tiaaa humor od wczoraj tragedia.Coś okropnego.Mel marudząca chyba na zęby , można by z tego wszystkiego walić głową w mur a i tak by to nic nie zmieniło.Wczoraj obudziłam się z takimi podkrążonymi oczami jakbym balowała całą noc.No i faktycznie jakoś źle spałam.Dlaczego ?a to dlatego ,że padało,lało i co tam jeszcze można by na ten temat pisać i cały dzień wczorajszy też padało.Z przerwami.Czyli jak deszcz to siedzenie w domu.Czyli wścieklizna mojego dziecka.No ryk,krzyk,moje nerwy.I do tego remont piętro wyżej,ale taki już na konkretnym etapie chyba bo walili młotami tak głośno ,że Melonka ledwo zasnęła i to już o 10.00 ale tylko na 30 minut.Jak to powiedziałam mężowi przez telefon to śmiał się i nie mógł się powstrzymać.Nie wiem co w tym śmiesznego heh jak mała tylko usłyszy jakieś wiertary czy młoty i inne ciężkie sprzęty a dziecko przestraszone z krzykiem ucieka mi na kolana bo moje dziecko jakieś wrażliwe na hałasy jest .Nie cierpię remontów i tych we własnym domu i tych u sąsiadów.Na szczęście dzisiaj trochę lepiej.AAA jeszcze tylko napiszę ,że jak tylko Mel wczoraj się obudziła o tej 10.30 to przestali hałasować ale już o dalszym spaniu nie było mowy...
Na mój zły humor wczorajszy składała się więc pogoda,hałas u sąsiada a poźniej inteligentna rozmowa z matką , oczywiście przez telefon.Zadzwoniła i gadała o pierdołach , powiedziała ,że w końcu zamówiła ten wielki telewizor bo jednak wcześniej nie mogła się zdecydować,że czego to on nie będzie miał ble ble ble i się zapytała co robię z Amelką teraz w domu.Mówie ,że teraz mała jadła obiad i siedzi sobie w wysokim krzesełku i z tacki wcina suche rozsypane płatki kukurydziane (bo lubi i po obiedzie dałam jej jeszcze do poskubania) fajne to ćwiczenie dla małych łapek bo ćwiczy precyzję ruchów.Małe płatki kukurydziane trzeba małymi łapkami brać pojedynczo i trafiać do pyszczka.A Meli to bardzo podeszło bo wczoraj siedziała tak 40 minut i płatek po płatku zjadała a jak chciałam ją wyciągnąć to usłyszałam "nie" i dałam spokój.Iiiii wracając okrężnie do rozmowy z wspomnianą matką,jak usłyszała ,że Melani ostatnio często je z tacki łapkami bo i ziemniak i kurczak,ogórka,banana,arbuza a i jajecznice i to chyba wszystko narazie bo to przecież niejadek jest.A matka do mnie to daj jej widelec i niech się uczy!!!!!! A mi ciśnienie tak skoczyło ,że myślałam ,że przejde do niej przez ten telefon żeby było szybciej.Mówie jej ,że ona ma czas jeszcze na to żeby się uczyć jeść widelcem,nożem czy choćby łyżką a takie jedzenie rączkami to bardzo ważne dla takiego dziecka , że ćwiczy się tym wiele zmysłów i koordynacje ruchów ręka-pyszczek,wzmacnianie mięśni dłoni,chwytanie małych elementów no wszystko co najlepsze i z resztą jestem fanką metody BLW czyli baby led weaning co polacy tłumaczą sobie bobas lubi wybór heh ;) Czyli w skrócie chodzi o to ,żeby dziecko jadło samo, kawałki różnych pokarmów ale rączkami.A moja matka na to ,że co ja chce z niej zrobić jakąś kaleke bo się przyzwyczai jeść rękoma i nie będzie chciała jeść sztućcami i takie tam .Na to ja ją przymknęłam tym ,że najlepiej to dawać dziecku butle z mlekiem do niewiadomo jakiego wieku na śniadanie i mieć święty spokój.Bo sama dawała butle z mlekiem mojej siostrze do 5 roku życia bo gówniara tak się przyzwyczaiła ,że nie chciała nic jeść innego.I mówie jeszcze ,że może przez to ,że tak jadła tylko to mleko na śniadanie to może dlatego teraz nie chce nic jeść i tylko słodycze i chipsy bo do niczego nie była przyzwyczajana od małego i to może od butli musi teraz nosić aparat bo jest coś takiego jak próchnica butelkowa i krzywy zgryz od butelek.Mówie ,że pewnie! po co dziecku jajko ugotować czy jajecznice czy zrobić kanapke lepiej zapchać butlą i mieć spokój i czas wolny.To się zamknęła i powiedziała ,że już musi kończyć bo idzie na zakupy.No tak mnie wkur.....,że przeszła samą siebie ,ona mi będzie mówić czego ja mam uczyć swoje dziecko jak sama moją siostre tak wychowała ,że ta jej wchodzi na głowe jak tylko może.Ale sama tego chciała.A niedawno w ogóle była taka w szoku,że Amelka je jajecznice,kanapki z jajkiem na twardo na śniadanie no i jeszcze coś tam było i z dumą to mojej siostrze opowiadała żeby jej przetłumaczyć ,że Amelka taka mała i je takie rzeczy.I tak Melon mały nie chce wielu rzeczy jeść ale przynajmniej próbuje jej dawać różne posiłki żeby chociaż miała pojęcie ,że są różne smaki itd. Ajjj normalnie szkoda gadać i pisać , ale ważne ,że ulga jest jak sobie o tym popisałam i jej powiedziałam co na ten temat sądzę.
Następna sprawa która dolała oliwy do ognia to wyjazd mężuli do Szwecji na szkolenie.No wiedziałam ,że ma być ale w sierpniu a tu wczoraj dostał tel ,że jednak teraz.I jutro leci na dwa tygodnie echhh.Smutno trochę ale jakoś zleci.Przyjeżdża na chwilę na ślub brata za tydzień i wraca na drugi dzień.Znów z Franczeską małą będziemy się rządzić same na chacie jeeeeaaaa :/ echhh bardzo zabawne.
Już nawet nie miałam siły dokańczać aniołów ale może dzisiaj je dokończę i wkleję w końcu jakieś zdjęcia jutro.Achh za dużo na głowie ostatnio.Jeszcze to mieszkanie...ale o tym kiedy indziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz