poniedziałek, 30 maja 2011

króciutko :)

Chwilka jest więc popiszę sobie :)
Może zacznę od tego ,że jestem sama z Mel na tydzień, no na 5 dni . Mężulo wyjechał do kraju przestrzeni,uroku i ..rowerów czyli do Szwecji na szkolenie. Także rządzimy się same przez ten czas.Jakoś zleci mam nadzieje.Pogoda na szczęście piękna to można na dworzu siedzieć całe dnie i czas sam poleci. Bo dzisiaj to faktycznie, żar z nieba się leje i niech tak zostanie na długoooo, wczoraj myślałam już ,że zejde z tego świata przez tą ponurą aurę :/ blechhh nie cierpie takiej zamulonej pogody. Niby na deszcz a nie pada,słońca brak no ogólne panujące zmęczenie totalne.
Już jesteśmy z krasnalem po jednym spacerze i wróciłyśmy z lekko zdartym kolanem.Heh zaczyna się. Miśka po domu już całkiem dobrze chodzi i czasami ganiana przez tatę nawet biega.Tylko na dworzu gorzej sobie radzi i wszędzie by chciała zajrzeć a tam niestety nie to co w domu.Bo i krawężniki,schodki,nierówny chodnik,wystające studzienki.I tak dzisiaj właśnie pomykała przez podwórko i nagle bach no ale tak ,że aż podkoczyła upadając.Płaczu nie było i ogólnie nic się nie stało ,ale w domu przy przebieraniu zauważyłam leciuteńko zdarte kolanko. Nadchodzi chyba ten czas kiedy ciągle będą takie kolanka,siniaki,obtarcia. Śmieszne to wszystko.A ona taka w tym wszystkim słodko niezdarna , gibająca się na boki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz