Sobotnie grillowanie udane.
Jedzonko zaliczone.
Mel wybawiona.
Patrząc na nią widziałam siebie.Jak byłam mała to tak samo jak ona, latałam w gaciach po trawie, moczyłam się w misce,chlapałam się wodą.Wydurniałam się po prostu.
I ileż to radochy! Ile frajdy! I truskawki i czereśnie prosto z krzaczka i drzewa.I nie trzeba było jej namawiać do jedzenia.A później już zmęczenie dało się we znaki i był tylko płacz,fochy i marudzenie.Więc trzeba było uciekać.Była tak padnięta,że chwilę po wejściu do domu padła.
I słodko spała...
A na drugi dzień mówiła,że chce na grilla ;)







Nie wiem od czego zacząć- od tych cudnych Amelutkowych loczków,ostatniego zdjęcia- cudne,powala na kolana,robiłaś jakiś kurs fotograficzny? A może od tego,jak Wam zazdroszczę temperatur na tyle wysokich,że można dzieciaka na golasa puścić...
OdpowiedzUsuńDziękuje,fakt loki to Ona ma.Włosy ma przez to króciutkie bo nie widać jak rosną.Dla mnie te loczki to katorga ;P bo fryzura układa się w każdą stronę.Ale gdzie nie pójdziemy to każdy zachwyca się jej włoskami :) szczególnie jak są już takie dwa dni,trzy dni po myciu to skręt jest wtedy ładny :)
UsuńA zdjęcie nic specjalnego :) co do kursu to kiedyś chciałabym jakiś zrobić no i lustrzanka to moje marzenie.Póki co muszę się zadowolić aparatem w telefonie.
Ufff temperatury mamy mega wysokie ostatnio.Ja tam się ciesze,uwielbiam upały :))))
Włoski ma rewelacyjne :) urocza ta Wasza córeczka :)
OdpowiedzUsuń:) jeszcze żeby chciała coś na tych włoskach robić.Bo trudno ją namówić na spinke czy gumke :) mam nadzieje,że kiedyś jej to minie i będzie chciała się czesać :)
Usuń