słodkie miauuuu miauuuu powoduje uśmiech na naszych twarzach.Tak więc kolejne zdjęcia z serii "Mel na wsi" , dzisiejsza sesja pod tytułem:
"Ale Kotku nie uciekaj ja chcę cię tylko wytarmosić za uszy i pociągnąć za ogonek , chodź do mnie koteczku".
"Ale Kotku nie uciekaj ja chcę cię tylko wytarmosić za uszy i pociągnąć za ogonek , chodź do mnie koteczku".
Nie no nie jest tak źle,Amelka ładnie robi kotkowi cacy i gania za nim po ogrodzie u prababci :)
Acha zdjęcia nie z dzisiaj tylko z weekendu oczywiście bo pogoda u nas jesienna a wręcz wczesno zimowa brrrr.Pada,wieje i żółte liście się u nas pojawiają pod drzewami.Z chęcią człowiek by zapadł w zimowy sen żeby obudzić się na wiosnę echhh
Co najbardziej przeraża moje dziecko??
Miluśka już od dłuższego czasu nie je zupek w postaci papek tylko już je z znami normalne zupy z kawałkami ziemniaka,marchewy,mięcha itd. przyprawione tak jak dla nas.Ale naszła mnie ostatnio ochota żeby zrobioną zupę ogórkową lekko zmiksować i nie na maź tylko tak dosłownie ciutke że jeszcze pewne kawałki zostały zachowane.Kiedy tylko wyciągnęłam karton z robotem kuchennym i blenderem potrzebnym do miksowania moje dziecko wpadło w taki płacz ,że ciężko było to opanować.Przytuliłam ,pogadałam.Wyciągnęłam ustrojstwo ale krzyk i przerażenie w oczach dziecka jeszcze większe.Więc wzięłam ją na kolana i razem z nią miksowałam wlaną zupę.Prawie ,że uciekała z kolan.Już kiedyś jak z mężulem robiliśmy sobie shake'a bananowego to jakoś Mel nie była zbytnio szczęśliwa.Chodzi o hałas.Moje dziecko nie cierpi hałasów.Jak u sąsiada były remonty to też uciekała do mnie i darła się ile sił w małych płuckach. Zrobiłam szybko zdjęcie naszego kartonu (żeby jej pokzać kiedyś czego się bała jak była mała :) ) i schowałam sprzęt,dopiero wtedy się uspokoiła.
Na szczęście zupy zjadła dużo jak nigdy :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)


