środa, 7 listopada 2012

Czy to minie?

Ja nie wiem ale czy Ona ma taki etap,czy może Ona tak ma po prostu?
Ostatnio Melucha przechodzi samą siebie.Wszystko jest na nie.Ciągle się drze.Wszystko jej nie pasuje.
A to rano ciuchy nie takie.A to nie chce iść do przedszkola.Nie chce wstawać.Bluzka nie taka.Sweter chce inny.Kozaków nie założy bo życzy sobie iść w sandałach.Jak już uda się ubrać to nagle jej się przypomina,że ona chce wziąć do przedszkola swój mały wózek spacerówke. Mówie ,że nie to ryczy.
Poranki to jakieś koszmary.Mam czasem wrażenie,że jeszcze się nie obudziłam i codziennie śni mi się ten sam koszmar.
Ok wyszła.Wraca z przedszkola.To nie, tamto nie.Ona chce soczek.Ale nie taki.Inny.Obiadek chce inny niż jest w domu.Wczoraj darła się z 40 minut o paluszki.Podjadała trochę oglądając bajke.W końcu stwierdziłam,że starczy.A ona ,że chce jeszcze.Tłumacze najpierw spokojnie ,że nie ma już,że kupimy jutro,że starczy itd.itd.itd.itd.
Już mi para leci z uszu ,nosa i nie wiem skąd jeszcze.Ona już histeria.Już przestaje mnie słuchać. Mówie,że ma iść do wanny.Ona w ryk.Już miałam tak dosyć więc żeby nie wybuchnąć całkowicie poszłam się kąpać sama.A ta przylatuje za mną , otwiera mi drzwi całkowicie, wyje o te paluszki i idzie sobie dalej.Drzwi zostają cały czas otwarte.Ja marzne bo mi ciepło łazienkowe ucieka.Wkurzam się totalnie.Zęby zaciskam.
Umyłam się.Wyszłam.A Ona ,że chce deserek.Jogurt w sensie.Tzn.no deserek taki waniliowo-czekoladowy.No.
Dostała.Później ,że ona się myć nie będzie.Że głowy nie.Po pół godziny jednak twierdzi,że się wykąpie.
Piżamy nie założy bo nie chce.Już mi się nie chciało.Naprawdę już nie miałam siły. Mówie - a śpij sobie nawet na golasa.
Spała w samych gaciach ,skarpetach i bluzce od rzeczonej piżamy.
I czesać się nie chce.Mi nie chodzi o piękne warkocze do pasa.Bo włosy nie te przecie.Ale o spinke mi chociaż chodzi albo jedną chudą,krótką kitke.A ona nawet szczotki nie uznaje.I wygląda jak oszołom,potarganiec jeden.I włosów myć nie chce.W ogóle się myć nie chce tylko uznaje metodę na namaczanie.Myśli ,że jak posiedzi w wannie to już umyta.
Wkurza mnie dokumentnie ostatnio.A nie daj Boże jej bajke przełączyć.Awantura gotowa.
Już mnie chyba nic nie uratuje.Nawet ten ketchup Kotlin co to parówki,kanapki i inne tam w reklamie ratuje.

Niedziela.Piękna pogoda.Spacer.A Ona pół godziny od wyjścia z domu ,że chce wracać.No myślałam,że mnie krew zaleje.I nie dało się,prosze wierzyć nie dało jej się namówić na to żeby zostać na dworzu.

I niejadkiem jest przeokrutnym.Dzięki Ci Panie za przedszkole bo wiem,że tam zjada obiady,zupy,podwieczorki,urozmaicone śniadanka.Codziennie co innego.Tzn. nie zawsze zjada bo wiem,że są posiłki których nawet nie tyka.Np.naleśniki,ryż z jabłkami,kisiel,galaretka.Ale w przedszkolu nawet jabłko wcina a w domu gdzie tam.Więc tyle dobrego.

Ot,żem sobie na dziecięcie swoje ponarzekała.Oj żem wywaliła wszystko co mi siedziało od kilku dni w tej pękającej już łepetynie.Pozostaje mi czekać aż z tego wyrośnie.I tłumaczyć,tłumaczyć tylko czasem to już brak mi pomysłów co jeszcze mogę jej powiedzieć , jak przekonać.Ech człowiek musi się uczyć całe życie.Żadna nowość.

ALE! Żeby nie było tak,że ona taka tylko dla mnie niedobra :) to od kilku nocy śpi bez pieluchomajtów.
Odpieluchowana była jakoś przed drugimi urodzinami ale na noc zakładałam jej cały czas te majty bo zdarzało jej się troszkę zapomnieć.A ostatnio wieczorami po kąpieli zaczęła wołać
 "nie chce pieluchyyyyyyy, mamoooo nieeeeeee"
To nie założyłam.I póki co wtopy nie mamy.Kocyk jej tylko podkładam pod pupsko.W razie zapomniania to  tylko on będzie mokry a nie całe prześcieradło i materac.Bo jeszcze wszystko to zmieniać jej w nocy to bym się chyba pochlastała.
Więc od kilku nocy jest Dzielnym Zuchem jak to sama na siebie mówi.

Macierzyństwo....
A mnie się marzy jeszcze dwójka....
:D



13 komentarzy:

  1. To się nazywa walka o wpływy..... U mnie podobnie, no może trochę mniej extremalnie :-) Życzę siły!!!Ja z drugim na ręku mam wrażenie że mam jeszcze mniej cierpliwości dla kogokolwiek.... A Mi wręcz mnie prowokuje, bo wie biedula że nie mogę jej poświęcić tyle czasu ile poświęcałam zanim się Zosia urodziła . Staram i staram i.. jakoś wychodzi ale sielanka to nie jest. Smutne ale prowdziwe :-) Zobaczysz kiedyś sama :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mel o te wpływy walczy zaciekle :) ale ja się nie poddaję i nie ulegam.Czasami walczy bardzo długo aż w końcu się uspokaja.Ale ja do tego czasu czasami nie wiem co ze sobą zrobić z jednej strony szkoda mi jej a z drugiej strony mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami.Cierpliwości mi trzeba oj trzeba.

      Usuń
  2. Minie, minie. U nas tez tak bywa, coraz rzadziej jednak. No i działa tylko spokojna rozmowa z jasnym przekazem. Jak się denerwuję, jest dziesięć razy gorzej, jak za długo gadam, to mnie wcale nie słucha. Czasem jej ustępuję, bo wiem, że na pewno ją złości, że ma na nic realnie wpływu - na jedzenie, porę spania itd. Więc żeby mogła decydować trochę o sobie, często daje jej wybór. Założysz to czy to/ Zjesz to czy to? Ale jak już wybierze, to ustalamy, ze zjada do końca, ubrania nie zdejmuje itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ciuchów to też od jakiegoś czasu stosuję metodę "Wybierz Kotusia co chcesz ubrać" a w duchu myślę "wybieraj i już nie płacz bo mi mózg eksploduje"
      Pomaga :)

      Usuń
  3. Oj kobitko to taki wiek :) bunt młodzieńczy? a może już hormony buzuja? :) :) :) moja ma dopiero rok a juz pokazuje harakterek :) takie uroki macierzyństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do drugiego dziecka to mysle o sobie tak. jednego dnia tesknie za tym ciazkowym brzuszkiem, za tym gaworzeniem, za tymi malymi kilogramkami, a drugiego dnia mowie KOBIETO O CZYM TY MYSLALAS. DO JEDNEGO CI CZASEM SIL BRAK A GDZIE TU DO DWOJKI :) I tak na zmianę te moje podejście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja myśle o drugim to właśnie nie o tych początkach bo u nas one nie były łatwe.
      Ja myślę właśnie o takim drugim już chodzącym,zaczynającym mówić itd.
      Paranoja co?? Mam takiego uparciucha i jeszcze mi mało?? Heh.

      Usuń
  5. minie rzecz jasna...ale na miejsce takich awantur przyjdą inne...Ja już się nauczyłam,że zawsze coś mnie zaskoczy,przeważnie negatywnie...ale bywają też piękne chwile.Takie życie matki.Gratuluje cierpliwości!!!
    a co do kolejnego dziecka,to ja mimo trudu,potu i łez cieszę się że są dwie...ja jedynaczka z doświadczenia wiem że moje dzieciństwo było bardzo okrojone...i ubogie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jedynaczka (siostre mam ale przyrodnią i 18lat młodszą więc to już inna bajka)
      Jak byłam mała to chyba mi raczej rodzeństwa nie brakowało ale teraz jak jestem dorosła, mam swoje dziecko to tak sobie myślę,że tym jedynakom to może smutno?Może nudno??
      I miło jak człowiek już wiekowy a tu jedno dziecko odwiedzi,drugie zadzwoni.Te świąteczne spędy.Chyba to fajne jest :)

      Usuń
  6. Poczekaj aż się zacznie okres dojrzewania- to się kąpać będzie tak długo i w łazience "pokutować",że jeszcze zatęsknisz:) u nas na bunty sprawddza się ich ignorowanie- po pewnym czasie W sam robi to,o co prosilam i tlumaczylam calkiem bezskutecznie..No i ja z nim nie podyskutuje,bo nie ma jak,wy macie w zanadrzu jeszcze ta metode:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami ciężko przeczekać ten chwilowy bunt.Mi zdarza się wyjść do łazienki i puszczać wodę żeby nie słyszeć...
      żeby przeczekać bez moich wybuchów.
      A na rozmowy z W czekaj cierpliwie.Zobaczysz,że jeszcze Cię przegada.Tak jak i mi dziewczyny pisały na temat mojej Meli :D

      Usuń
  7. Kopnął mnie zaszczyt i Sofcia w jednym,która zaprosiła mnie do zabawy. Ja zapraszam Ciebie za Twoją „dobrą robotę”. http://dwaplusono.blox.pl/2012/11/Zaszczyty.html

    OdpowiedzUsuń
  8. mam nadzieję,że od tego testowania nie wyskoczę niedługo przez okno :P

    OdpowiedzUsuń