Radość była przeogromna.Wtaczane były wszystkie miśki tudzież inne zabawki.Do momentu aż zaczęły wychodzić kolejne zęby. Dzieć w nocy zaczął przychodzić do nas.Wtaczać się tymi gołymi girkami.A my już z lenistwa pozwalaliśmy jej zostawać.Efekt był taki,że tak zostało.Nauczyła się zasypiać w dużym łóżku sama.Bez gadania,proszenia,wnoszenia.Dla matki zmęczonej dniem sytuacja idealna.A możliwość wtulenia się w małe ciepłe ciałko i trzymanie za wspomnianą girkę dla mnie super.A jeszcze jak mi Czorcina w nocy się przebudza i mówi "mamo daj mi lęke" no to już całkiem się rozpływam i daje tą ręke i zasypiamy...
Co do przebudzania...ja sen mam bardzo czuły.Wszystko mnie budzi więc i każdy Jej ruch powodował,że się budziłam i poczyniałam wędrówki do wc bo już bym nie zasnęła a to jeszcze łyk czegoś tam.I tu kolejny problem bo zasnąć już nie mogłam bardzo często.Albo dopiero udawało się po dłuuuższej chwili.Więc o wyspaniu się nie było mowy.W końcu matka się zawzięła.Powiedziała sobie dość.Dość nieprzespanych nocy.Dość kręcącej się małej Trzpioty.Dość gołych girek wbijających mi się w brzuch albo lądujących mi na twarzy.Matka posłała dziecko do siebie.I ku jej zdziwieniu poszło gładko.Poleżałyśmy na jej wyrku.Poczytałyśmy aż się obie zamuliłyśmy.Zasnęła.Matka optymistka myśli: wow,ekstra moje najukochańsze dziecko prześpi cudnie całą noc a ja mam czas dla siebie"
No ja optymistką nie jestem raczej i miałam wizje ,że będzie się budzić co chwilę bo przecież chora,inne łóżko i matki swej za ręke nie weźmie.Godziny mijały.Matula szalała w domu.A to podjadła sobie,przy laptopie posiedziała,na film zerknęła.Ogarnęła siebie.Mogła być trochę głośniej bo dziecina u siebie.
No spała.Bitą całą noc.Ba, do 8:30!
A ja, no co?Też spałam, też do 8:30.Wyspałam się jak nie pamiętam kiedy.Wstałam z super humorem i chęcią do wszystkiego.To lubię.
A ja, no co?Też spałam, też do 8:30.Wyspałam się jak nie pamiętam kiedy.Wstałam z super humorem i chęcią do wszystkiego.To lubię.
I stwierdzam,że każde zmiany jakie sobie wymyślę to moje dziecko akceptuje bez większych sprzeciwów.Tak samo lekko zareagowała jak zabraliśmy jej smoczek,butle,pieluche.
No bo przecież cudne to moje dziecko jest.A ja głupia narzekam na nią tyle.Oj głupia ja głupia :)
Bez szału,bez szału bo telefonem.Ale musiałam uwiecznić tę chwilę i tak.
Chwilo trwaj!

Ja tam uwielbiam spać z Maluchami. Zasypiają u siebie, ale potem jakimś cudem zawsze lądują u nas. Wiem, ze za naście lat będę za tym bardzo tęsknic. :-)
OdpowiedzUsuńJa też lubie. Tylko nasza to i z nami zasypiała i spała całe noce i się z nami budziła.Trochę tego za dużo.Niech zasypia u siebie a w nocy jak najbardziej może przychodzić.Bo ileż w tym uroku :)
UsuńOch jak tu miło u Was :) super :)
OdpowiedzUsuńZapraszam zatem jak najczęściej :)
UsuńGratulacje dla Matki, a przede wszystkim dla Amelki! Super, super, super!
OdpowiedzUsuńKurde, ciekawa jestem, czy Mati też będzie tak do nas przychodził?? teraz to nie ma mowy o spaniu z nami. Jak tylko weźmiemy go do siebie, od razu oczy jak 5 zł i rozrabia...a to mamę ugryzie, a to tacie zrobi "cacy, cacy". No, ale zobaczymy. Może jak już będzie miał normalne łóżko to zacznie uskuteczniać wędrówki :)
myśle,że będzie przychodził.Chyba większość dzieci to robi.Jak nie każde :)
UsuńDla mnie najważniejsze było żeby zrozumiała,że zasypia się u siebie.A to ,że w nocy przyjdzie to ok.Miłe to jest.Taki maluch wtaczający się do dużego łóżka super sprawa :)
Bo przynajmniej do tego momentu aż przyjdzie idzie się wyspać.Oczywiście dobrze jeśli się wtoczy i dalej zasypia :D