Pobudka i nic do jedzenia ani picia bo na czczo.
Weź to człowieku 3latce wytłumacz.
Zabieg przekładany od lutego ponieważ ciągle w okolicach wyznaczonego terminu chorowała.
Jedziemy do szpitala.Tam remonty.Robi się pięknie, dizajnersko, nowocześnie jak w serialu :P
Co za tym idzie na laryngologie ciężko trafić.Dotarłyśmy przez porodówkę i oddział neurologiczny (?)
Badanie.Okazuje się,że płyn który w lutym był tylko w jednym uchu teraz jest w obu.
No nic.Trafiamy na odział.
Rozkładamy klamoty bo przecież trzeba było zabrać pół domu co by się dziecko nie zanudziło.
Mamuśka cuduje tu kredeczki,rysuneczki,karteczki,zdjęcia w telefonie.A może gierkę?A proszę bardzo królewno maleńka.Gramy,pykamy sobie w ośmiorniczki.Trututu,lalala,zabawa staje się nudna.Ha! jest i rym.
Dostajemy informacje,że kolczyki trzeba wyciągnąć.Wyciągamy.Ryk.A udało mi się tylko jednego.
Doktórka stwierdza,że mam dać spokój małej i wyciągnąć dopiero jak mała się otumani "głupim jasiem" .
Fuck!Nie można było wcześniej....!!!!
Czekamy.Dostajemy "głupiego janka".Pielęgniarka mówi,że dziecko zaraz się uspokoi i będzie ok.Po czym każe zakładać szpitalną koszulę,która jest o tyle za duża ,że Mel ma dekolt po pas.
I tu afera.Młoda nie chce.Jest protest.Wrzask.Awantura.Że piżama brzydka,za duża,nie jej itd.
Matka dostaje szału.Uspokaja dziecko na tyle ile może.Obok na łóżkach dwoje dzieci,śpiąych bo po narkozie.Przy nich matki.Patrzą na mnie współczująco.Lepsze to niż miałyby mnie zabić wzrokiem.Mela szaleje,wije się jak wąż.Na rękach nie sposób jej utrzymać bo zaczyna się przelewać a na łóżku nie chce siedzieć.Ogólnie rzecz biorąc jest JAZDA bez trzymanki.Pot leje mi się po dupie.Nerw jest maksymalny.Zaciskam zęby i modle się żeby już ją wzięli na zabieg bo wyjdę z siebie.Gdzie to jej uspokojenie się,pytam?
Wreszcie przychodzi pielęgniarka. Zabiera Młodą.25 minut i jest po wszystkim.
Dowiaduję się,że jednak nie miała wyciąganych kolczyków.Kolejny fuck!Po co ta akcja wcześniej?
Śpi.Na sali cisza.
Mama łóżko obok mówi mi ,że ma to samo z 2,5latkiem. Więc mam się nie przejmować bo ona wie o co chodzi :) Mel śpi,śpi długo.Budzi się zagaduje.Jest padnięta ogólnie.Dostajemy zupkę i drugie danie.
Wyglądało dobrze.Porcja jak dla dorosłego.Zjadła prawie wszystko.Nie dziwne,dostała pierwszy posiłek o 13.00!Poprawiła jeszcze misiem lubisiem.
Później kolejna zadyma.Przecież trzeba wyciągnąć wenflon :/
Płacz.Ryk.Matka pada na twarz.
Wychodzimy ze szpitala.Mel patrzy na mnie i mówi "fajnie było w szpitalu" ...................
No.Fajnie.Nie ma co.Przednia rozrywka!!!



















