Od samego rana matula wstała z bólem głowy..czyżby już kac??Nie, to nie ten dzień przecie.Zażyła Dwie tabletki..Nie! Nie 2KC! Nogi wymoczyła we wrzątku ,ale nie ku zabiegom pielęgnacyjnym co by nogi zrelaksować przed wielką imprezą.NIEEEE!!!
Litry płynu już wypiła z cytrynką,ale nie! To nie drink z palemką.
NIEEEE!!!
Bo matke dopadło przeziębienie.Więc tabletki to gripex, moczenie nóg żeby się choróbska pozbyć a płyn to herbatka z cytryną.I siedzi taka zamulona ,potargana, beż życia kobiecina w grubych skarpetach antyseksownych i w gruncie rzeczy cieszy się ,że nie miała w planach tego balu bo by ją szlag jasny trafił jakby taka w stanie chorobowym miała iść za zapłacony bal ten właśnie.
Sylwester u Psióły :) (Macham stąd do Ciebie Katarzynko :))) ) nie wypalił bo się też towarzystwo pochorowało.
Z rana poleciałam do sklepu żeby jeszcze lodówkę zaopatrzyć w najpotrzebniejsze rzeczy.
I tak spędzimy sobie ten wieczór w domu.Będą kotleciki z kurczaka w sosie śmietanowym, szaszłyki, pomidory z mozzarellą,tatar,karkówka a dla dziecięcia parówka :) lubimy tak a co! :) a później będziemy to wszystko męczyć przez kilka dni.Co tam.
Sąsiad z góry już też się na bal szykuje i się wczuwa na swój bal bo muzyke puszcza na całego.
Na klatce pachnie bigosem...
Pogoda niesprzyjająca dla tych bawiących się przed ratuszami ale ważne,że jest bal.
Więc cieszmy się na ten Nowy Rok.I życzmy sobie...no właśnie...no czego?No właśnie może zdrowia tego.Bo bez zdrowia to jakby kiepsko.I wszystko bierze w łeb!
A ja idę machnąć oko,lakier na paznokcie chlapnę żeby na tym balu dzisiaj nie dziadować.
NAJLEPSZEGO!!! :D
poniedziałek, 31 grudnia 2012
piątek, 28 grudnia 2012
Milusiński mój Wykańczacz
Tak patrzę na tę choinkę naszą i światełka co na niej tak migają a za chwilę patrzę w okno.I tak mi ten obraz do siebie nie pasuje.Tu choinka a za oknem piękne słońce,trawa zielona. WTF??
Parówki wciągnięte bo przecież Młodzieżówa nic innego na śniadanie nie tknie.W Dzień Dobry TVN puścili "Ona tańczy dla mnie" , ponoć hicior, dla mnie Disco Polo po prostu.Mała szaleje,tańczy.Ma się ten gust heh nie ma co.
Prezenty od Mikołaja dla Meli sprawdzają się już kolejny dzień. Siedzi,dłubie (nie w nosie), układa,włączą,przełącza.Nie ma jej.
Za to w nocy co jej się odmieniło.Idzie spać tak o 20stej.Ale budzi się z dwa razy a o 4.00 woła "Mamuniu dzie jesteś???????Mamuniu bojem sięęęęęę"
Trzeba się doczłapać do niej do pokoju,poprzeklinać w duchu po drodze że "czego znów" i usłyszeć "Mamuniu kakaooooo"
No to się nazywa życie , taka to pożyje.Obudzi się , ciepłe kakałko dostanie,przykryją ją,pogadają i znów zapadnie w głęboki sen.A ja się będę z boku na bok przewracać do 6.00 żeby o 7.00 usłyszeć budzik Małża!! I spojrzeć obok na słodką śpiącą istotę.Bo przecież istota już o 4.00 stwierdza,że ona u siebie spać już nie może i się drze "Mamuniu nie ściem tu spaććććć!!!" i taszczy ją matka lub ojciec do łóżka ich wspólnego.Sam czort nie przyjdzie,bo się boi jakby miała trzy piętra do zejścia a tu tylko przedpokój nas dzieli.A rano budzi się,uśmiecha, czasami podejrzewam,że myśli sobie "no to matka wstawaj,zaczynamy nowy dzień,pomęczę cię trochę żebyś nudno nie miała".I woła "Mamuniuuuu wstawamyyyyyy,nie jest noc" .Swoją drogą,dobre to na budzik.
Wesołe życie matki , wesołe.I się matula faktycznie nie nudzi,oj nie.Rozrywka pełną gębą,przez cały dzień.Byle do środy bo wtedy wracamy do przedszkola :P
Parówki wciągnięte bo przecież Młodzieżówa nic innego na śniadanie nie tknie.W Dzień Dobry TVN puścili "Ona tańczy dla mnie" , ponoć hicior, dla mnie Disco Polo po prostu.Mała szaleje,tańczy.Ma się ten gust heh nie ma co.
Prezenty od Mikołaja dla Meli sprawdzają się już kolejny dzień. Siedzi,dłubie (nie w nosie), układa,włączą,przełącza.Nie ma jej.
Za to w nocy co jej się odmieniło.Idzie spać tak o 20stej.Ale budzi się z dwa razy a o 4.00 woła "Mamuniu dzie jesteś???????Mamuniu bojem sięęęęęę"
Trzeba się doczłapać do niej do pokoju,poprzeklinać w duchu po drodze że "czego znów" i usłyszeć "Mamuniu kakaooooo"
No to się nazywa życie , taka to pożyje.Obudzi się , ciepłe kakałko dostanie,przykryją ją,pogadają i znów zapadnie w głęboki sen.A ja się będę z boku na bok przewracać do 6.00 żeby o 7.00 usłyszeć budzik Małża!! I spojrzeć obok na słodką śpiącą istotę.Bo przecież istota już o 4.00 stwierdza,że ona u siebie spać już nie może i się drze "Mamuniu nie ściem tu spaććććć!!!" i taszczy ją matka lub ojciec do łóżka ich wspólnego.Sam czort nie przyjdzie,bo się boi jakby miała trzy piętra do zejścia a tu tylko przedpokój nas dzieli.A rano budzi się,uśmiecha, czasami podejrzewam,że myśli sobie "no to matka wstawaj,zaczynamy nowy dzień,pomęczę cię trochę żebyś nudno nie miała".I woła "Mamuniuuuu wstawamyyyyyy,nie jest noc" .Swoją drogą,dobre to na budzik.
Wesołe życie matki , wesołe.I się matula faktycznie nie nudzi,oj nie.Rozrywka pełną gębą,przez cały dzień.Byle do środy bo wtedy wracamy do przedszkola :P
wtorek, 25 grudnia 2012
Święta, święta i po...
I tak jakby już prawie po.Jeszcze jutro i cały szał mija.I ta pogoda iście jesienna??
Porażka.
Dziecko me między innymi sanki dostało.Dobre hę?Będą na przyszły rok chyba.
Ja z okropnym bólem gardła cały czas,nic się nie zmienia.Dwa dni temu tak bolało wieczorem,że aż się poryczałam z tego bólu.Tak,tak gardło może aż tak boleć :/
I jakiś ogromny siniak mi się na stopie zrobił.Taki jakby krwiak podskórny.Nie wiem skąd.Uderzenia żadnego nie pamiętam...
Ogólnie to dobry to był czas.Choinka stoi,żywa,pachnie,lampki śmigają.Nowe.Jedne już były.Wytrzymały pół dnia na drugi dzień rano kaput.Świeczki zapachowe się palą.Jedzenia w lodówce jak dla pułku.Kto to zje??Bo przecież mnie gardło boli to ledwo co śline przełykam.Jest ok.Książki czekają.
Acha, zastanawiam się nad zmianą nazwy bloga.I nic a nic mi do głowy nie przychodzi.
Plan był taki żeby pisać tylko o Niej ale tak mi się spodobało,tak się wkręciłam i tak polubiłam wywnętrzanie się,że to "Amelkowo" mi teraz ...no nie leży....
I może ktoś wie czy tak sobie można zmienić tytuł bloga i już?? Ja tam się nie znam...więc wole zapytać :)
Porażka.
Dziecko me między innymi sanki dostało.Dobre hę?Będą na przyszły rok chyba.
Ja z okropnym bólem gardła cały czas,nic się nie zmienia.Dwa dni temu tak bolało wieczorem,że aż się poryczałam z tego bólu.Tak,tak gardło może aż tak boleć :/
I jakiś ogromny siniak mi się na stopie zrobił.Taki jakby krwiak podskórny.Nie wiem skąd.Uderzenia żadnego nie pamiętam...
Ogólnie to dobry to był czas.Choinka stoi,żywa,pachnie,lampki śmigają.Nowe.Jedne już były.Wytrzymały pół dnia na drugi dzień rano kaput.Świeczki zapachowe się palą.Jedzenia w lodówce jak dla pułku.Kto to zje??Bo przecież mnie gardło boli to ledwo co śline przełykam.Jest ok.Książki czekają.
Acha, zastanawiam się nad zmianą nazwy bloga.I nic a nic mi do głowy nie przychodzi.
Plan był taki żeby pisać tylko o Niej ale tak mi się spodobało,tak się wkręciłam i tak polubiłam wywnętrzanie się,że to "Amelkowo" mi teraz ...no nie leży....
I może ktoś wie czy tak sobie można zmienić tytuł bloga i już?? Ja tam się nie znam...więc wole zapytać :)
niedziela, 23 grudnia 2012
Święta,święta
Wszystkim czytającym mojego bloga chciałabym życzyć
Świąt spokojnych, radosnych, spędzonych wśród najbliższych.
Niech to będzie dobry czas :)
Wszystkiego Naj!
piątek, 21 grudnia 2012
Gorączka
Przedświąteczna.Jeszcze nic nie mam.W sensie prezentów,choinki.Nawet porządku w domu nie mam. Tzn. łazienke musze zrobić i wsio.Wszystko zostawione na jutro.Choinka na jutro i latanie za prezentami.Wyruszam już o 9.00 więc może nie będzie tragedii.Kilka sklepów i do domu.Lista nie ma końca.Jak zwykle.A w tym roku to już całkiem poległam logistycznie bo z małą w domu jestem bo chora przecież i nigdzie się ruszyć nie można.Jedyne co załatwiałam to wizyty u lekarza.
Co roku obiecuję sobie,że prezenty zrobię hm.. w listopadzie??Ale wtedy nigdy nie ma do tego głowy.I może właśnie w tej przedświątecznej gorączce wpadają mi najlepsze pomysły??Bo pomysły mam i jutro zamierzam je wszystkie zrealizować.Więc w pełnej gotowości wstanę jutro rano i wyruszę na podbój sklepów wśród tych wszystkich spóźnialskich,zamotanych ludzi takich samych zamotanych jak ja oczywiście.I będę się pewnie śmiać sama do siebie ba!z siebie się śmiać będe i wściekać się będe, że gorąco,że tłoczno,że duszno,że dosyć.I wrócę i na twarz padnę i pakować zacznę.Co by potem sobie zasiąść i książke poczytać ze spokojną już głową.
Nastawiam się jakby to miało być nie wiadomo co i może jednak nie będzie tak źle heh :) Sama sobie życzę na jutro powodzenia !!! :)
A dla umilenia ogarniania mieszkania i kurczącego się czasu załączę sobie nutę nieśmiertelną i pewnie znienawidzoną już przez wielu ale co tam.Niech poleci jeszcze raz!!
Jak tak tego słucham to śmiać mi się chce i bym sobie rzekła
- A TERAZ WSZYSCY RAZEM !!
"Last Christmas
I gave you my heart ...."
itd.itd.
Udziela mi się chyba już , udziela....
środa, 19 grudnia 2012
Testujemy
Czas leci a ja kompletnie zapomniałam,że jakiś czas temu zostałyśmy z Amelką poproszone o przetestowanie kreatywnych książeczek dla dzieci.Zgodziłam się bo dlaczegóż by nie.Po kilku dniach dostałyśmy sporą pakę z dość ciekawą zawartością.Były 3 kolorowanki , 3 komplety karteczek,naklejki.Wszystko kolorowe,przyciągające wzrok.Idea kolorowanek wg mnie ciekawa.Jedna z nich to kolorowanie zwierzaków a dwie pozostałe to projektowanie ubranek i wymyślanie fryzów i ogólnie twarzy.Pomysł ciekawy.Ileż można znosić kolorowanki ze zwierzakami,księżniczkami itp.A tutaj lekki zarys ciała albo głowy a resztę trzeba wymyślać samemu.
Jeśli chodzi o Melowe zainteresowanie to hm... ona generalnie mazać mazakami i kredkami lubi.Właśnie,MAZAĆ.Nie wiem jeszcze przecież jeszcze ,że trzeba do kreski malować a nie za linie a co dopiero mówić o wymyślaniu sukienki czy fryzury.Ale próbowałyśmy.Opowiadałyśmy sobie,że teraz włosy,sukienka,oko,usta i jakoś poszło.Bardziej spodobało się mnie niż jej ponieważ jak byłam młodsza to uwielbiałam szkicować sukienki,twarze i tego typu rzeczy.Więc teraz sobie też trochę pomachałam.Myślę,że nie jest to głupia sprawa te książeczki ale jednak dla starszych dziewczynek.Mogłabym je dać do testowania mojej 9-letniej siostrze ale ona bardziej z tych ścisłych umysłów więc rysowanie ,malowanie,lepienie i co tam jeszcze można wymyślać to dla niej nuda bo woli rozwiązywać zadania matematyczne ;)
Mimo ,że Meluśka jest zbyt mała na tego typu atrakcje to dziękujemy ,że miałyśmy możliwość zobaczenia czegoś innego niż tylko zwykłe kolorowanki.A na dole fotorelacja z naszego malowania.
A więcej można zobaczyć i dowiedzieć się na www.lillalou.pl/
Jeśli chodzi o Melowe zainteresowanie to hm... ona generalnie mazać mazakami i kredkami lubi.Właśnie,MAZAĆ.Nie wiem jeszcze przecież jeszcze ,że trzeba do kreski malować a nie za linie a co dopiero mówić o wymyślaniu sukienki czy fryzury.Ale próbowałyśmy.Opowiadałyśmy sobie,że teraz włosy,sukienka,oko,usta i jakoś poszło.Bardziej spodobało się mnie niż jej ponieważ jak byłam młodsza to uwielbiałam szkicować sukienki,twarze i tego typu rzeczy.Więc teraz sobie też trochę pomachałam.Myślę,że nie jest to głupia sprawa te książeczki ale jednak dla starszych dziewczynek.Mogłabym je dać do testowania mojej 9-letniej siostrze ale ona bardziej z tych ścisłych umysłów więc rysowanie ,malowanie,lepienie i co tam jeszcze można wymyślać to dla niej nuda bo woli rozwiązywać zadania matematyczne ;)
Mimo ,że Meluśka jest zbyt mała na tego typu atrakcje to dziękujemy ,że miałyśmy możliwość zobaczenia czegoś innego niż tylko zwykłe kolorowanki.A na dole fotorelacja z naszego malowania.
A więcej można zobaczyć i dowiedzieć się na www.lillalou.pl/
wtorek, 18 grudnia 2012
Ku pamięci znów
Zapiszę sobie kolejne rzeczy żeby kiedyś Meli opowiadać co lubiła robić albo co często powtarzała.
Ostatnio ciągle powtarza tekst "Moja mama powiedziała..." i dalej coś sobie wstawia.I tak sama do siebie.A najczęściej przewija się "moja mama powiedziała,ze była w spitalu" .
W szpitalu nie byłam.Byłam w przychodni na pobraniu krwi.Albo też widuje mnie na zdjęciach z porodówki.I ciągle jak je ogląda to "mama ty byłaś w spitalu?"
Notorycznie zadaje pytanie "mama a co ty lobis??" i mogę jej dwadzieścia razy powiedzieć co aktualnie robię i powtarzać to samo a ona po chwili znów się przyczłapie i zapyta co ja robię.
No i pytanie "a dlacego?" też się często pojawia.
Jeszcze nie pyta dlaczego niebo jest niebieskie a trawa zielona ale "a dlacego?" będzie mi się chyba śnić po nocy.I może tak się wgryźć w temat jak terrier.
Ubieramy się bo idziemy do sklepu
- a dlacego?
Trzeba kupić mięsko na obiad i soczki dla ciebie
-a dlacego?
bo nie mamy nic na obiad a soczki bo lubisz
-a dlacego?
I weź tu miej cierpliwość :P Czasami tak dlaczegujemy ładne parę minut.A domyślam się ,że i tak najlepsze przede mną.
Uwielbia swoje sandały z lata.Paluchy już jej nieźle wychodzą i potyka się coraz częściej ale potrafi w nich nawet zasypiać.A zdarza się,że przy próbie ściągnięcia budzi się ,że ona chce w sandałach spać.Ściaga kozaki i już leci po sandały.Wychodzimy z wanny to pierwsze co to muszę być sandały.Skaranie boskie z tymi sandałami.A i na dwór już przy pierwszych śniegach chciała w nich wychodzić (!!!)
No i gada i gada i gada.Wczoraj tak zwróciłam uwagę,że się rozhulała z tym gadulstwem.Ale tego chciałam no to mam.Mówi do nas,mówi sama do siebie,do miśków,książki sobie sama opowiada mam na myśli obrazki.Jadąc samochodem mówi co widzi i co wie jak powiedzieć.
Echh ostatnio nawet stwierdziła,że "moja mama jest głupia".Aż mnie zatkało.
W sumie to chciało mi się śmiać.Ale wzięłam ją na rozmowe.Pełna powaga.Przytuliła się ,powiedziała pseplasam i teraz mówi "moja mama jest kochana i miła"
A i powala mnie jak gdzieś wychodzę np.na uczelnie a ona tak patrzy na mnie i mówi "mama,ładnie wyglądas"
Muszę coraz częściej robić takie notatki bo później będe żałowała,że nie zapisywałam a kiedyś razem będziemy to wspominać :)
poniedziałek, 17 grudnia 2012
A po weekendzie
Chyba napiszę po prostu co u nas..Miałam tyle pomysłów na posty ale jak już mam chwilę żeby się zabrać za pisanie to wybierając między laptopem a książką wybieram książke a i tak przeczytam kilka stron i mnie nie ma bo zasypiam po całym dniu.
Weekend na uczelni spędziłam i byłam na mało przyjemnym spotkaniu towarzyskim.Zapowiadało się na fajnie ale wyszło inaczej...nevermind...
Mela z prawie 40stopniową gorączką przespała dosłownie całą sobote i później całą noc.Zaczęło się w piątek.Temperatura spadała tylko po czopku ,syrop na zbicie gorączki niezbyt sobie radził.W niedziele dużo lepiej a dzisiaj no to już zdrowiusieńka , tylko kaszlnie czasami.Zrobiłam jej prześwietlenie w czwartek ale jeszcze nie odebrałam zdjęcia.Za to ja wczoraj dostałam takiego bólu gardła ,że myślałam ,że jajo zniose i że będe po ścianach chodzić.Myślałam,że to znów coś z tym migdałkiem.Doktórka przed zapisaniem mi antybiotyku stwierdziła,że mam zmiany ropne na prawym migdałku i faktycznie jak mnie bolało to tylko po prawej stronie i schodziło na prawe ucho.Skończył mi się antybiotyk i wszystko wróciło.Więc zawieziona przez Małża na pomoc doraźną robie z siebie kretynke jaka to ze mnie bidulka bo ja na tę nieszczęsną doraźną tylko z gardłem przyjechałam a nie,że umierająca.Bo tam tak ludzi traktują.Że jak nie lejesz się przez ręce osoby z którą się przyjechało to po jaką cholere tłuczesz się na doraźną.Ale jednak miła pani doktor zajrzała mi do paszczy i mówi "Paniii ....tu całe gardło czerwone całeeee"
Pytam czy tam na migdałach nic nie ma.Mówi,że nie.Spisuje mój pesel z karty dla zarejestrowanych w Urzędzie Pracy i mówi "eee dobrze ,że pani nie pracuje teraz, święta idą i podkurować się będzie kiedy"
No to jej się żart udał,nie ma co.Zapisała antybiotyk.Ale Małż mi do sklepu wieczorem poleciał i na dział z lekami zajrzał i kupił mi zwykłe tabletki do ssania z dodatkiem słowa INTENSIVE .Bo już te bez INTENSIVE mi nie pomagają i póki co daję rade.Alleluja i do przodu.Jest duża poprawa.
Śnił mi się koniec świata.Że coś z nieba spadało.Najpierw się tak chmury przesuwały a później ziemia pękała...ale o co chodzi nie wiem...
A i spotkałam przemiłego pana radiestete.I chyba zaczne jeszcze bardziej wierzyć w te ich metody.
Ale o tym postaram się jutro...
Weekend na uczelni spędziłam i byłam na mało przyjemnym spotkaniu towarzyskim.Zapowiadało się na fajnie ale wyszło inaczej...nevermind...
Mela z prawie 40stopniową gorączką przespała dosłownie całą sobote i później całą noc.Zaczęło się w piątek.Temperatura spadała tylko po czopku ,syrop na zbicie gorączki niezbyt sobie radził.W niedziele dużo lepiej a dzisiaj no to już zdrowiusieńka , tylko kaszlnie czasami.Zrobiłam jej prześwietlenie w czwartek ale jeszcze nie odebrałam zdjęcia.Za to ja wczoraj dostałam takiego bólu gardła ,że myślałam ,że jajo zniose i że będe po ścianach chodzić.Myślałam,że to znów coś z tym migdałkiem.Doktórka przed zapisaniem mi antybiotyku stwierdziła,że mam zmiany ropne na prawym migdałku i faktycznie jak mnie bolało to tylko po prawej stronie i schodziło na prawe ucho.Skończył mi się antybiotyk i wszystko wróciło.Więc zawieziona przez Małża na pomoc doraźną robie z siebie kretynke jaka to ze mnie bidulka bo ja na tę nieszczęsną doraźną tylko z gardłem przyjechałam a nie,że umierająca.Bo tam tak ludzi traktują.Że jak nie lejesz się przez ręce osoby z którą się przyjechało to po jaką cholere tłuczesz się na doraźną.Ale jednak miła pani doktor zajrzała mi do paszczy i mówi "Paniii ....tu całe gardło czerwone całeeee"
Pytam czy tam na migdałach nic nie ma.Mówi,że nie.Spisuje mój pesel z karty dla zarejestrowanych w Urzędzie Pracy i mówi "eee dobrze ,że pani nie pracuje teraz, święta idą i podkurować się będzie kiedy"
No to jej się żart udał,nie ma co.Zapisała antybiotyk.Ale Małż mi do sklepu wieczorem poleciał i na dział z lekami zajrzał i kupił mi zwykłe tabletki do ssania z dodatkiem słowa INTENSIVE .Bo już te bez INTENSIVE mi nie pomagają i póki co daję rade.Alleluja i do przodu.Jest duża poprawa.
Śnił mi się koniec świata.Że coś z nieba spadało.Najpierw się tak chmury przesuwały a później ziemia pękała...ale o co chodzi nie wiem...
A i spotkałam przemiłego pana radiestete.I chyba zaczne jeszcze bardziej wierzyć w te ich metody.
Ale o tym postaram się jutro...
środa, 12 grudnia 2012
Wariatkowo
Co by nam się nie nudziło to Melucha znów w domu.W poniedziałek ją puściłam do przedszkola,ale panie przy odbiorze mówiły Małżowi ,że Meluta kaszle,że spać nie mogła bo ciągle kaszlała,że z nosa leci.No to siedzi ze mną znów.I ani to na dwór wyjść ani coś załatwić.Uziemienie totalne.I dla niej i dla mnie.
W poniedziałek udało mi się kupić kurtę więc już nie będę marznąć.Ale był lekki nerw bo obeszłyśmy z K.prawie wszystkie sklepy i nic. ALEEE w ostatnim udało mi się trafić na coś co wg mnie wygląda ładnie i jest ciepłe więc kupiłam.Buty też więc mam święty spokój.Została kwestia prezentów.I tu problem jak co roku.Z Melutką problemu nie mam nigdy w sumie ,zawsze wiem co jej kupić nawet na kilka okazji do przodu.Ale co z resztą.Małżem,Rodzicami,Siostrą,Dziadkami??????
A jeszcze za choinką trzeba będzie się rozejrzeć.Przytaszczyć trzeba z piwnicy bombki i zrobić przegląd , które się nadają a które nie.Lampki sprawdzić...
Małż ma gorący okres w pracy teraz.Także od rana do wieczora jesteśmy same.Kiepsko z załatwieniem czegokolwiek jak mała jest w domu.I tak leci dzień za dniem a sprawy do załatwienia wiszą.
Klaruje się kwestia sylwestra ;) co mnie cieszy.Bo już dawnooo nigdzie nie byliśmy.Sylwestry zawsze w domu.Tzn.teraz też w domu ale u znajomych :) Może być wesoło :)
A dzisiaj to w ogóle mam dzień nerwicy jakiejś.Od rana wszystko mi nie pasuje.Objechałam gościa od internetu.Zgłosiłam usterke wczoraj.Miał się ktoś pojawić od 10-12ej.O 12stej dzwonie i dre jape ,że gdzie jest ten magiczny serwisant bo ja uziemiona w domu jestem,do sklepu iść nie mogę po chleb bo czekam aż jaśnie pan do mnie zawita.Na to gość,który telefon odebrał,mówi spokojnie (taka metoda ich wszystkich,byle spokojnie) "jak to nikogo nie było u pani?"
Do jasnej cholery no jakby był to bym nie dzwoniła.Mówi,że sprawdzi to i mam znów czekać od 12-14ej. Wyśmiałam go ,no już nie miałam siły do gościa.Ten się tłumaczy,że musiała być ważniejsza usterka.Ja do niego ,że dla mnie TO już jest poważna usterka ,że jestem odcięta od świata :P
(brak internetu może doprowadzić człowieka do frustracji, co on o tym nie wie??zdziwiony wielce wrrrr)
Swoją drogą może napisze na ten temat prace magisterską "Brak internetu jako czynnik wpływający na złe samopoczucie człowieka w świetle badań tegoż właśnie człowieka czytaj MNIE!!!"
Pomyślałam sobie a co tam i tak pewnie nie przyjadą zaraz po telefonie ,ubrałam siebie,ubrałam dziecko i poszłam do osiedlowego sklepu.Wracam do domu-telefon.
"Serwisant spóźnił się 15 minut a teraz musi czekać i stoi u pani pod drzwiami"
-nie musi już czekać,pędze, lece jestem minute od klatki.
Był, naprawił,matka od dostania całkowitego świra ocalona.
Ach po drodze jeszcze dziecko me w śniegu wylądowało bo zaspy przy ulicy wysokie.I drze się (dziecko) , że ona brudna,że mokro,że śnieg.Ot mi się gwiazdeczka trafiła kurcze blade.I tak idzie i ryczy.Smary z nosa lecą.
A i jeszcze warknęłam na jakąś babke.Bo śnieg odgarnięty tak,że tylko jedna osoba na chodniku się mieści jakby to wszyscy mieli nagle chodzić gęsiego.I odeszła taka od bankomatu i oczy wybałusza w ten papierek co wyłazi z paszczy bankomatu i stoi.No stoi jak święta krowa,sierota boża taka.A przejść nie ma jak obok bo zaspy i już nie chciałam ryzykować kolejnego włażenia w te zaspy co by mi się dzieć nie rozdarł znów.I mówię dobitnie PRZE-PRA-SZAM i rzucam mało przyjemne spojrzenie zza kaptura...
Dzień pełen wszelakiego rodzaju pułapek prawie za mną...
Jak ludziska dotarły do końca posta to so wielkie bo długiego se posta mamunia napisała co by swej frustracji dać upust i lepiej jej się zrobiło.
I zdjęcia.Cyknęłam jak z przedszkola wracałam.
Właśnie mi się przypomniało,że wczoraj Meluta miała pobieraną krew.I nie opisałam cyrku jaki dział się w przychodni.Ale słowo CYRK już wiele daje do zrozumienia więc odpuszczę sobie.
niedziela, 9 grudnia 2012
Dobre zdanie o matce
Ostatnio matula dostała dwa piwka od Psióły Kasi w podzięce za rybki z posta niżej.Ulokowałam je w lodówce i tak sobie czekają na matki piwną chcicę :P
Dzisiaj:
Dzisiaj:
Drzwi lodówki otwarte. Dziewczęcie patrzy sobie co tam jest ciekawego.Dostrzega dwie butelki Desperadosa i mówi:
- to jest taty piwo mamo,wiesz??Nie twoje, wiesz??
Dobrze jest się cieszyć nieposzlakowaną opinią choćby u własnego dziecka.I choćby matula miała w lodówce całą półke piwa lub coś mocniejszego to i tak będzie,że to taty.Ha!
sobota, 8 grudnia 2012
Byle do wiosny
U nas chorób ciąg dalszy.Boję się trochę o małą bo cherla i cherla.Katar leje się strumieniami. Wytre a tam już kolejny potok.I pipka mała nie chce dmuchać w chusteczke i pozostaje wyciąganie glutków fridą. Psikam sprayami,daje kropelki, smaruje maścią majerankową i żadnej poprawy.Ma męczący kaszel w nocy.Dzisiaj przegięcie.Budziła się chyba ze 100razy a to ,że "mamo bojem się sama,psyjdź do mnie plosze" no to lazłam.Po te 100razy.Wracałam do łóżka a po chwili 'mamooo socek mi daj plosie".A rozbudza ją ten piekielny kaszel.I doszła nam gorączka.
W końcu wiedziałam, że i tak już nie zasnę więc usadowiłam się na jej łóżku z książką i czytałam sobie.Ona spała.
Do 5!!!!! Budząc się mówi ,że już się wyspała i "że wstawamy mamuniu" .Wstałyśmy,układałyśmy puzzle,poszłyśmy na bajkę bo o 8ej już nie dałam rady.Musiałam się położyć.Przysypiałam co chwilę ale tylko słyszałam ,że mam się z nią bawić,że mam wstać,że soczek ,że siku.Wstałam bo i tak nic by z tego spania nie było.Było śniadanko,zabawy.Zero dworu.A już mnie szlag trafia.Chce wyjść,chce żeby była zdrowa w tym sensie żeby jej ulżyło ale i mnie.Padłyśmy obie w południe na 2,5 godziny.Sennie tak dziś.Cały dzień pada śnieg.A jeszcze była wizja ,że Małż mógł wyjechać do Szwecji do wtorku ale na szczęście nie wyszło.Także zawsze to jakieś pocieszenie.
Co do książki , czyta się super.Leci strona za stroną.Bosko się czyta jak w domu ciemnawo , zima za oknem.W książce temat podobny,zima,przygotowania do świąt a wśród nich nowe tajemnice.Można się nieźle wczuć jak za oknem podobna aura.
Koleżanka mnie dzisiaj "pocieszyła" mówiąc ,że jak jej córka zaczęła chodzić do przedszkola to do marca chorowała.Pocieszenie dobre,trzeba przyznać,wyszło jej jak jasna cholera.
W końcu wiedziałam, że i tak już nie zasnę więc usadowiłam się na jej łóżku z książką i czytałam sobie.Ona spała.
Do 5!!!!! Budząc się mówi ,że już się wyspała i "że wstawamy mamuniu" .Wstałyśmy,układałyśmy puzzle,poszłyśmy na bajkę bo o 8ej już nie dałam rady.Musiałam się położyć.Przysypiałam co chwilę ale tylko słyszałam ,że mam się z nią bawić,że mam wstać,że soczek ,że siku.Wstałam bo i tak nic by z tego spania nie było.Było śniadanko,zabawy.Zero dworu.A już mnie szlag trafia.Chce wyjść,chce żeby była zdrowa w tym sensie żeby jej ulżyło ale i mnie.Padłyśmy obie w południe na 2,5 godziny.Sennie tak dziś.Cały dzień pada śnieg.A jeszcze była wizja ,że Małż mógł wyjechać do Szwecji do wtorku ale na szczęście nie wyszło.Także zawsze to jakieś pocieszenie.
Co do książki , czyta się super.Leci strona za stroną.Bosko się czyta jak w domu ciemnawo , zima za oknem.W książce temat podobny,zima,przygotowania do świąt a wśród nich nowe tajemnice.Można się nieźle wczuć jak za oknem podobna aura.
Koleżanka mnie dzisiaj "pocieszyła" mówiąc ,że jak jej córka zaczęła chodzić do przedszkola to do marca chorowała.Pocieszenie dobre,trzeba przyznać,wyszło jej jak jasna cholera.
TAKŻE BYLE DO WIOSNY! :) zleci szybko :)
piątek, 7 grudnia 2012
Po zakupach i Mikołajkach
Macie też tak ,że idziecie na zakupy z gotową listą a okazuje się ,że w siatkach później w domu jest zupełnie inna zawartość niż to było w planach? No ja tak miałam wczoraj.O ile kosmetycznie wszystko się zgadzało o tyle cała reszta zupełnie nie :P heh.Prezent dla Meli miał być inny.Bo miała być gra z gadającą marchewką.W trzech Biedronkach jej nie dostałam więc odpuściłam i kupiłam również w Biedronce ogromne puzzle.
Z prezentem trafiłam bo lubi puzzle i już je układałyśmy kilka razy.Sama Meluśka jeszcze nie daje sobie z nimi rady więc na pewno będą używane jeszcze długo.I ogólnie matka była mega wyrozumiała wczoraj dla dziecięcia swego i nie darła się o byle co i nie zmuszała do kolacji i do kąpieli nie goniła milion razy.Była miła i przyjemna atmosfera.A może to przez to ,że puściłam ją do przedszkola wczoraj mimo choroby bo chciałam żeby występy taneczne zobaczyła i Mikołaja,którego się ponoć nie bała.W każdym razie było ok.
Wracając do zakupów , jak wspominałam wczoraj miałam ochotę na książke. Ale, którą wybrać jak lista wciąż się wydłuża.Przechadzając się po sklepie z Owadem :) wpadła mi w oko taka oto okładka:
To ,że okładka mnie przyciągnęła to już był znak ,że być może książka okaże się tą do kupienia.Przeczytałam opis.Kolejny znak,że warto.Wzięłam.Tej autorki nie ma na mojej liście ale lubię kryminały,thrillery,zagadkę do rozwiązania,pewną mroczność.Może to niezbyt ambitna literatura ale wciąga i póki co kryminałów ci u nas dostatek.A i Biedronka mnie po raz kolejny mile zaskoczyła bo cena przystępna i tematyka książki ok.
Więc tym oto sposobem stałam się posiadaczką książki - nie z listy , ale co tam.Sprawiłam sobie prezent.
Więc tym oto sposobem stałam się posiadaczką książki - nie z listy , ale co tam.Sprawiłam sobie prezent.
Przy okazji bycia w Galerii Handl.zerknęłam na buty i kurtki.I oczywiście jak się chce coś kupić TO TEGO NIE MA!!! A jak są kozaki to nie dopinają mi się w łydce. Co z tego ,że jestem mała i chuda jak łydki mam jakbym co najmniej biegała dzień w dzień czy co tam innego się robi jak łydki są rozbudowane.I szlag jasny mnie trafił.Nic,będe szukać dalej.A o kurtkach już nie wspomnę.Nic nie widziałam ciekawego.Naprawdę nie wybrzydzam.Wszystko jakieś takie cienkie,byle jakie.Szukam dalej.
Odwiedziła mnie też na moment Psióła Kasiula .Przyjechała po rybki,które zrobiłam z masy solnej na prezent dla jej kolegi:
A wspominam o tym po to żeby Ci Kasiula napisać,że Meluta z choinką od Ciebie zasnęła trzymając ją przy głowie.Żeby jej się w nocy nie rozpuściła od ciepła to odstawiłam na nocny stoliczek :)
Dziewczęcie moje Ci dziękuje :*
I na koniec coś co lubię w zimie (a jest tych rzeczy niewiele) to to jak jest przyjemnie jasno na dworze w nocy jak jest śnieg.Zdjęcie tego nie oddaje ale na pewno wiecie o jakie wrażenie mi chodzi.Zawsze mam ochotę na taki nocny spacer.A przyprószyło u nas ładnie i słońce jest i mróz i lubię to :)
czwartek, 6 grudnia 2012
Zakupy :)
Ułożyło się tak mile,że tak rzeknę sobie ,że dostałam mały przypływ gotówki o tak sobie,niespodziewanie.A to teraz dla mnie jak zbawienie.Zakupowa lista nie ma końca ubraniowo, kosmetycznie,prezenty trzeba robić itakdalej itakdalej.
W planach mam kurtałe dla siebie , na pewno czarną i puchową i kaptur ma być duży i za tyłek co by mi cztery litery dobrze grzało i buty czarne też do kolan,kozaki na płaskim.Czapa i szal też się przyda.Oj co by mi się przydało to ulala :P Kosmetycznie to nawet pisać nie będę bo usnąć od czytania będzie można.Ale mam zamiar się porozpieszczać. A co tam,należy mi się.Należy?? :P Wmawiam sobie.
W planach mam kurtałe dla siebie , na pewno czarną i puchową i kaptur ma być duży i za tyłek co by mi cztery litery dobrze grzało i buty czarne też do kolan,kozaki na płaskim.Czapa i szal też się przyda.Oj co by mi się przydało to ulala :P Kosmetycznie to nawet pisać nie będę bo usnąć od czytania będzie można.Ale mam zamiar się porozpieszczać. A co tam,należy mi się.Należy?? :P Wmawiam sobie.
I mam ochote na świeczki zapachowe. Mmmm... .W empiku widziałam przepyszne.Bo pachną tak ,że aż przepysznie. Mam ochotę na nastrój wieczorem. Książke bym chciała ale na mojej liście już 20 pozycji i którą wybrać.Może poczekać na kolejny przypływ gotówki i kupić wszystkie naraz??Ha oj to by była czysta rozpusta :D
Dzisiaj tylko tak lekko poszaleję.Małej prezent mam zamiar kupić bo jeszcze nie dostała (co za matka ze mnie ech ,wiem) ale zrobi się.A w przyszłym tygodniu MAM OCHOTĘ NA BUSZOWISKO w galerii handlowej.Tak helołłł mam na to ochotę w czasie kiedy to tłumy walą do sklepów ale ja sobie pojadę rano z Psiółą :) kiedy będzie całkiem przyjemnie i spokojnie.
I mam dziś nastrój na:
Dzisiaj tylko tak lekko poszaleję.Małej prezent mam zamiar kupić bo jeszcze nie dostała (co za matka ze mnie ech ,wiem) ale zrobi się.A w przyszłym tygodniu MAM OCHOTĘ NA BUSZOWISKO w galerii handlowej.Tak helołłł mam na to ochotę w czasie kiedy to tłumy walą do sklepów ale ja sobie pojadę rano z Psiółą :) kiedy będzie całkiem przyjemnie i spokojnie.
I mam dziś nastrój na:
Głupawka mnie jakaś ogarnęła dzisiaj.Co z kobietą robi wizja zakupów i to niekoniecznie dla niej :D
Miłego dziona!
I znana pewnie niektórym zagadka:
Gdzie u kobiety znajduje się punkt G ?????????
Na końcu słowa SHOPPING :D
środa, 5 grudnia 2012
Przywiązanie
Tak coś bym chciała o niej napisać.To może dzisiaj ,że się Młoda do przeróżnych rzeczy bardzo przywiązuje.A to po matce chyba ma.
O tym,że z maskotkami chodzi do przedszkola to już pisać nie będe ale wspomne,że kleptomanke mam na chacie.A staram się jak mogę wychować ją na porządnego obywatela , obywatelkę raczej.Nie wyszło.
Z przedszkola potrafi wynieść trzy miśki bo tak się uprze,że musi je zabrać a później ja z miną "co złego to nie ja tylko ONA" odnoszę je tak żeby nie zauważyła.
Potrafi też łazić z jakąś pierdółką cały dzień.Udając,że to telefon,lód,lizak.Dzisiaj mój błyszczyk to lód.
Jak idzie się kąpać to kładzie taką swoją rzecz na pralke i ciągle zagląda czy aby ktoś tego nie zabrał.A jak już zaśnie z tym czymś to potrafi się w nocy obudzić i wołać "mój lód,mój lód albo mój telefonnnn" i dopóki tego nie dostanie bo gdzieś się w łóżku zawieruszyło to nie uśnie.Może pójść do przedszkola z małym żółwiem z jaja niespodzianki,ja ją odbieram a ona dalej tego żółwia ma w dłoni.Do sklepu zdarza nam się zabierać magnesy z lodówki bo akurat są bardzo jej potrzebne.Albo dzisiaj to chciała zabrać ze sobą sandały do sklepu (???).Miałam spakować je do torebki (!!!).
Śmieszne to jest ale czasami mega wkurzające jak np.trzeba się spieszyć albo jakieś pierdółki nie można znaleźć to koszmar.
Młoda bardzo pilnuje swoich rzeczy mówią "pilnujem mamo". Jak sama gdzieś coś schowa to jak ją później o to zapytam to idzie do szafki albo torebeczki otwiera i pokazuje,że ma.Mogłabym tu przytoczyć mega przykładów do czego potrafi się przywiązać na bardzo długo.
Dla mnie to pierdoły ,no zwyczajne klamoty a dla niej chyba najważniejsze rzeczy na daną chwile.Byłam taka sama :)
O tym,że z maskotkami chodzi do przedszkola to już pisać nie będe ale wspomne,że kleptomanke mam na chacie.A staram się jak mogę wychować ją na porządnego obywatela , obywatelkę raczej.Nie wyszło.
Z przedszkola potrafi wynieść trzy miśki bo tak się uprze,że musi je zabrać a później ja z miną "co złego to nie ja tylko ONA" odnoszę je tak żeby nie zauważyła.
Potrafi też łazić z jakąś pierdółką cały dzień.Udając,że to telefon,lód,lizak.Dzisiaj mój błyszczyk to lód.
Jak idzie się kąpać to kładzie taką swoją rzecz na pralke i ciągle zagląda czy aby ktoś tego nie zabrał.A jak już zaśnie z tym czymś to potrafi się w nocy obudzić i wołać "mój lód,mój lód albo mój telefonnnn" i dopóki tego nie dostanie bo gdzieś się w łóżku zawieruszyło to nie uśnie.Może pójść do przedszkola z małym żółwiem z jaja niespodzianki,ja ją odbieram a ona dalej tego żółwia ma w dłoni.Do sklepu zdarza nam się zabierać magnesy z lodówki bo akurat są bardzo jej potrzebne.Albo dzisiaj to chciała zabrać ze sobą sandały do sklepu (???).Miałam spakować je do torebki (!!!).
Śmieszne to jest ale czasami mega wkurzające jak np.trzeba się spieszyć albo jakieś pierdółki nie można znaleźć to koszmar.
Młoda bardzo pilnuje swoich rzeczy mówią "pilnujem mamo". Jak sama gdzieś coś schowa to jak ją później o to zapytam to idzie do szafki albo torebeczki otwiera i pokazuje,że ma.Mogłabym tu przytoczyć mega przykładów do czego potrafi się przywiązać na bardzo długo.
Dla mnie to pierdoły ,no zwyczajne klamoty a dla niej chyba najważniejsze rzeczy na daną chwile.Byłam taka sama :)
wtorek, 4 grudnia 2012
Ku pamięci
Zapiszę.
Że Meluśka zamęcza mnie piosenkami :) Przynosi je z przedszkola i w domu też trochę podśpiewujemy.
Tak więc repertuar domowy to:
"My jesteśmy krasnoludki" - potrafi śpiewać to z godzine albo i dłużej.Albo przestanie,coś robi i nagle słychać "hopsa sa,hopsa sa"
A jak ja jej śpiewam i się zwiesze bo mi się słowa pokręcą to patrzy na mnie i "nie umiesz dalej mamuniuuuu"?? I od nowa.
Kolejna to znów Fasolki i "Ogórek" - póki co zna tylko refren i mówi "mamuniu, no piewaj mi ogólek"
I lecimy "Ogólek,ogólek,ogólek,zielony ma galnitulek..."
Następnie ciągamy się za bluzki i swetry co się jakoś tak dziwnie właśnie z tyłu porozciągały i śpiewamy
"jedzie pociok z daleka,na nikogo nie ceka,tondutoze łaskawy,zabies nas do walsawy"
Później straszymy Starym niedźwiedziem.Straszymy bo nasza wersja jest taka z otwartymi dłońmi i groźną miną.Meluśka podchodzi i robi groźne "łaaaaaa" i pyta "bois się mamuniu,no bois się"?
I tak właśnie w kółko sobie śpiewamy.Przeważnie w wannie.
U nas dzisiaj śnieży i to całkiem,całkiem.Jeszcze jakby mróz do tego doszedł konkretny to już klasa :)
Lubie tylko i wyłącznie zime ze śniegiem i dużymi mrozami.Innej nie przyjmuje.Brrr.
W domu już tak zimowo,tak czuć,że święta idą.Herbatka waniliowa w kubku :)))
Że Meluśka zamęcza mnie piosenkami :) Przynosi je z przedszkola i w domu też trochę podśpiewujemy.
Tak więc repertuar domowy to:
"My jesteśmy krasnoludki" - potrafi śpiewać to z godzine albo i dłużej.Albo przestanie,coś robi i nagle słychać "hopsa sa,hopsa sa"
A jak ja jej śpiewam i się zwiesze bo mi się słowa pokręcą to patrzy na mnie i "nie umiesz dalej mamuniuuuu"?? I od nowa.
Kolejna to znów Fasolki i "Ogórek" - póki co zna tylko refren i mówi "mamuniu, no piewaj mi ogólek"
I lecimy "Ogólek,ogólek,ogólek,zielony ma galnitulek..."
Następnie ciągamy się za bluzki i swetry co się jakoś tak dziwnie właśnie z tyłu porozciągały i śpiewamy
"jedzie pociok z daleka,na nikogo nie ceka,tondutoze łaskawy,zabies nas do walsawy"
Później straszymy Starym niedźwiedziem.Straszymy bo nasza wersja jest taka z otwartymi dłońmi i groźną miną.Meluśka podchodzi i robi groźne "łaaaaaa" i pyta "bois się mamuniu,no bois się"?
I tak właśnie w kółko sobie śpiewamy.Przeważnie w wannie.
U nas dzisiaj śnieży i to całkiem,całkiem.Jeszcze jakby mróz do tego doszedł konkretny to już klasa :)
Lubie tylko i wyłącznie zime ze śniegiem i dużymi mrozami.Innej nie przyjmuje.Brrr.
W domu już tak zimowo,tak czuć,że święta idą.Herbatka waniliowa w kubku :)))
U nas jakby standard
Chorujemy.Wagarujemy od przedszkola.Złapało nas i nie puszcza.Ja na antybiotyku.Trzyma mnie odkąd zaczęłam zastępstwo z żłobku.Ponoć zawsze tak jest w tej pracy ,że trzeba się uodpornić.No tak , zastępstwo się skończyło a ja dalej jestem chora.Niby od stycznia mam iść znów za kogoś do innego żłobka to mam nadzieje,że się do tego czasu zahartuje.Ja po raz pierwszy w życiu mam zapalenie zatok.Tzn.sama je u siebie stwierdziłam.Boli mnie czoło ,nos,ucho i zęby.Czytałam ,że takie mogą być objawy.A mała ma kaszel już nie suchy ale za to taki,że dudni, do tego katar,ropa w oczach i płyn z uszu.Więc wstrzymałam jej wychodzenie do przedszkola chyba na tydzień.Zobaczymy.Niech też się podkuruje w domu,pośpi w dzień.A ostatnio śpi nawet po 4 godziny tak od 13ej.
Weekend spędziłam na uczelni.Zaczyna się robić gorąco.Przedmioty się kończą i trzeba zacząć zaliczanie.Pisać przeróżne dziwne prace.Mam mętlik w głowie.Nie ogarniam coś.Zbyt dużo tego.Nie pamiętam jaka praca do jakiego wykładowcy.Tu jakieś prezentacje.Wcześniej też nie było łatwo ale nie stresowałam się tak.Chyba...
A teraz dom,Mała,szkoła,szukanie pracy albo bycie w niej na chwile,choróbska,wstawanie w nocy,stresy przeróżne,sprawy do załatwienia.Zwolnienia mi trzeba i świętego spokoju.A teraz jeszcze święta.Tzn.żeby nie było , lubię.Bardzo.Atmosfera,choinka,światełka te sprawy.Ale jak zwykle przeraża mnie wizja kupowania prezentów na które w tym roku jakoś nie mam wizji i z kasiorą też nie za wesoło.A czas goni.
Miałam tyle spraw do załatwienia w tym tygodniu ale przez nasze przeziębienia wszystko szlag jasny trafił.
Za 2tygodnie odbijam sobie wszystko.Idę się pobawić wśród znajomych.Będziemy gotować,pić i oglądać filmy. Przynajmniej taki jest plan :P
Weekend spędziłam na uczelni.Zaczyna się robić gorąco.Przedmioty się kończą i trzeba zacząć zaliczanie.Pisać przeróżne dziwne prace.Mam mętlik w głowie.Nie ogarniam coś.Zbyt dużo tego.Nie pamiętam jaka praca do jakiego wykładowcy.Tu jakieś prezentacje.Wcześniej też nie było łatwo ale nie stresowałam się tak.Chyba...
A teraz dom,Mała,szkoła,szukanie pracy albo bycie w niej na chwile,choróbska,wstawanie w nocy,stresy przeróżne,sprawy do załatwienia.Zwolnienia mi trzeba i świętego spokoju.A teraz jeszcze święta.Tzn.żeby nie było , lubię.Bardzo.Atmosfera,choinka,światełka te sprawy.Ale jak zwykle przeraża mnie wizja kupowania prezentów na które w tym roku jakoś nie mam wizji i z kasiorą też nie za wesoło.A czas goni.
Miałam tyle spraw do załatwienia w tym tygodniu ale przez nasze przeziębienia wszystko szlag jasny trafił.
Za 2tygodnie odbijam sobie wszystko.Idę się pobawić wśród znajomych.Będziemy gotować,pić i oglądać filmy. Przynajmniej taki jest plan :P
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Miłość francuska
hihihi.
Tiaaa.
Miłostkujemy się ostatnio w cieście francuskim.A co żeście myślały zboczuchy jedne hę ??
Z ciasta robimy:
Paluchy.Idą w mig ile by się nie zrobiło.
Tiaaa.
Miłostkujemy się ostatnio w cieście francuskim.A co żeście myślały zboczuchy jedne hę ??
Z ciasta robimy:
Paluchy.Idą w mig ile by się nie zrobiło.
Następnie, kopertki ze szpinakiem i fetą.O dziwo Melaśka wciąga je z ogromną chęcią.Ostatnio nawet jadła je w wannie (???)
I standardowo parówy w cieście.Ja dodaję jeszcze do środka ser i cebulkę.
Łatwe,szybkie i dobre.Żadne tam wykwintne dania z blogów kulinarnych (które z chęcią przeglądam) ale lubimy.Póki co jemy do znudzenia.Niedługo zapewne nie będziemy mogli na to patrzeć ha!
Tornado
Co może zrobić dwójka dzieci (chłopiec i dziewczynka, różnica między nimi to 2 dni) z pokoju owej dziewczynki czyt.Meli??
A no proszę bardzo,czas pracy łobuziaków 3 godziny.
Voila!!!
A no proszę bardzo,czas pracy łobuziaków 3 godziny.
Voila!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























