poniedziałek, 3 września 2012

Mój przedszkolak

I poszła.Wstała ładnie wcześnie.Szybko się dała ubrać.Bez marudzenia,pospieszania.Miałyśmy wyjść o 8.Ale udało się już o 7.20 być w drodze.Pogoda była piękna.Dzień budził się do życia.Słonko wschodziło coraz wyżej.Nastroje miałyśmy dzięki temu dobre.W przedszkolu harmider.Placówka dopiero zaczęła funkcjonować więc jeszcze panuje lekki bałagan.Z sal wydobywa się płacz maluchów.Ale Mel cieszy miske mimo to.Jedna z Pań pokazuje nam nasz wieszaczek a raczej półeczke bo akurat u nas na razie wieszaczka brak.Ma być niedługo.Ogólnie masa rodziców,dzieci w lekkim szoku.Mel trzyma się mnie dzielnie.
Podchodzi do nas Pani dyrektor , nawija do Meli,bierze na ręce i kiwa do mnie,że mogę iść.Jak to mogę?? Ale nie chce :( tak mi jej szkoda.Ona taka moja mała Kropka.Ale daję jej buziaka.Pani zaprowadza ją do sali,gdzie udaje mi się zobaczyć co nieco.No ładnie jest i co z tego jak większość dzieci z gilami po pas :/ . Jak już wychodziłam to wydaje mi się ,że to moja wystawała przy zamkniętych drzwiach i płakała.Ba!Ryczała.Ale pewności nie mam.Byle wytrzymać do 14stej bo wtedy po nią ide i zabieram na długaśny spacer :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz