Mężulo poszedł spać a ja zrobione pierogi wrzucałam na wrzątek i podjarana tym ,że wyszły lece do Kota i mówie:
- Kot! Wyszły , wyszły są pycha chcesz??
Kot otworzył jedno oko i mówi:
- Nie, bo śpie już.
Ale po chwili mówi:
- No to daj spróbuję.
I wziął kęsa i żuje ,żuje , otwiera drugie oko, patrzy na mnie i mówi:
- To co? Idziemy jeść?? :)))
Powiedziałam mu ,że ma iść spać dalej a reszte zostawiamy na jutro na obiad.A sama poszłam wcinać do kuchni.Zjadłam pięć i pękam.Aaaaa!! Dodam tylko ,że Kot mój luby nie przepada za ruskimi pierogami.A moje chce jeść :) Więc to chyba przemawia za tym ,że faktycznie WYSZŁY :) Dumna z siebie jestem .Jak to mało do szczęścia potrzeba :) A jestem teraz tak padnięta jakbym biegała cały wieczór.I teraz dopiero doceniam prace swojej babci od której często pierogi przeróżne dostaję.Ileż to trzeba się namęczyć przy wyrabianiu ciasta - o ludzkie pojęcie :)
Jak jutro coś napisze to znaczy ,że moje pierogi mogą być bo przeżyłam :P:P
Przed:
Hahahah :D Uśmiałam się, że heeeej :D Oj ten Twój Kot ;p
OdpowiedzUsuńJak takie dobre pierogi, to następnym razem wbijam się na degustację ;p