Antybiotyk pomógł migiem.Dziadostwo wiadomo ale pomogło i przywróciło mnie do życia.
Natomiast zaniemógł Małż.Temperatura od wczoraj 39-40 stopni.Brak sił.Należy do tych osób,że do lekarza NIE,leków NIE,kaszel to NIC,katar też NIC. Dawnooo nie miał gorączki.A jak się źle czuł to dawał rade.Nie marudził.
Teraz leży,no leży od wczoraj jak kłoda.
A ja nabrałam jeszcze więcej mocy.Latam z herbatami,lekami,czystą piżamą,termometrem.
Szykuję kąpiel,robię zimne okłady.
Zrobiłam pizze, taką jak lubi.
Bo tak samo on latał parę dni temu jak ja się telepałam pod kołdrą.
Piszę to bo u nas podział jest jasny ja z reguły ogarniam sprawy domowe, Mele itd.
On zajmuje się kasą,załatwianiem,pomaganiem,wożeniem,odwożeniem,odbieraniem.
A teraz leży taka sierota Boża i poci się,marudzi,jęczy,trzęsie się,nic nie chce i śpi cały czas.
I ja w tym czasie czuję,że mam moc,że muszę,mogę,chcę pomóc.
Żeby znów wróciła mu siła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz