sobota, 5 listopada 2011

choróbska i zmęczenie total ...

Wypadałoby coś w końcu napisać..tak więc..od 2 tygodni zmagamy się z zębami,piszę z zębami ponieważ w domu panuje ogólna markotność,nie jedzenie,nie spanie w nocy,nie bawienie się,nie wychodzenie na dwór i WSZYSTKO GENERALNIE JEST NA NIE!!!! Trzpiot marudny ,zagorączkowany.W ciągu 3 dni dwa razy zaliczyliśmy wizytę w pomocy doraźnej.Pojechaliśmy tam z powodu częstych nieciekawych kup.Dla własnego spokoju pojechaliśmy ponieważ równo rok temu z takimi samymi objawami trafiłyśmy do szpitala z ostrym odwodnieniem.Ale teraz pani stwierdziła,że dziecię na chore nie wygląda,że to nie żadna wirusówka,zapisała leki na jelitka,żołądek itd.i już.Leki miałam rozpuszczać w piciu i podawać.Tyle ,że Fran cwany,oszukać się nie dał.I przez pół dnia nic nie wypiła,no może kilka łyków.Więc matka zaczęła podawać kleik ryżowy do mleka i dała słoiczek z jagodami (mimo ,że lekarka zakazała słodyczy,ciepłych posiłków,OWOCÓW).Na drugi dzień jedno wypróżnionko i całkiem można by rzec eleganckie.Nie ma to jak domowe sposoby :) Ok,załatwianie się mamy z głowy ale teraz zmagamy się z temperaturą.Po dwóch dniach znów na doraźną.Tym razem trafiliśmy do pana doktora.Gość na oko 65lat.Wchodzimy , doktorek coś tam pstryka w telefonie , patrzy spod okularów i pyta.Z czym przychodzicie? Ja na mężula,mężulo na mnie no i przedstawiamy chorowitą.A ,że chorowita w nowym miejscu to i pospacerowała po gabinecie,pośmiała się i znów na chora nie wyglądała.Lekarz powiedział,że rodzice to teraz z każdą pierdołą przyjeżdżają a w takiej przychodni dopiero można świństwo załapać.Zobaczył jakie leki przepisano na poprzedniej wizycie,stwierdził ,że się nie dziwi,że młoda nie chciała tego pić bo dzieci tego nie lubią.Obejrzał,osłuchał,powiedział ,że jest ok.No tyle ,że dla mnie to ona na ok nie wygląda.Fakt,załatwia się ok , natomiast temperatura 38 codziennie z jakimś hakiem się utrzymuje,Melo marudzi,jakby mogła to by całą piąstke wepchnęła do buzi,powodując sobie odruchy wymiotne,mało je,boi się przegryzać a w nocy to wyprawia takie cyrki jakby szatan ją opętał.Budzi się,drze tą małą japke na całego,wije się jak wąż,zasypia na mnie jak niemowlak.Jak tylko próbuję się przekręcić i ją położyć normalnie to znów się drze.I tak całe noce a ja już na rzęsach prawie chodze i oczy stawiam na zapałki żeby jakoś w dzień funkcjonować.Na dworzu nie chce ani siedzieć w wózku ani chodzić sama.Tylko mam ją nosić.A żeby było śmieszniej to jak wychodzi z kimś innym niż ja czyt.ciotka,babcia itd.to dziecko idealne można powiedzieć anioł.Chodzi grzecznie za ręke,nie marudzi,w sklepie trzyma się blisko.Tylko dlaczego to dla mnie jest taka niedobra??Mam nadzieję,że to faktycznie ząb (dokładniej dolna trójka a może jeszcze jakiś szyderczo się w dziąśle śmieje i myśli sobie ha!ja wam pokaże!!!) bo nawet nie da sobie dotknąć buzi żeby zajrzeć czy już się przebił.Niech już wychodzą bo doprowadza mnie to do szewskiej pasji i niedługo oszaleję :) Mam jeszcze kilka rzeczy do napisania ale to może jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz