Kolejna niedziela poza domem.Do południa.Bo później
pogoda diametralnie się zmieniła.
Co zastaliśmy: Kamienne kręgi tak jak planowaliśmy, śnieg w cieniu (a matka w balerinach),
piękno lasu, zapach lasu, iglaków, śpiewy ptaków.
I hit dnia:
Dziecko mówi: sisi , matka na to "to chodź Cię wysadze"
Tata kawałek dalej krąży z papierosem ( o zgrozo w lesie!!! )
Wołam małża "chodź zobaczysz jak się dziecko wysadza żebyś wiedział" w trakcie paplaniny rozbieram dziecko.
Małż krzyczy "przecież wiem jak się wysadza a co? Ty nie wiesz?? Ej jej już leci po nogawkach!!!!"
I poleciało, na majty, na rajstopki, na spodnie.
Tak nauczyłam małża wysadzać dziecko.I jak na złość jak zawsze biore czyste ciuszki (w razie zalania,które nigdy się jeszcze nie przydarzyło poza domem) tak wtedy nie wzięłam.Jakże by inaczej. Zawineliśmy małą w bluze małża i do fotelika.
Teraz fotorelacja :) ze spaceru rzecz jasna :)













ależ się napatrzeć nie mogę na te piękne zdjęcia tak cudne.
OdpowiedzUsuńNiedziela mile spędzona jak widać:)
Tak to już jest z nami mamami jak się ubezpieczymy na "w" a jak się już nie weźmie to się przydarzy.
Też uwielbiamy lasy odwiedzać jak tylko jest okazja - człowiek teraz taki zalatany że mało czasu na przyjemności.
Pozdrawiamy :)