poniedziałek, 29 października 2012

To jeszcze nie ten dzień

I jestem już w domu od jakiegoś czasu.Myślałam,że dzień będę miała cały zajęty i wrócę z głową wielką jak arbuz.Ale nie,pewne sprawy są nie do przeskoczenia.Muszę jeszcze się wstrzymać.Jakieś 2tygodnie. Oby powiedzenie cierpliwość popłaca sprawdziło się u mnie.Do pewnych miejsc nie mogę wejść bez pewnych rzeczy.Ha!

Wracając do domu myślałam,że zamarzne. Oczywiście wybrałam się bez czapy i rękawiczek!Mądra!
Zawsze mi usta zamarzają i nie mogę nimi ruszać bo mam je tylko w jednej pozycji.Heh.Fakt!Jest zimno!
I to bardzo.Teraz tak gadam przy -2.A jak będzie -20stopni to zamarzne już wychodząc z klatki :P
Dobrze,że to słońce przyświeca bo mimo mrozu to ładnie jest :)


Jutrzejszy dzień pod hasłem BADANIA.W przyszłym tyg. kolejne.Mniej przyjemne.No bo kto to widział,żeby tyłek obcym wystawiać :P dobra,dobra nie rozpędzam się.
Gdybym miała to już dawno temu zrobione to dzisiejszy dzień byłby zupełnie inny...

sobota, 27 października 2012

Idzie nowe

Od poniedziałku.Nowy dzień.Nowy plan dnia.Jestem w lekkim szoku od piątku.Spałam kiepsko z wrażenia.
Myśle o tym co będzie.Jacy będą.Co będę robić.Troszke się boję ale równocześnie ciesze też miche jak dziecko , jak moje dziecko jak wie ,że kupie mambe.Malinową.Tą najpyszniejszą.Która pachnie moim dzieciństwem.

Szczegóły zostawię na deser.Chociaż sama ich znam mało :P

Do poniedziałku.
Dzisiaj w nocy przestawiamy czas więc mam nadzieję pokimać chociaż troszkę lepiej i dłużej.
Dobranoc!


czwartek, 25 października 2012

Przesilenie jakie,czy co?

Ostatnio padam na twarz.Ale od godziny 15stej.Kiedy dzieć wraca z przedszkola ja mam odcięcie.Załączam jej bajke (o zgrozo!!) i się kłade bo jestem jak piłka plażowa bez powietrza.Tak mniej więcej wyglądam właśnie.Kolejne uroki jesieni.Spadającego na łeb na szyję ciśnienia.Kawy nie piję bo po niej czuję się jakbym miała zaraz zejść z tego świata więc to mi nie pomoże...
Do tej godziny wszystko jest ok,posprzątam,pozałatwiam to co jest do załatwienia,wstawie trzy prania,zmywarka jest na chodzie,wczoraj rosół się pyrkotał 3 godziny ale o 15ej mnie nie ma.Drzemka nie trwa długo bo zaraz da się słyszeć:
"mamooo obudź się" i żeby było skuteczniej to mnie szturcha.I wymyśla a to siku, a to głodna, a to piciu,a to buła.A ja tylko na ciśnieniu zęby zaciskam.

-Już Myszko mamusia idzie.Co Kropeczko jeszcze chcesz?Obiadek może?
(do licha w przedszkolu masz!Nie zjadłaś?Czy po prostu chcesz matke wykończyć!Acha, chcesz jeszcze?
Dobrze Kotusia,mamusia już podgrzewa zupke,kurczaczka czy ziemniaczka) - tak sobie myślę.
Ide i włóczę tymi nogami do kuchni i wnerwiam się a jeszcze jak mi  się coś rozleje albo spadnie to nie daj Boże.
I gadam "że zaraz mnie krew zaleje"
Na to Ona:
"mamunia nie zaleje, fujjjj, bleee"

Właśnie! Ostatnio zostałam MAMUNIĄ.Słodkie to :)
Dla MAMUNI podgrzeje jej co będzie chciała a i tak diablica często nie tknie.Echh o losie!


środa, 24 października 2012

Nietopery

Wczoraj nawycinałam.Oczy dokleiłam.Nitke dodałam.I córulinda zaniosła je do przedszkola razem z dyńką.
Dzisiaj w Melkowym przedszkolu było Halloween.Były balony,wycinanie dyni.Stroje.Zabawy.Super.Popieram.Jak dzieci mają frajde to czemu nie? :)
A nietoperze? no cóż..troszkę Melę wystraszyły.Ale jeden został w domu i wisi na klamce w pokoju.Podchodzi do niego nieufnie i od czasu do czasu machnie go ręką.



wtorek, 23 października 2012

Trochę soboty

Rozpieściło nas totalnie.Pogodowo.Słońce.Cieplutko.Mmmm :)
Ale to tylko do soboty.Później było i jest już trochę gorzej.Ale nie psujmy sobie nastroju :)
Dzisiaj kilka zdjęć :)
Morze.Uwielbiam.






A jutro pierwsze Melowe Halloween w przedszkolu. Póki co 
nietoperzy się boi.Ale o tym jutro....







piątek, 19 października 2012

EM jak...

- jesce spiEM mamo
- pojdEM na spacelek
- zlobiEM
- kąpiEM siEM
- splóbujEM 
- nie spadnEM
- myjEM siEM
- nie wstajEM  jesce na przemian z nie wstawamy jesce

A tak na marginesie, zaczyna mnie rozbrajać tekstowo.Mówi raczej mało jak na swój wiek (chyba) ale czasami jak coś palnie albo zwykłe mamoooo plosssseeee użyte cienkim głosikiem to idzie się rozpłaszczyć totalnie :)

Foto z naszego osiedla.Spodobały mi się takie maziaje :)

środa, 17 października 2012

Taka jesień

To jest to.Niby zimno ale w słońcu przyjemnie.Kolorowo.Taką lubię.
Dzisiaj trochę rano latałam i aż nie chciało się wracać do domu.Naładowałam się.Pozytywnie.



Słońca życzę !

poniedziałek, 15 października 2012

3,5 minuty

Tyle dosłownie udało się Meli utrzymać warkoczyki na głowie.Zrobione na szybko w momencie kiedy oglądała bajkę.Tak żeby się nie kapła :)
Bajka się skończyła i zaczęła się interesować swoja głową. Szuka,szuka.Znalazła!Gumki!
Pach, pach i po warkoczykach.

To nie ten czas chyba jeszcze :)



piątek, 12 października 2012

Koszmar powrócił

Jak dla mnie to koszmar.Zawsze jak o tym sobie pomyśle to aż mi się słabo robi. Myślałam parę lat temu,że mam z tym spokój na dłuższy czas.Ale nie, wróciło jak bumerang.Gdzieś zbłądził i odnalazł mnie.
Otóż mowa o MATEMATYCE.Znienawidzonej przeze mnie.
Dzisiaj okazało się,że na studiach mam taki przedmiot jak Logika.O ile wykłady były do zniesienia tak ćwiczenia okazały się dramatyczne.

Przypomniały mi się takie sytuacje jak np.w gimnazjum nauczycielka na początku lekcji mówiła,że będziemy robić zadania z książki po kolei każdy zaczynając od ławek od okna albo od ściany albo wyrywkowo z dziennika.I tu już pot lał mi się po nie wiem czym.Obmyślałam na które zadanie wypadnie moja kolei i próbowałam je szybciej rozwiązać i nie zwracałam uwagi na te które akurat były rozwiązywane. Oczywiście samej nie szło mi za cholerę więc prosiłam o pomoc koleżanki.Szłam do tablicy i nawet nie potrafiłam w tych nerwach przepisać zadania z zeszytu.Dodatkowo miałam okropną nauczycielkę.I nie twierdzę tak z tego względu,że nienawidziłam tego przedmiotu.Cała klasa miała z nią problemy.Rodzice pisali skargi.Były spotkania..Nic to nie dało.Na dodatek kobieta mieszka dwa bloki obok mnie :/

Później szkoła średnia.Tak mi się przytrafiło,że poszłam do szkoły gdzie przedmioty związane z liczeniem były z tych ważniejszych i było ich kilka.Kompletnie nie dla mnie.Ale cóż.Trzeba było jakoś ciągnąć ten wóz do końca.Nie było łatwo.Ale tu już była normalna  nauczycielka z matematyki.Z innych tych ścisłych też dało się przeżyć.Nawet jak jakiś sprawdzian mi nie poszedł można było podchodzić parę razy aż do skutku.Miałam zawsze ściągi z wzorami,przykładowymi rozwiązaniami.A i tak potrafiłam zawalić.Bardziej chyba przez stres ,który nie pozwalał mi się skupić.Miałam korepetycje.Bo nijak nie potrafiłam rozwiązywać zadań.Nie rozumiałam po co ,dlaczego tak,a co to za znaczki?Głupio mi się przyznać ale mój strach był tak ogromny ,że wolałam nie pojawić się na lekcji niż sterczeć przy tablicy i nie umieć rozwiązać zadania albo siedzieć na sprawdzianie i oddawać pustą kartkę.No jak o tym myślę i o tym co w tamtym czasie przeżywałam to aż mi się oczy robią mokre.
Poszłam specjalnie na studia humanistyczne żeby uniknąć przedmiotów, które sprawiałyby mi problem.A dzisiaj wzory,zbiory,cyferki,nawiasy srasy dupasy. Ale czułam się lepiej bo takich ludzi jak ja czyli totalnych zamotańców było mnóstwo.Dorosłe kobiety i mężczyźni,starsi ode mnie o ładneee parę lat nie ogarniali sytuacji.Inni w moim wieku mówili mi to samo co ja miałam w głowie na swój temat.Mówili o sytuacjach ,które ja przeżywałam.Oni też udawali ,że coś rozwiązują w zeszycie i tępo gapili się w zeszyt jak nauczycielka w szkole średniej czy wcześniej próbowała wywołać kogoś do tablicy.Im też pociły się ręce z nerwów.Oni też mówili,że nic nie rozumieli.Że nienawidzili.Że patrzyli się w tablice jak ciele na malowane wrota i NIC!!
Była mowa o egzaminie,na którym są same zadania i ponoć niektórym nawet 1,5 godziny nie wystarcza na ich rozwiązanie.Także jak dla mnie rewelacja :/ To chyba będą musieli zamknąć szkołe w tym dniu razem ze mną w środku bo będę dalej ślęczeć nad kartką.Ale teraz już nie jestem pojedynczym przypadkiem.Teraz wiem,że inni też potrafią to tak przeżywać jak ja.Może to głupie ale jest mi z tym lepiej.Że mam z kim o tym porozmawiać.I,że tak się zawsze bałam...

źr.internet

Takie niewinne a potrafią zatruć człowiekowi życie i stać się koszmarkiem.

czwartek, 11 października 2012

Dobre dni potrzebne od zaraz

Jak się wali to na każdej płaszczyźnie.Co za czas jakiś nastał kiepski.
Potrzebuje spokoju.Dobrych rzeczy.A tu z każdej strony atakuje mnie coś co wali mi na łeb.
Chciałabym mieć w końcu szklanke do połowy pełną a nie pustą.
Chciałabym żeby karta się odwróciła.Żeby te dobre jakieś tam chwile wróciły żeby przyciągnęły wtedy inne dobre rzeczy.Żesz jego w dupe mać.
Nie ma ktoś do pożyczenia dobrych dni??Albo do oddania już zużytych żeby innym się przydały??

W związku z tym idę zrobić sobie gorącej herbaty żeby chociaż kubek mieć w całości pełny.