wtorek, 27 marca 2012

Jej imię

Pisałam wczoraj, że od 2urodzin mówi tatuf  mamuf. A dziś przypomniało mi się jeszcze jedno, jak pytamy jak ma na imię to krzyczy Amaaaa!!!
I twierdzi, że ma tsi lata :) to i tak bliżej dwójki bo jeszcze do niedawna uparcie wciskała nam , że ma seść :)

poniedziałek, 26 marca 2012

nowe , mało sprawiedliwe :)

W dniu urodzin Melaśka zaczęła mówić TATUF  MAMUF co oznacza nic innego jak tatuś i mamuś :) Oczywiście lepiej wychodzi jej Tatuf    bo  Mamuf  przeważnie kończy się bez F na końcu :) Jakoś tak dziwnie się układa, że wszystko co związane z Tatufem jest lepsze. Lepsze są zabawy, lepsze zasypianie, lepsze oglądanie tv, dłuższe spanie nad ranem jak matka musi gdzieś lecieć. To człek tyle z nią siedzi, wymyśla, bawi się, czyta a ona i tak Ci lepiej powie tatuf  niż  mamuf. I gdzie tu sprawiedliwość??

piątek, 23 marca 2012

STO LAT, STO LAT - czyli Melo ma 2 lata!!!!!!

I nadszedł ten dzień w którym Melowa córulinda skończyła dwa latka. Dzień jak każdy inny.Od niedawna słoneczny, z poranną zupką mleczną z płatkami, z zajęciami logopedycznymi o 10tej, ze spacerem , opowiastkami,zagadywaniem,z drzemką ,matki siedzeniem w tym czasie przed laptopem.Dzień jak co dzień.
A jednak nie....

Od kilku dni pisałam post, który chciałam tu zamieścić. Jak go dzisiaj przeczytałam to stwierdziłam, że się nie nadaje.
Hm... napawa mnie ten dzień wieloma wspomnieniami.Pierwszy rok z Melonkiem do łatwych nie należał. Ciągłe płacze, nieprzespane noce przeplatające się z zabiegiem chirurgicznym, z wychodzącymi ząbkami, z kupami, zupami, pieluchami :) łatwa w obejściu to ona nie była.Po skończonym roku przełom. Zaczęła przesypiać noce.Zaczęła chodzić.Zaczęła być już takim dzieckiem,ludziem małym,człowieczkiem.A nie tylko leżącą albo siedzącą istotką. Robiła się z niej dziewczynka.
Teraz...no właśnie teraz...Teraz jest cudowną stokrotą naszą. Mającą swoje zdanie,swoje smaki,ulubione bajki,reklamy,piosenki. Zaczyna coś tam mówić bardziej zrozumiale, można z nią "porozmawiać", dogadać się, powygłupiać.
 I nadal są dni, że doprowadza mnie do szału, że klne w duchu sama do siebie ze zmęczenia i braku cierpliwości, są dni, że sił mi brak na kolejne zabawy, na spacer. Ale tak sobie czasami na nią z ukrycia patrze jak zajmuje się sobą i myśle "kurcze jaka Ty babko jesteś słodka" (nie tylko jak śpisz)  :P i szkoda tego czasu przemijającego. Ale z drugiej strony wiem,że jeszcze tyle przed nami nowości. Tyle przygód, tyle pogadanek, tyle fajnych dziecięcych tekstów.

Życzę Ci Meluś żebyś zawsze była radosna , żebyś była pocieszką taką jaką jesteś i trala la la la żebyś kochała mamusię i tatusia :P:P:P ta dammm :P to takie życzenia na teraz. Na te w stylu "żebyś miała dobre stopnie,miała szczęśliwą rodzine, ukończyła studia" - przyjdzie jeszcze czas .

Nasza dwulatka:

czwartek, 22 marca 2012

Ziemniaki :)

Wczoraj jakiś depresyjny nastrój mnie ogarnął.Pogoda wołająca o pomstę do nieba nie zachęcała zupełnie do niczego.Pół dnia przechodziłyśmy z Melą w piżamach.Włóczyłyśmy się po domu bez żadnych pomysłów na nowe zabawy.
Dziecko znudzone matką i jej brakiem siły na szaleństwa, samo w miaręęęę się sobą zajmowało. Słońce wyszło,owszem ale wieczorem.Wtedy jak matka właśnie szła się pocić w gronie innych kobiet i wymachiwać ciosy przed lustrami to taaaak słońce było. Ale dzisiaj jest lepiej oj tak, dużo lepiej. Słońce wali po oknach od samego rana.Dzieciarnie też od samego rana słychać na osiedlu.Ludność w wiatrówkach,skórkach z apaszkami, w balerinach,pantofelkach.To i my na wiosennie się odziałyśmy.Matka jeszcze czarne szkła na oko zarzuciła i się zrobiła na lale :P
Zaliczyłyśmy zajęcia i całkiem długi spacer do kaczek (sztuk było dwie) tylko na tyle leniwe były ,że nie chciały podchodzić więc podrzuciłyśmy im buły na poźniej.

A w domu upiekłam sobie ziemniaki w piekarniku bo tak za mną chodziły, chodziły, chodziły aż dotarły :)
Naoglądałam się zdjęć w necie takich fajnych, upieczonych, rumianych ziemniaków, że w końcu zrobiłam.
I pierwszy raz wyszły takie jak chciałam.Pierwszy raz nie przywarły i pierwszy raz były pycha.A że ostatnio mam jakiś wstręt do mięsa tzn. głównie kurczaka w każdej postaci to zrobiłam sobie jeszcze inne warzywa i miałyśmy kolorowy wiosenny obiad.
Zdjęcia niżej :) Nie ma to jak wstawiać zdjęcia ziemniaków :P ale może kogoś też tak najdzie jak mnie :D








A jutro bardzo zacny dla Meli dzień...........



wtorek, 20 marca 2012

Wiosna?

Znaczek google zmienił się jak to przy wszelakich okazjach bywa , najeżdżam to ja myszką pojawia się napis
"Pierwszy Dzień Wiosny".... ciekawostka....pytam sama siebie - gdzie?? No ta wiosna -gdzie?? Bo na pewno nie u nas. A bo u nas to tak jakby jesień,zima?? Wieje.Pochmurno jest.Zimnooooo.
Nawet ubrać się nie ma w co.Dzisiaj z rana przed wyjściem biegam po mieszkaniu w poszukiwaniu Melowych zimowych czapek a po chwili pukam się w czoło i mówie do siebie "gdzie są?? a no w piwnicy, bo my już zimę pożegnałyśmy" . Wszystko spakowane , wyniesione.Co by nam potrzebnego miejsca nie zabierało.
Echhh posłucham sobie lubianego Marka Grechuty żeby chociaż w duszy i sercu trochę wiosny było :)
Jeżeli i u Was drogie Podczytywaczki kiepsko z tą wiosną to miłego słuchania życzę :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Tramposze

Dostała, nowe, świecące tramposze.
Tak się podobają, że nosi, bez przerwy.Jak były takie jeszcze z kartonu to nawet spać w nich chciała.Teraz ma ewidentny zakaz ładowania się z nimi do łóżka bo już jedno wyjście w nich zaliczyła.Ale po chałupie nosi dalej.Nie odpuszcza.



Lubię niedziele :)








Na zdjęciu poniżej widać, że tata nawet na spacerze nie odpuszcza i ględzi załatwiając sprawy przez telefon :P


Lubię niedziele leniwą, ciepłą, wspólną, spacerową.

niedziela, 11 marca 2012

Szał dziadków :)

Pogoda dziś dopisuje. Słońce wróciło, pisząc wróciło mam na myśli ostatnie ponure dni , niektóre nawet z lekkim śniegiem. Dzisiaj jest pięknie. W niektorych miejscach wieje,że głowe urywa ale za to w innych ciepło, że aż miło.
Małż a ojciec mego dziecia :) wybrał się dziś do innego miasta na turniej bilardowy więc pomyślałam,że wyciągnę dziadków Melańki na spacer.
Za to babcia z dziadkiem wpadli na genialny pomysł zjedzenia pizzy na dworzu.
A że pizza jest przez nas wszystkich lubiana to wiedziałam już,że to będzie miłe wyjście. Spotkaliśmy się w połowie drogi....
Nasi najlepsi dostawcy pizzy :)



Później trzeba było się poruszać :)



Ja też skorzystałam :)

Było też podglądanie kaczek dla których zapomniałyśmy chleba.Ale to innym razem.
Kaczek na zdjęciach nie widać , ale były :)


I tak minęło nam pół niedzieli, pogoda się utrzymuje i aż zachęca do drugiego spaceru :)
Miłej reszty dnia!!!

Ladies day :)

Sama sobie zrobiłam taki Dzień kobiet dla Kobiet :) Z lekkim opóźnieniem bo wczoraj ale zawsze.
Tylko zakupy mnie ominęły wiosenno-ciuchowe. Ale to w przyszłym m-cu.W tym za dużo wydatków.
Więc poszłam sobie ja wczoraj do jakże niezdrowego solarium, poszłam sobie do fryzjera, obkupiłam się w nowe różności kosmetyczne w tym kolejny balsam 3D :P wypiłam jedno z ulubieńszych trunków na wieczór,dwa filmy z Małżem obejrzałam i czułam się zrelaksowana. I tak właśnie lubie obchodzić Dzień Kobiet.
Jeszcze sobie na tych panów popatrze to już w ogóle się błogo mi zrobi :P
Najulubieńsi:

Michael Douglas:


Viggo Mortensen:


Armand Assante:
I tak jakoś od niedawna Daniel Craig:

Mój Dzień Kobiet całkiem udany :)

poniedziałek, 5 marca 2012

Jakoś tak optymistycznie u mnie ostatnio. Głównie chyba przez pogodę. Oznaką wiosny u nas jest między innymi to ,że zmieniliśmy kurtki na cieńsze, szaliki na apaszki a i ja z Małżem chodzimy bez czapek. Melo jeszcze wiosennie nie obkupiona ale niedługo zmieni i jej się garderoba :)
 Słońce świeci, niebo niebieściutkie. Żyć nie umierać. Weekend spędzony z pozytywnymi ludźmi na pewnych urodzinach, na  opychaniu się dobrym jedzeniem :P Dzisiaj fitnesować się znów będe ajć kurcze wiosna to piękna sprawa :)
Jedynie co mnie zmartwiło (ale to w piątek) to to ,że na kontroli u laryngologa sprzęty nie wykazały poprawy. Tzn. w jednym uszku Meli lepiej ale w drugim nadal tak jak było. Lekarz (bardzo miły z resztą) mówi, że to zbyt wcześnie na kontrole, mamy przyjść za m-c. Jak nadal tak będzie to zamontują w uszkach rolki które będą płyn odprowadzać gdzie trzeba i nie będzie to doprowadzało do zatykania się. Ponoć normalna rzecz więc jakoś mało się martwię, jak trzeba będzie to trzeba przecież.
A żeby jeszcze dzisiaj było milej to narobiłam małych bułeczek drożdżowych, w zasadzie placuszków,które w mojej książce kucharskiej są pod nazwą CEBULARZE :)  - przepychota. A ten sam przepis stosuję do ciasta na pizze i też wychodzi cudnie. Już trochę zjadłam , będzie co spalać wieczorem na zajęciach.


A taki jest przepis :
Pół kg mąki + trochę do podsypania, 40 dag świeżych drożdży, 250ml mleka, sól,pieprz,cukier,olej, 3 średnie cebule.
Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku,dodać łyżkę soli i cukru, wsypać mąkę,wyrobić. Odstawić przykryte ściereczką w ciepłe miejsce na godzinę. W tym czasie pokroić cebulę w drobną kostkę,zeszklić na oleju, dodać sól,łyżkę cukru,pieprz. Po godzinie do ciasta dodać łyżkę oleju i na stolnicy wyrobić 12 małych placuszków (mi wyszło 15) na każdy kłaść trochę cebuli i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200st. na pół godziny.Zostawić trochę miejsca między nimi bo one ładnie rosną i mogą się postykać. Ja najpierw zrobiłam 6 a później reszte. Dla urozmaicenia każdy placek posmarowałam ketchupem, posypałam makiem i wypędzlowałam rozmąconym jajkiem żeby nabrały kolorku.
Może akurat się przepis komuś przyda :)