Otóż mowa o MATEMATYCE.Znienawidzonej przeze mnie.
Dzisiaj okazało się,że na studiach mam taki przedmiot jak Logika.O ile wykłady były do zniesienia tak ćwiczenia okazały się dramatyczne.
Przypomniały mi się takie sytuacje jak np.w gimnazjum nauczycielka na początku lekcji mówiła,że będziemy robić zadania z książki po kolei każdy zaczynając od ławek od okna albo od ściany albo wyrywkowo z dziennika.I tu już pot lał mi się po nie wiem czym.Obmyślałam na które zadanie wypadnie moja kolei i próbowałam je szybciej rozwiązać i nie zwracałam uwagi na te które akurat były rozwiązywane. Oczywiście samej nie szło mi za cholerę więc prosiłam o pomoc koleżanki.Szłam do tablicy i nawet nie potrafiłam w tych nerwach przepisać zadania z zeszytu.Dodatkowo miałam okropną nauczycielkę.I nie twierdzę tak z tego względu,że nienawidziłam tego przedmiotu.Cała klasa miała z nią problemy.Rodzice pisali skargi.Były spotkania..Nic to nie dało.Na dodatek kobieta mieszka dwa bloki obok mnie :/
Później szkoła średnia.Tak mi się przytrafiło,że poszłam do szkoły gdzie przedmioty związane z liczeniem były z tych ważniejszych i było ich kilka.Kompletnie nie dla mnie.Ale cóż.Trzeba było jakoś ciągnąć ten wóz do końca.Nie było łatwo.Ale tu już była normalna nauczycielka z matematyki.Z innych tych ścisłych też dało się przeżyć.Nawet jak jakiś sprawdzian mi nie poszedł można było podchodzić parę razy aż do skutku.Miałam zawsze ściągi z wzorami,przykładowymi rozwiązaniami.A i tak potrafiłam zawalić.Bardziej chyba przez stres ,który nie pozwalał mi się skupić.Miałam korepetycje.Bo nijak nie potrafiłam rozwiązywać zadań.Nie rozumiałam po co ,dlaczego tak,a co to za znaczki?Głupio mi się przyznać ale mój strach był tak ogromny ,że wolałam nie pojawić się na lekcji niż sterczeć przy tablicy i nie umieć rozwiązać zadania albo siedzieć na sprawdzianie i oddawać pustą kartkę.No jak o tym myślę i o tym co w tamtym czasie przeżywałam to aż mi się oczy robią mokre.
Poszłam specjalnie na studia humanistyczne żeby uniknąć przedmiotów, które sprawiałyby mi problem.A dzisiaj wzory,zbiory,cyferki,nawiasy srasy dupasy. Ale czułam się lepiej bo takich ludzi jak ja czyli totalnych zamotańców było mnóstwo.Dorosłe kobiety i mężczyźni,starsi ode mnie o ładneee parę lat nie ogarniali sytuacji.Inni w moim wieku mówili mi to samo co ja miałam w głowie na swój temat.Mówili o sytuacjach ,które ja przeżywałam.Oni też udawali ,że coś rozwiązują w zeszycie i tępo gapili się w zeszyt jak nauczycielka w szkole średniej czy wcześniej próbowała wywołać kogoś do tablicy.Im też pociły się ręce z nerwów.Oni też mówili,że nic nie rozumieli.Że nienawidzili.Że patrzyli się w tablice jak ciele na malowane wrota i NIC!!
Była mowa o egzaminie,na którym są same zadania i ponoć niektórym nawet 1,5 godziny nie wystarcza na ich rozwiązanie.Także jak dla mnie rewelacja :/ To chyba będą musieli zamknąć szkołe w tym dniu razem ze mną w środku bo będę dalej ślęczeć nad kartką.Ale teraz już nie jestem pojedynczym przypadkiem.Teraz wiem,że inni też potrafią to tak przeżywać jak ja.Może to głupie ale jest mi z tym lepiej.Że mam z kim o tym porozmawiać.I,że tak się zawsze bałam...
źr.internet
Takie niewinne a potrafią zatruć człowiekowi życie i stać się koszmarkiem.

Jak ja Cie rozumiem. Nigdy nie lubiłam matmy. nigdy nic nie rozumialam dlatego tez na swiadectwie maturalnym mam 2 :( no ale cóż... takie życie i zdecydowanie wolę polski :) fajnie że nie jestes z tym sama. To podnosi na duchu .
OdpowiedzUsuńja dlatego poszłam na studia humanistyczne bo właśnie w tej dziedzinie czuję się o niebo lepiej.
UsuńAle co zrobić??Teraz to już tylko modlić się żeby zdać za jakiś czas egzamin.
Nie stresuj się na zapas, bo zazwyczaj o tych egzaminach dużo gadają, a i tak w rezultacie wygląda to inaczej. Przede wszystkim chodź na wszystkie zajęcia. Pamiętam, że u nas jak była na studiach statystyka, też połowa ludzi nie ogarniała o co kaman i bardzo się zdziwili jak na ostatnim wykładzie gościu powiedział: "Kto chce trzy, zapraszam do mnie" ;] no ale warunkiem była dobra frekwencja :) Będzie dobrze!
OdpowiedzUsuń:) wiem,wiem ,że o tych egzaminach się zawsze dużo gada sama się już wielokrotnie przekonałam.Ale tu chodzi raz ,że o egzamin a druga sprawa ,że to z LOGIKI !! To już dwa złe słowa do przetrawienia :P
UsuńU nas tak samo frekwencja najważniejsza więc myśle ,że tym nadrobie :P
Miałam logikę w każdy poniedziałek przez cały pierwszy rok. Na polonistyce. ;-) Pani doktor wyglądała jak Filifionka. Ale w sumie lubiłam.
OdpowiedzUsuńJa jestem na pedagogice i myślałam,że mnie to ominie.Nie wiem jaki jest cel tego przedmiotu na tym akurat kierunku? Widocznie jednak jest do czegoś potrzebny echhh....
UsuńOj biedaku. Ja na szczęście jestem "umysłem ścisłym" więc m.in. logikę uwielbiałam... Za to z pisaniem długich i natchnionych prac było dużo dużo gorzej... :-)
OdpowiedzUsuń:)
Usuńto dobrze ,że jest NAS trochę :P
OdpowiedzUsuńJa też walczyłam z logiką, która nigdy dla mnie logiczna nie była :) Zresztą też na pedagogice :) Trzymaj się da się jakoś przeżyć. PS. Moje ulubione zadanie z logiki, szło jakoś tak: "Jeśli Adam jest pijany, to śpi. Jeśli śpi, to nie grzeszy. Jeśli nie grzeszy- jest święty! wniosek: jeśli Adam jest pijany to jest święty" :D
OdpowiedzUsuń:))) heh dobre.Ostatnio też mnie jedno takie zadanko rozłożyło na łopatki ale nie pamiętam treści do końca więc nie chce mieszać.Najlepsze jest to ,że Ci wykładowcy tacy zafascynowani tym przedmiotem ,pełni pasji wszystko szybko tłumaczą "no i tu patrzycie sobie w tabelke ,odczytujecie i wpisujecie,proste?no proste przecież"
Usuńa studenciaki takie cielaki,sieroty boże siedzą i większość nic nie kapuje :P i ja szalona w tej właśnie większości.Byle już to zdać i mieć z głowy.