Dzień sylwestrowy.O 8.00 rano poszłyśmy z Melutką do sklepu zrobić ostatnie zakupy na wieczór.
Chodząc po sklepie Dziewcze dostało soczek w kartoniku i Misia Lubisia.Już w domu mówiła,że ona dzisiaj tylko chce Misia Lubisia.Więc zgodnie z umową dostała.Ale powiedziałam,że pani najpierw musi go skasować a dopiero później można go zjeść.I tak jeździła sobie w wózku sklepowym,trzymając w ręku soczek i Misia.
Zajeżdżamy do kasy.Pani skasowała moje zakupy i pyta czy soczek też skasować.Ja się ocknęłam i mówię,że tak pewnie.Że nie zauważyłam.Skasowała.Odjeżdżamy na miejsce gdzie zostawia się wózki.
A Mel na cały głos "Mamoooo pani nie skasowała misiaaaaaaa"!!!!!!!!!!!!
Ja purpura na twarz,patrzę na nią,ona na mnie.Wracamy.Tłumaczę się,że zapomniałam,nie zauważyłam.Pot mi się po tyłku leje.Zestresowałam się.Pani się uśmiechnęła,skasowała nas i po wszystkim.Uczciwa ta córka moja.
Swoją drogą napadu na bank z nią nie zrobię,oj nie :P
Jakbyś nie powiedziała, że pani musi najpierw skasować, to myślę, że byłabyś zeta do przodu ;p Uczciwość swoją drogą, ale bardziej to było słuchanie się matki :)
OdpowiedzUsuńto w takim razie grunt ,że się słucha.Chociaż trochę :P
OdpowiedzUsuńBrawo. :) :) postawa godna podziwu :)
OdpowiedzUsuń:)
Usuńa to po mamie :D
OdpowiedzUsuń