czwartek, 4 sierpnia 2011

Powrót taty,szczepienie,sałata czyli ogólnie co u nas...

Chyba dużo dziś pisania będzie.Zacznę od tego ,że tata K. jest już z nami.Miał przyspieszony powrót ,przerwał szkolenie bo....jego mama a moja teściowa wylądowała w szpitalu.Tak więc mężulo w poniedziałek poleciał do Szwecji a już we wtorek z niej wrócił.Z teściową już wszystko dobrze.Do jutra zostaje bo lekarze robią przeróżne badania ale ogólnie jak pojechałyśmy do niej we wtorek z Mel to wyglądała ok i nie była leżąca pod kroplówką itp.Więc jesteśmy dobrej myśli.
Co dzisiaj?? No dzisiaj szczepienie i wizyta w MOPS-ie.Tak więc wybrałyśmy się piechotką na szczepienie a że pogoda sprzyja to można chodzić i chodzić.Przy okazji szczepienie zważyłyśmy się i zmierzyłyśmy.Fasola moja ma 77cm i waży 11,140 więc całkiem spory z niej pulpetto.Nie wygląda na grubaska ale na mała pyzę troszkę tak :) I nie wiem skąd ta waga bo ona prawie nic nie je heh...A ! i pani pielęgniarka też zauważyła ,że niezła z Meli tancerka.Bo tylko tel mi zadzwonił to ta na środku gabinetu zaczęła tańczyć.Ogólnie wesoło było :) Płacz pojawił się tylko już przy samym końcu szczepienia ale dziecko dzielnie patrzyło cały czas na strzykawke wbijającą się w papuśne udko :)
Wracając zaszłyśmy do wspomnianego już MOPS-u.Ludzi nie było więc skorzystałam ,że akurat było po drodze.Załatwiłam co trzeba i uciekałam do domu bo godzina była 12sta więc Meli pora drzemania.I co?? Melani zasnęła w wózku!!!!! Nie było by w tym nic dziwnego gdyby to było normalne.Ale ona już od bardzo dawna nie śpi na spacerach.Może ta szczepionka ją tak zamuliła.Skorzystałam z tego ,że śpi, zrobiłam zakupy na obiad i na wieczorną sałatkę.tak , na sałatkę bo mam wene na sałatki.I pewnie będe je jadła przez tydzień aż w końcu nie będe mogła na nie patrzeć.A teraz zdjęcia.
Śpiąca Melutka :) musiałam to zfotografować bo taki widok śpiącego mojego dziecka w wózku to rzadki widok.
I wczorajsza sałatka którą się tak zapchałam ,że już na nic innego nie mogłam patrzeć.Wrąbałam całą miskę a ta akurat jest malutka i należy do mężuli.

Sałatka jak sałatka...ale dodałam uprażony słonecznik a nigdy tak nie robiłam i dopiero dzięki temu była taka pysznościowa :) i dzisiaj oczywiście na kolację to samo.
Właśnie zrobiłam sobie przerwę w pisaniu i o mały włos bym się zabiła przez butelkę wody.Wala się to wszędzie w naszym mieszkaniu.W kuchni woda,w dużym pokoju woda u małej woda ,szkoda ,że jeszcze w łązience nie stoją butelki.A pije się wody na potęgę.A najwięcej to chyba młoda pije i obowiązkowo cytrynowa pół na pół rozcieńczona z wodą przegotowaną.Takie ma wymagania skubana.Jak naleje jej tylko zwykłej to wykrzywia się jakby cytrynę polizała tak więc musi być chociaż trochę dolanej wody cytrynowej na smaczek :P Za to wczoraj spróbowała pierwszy raz w życiu kanapki ze szczypiorem.Widziała ,że kroje jakieś zielsko do sałatki więc zawisła na nodze mej i ręce wyciąga do góry i jakby umiała to by mówiła "mamo daj" .Dałam dziecku kawałek szczypiorka ,pociumciała,pociumciała i wypluła.Zrobiłam jej kanapeczke to trzy wagoniki udało się wcisnąć.Więc zapoznanie ze szczypiorem jest.A niedawno tez zapoznała się z koleżankami rodzynkami.Najpierw kilka powypluwała a pożniej jadła ze smakiem.Widać podeszło to mojemu niejadkowi :)
Wczoraj byłyśmy w ośrodku na zajęciach i pani bardzooo chwaliła Melona.Chyba pierwszy raz tak bardzoo chwaliła.Mówiła ,że już jej się tak łatwiej odnaleźć,że się odzywa.Że jak "nie" to "nie" jak "tak" to "tak"   i inne "nie ma", bach bam i te sprawy mówi.I fajno.Wychodzi Melon zadowolony z zajęć i ładnie robi papa bo jest wtedy cwana bo u matki na rękach.Wracając zjadła całego banana które to miłuje ostatnimi czasy.Banany są rano,banany na spacerach i banany najlepiej na kolacje.Ach dodam jeszcze bo jak pisałam ostatnio ,że mężulo mówi ,że Melon taki już duży itd.A tyczyło się to też tego ,że jak coś oglądamy to Melon przyjdzie ,siądzie obok i gapi się razem z nami w tv albo jak coś jemy na dywanie :) to siądzie i wcina z nami taka stara maleńka z niej.Siedziałam jakiś czas temu na dywanie i zajadałam płatki kukurydziane prosto z paczki ,Mel usiadła obok,łapka do paczki i wcina.Fajna z niej kumpela.Wyglądałyśmy jak stare koleżanki jedzące chipsy w kinie :) A jak przyniosła ostatnio swoje sandałki i starała się jej sama ubrać co niezbyt jej szło to mąż patrzy na mnie i mówi "Boże ona faktycznie niedługo nas nie będzie potrzebowała"  :P:P:P ot taka moja rozkosznica ukochana.Postęp jest też w myciu zębów.W końcu daje sobie myć.Oczywiście muszę śpiewać przy tym "szczotko,szczotko,hej szczoteczko ooo,zatańcz ze mną hej w kółeczko ooo ....bo to bardzo ważna rzecz żeby zdrowe zęby mieć " itd itd.A jak na chwilę przestaje to ona patrzy na mnie zdziwiona.Cudak normalnie cudak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz