I znów była mała przerwa w pisaniu.Jakoś tak to działa wszystko , że jak zrobie sobie przerwe to poźniej nie mogę się zabrać za pisanie.Ogólnie wszystko u nas ok. Widziałyśmy się ostatnio z koleżanką Kamilą i jej synkiem Filipem. Zabrałyśmy dzieciarnię do Bajkolandu. Jakoś w dalszym ciągu nie mogłam przekonać Melonki do basenu z piłeczkami.Ma też taki na zajęciach w ośrodku i też ciężko jej tam wytrzymać.Nie lubi,boi się. Ogólnie to fajne miejsce,narazie z Kamilą możemy zapomnieć o spokojnych pogaduchach i tylko obserwacji z daleka naszych bąbli bo trzeba za nimi chodzić krok w krok :)
Weekend minął rodzinnie całkiem.Wizyty u nas , albo my wybywaliśmy i tak zleciało.A!!! i zabrałam Mel do kościoła....taaa pierwsza jej wizyta w kościele od czasu chrztu i naszego ślubu. Nie wiem co mnie naszło.Wstałyśmy bardzo wcześnie bo jakoś po 6.00.Cała noc była koszmarna.Mel w ogóle nie mogła spać.W środku nocy poszłam do niej bo się obudziła i nie mogła zasnąć.Wierciła się,jęczała z zamkniętymi oczami.Wrociłam do "małżeńskiego łóżka" ale tu też kiepsko było.Mąż K.wieczorem wybył mi na piwo i jak to po piwie chrapanie murowane. Robił to na tyle głośno ,że skutecznie uniemożliwiał mi sen.Więc zabrałam pościel i poszłam do swojego dziecka do pokoju spać.Po chwili dziecina się obudziła , zabrałam ją do siebie do łożka i spałyśmy razem.No , bardziej - leżałyśmy obok siebie bo wyginałyśmy się w każdą możliwą stronę. Fasolka rozpychała się nogami i łapkami a ja też jakoś nie mogłam sobie poradzić.Upał był w tą noc nieziemski, może to dlatego tak źle spałyśmy. Echh i rano oczy na zapałki , ubrałyśmy się , zjadłyśmy śniadanie i o 7.50 już byłyśmy na dworzu.Mężulowi tylko kartkę zostawiłyśmy ,że wychodzimy i nie wiemy gdzie idziemy i ,że jak wstanie to niech pisze na komórkę.Nie miałam pomysłu gdzie by tu iść tak wcześnie.Pogoda sprzyjała nawet, ludzi mało, samochodów na ulicach zero, jak to o poranku przy niedzieli.Fajny obrazek takie opustoszałe miasto. Zbliżając się w okolice kościoła dało się zauważyć kilka starszych pań elegancko ubranych i wtedy mnie naszło "no tak, skoro niedziela to msza" i mówie do mojej Mel ,że też zajdziemy.Wiedziałam ,że na chwilkę bo przecież gdzie takie dziecko wysiedzi a o puszczeniu jej na swobodne chodzenie nie ma mowy bo jeszcze by poszła do ołtarza i co wtedy heh . Usiadłyśmy sobie na samym końcu i klarowałam Pyśce gdzie jesteśmy o co tu chodzi co widzi przed oczami :) i że trzeba być cicho.Oczywiście gadaj sobie matka , córka i tak wie lepiej więc dawaj! trzeba sobie pośpiewać albo pokrzyczeć mamamamamamamama.
W międzyczasie zobaczyłam ,że na wyciszonym telefonie mam połaczenia od mężuli i smsa-gdzie jesteśmy, po kryjomu napisałam krótko gdzie.Nie minęło 15 minut a tatusiek nasz był już z nami. Mówi ,że szukał nas wszędzie heh a my sobie w kościele siedzimy. Melo tak się głośno cieszyła ,że ojczulka widzi ,że trzeba było się ulotnić ,żeby ludzie nas nie pogonili a msza nawet nie zdążyła się zacząć. Dobrze tak raz na jakiś czas sobie tak pójść na spokojnie posiedzieć w kościele , ciekawe doświadczenie....
A Melonik mój mały w tą noc spał pięknie. Dopiero nad ranem pobudka na kilka łyków wody i spanie do 8.00. Może TEN NA GÓRZE jej przetłumaczył , że ma w nocy spać :)
Hehhh... jak zwykle mnie rozbawiasz do łez ;p
OdpowiedzUsuńJakieś nowe twory są??? Jak tak to pokazuj mi tu :D
:) przed chwilką włożyłam anioły do pieca (piekarnika heh) ale nic specjalnego.Poprostu musiałam narobić na zapas ,żeby sobie w domu były bo zaczynają mi "wychodzić".Tyle ,że teraz zrobiłam całkiem spore i jeden jest w pomarszczonej sukience,pierwszy taki ,zrobiłam na próbe.Jak pomaluje to wkleje zdjęcie :)
OdpowiedzUsuń