Życie.
Nerwów co niemiara.Niedziela.Pobudka 5 rano.Obrona od 9tej.Dzięki Bogu z racji nazwiska wchodziłam trzecia.Bo alfabetycznie. Każdy wchodził na 5 minut więc szło szybciuteńko. Weszłam,podukałam,panikowałam o mało nie zeszłam z tego świata.Czekam, 28 osób musi wejść za mną żeby usłyszeć wynik.I tak,chwale się, faktycznie było lajtowo i piątkowo :D Sympatycznie było.Później obiad ze znajomymi z grupy,piwko pod parasolem.Gdzieś mnie zawiało bo od niedzieli siedze w domu z choróbskiem :/ z nosa leci jak z wodospadu.
Od października magisterka i za 2 lata znów nerwy na kolejnej obronie :P
A teraz pomalutku będe nadrabiać to co działo się u nas w ciągu tego
czasu kiedy próbowałam się uczyć :)
Gratulacje wielkie!!!! Urlop się należy! :-)
OdpowiedzUsuńDziękuje ślicznie.
UsuńOj urlop to w sumie mam od 2,5 roku.O ile przebywanie z dzieckiem można nazwać URLOPEM!!!! :D