Wstała.Już wiedziała,że będzie ogień.A to się włosy nie układały.Gorąco.Tzn.w łazience gorąco.Bo gdzieżby tam na dworzu.Z nerwów.Od prostownicy.Gorąco.
I córce od rana też coś nie pasowało.Dała jej Duplo.Niech siedzi.I buzia na kłódkę.Córka wnerwia się bo klocków połączyć nie mogła.Pieprznęła w cholere.I jęczy.I ryczy.Idzie matka.Krzyczy.Dociera do jej łba z włosami niewyprostowanymi co się układać nie chciały.Pomaga.Łączy te klocki.
Wraca tam gdzie tak gorąco.W końcu sama ciska prostownicą.
Wychodzą.Pogoda katastrofa.Chłodniej jakoś,bez słońca.Śpiąco.Zakupy zrobiły.Plac zabaw zaliczyły.Luz.
Wróciły.No to tu obiad,zabawy,czytanie.Oglądanie.Przypomniało się matce pod wieczór,że ze sklepu czegoś zapomniała.Córke wzięła i poszły.Zamykają drzwi.I nagle trach!Klucz się złamał i połowa została w zamku.Super!Myśli matka.Jeszcze tego brakowało.Kręci.Kombinuje.Puka do sąsiadów co by kombinerki pożyczyli.Siedzą w domu i drzwi nie otwierają.Udają ,że ich nie ma.Matka wraca pod drzwi.Poszło.Zamek przekręcony.Weszła.Kombinerki znalazła.Resztke klucza wyciągnęła.Zapasowym kluczem znów zamknęła drzwi.
Osiedlowy sklep.Cisza spokój,bo wieczór.Córka nagle pada na podłoge.Poślizgnęła się.Trampki takie ma do d**y.Wyje na cały sklep.Ten osiedlowy.No wyje niemiłosiernie.Jak nigdy.Matka leci na dział z chusteczkami.Wyciera.Bo krew poszła.Warga rozwalona.Tu sytuacja się pogarsza.Córka zobaczyła krew.Więc wpada w jeszcze mocniejszy ryk co matce się wydawało,że już gorzej być nie może.Ale pokazuje córce rybke na puszce z sałatką z makreli,misia na paście do zebów.Cisza.Taszczy matka córke na rękach.Koszyk dźwiga.Dociera do kasy.Wracają do domu matka jeszcze piwo sobie dokupiła.W drugim sklepie.Osiedlowym też.Bo była tak roztrzęsiona,że nie kupiła tego co chciała.Olała zakupy bo dziecka było szkoda.Czarna seria jakaś.Pralka przestała wirować.Pranie matka wyciąga mokre jak gnój i sobie wykręca od wczoraj.Na trzy dni szanowne pogotowie gazowe zakręciło im gaz.Bo się ulatniał i dopiero wczoraj naprawili.Piecyk.I myła się matka z córką w misce.Wode sobie gotowała w czajniku.
Rany boskie o co tu chodzi??
Niech już się to skończy...
Niech wydarzy się coś dobrego.
Może jutro.Pojutrze.
A teraz piwko matka sobie wypije.

ja jestem w stanie zrozumieć ,że nie każdy dzień musi być idealny ale żeby taka czarna seria?
OdpowiedzUsuńDzisiaj już było lepiej.Wyczerpałam limit na jakiś czas :)