poniedziałek, 28 listopada 2011

nasz domowy WŁÓCZYKIJ

Włóczykij – bohater serii książek Tove Jansson opowiadających o Muminkach. Jest filozofem, Lubi grać na harmonijce i palić fajkę, uwielbia dobrą kawę, jest osobą, która woli samotność niż przebywanie w gronie przyjaciół, ale mimo to jest przyjacielski, empatyczny i mądry. Lubi piesze wędrówki, nienawidzi wszelkich zakazów. Jest jedną z niewielu ludzkich postaci występujących w serii o muminkach.
Na ilustracjach książek o Muminkach oraz w serialu Włóczykij nosi charakterystyczny, zielony kapelusz szalik i długi, zielony płaszcz. Często nosi też plecak.
W Dolinie Muminków mieszka w namiocie nad rzeką. Kiedy tylko zbliża się zima, wyrusza w daleką wyprawę na południe, by na wiosnę znów powrócić do Doliny.

TYLE Z WIKIPEDII.

Natomiast nasz domowy włóczykij charakteryzuje się tym,że na noc pięknie zasypia (aczkolwiek tutaj zaczął jej się pewien etap ale o tym poźniej) a kiedy zbliża się godzina 4.00 bądź też 5.00 nad ranem ludzik zaczyna swoje conocne pojękiwanie,więc matka nieprzytomna,przebudzona wstaje do ludzika bo może odkryty i marznie.I faktycznie odkryty z gołymi szkitkami
i pojękuje dalej.Matka przykrywa,daje całuska i myśli sobie "a teraz dziubie śpij".Wraca do łóżka małżeńskiego.Po chwili jednak pojękiwanie słychać głośniej niż wcześniej,domowy włóczykij widocznie się czegoś domaga przez sen.Matka ludzika zostawia z nadzieją,że może zaśnie.Nagle!!!!! Słychać gdzieś w oddali szamoczącą się z pościelą postać.Ludzik wierci się,wnerwia na kołdre która nie chce zejść.Matka podnosi głowę bo wie co zaraz usłyszy.I są!!!! Dwie,małe,pulchniutkie jak na załączonym obrazku stópki,słychać jak drepczą do łóżka rodziców.Stanie przy łóżku i "mamo,mamoooo".I rodzice wtaczają małego domowego włóczykija,który tylko jak przytuli się do mamusinej poduszki to moment zasypia.A! jeszcze co do charakteryzacji domowego włóczykija - to nasz zdjęcia nocą nie posiada bo nie będe ludzikowi po oczach lampą świecić.Ale charakteryzuję się tym,że posiada bodziaki,spodnie od piżamki,bluzeczkę,zająca w rączce,czasami w drugiej picie,gołe nóżki i potarganą czupryne.Obserwujcie bo może i u Was czai się w nocy domowy włóczykij :D

sobota, 26 listopada 2011

Chwali się matka

Chwali się a co?! Bo dumna jest z siebie gdyż,iż,aż,ponieważ wczoraj nareszcie zabrała swoje szanowne cztery litery na fitness :D Trwało to zapisywanie trochę ale udało się.Znalazła się towarzyszka spalania kalorii i razem ruszyłyśmy.Wcześniej jedna chętna się wykruszyła bo się jej zaciążyło (czego oczywiście gratuluję i trzymam kciuki) , druga stwierdziła,że jest zbyt leniwa a trzecia się zdecydowała.Tak więc wczoraj był wieczór próby.Bo i step i wyginanie się na piłkach,ciężarki i wyciąganie się na matach.Czyli wszystko czego dusza zapragnie :D.Z zakwasami dzisiaj myślałam,że będzie gorzej,ale póki co uda lekko bolą.Ale jak w poniedziałek wykupimy karnety to już nie ma ,że boli trza bedzie chodzić :) I z jakim bananem na gębalu się wraca do domu jak tak człowiek się trochę wyrwie i zrobi coś dla siebie...chodzi mi po głowie jeszcze basen ale tutaj też pewnie musi minąć trochę czasu żeby odpowiednio się za to zabrać :P A od poniedziałku działamy pełną parą-regularnie dwa razy w tygodniu :)

czwartek, 24 listopada 2011

Bizneswoman

..bo żeby interes się kręcił to trzeba go ciągle kontrolować i mieć na uwadze i rozmawiać trzeba dużo przez telefon , nawet w porze lunchu a bardziej tuż po jego zjedzeniu :P

środa, 16 listopada 2011

rozmowy kontrolowane

Pierwsza rozmowa przez telefon (drewniany) :
-pfleglebubugfy PA
To PA na końcu było najlepsze :D

poniedziałek, 14 listopada 2011

Zapomniane

Zapomniane przez matke nowości Melowe to jeszcze:
1.Mini-program mini mini (i tutaj ostatnia sytacja na spacerze - na którymś ze sklepów zauważyła logo tegoż właśnie kanału i podbiegła wołając MINI !!! spostrzegawcza bestyja :D
2.Daj - i tak woła o wszystko to co aktualnie jest jej potrzebne
3.Bu - i tu matka ma zagwostkę bo BU to buty jak idziemy na spacer ale też i piciu a zdarza się  ,że długopis jest BU :P
4.Koka - kotek
5.Pupa ...
6.Owa - krowa
Z nowości mamy też poranny jogging do lodówki i walenie w nią z prośbą o ukochany jogurt,który jest zjadany w całości samodzielnie łyżeczką.
Zaczwyca nas to nasze dziecko ostatnio bardzo.Tak siadamy,obserwujemy i mówimy do siebie ,że ona taka już duża i mądralińska...czupryna kochana.

czwartek, 10 listopada 2011

Nie trójki a dwójki

Ha!I co się okazało??Wczoraj udało mi się pogrzebać w małej paszczy i ku mojemu zaskoczeniu okazało się,że to nie trójki wychodzą, tylko z dziąślaków uśmiechają się dwie,piękne,dolne dwójeczki.I pomalutku przepychają się ku górze.Dalej, dalej dziewczyny żebyście mi Franki zabardzo nie męczyły :)
Dzisiaj napiszę też co nowego w Melowej mowie :) a więc:
oga-noga
łowa-głowa
kuku
niu niu niu-nu nu nu - i do tego paluszkiem grozi
ucha-uszy
pepe-pępek (o tym już wspominałam)
papapa-patataj :P
mniam mniam
upa-czyli chrupa jak mówie "chcesz chrupa" kukurydzianego :)
No i pięknie jak dla mnie odpowiada TAK i NIE.Mam na myśli takie świadome odpowiadanie typu:
-Chcesz mleko
- TAK
-Idziemy na dwór
-TAK
-CHcesz kanapke
-NIE
Fajne to bo naprawde można się powoli dogadywać :) W dalszym ciągu naśladuje zwierzęta za co dostała ostatnio pochwałę na zajęciach.A do tych zwierząt zaliczają się:pies,kot,kaczka,kura,krowa,świnka i mysz.
Acha i robi ekstra minkę jak się powie "mina do zdjęcia" ,może uda mi się kiedyś to uchwycić na zdjęciu.Ot taki sobie rosnący Mel :)

środa, 9 listopada 2011

Fioletowo nam...

Diagnoza potwierdzona.Zapalenie dziąślaków mamy.Doktorka zapisała gencjane,witaminy,spray i w zasadzie that's all. I wygląda Franka TAK:
Zdjęcie trochę blade ale robione telefonem więc czego tu więcej wymagać. Żeby nie było,smarowałam w buzi a że Mel się wiercił to już inna bajka. A czy fiolet nie jest jesienią na topie?

wtorek, 8 listopada 2011

pożegnanie :)

Tak właśnie-pożegnanie.Wczoraj oficjalnie rozstaliśmy się z łóżeczkiem szczebelkowym.Póki co nie zostało ono zastąpione tym bardziej doroślejszym legowiskiem i Melo śpi jak w przytulisku na materacu z łóżeczka.Ale i tak dla nas to cud,miód,malina,jeżyna i co tam jeszcze kto by chciał :) przez ostatnie dwa tygodnie spałam z Franem małym a mężulo na podłodze.Od kiedy w naszym życiu wszystko zawirowało na jakiś rok Mel musiała przeprowadzić się do naszego pokoju.Ale od tamtej pory znienawidziła swoje łóżeczko.Wczoraj się w końcu za to zabrałam i rozkręciłam potwora na części.Został materac.I dziecko śpi,całą noc przespała.A łóżeczko będzie , będzie na gwiazdkę :) Nowe, białe z barierką.Mam już upatrzone :)
I zaczyna się era "siama siama" tzn.jeszcze Fran nie mówi tego "siama" ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na nadchodzący czas 'niby samodzielności'.A zaczęło się to objawiać tym,że karmiona nic nie tknie ale dać widelec,to czyści talerz.A jak się coś nie chce nabić na widelec to drze pyszczek "mamaaaaaaa" wtedy trzeba podejść,nabić i nie do pysiaka ooo nie nie,widelec koniecznie w łapke i dalej "siama" taka ino intrukcja obsługi dziecka dorastającego :P

poniedziałek, 7 listopada 2011

diagnoza matki

Złego samopoczucia Meli i mojego ciąg dalszy.Mojego ze zmęczenia,a Meli z powodu i tu uwaga - chyba ZAPALENIA DZIĄSEŁ.Z racji tego ,że mało je,gorączkuje - już lekko ale zawsze coś,marudzi,w nocy budzi się z wrzaskiem ,usiadłam i poszukałam u doktora GOOGLE :) co to może być.Udało mi się dzisiaj podejrzeć stan dziąseł małej.A tam nad jedynkami opuchlizna,czerwień meksykańska i od razu żaróweczka ,że to może być zapalenie a nie wychodzący ząb.I faktycznie wg tego co czytam to jestem  pewna na 98%,że to te dziąsła.Zarejestrowałam młodą na jutro do pediatry i zobaczymy.W domu mam jakiś spray na tego typu dolegliwości więc do jutra parę razy psiknę.A tak na marginesie to dla mam dzieci ząbkujących,chorujących,przeziębionych,które cały czas tylko w czasie choroby wisiały by na rękach i które z krzykiem się budzą albo w ogóle nie śpią to właśnie dla mam takich dzieci w ramach odpoczynku państwo powinno sponsorować wyjazdy do SPA chociażby na weekend :P żeby naładować baterie i nabrać sił do następnej walki :D

sobota, 5 listopada 2011

choróbska i zmęczenie total ...

Wypadałoby coś w końcu napisać..tak więc..od 2 tygodni zmagamy się z zębami,piszę z zębami ponieważ w domu panuje ogólna markotność,nie jedzenie,nie spanie w nocy,nie bawienie się,nie wychodzenie na dwór i WSZYSTKO GENERALNIE JEST NA NIE!!!! Trzpiot marudny ,zagorączkowany.W ciągu 3 dni dwa razy zaliczyliśmy wizytę w pomocy doraźnej.Pojechaliśmy tam z powodu częstych nieciekawych kup.Dla własnego spokoju pojechaliśmy ponieważ równo rok temu z takimi samymi objawami trafiłyśmy do szpitala z ostrym odwodnieniem.Ale teraz pani stwierdziła,że dziecię na chore nie wygląda,że to nie żadna wirusówka,zapisała leki na jelitka,żołądek itd.i już.Leki miałam rozpuszczać w piciu i podawać.Tyle ,że Fran cwany,oszukać się nie dał.I przez pół dnia nic nie wypiła,no może kilka łyków.Więc matka zaczęła podawać kleik ryżowy do mleka i dała słoiczek z jagodami (mimo ,że lekarka zakazała słodyczy,ciepłych posiłków,OWOCÓW).Na drugi dzień jedno wypróżnionko i całkiem można by rzec eleganckie.Nie ma to jak domowe sposoby :) Ok,załatwianie się mamy z głowy ale teraz zmagamy się z temperaturą.Po dwóch dniach znów na doraźną.Tym razem trafiliśmy do pana doktora.Gość na oko 65lat.Wchodzimy , doktorek coś tam pstryka w telefonie , patrzy spod okularów i pyta.Z czym przychodzicie? Ja na mężula,mężulo na mnie no i przedstawiamy chorowitą.A ,że chorowita w nowym miejscu to i pospacerowała po gabinecie,pośmiała się i znów na chora nie wyglądała.Lekarz powiedział,że rodzice to teraz z każdą pierdołą przyjeżdżają a w takiej przychodni dopiero można świństwo załapać.Zobaczył jakie leki przepisano na poprzedniej wizycie,stwierdził ,że się nie dziwi,że młoda nie chciała tego pić bo dzieci tego nie lubią.Obejrzał,osłuchał,powiedział ,że jest ok.No tyle ,że dla mnie to ona na ok nie wygląda.Fakt,załatwia się ok , natomiast temperatura 38 codziennie z jakimś hakiem się utrzymuje,Melo marudzi,jakby mogła to by całą piąstke wepchnęła do buzi,powodując sobie odruchy wymiotne,mało je,boi się przegryzać a w nocy to wyprawia takie cyrki jakby szatan ją opętał.Budzi się,drze tą małą japke na całego,wije się jak wąż,zasypia na mnie jak niemowlak.Jak tylko próbuję się przekręcić i ją położyć normalnie to znów się drze.I tak całe noce a ja już na rzęsach prawie chodze i oczy stawiam na zapałki żeby jakoś w dzień funkcjonować.Na dworzu nie chce ani siedzieć w wózku ani chodzić sama.Tylko mam ją nosić.A żeby było śmieszniej to jak wychodzi z kimś innym niż ja czyt.ciotka,babcia itd.to dziecko idealne można powiedzieć anioł.Chodzi grzecznie za ręke,nie marudzi,w sklepie trzyma się blisko.Tylko dlaczego to dla mnie jest taka niedobra??Mam nadzieję,że to faktycznie ząb (dokładniej dolna trójka a może jeszcze jakiś szyderczo się w dziąśle śmieje i myśli sobie ha!ja wam pokaże!!!) bo nawet nie da sobie dotknąć buzi żeby zajrzeć czy już się przebił.Niech już wychodzą bo doprowadza mnie to do szewskiej pasji i niedługo oszaleję :) Mam jeszcze kilka rzeczy do napisania ale to może jutro.