Tydzień leci.Piątek zbliża się nieubłaganie.I rwanie.Nie pękam.Bardziej martwi mnie co będzie po.Czy w sobote zejdzie mi już cały ból.Czy obejdzie się bez szwów.W weekend szkoła więc muszę być w formie.
Tymczasem popijam kolegę Leszka.Siedzę przy laptopie.I kminię.
Jeszcze nie tak dawno Ona była na każdy mój zły nastrój,na smutki.Była gotowa spotkać się.Zostawić dziecięcie swe i pić ze mną też pewnie tego Leszka albo jakąś inną Warkę.I słuchac jak biadolę.A teraz kiedy ona potrzebuje wsparcia,pomocy,porady (?) możemy kontaktować się tylko przez smsy albo komunikatory bo CIĄGLE COŚ.
I to nie z mojej winy.Ja też jestem w stanie wszystko rzucić i być zwarta i gotowa na te rozmowy,porady.
A Ty K. w końcu się wyrwij i daj się porwać.A na pewno coś zaradzimy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz