Tak.Ostatnie dni ewidentnie należą do kiepskich.Córka wyje.W domu jest troche lepiej.Jakoś się zajmie.
Ale no np.dzisiaj.Wychodzi z klatki i od razu gleba.Więc wiedziałam,że już będzie po spacerze.No wyła.Darła się.A jak już zobaczyła lejącą się krew to wyła jeszcze bardziej.Nie wiem co jest.Dzień wcześniej tak rozwaliła kolana,że aż dziw bierze,że sąsiedzi którzy ją widzieli nie zadzwonili po pomoc społeczną żeby ją zabrali bo wyglądała jak z patologii.I dziś poprawiła.Po jakimś czasie znów leży.Znów ryczy.Wytrzeć nie da.Tych kolan.Rany takie,że aż żal patrzeć.I jęczy.Plac zabaw nie.Chodzenie nie.Wózek trochę nas poratował.Ale co się nagadałam,nadenerwowałam.O kolorowych plastrach nie było mowy.No to tak chodziła z tymi ranami.Plus jest taki,że jak tylko wylądowała na ziemi i krzyczała na całe osiedle to nagle obok pojawiały się starsze Panie,babcie.I każda z nich częstowała małą cukierkami.Których matka nie daje.Więc płacz ustawał.I tak dzisiaj było dwa razy.Wychodzi na to ,że starsze Panie mają zawsze przy sobie coś słodkiego.Muszę to zapamiętać na starość :) nie wiem o co chodzi?O osładzanie sobie życia czy co??
Byłyśmy wczoraj z wizytą u koleżanki A.co ma córkę W.Były też inne koleżanki i dzieci inne też były.I piesek mały.No atrakcji ful.A ta gwiazda w drodze DO już zdążyła się wyłożyć i oczywiście ryk.Więc już taka nadęta poszła do małych koleżanek.Myślałam,że się ogarnie ale NIE!!! Jęczy,marudzi,wisi na mnie.Nie wie sama czego chce.Wszystkie zabawki są JEJ i tylko JEJ.Etap ,że wszystko MOJE!!Jak ktoś coś zabierze to ryk.Miałam dosyć.Naprawdę miałam dosyć.Wysiadłam.Nie wytrzymałam.Wszystkie koleżanki z dziećmi zostały tylko my się zawinęłyśmy bo bym już chyba nie wytrzymała całkowicie i bym się darła tam razem z nią.Po prostu uciekłam :/ Z tej bezsilności przyszłam do domu i się najzwyczajniej w świecie poryczałam.
No tak wyszło.Uważam ,że jest grzeczną dziewczynką (ostatnio),że spokojna jest w miarę.Taka czasami smutna sobie siądzie i się bawi w coś tam... ale ostatnio przechodzi samą siebie.Nawet wczoraj koleżanki mówiły "Boże jaka ta Amelka grzeczna" no i pokazała rogi po pół godziny.echhh.Wmawiam sobie ,że tak jak przeżyłam wychodzące zęby tak przeżyję i to.Mam nadzieje,że do tego czasu nie zacznę chodzić po ścianach albo nie skończę w kaftanie.
Kilka zdjęć.Ostatnio place zabaw są naj :)
Wczoraj byłam na spotkaniu organizacyjnym odnośnie przedszkola naszego.Tak.Trzeba to powiedzieć głośno.Mel opuszcza matkę swą :/
Spotkanie nie odbyło się w samym przedszkolu bo tam jeszcze wszystko schnie ponieważ to nówka. Więc jedyne co nam-rodzicom pokazano to zdjęcia z remontu i sal w trakcie prac.No niech będzie i tak.
Wczoraj wieczorem cały czas myślałam o tym,że Mel idzie w świat,że już nie będe jej miała w dzień.Tylko popołudniami.Coś okropnego.I mimo,że są chwile ,że działa mi na nerwy to im bliżej poniedziałku tym bardziej jest mi źle.Jak już ją tam zostawie to pewnie w drodze powrotnej będe cały czas ryczeć.
Cóż taki los matki.
A na koniec jeszcze jedno zdjęcie z parku,który się tak spodobał :)






W poniedziałek bądźmy pod telefonem ;] bo przecież mój idzie do żłobka! W tych pierwszych tygodniach trzeba się wspierać ;]
OdpowiedzUsuńBroń boże nie siedź w domu, bo myśli Cię zjedzą!
Wczoraj właśnie sobie o Tobie myślałam,że razem będziemy się łzami zalewać.Trza się będzie spotkać w przyszłym tygodniu poopowiadać sobie wszystko :D
UsuńZdaję sobie z tego sprawę ,że prędzej czy później nadszedłby ten dzień oddania małej ale tak mi jej szkoda :P
OdpowiedzUsuńJa zapychacze tez czasami noszę.A to mambę to banana tak żeby ją na chwile zająć uspokoić.Ale widzę,że babcie to zawsze noszą cukierasy :D