środa, 22 lutego 2012

i po :)

Wczoraj już nie udało mi się tu zajrzeć bo czasu brakło ale dziś nadrobię i opowiem jak to było w szpitalu.
Zacznę od tego, że telefonicznie 2 tygodnie temu zostałam poinformowana,że mamy termin, godzina 8.30 , zabrać trzeba książeczke zdrowia Meli , ubezpieczenie i być na czczo. I w zasadzie that's all. Co się okazało na miiejscu?? A no ,że szpital w całkowitym remoncie że wejście do laryngologii było ale jest gdzie indziej a wychodzi się przez oddział położniczy (???) - co prawda miłych wspomnień czar.....
lećmy dalej...
Pani pyta mnie czy córka wczoraj była u lekarza badać  uszy. Mówie, że nie, że nikt nie mówił , że trzeba. Odsyłają nas piętro wyżej, kolejne labirynty ale jesteśmy po badaniach, wynik jest taki ,że płyn posiadamy w dwóch uszach a nie jak miesiąc temu w jednym. Z tym idziemy czekać aż nas wywołają. Miła Pani która widzi , że taszczymy małe dziecko prosi nas na bok,zabiera wyniki , załatwia sprawe.Wchodzimy jedni z pierwszych. Kolejna miła Pani informuje nas  ,że mała jest malutka ale zabieg trzeba zrobić bo ona nas poprostu słabiej słyszy co za tym idzie może gorzej mówić itd. itd. Zabierają nas na sale. Mela najmłodsza , dostaje wielkie łóźko a w komplecie wielką piżamke z dekoltem po pas :P


Siedzimy czekamy... dodam jeszcze, że mówiono nam ,że zabieg o 8.30 , po 15 minutach mała jest po i później zaraz do domu.
Mamy godzine 9.45 miła Pani przynosi nam w plastikowym kieliszku "głupiego jasia" , Melo wali z kielicha i bawi się dalej. Mamy jej pilnować bo zacznie się przewracać. Po 15 minutach jest zamulona, miła Pani zabiera ją na blok operacyjny. Żadnych płaczów u Meli a u matki płyną łzy....
Mija 20minut. Z mężulem wcinamy małe pączki czekając na dziecie. Wyjeżdża na wózku. Śpi. Mija godzina. Dziecko wygląda tak:


Je buły, małe pączki, pije, gada, śmieje się i wszyscy z niej. Jako jedyna z 5osobowej sali doszła do siebie tak szybko. Gdzie był z nami chłopiec 6 lat, dziewczynka 3,5letnia i dwie nastolatki. Wszyscy zamuleni , śpiący. Po następnej godzinie Melo biega po korytarzach a miłe Panie pytają się czy ona po zabiegu czy jeszcze przed bo na taką PO to nie wygląda. Już miałyśmy wychodzić a okazało się ,że Pani która się nami zajęła od początku przyniosła pycha obiad z rozdrobnionym mięskiem, ziemniaczkami i burakami. I usiadła i karmiła młodą. A wiadomo jak ktoś inny karmi to dziecko je. Poszliśmy po wypis i do domu. Generalnie jakoś tak miło było :) Melo poszła spać na 3,5 godziny poźniej a wieczorem szalała już u znajomych z 3letnią koleżanką. I zapomniała już jak nie spodobała jej się krewka, która poleciała przy wyciąganiu wenflonu i zaplamiła bodziaki :) A najbardziej podoba nam się to zdjęcie i zatrzaski na małej klacie po zabiegu, mina wymiata ...i czy ktoś ma ochotę przyłączyć się zatrzaskiem??

2 komentarze:

  1. widać Mela zuch dziewczynka dzielny pacjent, a co tak nie ma czasu na nudę:)
    My dzisiaj dostaliśmy skierowanie do laryngologa z przerostem trzeciego migdała.
    Najlepsze w tym wszystkim kolejki jak się chce umówić.
    Dużo zdrówka dla córci:)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ta dziewczynka właśnie co była z nami na sali miała wycinany trzeci migdałek. Wychodziła na drugi dzień po zabiegu.
    Dla mnie najgorsze było to usypianie, narkoza. Ale to poprostu człowiek zbyt dużo sobie w głowie wymyśla :)

    OdpowiedzUsuń