Przez nasze choróbska ostatnio zaniedbałyśmy rytuał wychodzenia na spacery ale wczoraj wybrałyśmy się na dwór dwa razy.Ogólnie przeważnie spacery Melkowe odbywały się w wózku.Poza nim tylko gdzieś gdzie nie ma ulic bo Mel to soba uciekająca matce więc dla świętego spokoju matki dziecię siedziało w wózku.A że wczoraj pogoda dopisała i Mel widziała dzieci biegające,huśtające się to matka Mel z wózka wyciągnęła.Na początku faktycznie trochę uciekała na moje słowa "mama idzie,papa" ona z wdziękiem i uroczą miną też pomachała,mówiąc papa i dalej swoje.Po dłuższej chwili biegania stwierdziłam ,że czas do domu.Wiedziałam,że próba włożenia rozbieganego dziecka do wózka zakończy się marudzeniem,Chcąc tego uniknąć podeszłam do Meli i mówię ,że "teraz idziemy do domku trzymając się za ręke".I ku mojemu zdziwieniu dziecko bez protestów matke za łapke i dawaj do domu i tak całą drogę a musze dodać ,że blisko nie było.Po południu drugi spacer i też zakończony sukcesem bo też caaaaałą drogę za ręke.Kochana moja Mel.A jaka to przyjemność iść sobie tak razem,Mel jaka zadowolona a i matka dumna ,że ma już taką fajną córe :)
Z nowych słów umiemy:
alo - czyt.halo
oam - kocham
babam - banan
bam - piłka
:D
Dzielna, mała podróżniczka :*
OdpowiedzUsuńTeż tak chcę aby Jula grzecznie za rączkę chodziła, nie powiem bo czasem pójdzie ale puszczę ją raz aby pobiegała to już nie ma szans aby ją chwycić - pisk taki, że na pół ulicy ją słychać.
OdpowiedzUsuńszczesliwa-mama25