W poniedziałek udało mi się kupić kurtę więc już nie będę marznąć.Ale był lekki nerw bo obeszłyśmy z K.prawie wszystkie sklepy i nic. ALEEE w ostatnim udało mi się trafić na coś co wg mnie wygląda ładnie i jest ciepłe więc kupiłam.Buty też więc mam święty spokój.Została kwestia prezentów.I tu problem jak co roku.Z Melutką problemu nie mam nigdy w sumie ,zawsze wiem co jej kupić nawet na kilka okazji do przodu.Ale co z resztą.Małżem,Rodzicami,Siostrą,Dziadkami??????
A jeszcze za choinką trzeba będzie się rozejrzeć.Przytaszczyć trzeba z piwnicy bombki i zrobić przegląd , które się nadają a które nie.Lampki sprawdzić...
Małż ma gorący okres w pracy teraz.Także od rana do wieczora jesteśmy same.Kiepsko z załatwieniem czegokolwiek jak mała jest w domu.I tak leci dzień za dniem a sprawy do załatwienia wiszą.
Klaruje się kwestia sylwestra ;) co mnie cieszy.Bo już dawnooo nigdzie nie byliśmy.Sylwestry zawsze w domu.Tzn.teraz też w domu ale u znajomych :) Może być wesoło :)
A dzisiaj to w ogóle mam dzień nerwicy jakiejś.Od rana wszystko mi nie pasuje.Objechałam gościa od internetu.Zgłosiłam usterke wczoraj.Miał się ktoś pojawić od 10-12ej.O 12stej dzwonie i dre jape ,że gdzie jest ten magiczny serwisant bo ja uziemiona w domu jestem,do sklepu iść nie mogę po chleb bo czekam aż jaśnie pan do mnie zawita.Na to gość,który telefon odebrał,mówi spokojnie (taka metoda ich wszystkich,byle spokojnie) "jak to nikogo nie było u pani?"
Do jasnej cholery no jakby był to bym nie dzwoniła.Mówi,że sprawdzi to i mam znów czekać od 12-14ej. Wyśmiałam go ,no już nie miałam siły do gościa.Ten się tłumaczy,że musiała być ważniejsza usterka.Ja do niego ,że dla mnie TO już jest poważna usterka ,że jestem odcięta od świata :P
(brak internetu może doprowadzić człowieka do frustracji, co on o tym nie wie??zdziwiony wielce wrrrr)
Swoją drogą może napisze na ten temat prace magisterską "Brak internetu jako czynnik wpływający na złe samopoczucie człowieka w świetle badań tegoż właśnie człowieka czytaj MNIE!!!"
Pomyślałam sobie a co tam i tak pewnie nie przyjadą zaraz po telefonie ,ubrałam siebie,ubrałam dziecko i poszłam do osiedlowego sklepu.Wracam do domu-telefon.
"Serwisant spóźnił się 15 minut a teraz musi czekać i stoi u pani pod drzwiami"
-nie musi już czekać,pędze, lece jestem minute od klatki.
Był, naprawił,matka od dostania całkowitego świra ocalona.
Ach po drodze jeszcze dziecko me w śniegu wylądowało bo zaspy przy ulicy wysokie.I drze się (dziecko) , że ona brudna,że mokro,że śnieg.Ot mi się gwiazdeczka trafiła kurcze blade.I tak idzie i ryczy.Smary z nosa lecą.
A i jeszcze warknęłam na jakąś babke.Bo śnieg odgarnięty tak,że tylko jedna osoba na chodniku się mieści jakby to wszyscy mieli nagle chodzić gęsiego.I odeszła taka od bankomatu i oczy wybałusza w ten papierek co wyłazi z paszczy bankomatu i stoi.No stoi jak święta krowa,sierota boża taka.A przejść nie ma jak obok bo zaspy i już nie chciałam ryzykować kolejnego włażenia w te zaspy co by mi się dzieć nie rozdarł znów.I mówię dobitnie PRZE-PRA-SZAM i rzucam mało przyjemne spojrzenie zza kaptura...
Dzień pełen wszelakiego rodzaju pułapek prawie za mną...
Jak ludziska dotarły do końca posta to so wielkie bo długiego se posta mamunia napisała co by swej frustracji dać upust i lepiej jej się zrobiło.
I zdjęcia.Cyknęłam jak z przedszkola wracałam.
Właśnie mi się przypomniało,że wczoraj Meluta miała pobieraną krew.I nie opisałam cyrku jaki dział się w przychodni.Ale słowo CYRK już wiele daje do zrozumienia więc odpuszczę sobie.















