Moje zastępstwo żłobkowe dobiegło końca.Dzisiaj znów jestem na bezrobociu.Krótko to trwało ale ile mi dało....
W sumie czuję się jakbym była na zwolnieniu lekarskim bo jestem totalnie rozłożona chorobowo.Od pierwszego dnia pracy czułam się fatalnie bo nie ma co ukrywać spora część dzieci do żłobka chodzi zakatarzona i kichająca a ja z tych podatnych więc tak to już trwa 2,5 tygodnia.
Wczoraj pożegnano mnie tak jakbym pracowała tam ładne parę lat.Były płacze (nie tylko moje) , prezenty,rozmowy.Dyrektorka powiedziała mi ,że mam teraz cierpliwie czekać na telefon bo zrobi wszystko żeby mnie gdzieś upchnąć do czasu aż nie powstanie w przyszłym roku nowy żłobek bo tam planuje wcisnąć mnie już na etat.Nigdy w życiu nie nasłuchałam się tylu pozytywnych opinii na swój temat.W żadnej pracy nie spotkałam tylu miłych ludzi.Kierowniczka powiedziała,że z miłą chęcią zostawiłaby mnie w swoim żłobku a nie dawała do innego.Mówiła,że jest jej przykro ,że byłam tak krótko.Dałam się poznać ponoć od najlepszej strony.Opiekunki z grupy w której byłam ponoć zachwalały mnie bardzo i mówiły ,że wolałyby pracować ze mną niż z kobitką za którą byłam na zastępstwie.Urosłam.I to o ładne kilka centymetrów.Poczułam,że to jest to co chce robić w życiu.Poczułam ,że się do tego nadaję.
No cóż przygoda się skończyła.Mam czekać.Jak następna opiekunka w którymś żłobku pójdzie na zwolnienie to ja mam wskoczyć znów.Tak to wygląda niestety.Praca jest państwowa,dobra,nie po nocach,bez weekendów,z premiami,socjalem więc każda z opiekunek jak już się tam zahaczy to zostaje na długo.Jedyna możliwość załapania się do pracy to taka ,że albo ktoś odchodzi na stałe albo jak otwierają nową placówkę.Poszłam na to krótkie zastępstwo po to aby się pokazać w "branży" , pokazać,że jestem chętna do tej pracy i że się nadaję.Teraz tylko mogę czekać.Mam nadzieję,że się uda.Bo to jest moja wymarzona praca.Dzisiaj mimo bardzo złego samopoczucia z powodu przeziębienia ogromnie brakuje mi porannego harmidru ,szykowania się,całego tego planu dnia.No nic będe czekać.
W moim przypadku ostatnio cierpliwość popłaca.
Jeszcze kilka spraw musi się poukładać ale w końcu wskoczymy na właściwe tory ze wszystkim.
Kurde aż dziw ,że ja tak pozytywnie,bo przeważnie to pesymizm u mnie pełną gębą.
W żłobku w którym byłam szykowano się do świątecznego kiermaszu.Więc zaproponowałam ,że można by zrobić anioły z masy solnej.Tak się babkom spodobało ,że później kilka z nich robiło je ze mną i narobiłyśmy ich około 200 sztuk.Dodam,że powstały piękne rzeczy którym niestety zapomniałam zrobić zdjęcia.Były robione stroiki do powieszenia z szyszek,choinki z szyszek ,makaronów,bombki robione różnymi metodami,domki z piernika,butelki robione metodą decoupage, no cuda wianki i jeszcze pewnie wiele rzeczy których nie udało mi się zobaczyć w trakcie prac.Kiermasz w grudniu i wybieram się na niego z Melą.
A to kilka zdjęć z naszego kącika.To tylko część :)
środa, 28 listopada 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
Matka zdradza
Tajemnice :P
Badania o których pisałam były mi potrzebne po to aby zacząć pracę ... w żłobku.I to zrobienie ich przeciągnęło sprawę o 2 tygodnie.
Ale tak ,udało się i już drugi tydzień pracuję w miejscu w którym bardzo chciałam być.Tzn.miał być żłobek lub przedszkole.Udało się w tym pierwszym.
Rodacy do pracy!
2,5 roku opieki nad małą zrobiło swoje.Psychicznie.Bałam się jak to będzie jak pójdę do pracy.Czy mi się spodoba.Czy to dla mnie.Czy będę umiała odnaleźć się wśród ludzi.
Niektórzy słysząc żłobek łapią się za głowe i mówią "Boże,poważnie chcesz tam iść?Przecież to takie maluchy?Duże grupy.dzieciaki się drą,pieluchy noszą...."
Hm.. no tak,racja.Ale ja właśnie to chciałam robić.Bałam się,że wrócę po pierwszym dniu i od hałasu w pracy będę miała tylko ochotę i siłę przykryć się kołdrą i zasnąć.No,otóż nie.Dni mijają mi w błyskawicznym tempie.Dzieciaki są przekochane. Szczególnie dziewczynki.Jak tylko siąde do nich na dywanie oblegają mnie z każdej strony i cieszą te swoje małe paszcze (mam grupę dzieci od 1,5roku do 2lat)
Płaczą tylko jak się tłucze jedno z drugim tak to jest cisza.Bawią się,tańczą,śpiewają,wygłupiają się,jedzą,sikają.
No i mogłabym tak pisać i pisać i pisać o tej pracy.Jestem tam co prawda na zastępstwie ale dyrekcja ponoć kombinuje żeby mnie zostawić na dłużej.Zawsze na wszystko nastawiam się negatywnie po to żeby mile się zaskoczyć więc i teraz myślę ,że jestem tam na krótko a może akurat się uda.
Tego chciałam.Wychodzić z pracy i mieć satysfakcję z wykonanej roboty.Przychodzić do pracy i widzieć gębki ,które zmierzają w moim kierunku.Które puszczają całuski i robią papa jak wychodzę.
Maluchy,które w chwili smutku wbijają mi się na kolana i się przytulają.
Spełniam się cholera.A czy to nie super pracować w czymś co się lubi??Pracowałam w jednej firmie,drugiej,byłam za granicą i wszędzie było mi źle.Nigdzie nie mogłam się odnaleźć.A tu?Wstaje rano i wiem ,że to będzie dobry dzień.Przynajmniej do 16tej heh :P nie no ,ogólnie jakoś tak sporo się ostatnio wyjaśnia,klaruje...chwilo trwaj,trwaj i zostań na długo :D
Badania o których pisałam były mi potrzebne po to aby zacząć pracę ... w żłobku.I to zrobienie ich przeciągnęło sprawę o 2 tygodnie.
Ale tak ,udało się i już drugi tydzień pracuję w miejscu w którym bardzo chciałam być.Tzn.miał być żłobek lub przedszkole.Udało się w tym pierwszym.
Rodacy do pracy!
2,5 roku opieki nad małą zrobiło swoje.Psychicznie.Bałam się jak to będzie jak pójdę do pracy.Czy mi się spodoba.Czy to dla mnie.Czy będę umiała odnaleźć się wśród ludzi.
Niektórzy słysząc żłobek łapią się za głowe i mówią "Boże,poważnie chcesz tam iść?Przecież to takie maluchy?Duże grupy.dzieciaki się drą,pieluchy noszą...."
Hm.. no tak,racja.Ale ja właśnie to chciałam robić.Bałam się,że wrócę po pierwszym dniu i od hałasu w pracy będę miała tylko ochotę i siłę przykryć się kołdrą i zasnąć.No,otóż nie.Dni mijają mi w błyskawicznym tempie.Dzieciaki są przekochane. Szczególnie dziewczynki.Jak tylko siąde do nich na dywanie oblegają mnie z każdej strony i cieszą te swoje małe paszcze (mam grupę dzieci od 1,5roku do 2lat)
Płaczą tylko jak się tłucze jedno z drugim tak to jest cisza.Bawią się,tańczą,śpiewają,wygłupiają się,jedzą,sikają.
No i mogłabym tak pisać i pisać i pisać o tej pracy.Jestem tam co prawda na zastępstwie ale dyrekcja ponoć kombinuje żeby mnie zostawić na dłużej.Zawsze na wszystko nastawiam się negatywnie po to żeby mile się zaskoczyć więc i teraz myślę ,że jestem tam na krótko a może akurat się uda.
Tego chciałam.Wychodzić z pracy i mieć satysfakcję z wykonanej roboty.Przychodzić do pracy i widzieć gębki ,które zmierzają w moim kierunku.Które puszczają całuski i robią papa jak wychodzę.
Maluchy,które w chwili smutku wbijają mi się na kolana i się przytulają.
Spełniam się cholera.A czy to nie super pracować w czymś co się lubi??Pracowałam w jednej firmie,drugiej,byłam za granicą i wszędzie było mi źle.Nigdzie nie mogłam się odnaleźć.A tu?Wstaje rano i wiem ,że to będzie dobry dzień.Przynajmniej do 16tej heh :P nie no ,ogólnie jakoś tak sporo się ostatnio wyjaśnia,klaruje...chwilo trwaj,trwaj i zostań na długo :D
niedziela, 11 listopada 2012
Zabawa
Ostatnio krąży taka zabawa sobie po blogach,dotarła i do mnie od przelubianego przeze mnie bloga
Dwa plus Ono .Dziękuje!!! :D
Bardzo chętnie wezmę udział.Tak więc:
Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.
A oto moje odpowiedzi na zadane pytanka:
1. Czemu piszesz bloga?
Bardzo lubiłam czytać blogi innych mam,dziewczyn,kobitek aż sama postanowiłam się wywnętrzać w sieci.A teraz uwielbiam czytać inne blogi jeszcze bardziej a i pisanie polubiłam równie mocno.
2.Wolisz piątek czy sobotę?
Jak pracowałam to piątek.I tak mi pozostało.
3.Serial ”Przyjaciele” czy „Dwóch i pół”?
Żadnego nie oglądałam.To siara?? :)
4.Piwo czy wino?
Wino.Czerwone.Półwytrawne.W ogromnym kieliszku i z kostką lodu.
5.Różowy czy niebieski?
Kiedyś niebieski.Teraz różowy ale taki pudrowy.
6.Serce czy rozum?
Jezu chyba jednak serce.Oj ja głupia :P
7.Laptop czy PC?
Laptop
9.Bolek czy Lolek?
Do tej pory nie wiem, który jest który heh.
10.Ewa Drzyzga czy Tomasz Lis?
Kiedyś Drzyzga.
11.Doda czy Nergal?
Nergal. Za przystojność :D
I moje pytanka:
1.Czego się boisz?
2.Co jeszcze chcesz osiągnąć w życiu?
3.Styl klasyczny czy nowoczesny?
4.Jakbyś urodziła się jeszcze raz to kim byś chciała zostać?
5.Kto Ci imponuje?
6.Masz dla siebie 3dni co robisz?
7.Szybko czy wolno?
8.Ostre czy słodkie?
9.O czym myślisz przed zaśnięciem?
10.Czego być za nic w świecie nie zrobiła?
11.Lepiej przed 20stką i w czasach szkolnych czy po 20stce w dorosłości?
A nominuję:
I teraz tak, jeśli ktoś nie ma ochoty brać udziału w zabawie,bądź już się w to bawił to przecież się nie obraże jeśli nie będzie odzewu.Miałam ochotę nominować Wasze blogi a resztę pozostawiam Wam dziewczyny.
Wyłamałam się trochę z zasad i wybrałam TE blogi nie patrząc czy mają mało czy dużo obserwatorów (tak jak jest w "regulaminie").
Miłej zabawy!
środa, 7 listopada 2012
Czy to minie?
Ja nie wiem ale czy Ona ma taki etap,czy może Ona tak ma po prostu?
Ostatnio Melucha przechodzi samą siebie.Wszystko jest na nie.Ciągle się drze.Wszystko jej nie pasuje.
A to rano ciuchy nie takie.A to nie chce iść do przedszkola.Nie chce wstawać.Bluzka nie taka.Sweter chce inny.Kozaków nie założy bo życzy sobie iść w sandałach.Jak już uda się ubrać to nagle jej się przypomina,że ona chce wziąć do przedszkola swój mały wózek spacerówke. Mówie ,że nie to ryczy.
Poranki to jakieś koszmary.Mam czasem wrażenie,że jeszcze się nie obudziłam i codziennie śni mi się ten sam koszmar.
Ok wyszła.Wraca z przedszkola.To nie, tamto nie.Ona chce soczek.Ale nie taki.Inny.Obiadek chce inny niż jest w domu.Wczoraj darła się z 40 minut o paluszki.Podjadała trochę oglądając bajke.W końcu stwierdziłam,że starczy.A ona ,że chce jeszcze.Tłumacze najpierw spokojnie ,że nie ma już,że kupimy jutro,że starczy itd.itd.itd.itd.
Już mi para leci z uszu ,nosa i nie wiem skąd jeszcze.Ona już histeria.Już przestaje mnie słuchać. Mówie,że ma iść do wanny.Ona w ryk.Już miałam tak dosyć więc żeby nie wybuchnąć całkowicie poszłam się kąpać sama.A ta przylatuje za mną , otwiera mi drzwi całkowicie, wyje o te paluszki i idzie sobie dalej.Drzwi zostają cały czas otwarte.Ja marzne bo mi ciepło łazienkowe ucieka.Wkurzam się totalnie.Zęby zaciskam.
Umyłam się.Wyszłam.A Ona ,że chce deserek.Jogurt w sensie.Tzn.no deserek taki waniliowo-czekoladowy.No.
Dostała.Później ,że ona się myć nie będzie.Że głowy nie.Po pół godziny jednak twierdzi,że się wykąpie.
Piżamy nie założy bo nie chce.Już mi się nie chciało.Naprawdę już nie miałam siły. Mówie - a śpij sobie nawet na golasa.
Spała w samych gaciach ,skarpetach i bluzce od rzeczonej piżamy.
I czesać się nie chce.Mi nie chodzi o piękne warkocze do pasa.Bo włosy nie te przecie.Ale o spinke mi chociaż chodzi albo jedną chudą,krótką kitke.A ona nawet szczotki nie uznaje.I wygląda jak oszołom,potarganiec jeden.I włosów myć nie chce.W ogóle się myć nie chce tylko uznaje metodę na namaczanie.Myśli ,że jak posiedzi w wannie to już umyta.
Wkurza mnie dokumentnie ostatnio.A nie daj Boże jej bajke przełączyć.Awantura gotowa.
Już mnie chyba nic nie uratuje.Nawet ten ketchup Kotlin co to parówki,kanapki i inne tam w reklamie ratuje.
Niedziela.Piękna pogoda.Spacer.A Ona pół godziny od wyjścia z domu ,że chce wracać.No myślałam,że mnie krew zaleje.I nie dało się,prosze wierzyć nie dało jej się namówić na to żeby zostać na dworzu.
I niejadkiem jest przeokrutnym.Dzięki Ci Panie za przedszkole bo wiem,że tam zjada obiady,zupy,podwieczorki,urozmaicone śniadanka.Codziennie co innego.Tzn. nie zawsze zjada bo wiem,że są posiłki których nawet nie tyka.Np.naleśniki,ryż z jabłkami,kisiel,galaretka.Ale w przedszkolu nawet jabłko wcina a w domu gdzie tam.Więc tyle dobrego.
Ot,żem sobie na dziecięcie swoje ponarzekała.Oj żem wywaliła wszystko co mi siedziało od kilku dni w tej pękającej już łepetynie.Pozostaje mi czekać aż z tego wyrośnie.I tłumaczyć,tłumaczyć tylko czasem to już brak mi pomysłów co jeszcze mogę jej powiedzieć , jak przekonać.Ech człowiek musi się uczyć całe życie.Żadna nowość.
ALE! Żeby nie było tak,że ona taka tylko dla mnie niedobra :) to od kilku nocy śpi bez pieluchomajtów.
Odpieluchowana była jakoś przed drugimi urodzinami ale na noc zakładałam jej cały czas te majty bo zdarzało jej się troszkę zapomnieć.A ostatnio wieczorami po kąpieli zaczęła wołać
"nie chce pieluchyyyyyyy, mamoooo nieeeeeee"
To nie założyłam.I póki co wtopy nie mamy.Kocyk jej tylko podkładam pod pupsko.W razie zapomniania to tylko on będzie mokry a nie całe prześcieradło i materac.Bo jeszcze wszystko to zmieniać jej w nocy to bym się chyba pochlastała.
Więc od kilku nocy jest Dzielnym Zuchem jak to sama na siebie mówi.
Macierzyństwo....
A mnie się marzy jeszcze dwójka....
:D
Ostatnio Melucha przechodzi samą siebie.Wszystko jest na nie.Ciągle się drze.Wszystko jej nie pasuje.
A to rano ciuchy nie takie.A to nie chce iść do przedszkola.Nie chce wstawać.Bluzka nie taka.Sweter chce inny.Kozaków nie założy bo życzy sobie iść w sandałach.Jak już uda się ubrać to nagle jej się przypomina,że ona chce wziąć do przedszkola swój mały wózek spacerówke. Mówie ,że nie to ryczy.
Poranki to jakieś koszmary.Mam czasem wrażenie,że jeszcze się nie obudziłam i codziennie śni mi się ten sam koszmar.
Ok wyszła.Wraca z przedszkola.To nie, tamto nie.Ona chce soczek.Ale nie taki.Inny.Obiadek chce inny niż jest w domu.Wczoraj darła się z 40 minut o paluszki.Podjadała trochę oglądając bajke.W końcu stwierdziłam,że starczy.A ona ,że chce jeszcze.Tłumacze najpierw spokojnie ,że nie ma już,że kupimy jutro,że starczy itd.itd.itd.itd.
Już mi para leci z uszu ,nosa i nie wiem skąd jeszcze.Ona już histeria.Już przestaje mnie słuchać. Mówie,że ma iść do wanny.Ona w ryk.Już miałam tak dosyć więc żeby nie wybuchnąć całkowicie poszłam się kąpać sama.A ta przylatuje za mną , otwiera mi drzwi całkowicie, wyje o te paluszki i idzie sobie dalej.Drzwi zostają cały czas otwarte.Ja marzne bo mi ciepło łazienkowe ucieka.Wkurzam się totalnie.Zęby zaciskam.
Umyłam się.Wyszłam.A Ona ,że chce deserek.Jogurt w sensie.Tzn.no deserek taki waniliowo-czekoladowy.No.
Dostała.Później ,że ona się myć nie będzie.Że głowy nie.Po pół godziny jednak twierdzi,że się wykąpie.
Piżamy nie założy bo nie chce.Już mi się nie chciało.Naprawdę już nie miałam siły. Mówie - a śpij sobie nawet na golasa.
Spała w samych gaciach ,skarpetach i bluzce od rzeczonej piżamy.
I czesać się nie chce.Mi nie chodzi o piękne warkocze do pasa.Bo włosy nie te przecie.Ale o spinke mi chociaż chodzi albo jedną chudą,krótką kitke.A ona nawet szczotki nie uznaje.I wygląda jak oszołom,potarganiec jeden.I włosów myć nie chce.W ogóle się myć nie chce tylko uznaje metodę na namaczanie.Myśli ,że jak posiedzi w wannie to już umyta.
Wkurza mnie dokumentnie ostatnio.A nie daj Boże jej bajke przełączyć.Awantura gotowa.
Już mnie chyba nic nie uratuje.Nawet ten ketchup Kotlin co to parówki,kanapki i inne tam w reklamie ratuje.
Niedziela.Piękna pogoda.Spacer.A Ona pół godziny od wyjścia z domu ,że chce wracać.No myślałam,że mnie krew zaleje.I nie dało się,prosze wierzyć nie dało jej się namówić na to żeby zostać na dworzu.
I niejadkiem jest przeokrutnym.Dzięki Ci Panie za przedszkole bo wiem,że tam zjada obiady,zupy,podwieczorki,urozmaicone śniadanka.Codziennie co innego.Tzn. nie zawsze zjada bo wiem,że są posiłki których nawet nie tyka.Np.naleśniki,ryż z jabłkami,kisiel,galaretka.Ale w przedszkolu nawet jabłko wcina a w domu gdzie tam.Więc tyle dobrego.
Ot,żem sobie na dziecięcie swoje ponarzekała.Oj żem wywaliła wszystko co mi siedziało od kilku dni w tej pękającej już łepetynie.Pozostaje mi czekać aż z tego wyrośnie.I tłumaczyć,tłumaczyć tylko czasem to już brak mi pomysłów co jeszcze mogę jej powiedzieć , jak przekonać.Ech człowiek musi się uczyć całe życie.Żadna nowość.
ALE! Żeby nie było tak,że ona taka tylko dla mnie niedobra :) to od kilku nocy śpi bez pieluchomajtów.
Odpieluchowana była jakoś przed drugimi urodzinami ale na noc zakładałam jej cały czas te majty bo zdarzało jej się troszkę zapomnieć.A ostatnio wieczorami po kąpieli zaczęła wołać
"nie chce pieluchyyyyyyy, mamoooo nieeeeeee"
To nie założyłam.I póki co wtopy nie mamy.Kocyk jej tylko podkładam pod pupsko.W razie zapomniania to tylko on będzie mokry a nie całe prześcieradło i materac.Bo jeszcze wszystko to zmieniać jej w nocy to bym się chyba pochlastała.
Więc od kilku nocy jest Dzielnym Zuchem jak to sama na siebie mówi.
Macierzyństwo....
A mnie się marzy jeszcze dwójka....
:D
wtorek, 6 listopada 2012
Słodze sobie
A raczej osładzam jesienne humory.Ostatnio ciężko coś u mnie z nastrojem.Wściekam się o byle co.Nerwy mam jakieś.
I naszła mnie ochota na ciasto francuskie.Pod każdą postacią,pasztecików,pierożków,paluchów.Na słodko i słono.
Znalazłam kilka przepisów , które mi odpowiadają i mam zamiar je wykorzystać.Najbardziej podoba mi się pomysł pasztecików bądź trójkącików ze szpinakiem,fetą i pomidorami suszonymi właśnie takie planuję niedługo zrobić.
A wczoraj zrobiłam zwykłe kwadraciki z powidłami od babci i dziadka.Słodkie tak ,że mam spokój na jakiś czas.A słodyczy nie jadam prawie wcale :) i przeważnie nie mam ich w domu.
I naszła mnie ochota na ciasto francuskie.Pod każdą postacią,pasztecików,pierożków,paluchów.Na słodko i słono.
Znalazłam kilka przepisów , które mi odpowiadają i mam zamiar je wykorzystać.Najbardziej podoba mi się pomysł pasztecików bądź trójkącików ze szpinakiem,fetą i pomidorami suszonymi właśnie takie planuję niedługo zrobić.
A wczoraj zrobiłam zwykłe kwadraciki z powidłami od babci i dziadka.Słodkie tak ,że mam spokój na jakiś czas.A słodyczy nie jadam prawie wcale :) i przeważnie nie mam ich w domu.
A w weekend były kokosanki.Które uwielbiamy. Meluśka też zajada.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Do 10
łan
tu
fli
fol
faj
sik
sewen
ejt
naj
ten
No ja w jej wieku nie umiałam.Nawet w przedszkolu języka nie było.A teraz proszę.Nie wiem skąd wyniosła czy z bajki czy z przedszkola.Ważne ,że umie.Najpierw zaczynała od fol,sik,sewen i koniec.
Idąc po schodach powtarzałam z nią po kolei.Aż wczoraj siedziała sobie na podłodze, grała na keybordzie i wciskając pojedynczo klawisze nagle policzyła do 10.A co ciekawe po polsku nie umie.Liczy jakoś do 3 albo od 3 w góre. Ale nigdy sama nie policzyła od 1 do 10.
Ha! Albo liczy jeden, dwa , fol, sik, osiem, dziesieć.
Jeszcze trochę się nauczy i mi dziewczyna pójdzie w świat.
tu
fli
fol
faj
sik
sewen
ejt
naj
ten
No ja w jej wieku nie umiałam.Nawet w przedszkolu języka nie było.A teraz proszę.Nie wiem skąd wyniosła czy z bajki czy z przedszkola.Ważne ,że umie.Najpierw zaczynała od fol,sik,sewen i koniec.
Idąc po schodach powtarzałam z nią po kolei.Aż wczoraj siedziała sobie na podłodze, grała na keybordzie i wciskając pojedynczo klawisze nagle policzyła do 10.A co ciekawe po polsku nie umie.Liczy jakoś do 3 albo od 3 w góre. Ale nigdy sama nie policzyła od 1 do 10.
Ha! Albo liczy jeden, dwa , fol, sik, osiem, dziesieć.
Jeszcze trochę się nauczy i mi dziewczyna pójdzie w świat.
piątek, 2 listopada 2012
To się nie mam czego bać
Siedzę ja sobie na dywanie, coś tam ogarniam, Meluta trzyma ręke na moim ramieniu, lukam na tv i tak jakoś mnie wzdrygło ot tak ciary mi przeszły.
- nie bój się mama , tsymam cię.
- nie bój się mama , tsymam cię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





