Dziecko moje antyowocowe jest i uznaje przeważnie tylko banany. Jakże się zdziwiłam kiedy kupiłam arbuza dla siebie a młoda zaczeła go podjadać bez proszenia, wymyślania historyjek itp. Dużo nie zjadła ale przynajmniej spróbowała :)
PS.
1) Miło widzieć , że grono odwiedzających mój blog się powiększa. Miłego czytania i oglądania życzę :)
2) Nie dostaliśmy się do żłobka, w państwowym mamy 2 miejsce na liście rezerwowej. W prywatnym
5miejsce na rezerwowej.Teraz trzeba czekać do lipca :/

Moje dziecie tez jest antyowocowe i do tego jeszcze antywarzywne.i tez lubi banany, az sie zastanawiam co one takiego w sobie maja;) 2 -gie miejsce to i tak sukces, my nie mamy co marzyc o takim luksusie..
OdpowiedzUsuńteż tak właśnie sobie często myśle co te banany takie mają , bo ja już patrzeć na nie nie moge.
UsuńChyba zaczne jej słoiczkowe owoce kupować żeby chociaż troche smak jej zmienić bo przeż ileż można.Pocieszam się,że jak się uda i pójdzie do żłobka to zobaczy jak inni jedzą i się wreszcie nauczy :)
jako osoba arbuzokochliwa uwierzyć nie mogę, że można go nie lubić i zjeść mało ;)
OdpowiedzUsuńoj ja też kocham :D i mogłabym jeść całe lato :D a w sumie cały rok bym mogła :D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń