poniedziałek, 30 stycznia 2012

Nasze przyszłe krajobrazy :)

Ostatnio pogoda dopisuje, mróz, lekki śnieg w sumie to bardzo lekki, ale jest i słońceeee na które tak czekałam. Od razu jakoś chce się żyć. Wybraliśmy się z mężulem K. za miasto na naszą przyszłą działkę. I co tutaj słychać?? No właśnie nic... :) cisza :) Gdzieś w lesie jakieś odgłosy ptaków , nie wiem jakich, szum maleńkiej rzeczki o której wiedzieliśmy ale jakoś tak nigdy czasu nie było żeby zajrzeć jak wygląda. Ślady chyba zająca . Mężulo mówił ,że któregoś razu widział sarny i słyszał od przyszłych sąsiadów, że dziki ponoć też tam zaglądają. No cisza , spokój aż dziwnie :) ale pięknie.

Takie coś mamy trzy minuty od przyszłego domu. To taki niby wąwóz. Fajna sprawa latem, wody do kostek, więc będzie można pochodzić boso :)



A tutaj nasza działka :)

A tu już poprostu co będzie widać z jednej strony :)


Jak dla mnie bajka. Ładnie wiosną, latem , jesienią i zimą. Tylko oby ruszyło się to wszystko w tym roku... :)

piątek, 27 stycznia 2012

uczucia mieszane ale dziecko zadowolone

Więc jestem po rozmowie w przedszkolu. Tym którym sobie upatrzyłam. Pani przez telefon bardzo miła, zaprosiła mnie na rozeznanie, powiedziała żeby przyjść z dzieckiem takie tam. Więc poszliśmy całą trójcą. Od czego tu zacząć? Melon radość na całego.Nowe miejsce, kolorowe, dużo rzeczy do oglądania. Podała Pani ręke na przywitanie a jak zobaczyła dzieci w sali to już oszalała całkowicie. Było słychać tylko jej piski :) Sala jedna, dość duża, maluteńkie stoliczki, krzesełka z imionami dzieci, wszędzie balony bo akurat był bal karnawałowy. Z sali przechodzi się do łazienki a tam urzekające mnie maluteńkie , nisko zawieszone zlewy i maluśkie kibelki za drzwiami wachadłowymi. Od razu mi się moje przedszkole przypomniało i wtedy takie drzwi wydawały mi się ogromniaste. Dalej w rzędzie poukładane kubeczki z pastami i szczoteczkami a pod nimi na wieszaczkach małe ręczniczki. Grupa jest mieszana. Dzieci od 2,5 roku do 5 lat których było około 10. Martwi mnie trochę ta GRUPA MIESZANA. Bo Melka była tam najmłodsza i najmniejsza - wzrostem i jak biegała między dziećmi to tylko oczy mrużyła żeby nikt jej nie uszkodził. W międzyczasie pojawiali się rodzice po swoje maluchy. Wszyscy mili , sympatyczni z uśmiechami na twarzach.Widać ,że lubią oddawać tam dzieci i ,że ogólnie im się tam podoba. Wyobrażałam sobie to ciut inaczej ale zdołowana też nie jestem a może włącza mi się już syndrom matki, która oddaje dziecko do przedszkola i patrze na każdy kąt, każdą rzecz która będzie otaczać moje dziecko jakoś tak mniej pozytywnie bo wyobrażam sobie ,że tu się uderzy, tam się przewróci. Po rozmowie z Właścicielką  zaczęliśmy się ubierać , przygotowywać do wyjścia, bierzemy małą za ręke , mówimy zrób dzieciom PAPA. A ona gdzie tam do wyjścia , ona tu zostaje i koniec. Ale dała się namówić na ubranie , zrobiła wszystkim PAPA , puściła całuski do Pań i wyszliśmy. Umowe wzięłam , podpiszę , wpłacę wpisowe żeby mieć spokój do września. A do żłobka miejskiego też złożę papiery , może akurat się uda. A jak nie to pójdzie do tego w którym dziś byliśmy. Ważne ,że jej się podobało bo to ona się tam będzie bawić , uczyć nowych rzeczy i spędzać więcej czasu niż w domu. Więc jak ona jest szczęśliwa to ja tym bardziej :)

środa, 25 stycznia 2012

cd. gilów i kaszlów i plany na wrzesień

Katar jakby mniejszy a dla równowagi kaszel na mega potęge co by się nie nudziło chyba. Dziecko płuc o mało nie wypluje.Ale męcz się człowieku :///. Dzisiaj zmieniam syrop bo ten zapisany przez doktorkę raczej kiepski. Na dodatek matke małego ludzia chorowitka też coś bierze i rozkłada. Bo jakoś tak dzisiaj mizernie się czuję.
Chyba znalazłam żłobek a raczej już przedszkole dla Melonki. Prywatne. Z racji, że na ogół jestem pesymistką zakładam, że do państwowego się nie dostanie tak więc poszukałam prywatnego na których ilość w naszym mieście narzekać nie mogę. Bo z reguły powstają na niemalże każdym osiedlu jakieś albo kluby malucha albo przedszkola co biorą dzieci młodsze takie 2,5letnie a jak ktoś bardzo chce to i nawet 2latka ogarniętego wezmą (czyli takiego co pieluchy nie używa i sam je) . Więc do wyboru mamy takie z językami angielski,niemiecki, zajęcia z logopedą, z teatrzykami, zajęciami muzycznymi a no i z monitoringiem. Żeby matka czy też tatuś mogli sobie w pracy wejść na stronke i dziecko swoje podglądać. Przeglądając wszystkie te oferty, kierując się dobrem mego dziecia ALE też i ceną i własną wygodą chyba wybrałam takie które wszystkim będzie odpowiadało :) A mianowicie: lokalizacja osiedle obok,minuta drogi,czyli tutaj odpadają nam dojazdy ,nerwy w korkach itd.itd. można wstać ciut później bo trasa do przebycia mała. Zajęcia jakie dzieci mają to tańce, chulańce, rytmika, angielski (to było ważne), spacery, wycieczki, takie tam, także ok. Jedzonko jest. Leżakowanie, czytanie książek, rozwijanie mowy. Brak monitoringu ale no bez przesady. Kiedyś tego nie było i człowiek w żłobku, przedszkolu przetrwał a i rodzic niespecjalnie panikował. Wiadoma rzecz, teraz czasy są inne ale jeszcze ja się tej mojej pierworodnej nakontroluje także niech ma dziewczyna trochę luzu chociaż teraz :P A ta cała PRZYJEMNOŚĆ będzie nas kosztowała
390zł + 10zł dzienna stawka żywieniowa. Tragedii nie ma , porównując oferty podobne ale za cenę 900zł myślę ,że to dobry wybór. Czasu zostało sporo bo do września kawał czasu ale zapisy trwają więc trzeba iść zająć sobie miejsce i oddać w końcu dziecko w obce ręce :/ teraz piszę to z uśmiechem na twarzy ale na tyle co znam samą siebie to będe ryczeć jak bóbr jak już nadejdzie ten 1września.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Polecamy :) z gilem i kaszlem

Długą przerwę w chodzeniu do kina postanowiliśmy przerwać z mężulą K. pójściem na film "Dziewczyna z tatuażem" . Sala wypełniona po brzegi a bilety, rezerwowane dwa dni do przodu bo dzień wcześniej  nie było miejsc. Jeżeli ktoś lubi zagadki, thrillery, kryminały to ten film to istna uczta. Jest to adaptacja powieści "Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" Stiega Larssona. Film z zagadką z przeszłości , z dobrze rozwijającą się akcją z napięciem i dość długi. Co akurat przy dobrym kinie nie przeszkadza. W główne role wcielają się jakże przystojny Daniel Craig :))))) i Rooney Mara, która w rzeczywistości TOTALNIE różni się od swojej bohaterki i wygląda jak normalna dziewczyna z sąsiedztwa. No jej rola w filmie jest dość specyficzna dlatego o tym wspomniałam.
Mroczne szwedzkie krajobrazy, śnieżyce , muzyka,  potęgują ciekawość widza :) Ajć kurcze co tu dużo pisać, trzeba iść !!! Film ten to "rozrywka" na wysokim poziomie szczególnie jak zewsząd atakują nas roboty , technika i fantastyka :) Dobre kino nie jest złe :D


A co w domu? A w domu od wczoraj katar a od dzisiaj kaszel na potęge u Meli. I w ogóle humor mój markotny. Pogoda za oknem obrzydliwa, ciemno, zimno, ponuro. Nic nie można robić. Deprecha normalnie deprecha :/ Niech już będzie wiosna :)

niedziela, 22 stycznia 2012

5 dzień był bardzo ważny :)

Wczoraj minął 5 dzień odpieluchowania. Zakończył się MEGA SUKCESEM. A zaczęło się u Dziadków. Pojechaliśmy na kolacje do mojej babci i dziadka z racji ich święta. Meli została założona pielucha tak na wyjście tylko. Nocnika nie braliśmy ze sobą. W pewnej chwili zawołała "sisi" ( co wcześniej zdarzało się tylko jak już zrobiła to sisi :) .Więc podążam z nią do łazienki i pokazuje ,że nie ma nocnika. A moje dziecko pokazuje na kibelek i mówi "tu" . I posadziłam ,trzymałam żeby nie wpadła :P i zrobiła !!!! Od tamtej pory nie zrobiła ani razu do nocnika tylko cały czas robi do kibelka :D heh. i od wczoraj bez żadnej wpadki :D I tylko woła swojego nocnikowego kumpla misia żeby siedział z nią. Bo nocniki u nas były dwa , na jednym siadała Mel a na drugim miś. Teraz Mel jest ciut wyżej a misiu dalej na nocniku :) Wczoraj wieczorem jak tak cały czas wołała,że chce siusiu i robiła w tej łazience to tak sobie pomyślałam ZNÓW, że ona taka już duża i taka mądra. I tak myślę sobie jeszcze ,że dziecko to taki fajny mechanizm - cały czas uczy się czegoś nowego, i ciągle czymś zaskakuje i ciągle można się nią cieszyć i cieszyć. I tak można na nią patrzeć i patrzeć. I mamy też nowe słówko , bo jak już Meli udało się zrobić co trzeba na nocnik to oczywiście gratulacjom nie było końca i wszyscy też musieli klaskać , nawet wspomniany miś. Tak więc teraz jak już się wszystko udaje Melon stoi przy kibelku i krzyczy BLABLOOOO ( czyt. brawoooo) i patrzy na misia i też mu każe klaskać krzycząc MISI !!!!!!!! No przecież wszyscy muszą jej pogratulować :D

piątek, 20 stycznia 2012

No i mamy :/

No i mamy kolejny zabieg pod narkozą w Melowym życiu :( . Dzisiaj byłyśmy na kolejnej kontroli u laryngologa.W prawym uszku od pół roku płyn. Ucho nasze słyszy ale troszke słabiej niż drugie.Lekarz dał skierowanie do szpitala :/ na zabieg. Paracenteza. Niestety u dzieci wykonywany w znieczuleniu ogólnym.Na samą myśl mnie trzęsie i łzy staja w oczach. Jak zwykle mam zawsze czarne myśli . Ponoć to nic takiego. Lekkie przecięcie , 15 minut i po wszystkim i tego samego dnia do domu , ale matki - przynajmniej niektóre przyjmują takie rzeczy inaczej niż tatusiowie lub inne osoby :/ . Tym bardziej, że już raz Mel miała operacje pod narkozą i o niczym innym się nie myślało jak tylko o tym żeby już wybudzona wyjechała po zabiegu z sali operacyjnej. No nic, pewnie faktycznie to nic takiego ale serce i dusza matki wariuje. A dopiero w poniedziałek dzwonimy żeby się umówić na zabieg :/ niech czas płynie szybciej, chociaż przez ten weekend.

Dzień czwarty

Lata Mel bez pieluchy 4 dzień. No jakby jest lepiej. Nocnik dalej jest beee i jest ryk jak na nim siedzi. ALEEEE.....matka i tak z uporem maniaka sadza marudzące dziecko. I w tej złości i bezradności Mel sika a nawet i grubsza sprawa się zdarzyła :) Dzisiaj (narazie) tylko grubsza sprawa poturlała się ze spodni a siku już było do nocnika. Tylko Pipa mała póki co nie woła ,że chce a jak pytam czy chce to NIE!!! I tylko chodzi z nogi na noge i za dresik się trzyma no to już matka wie ,że jednak siku CHCE!!!

czwartek, 19 stycznia 2012

Odpieluchowywanie ciężka rzecz

Bynajmniej u nas :) Dzisiaj leci trzeci dzień kiedy pielucha została zdjęta. I co mamy ?? hm?? No mamy zasikane dresy, majty, podłogi, dywany. Mamy pranie non stop na programie "15 minut", szybkie suszenie na grzejnikach żeby czasem nie zabrakło dresików. Córa w teorii bardzo mądra bo wie gdzie trzeba sikać, jak się posika to przyjdzie pokaże gdzie kałuża. Ale nocnik parzy. Dzisiaj lekka poprawa bo udało jej się wysiedzieć parę minut , a po spaniu posadzona na szybko zrobiła co trzeba.Więc coś zaczyna się dziać.I co dziwne jak śpi to albo nie sika w ogóle albo tak mało,że pielucha jak nowa (pielucha jest tylko do spania)Chyba boi się ,że będzie wszystko mokre?? No ale już nie popuszcze , niech leje ile wlezie aż zrozumie :) oby jak najszybciej :D

Zasłyszane

Z racji tego , że Melową mowę musimy kontrolować, podsłuchiwać, ćwiczyć bardziej niż inne dzieci w tym wieku to udało mi się chyba ostatnio wyłapać tak jakby dwa SŁOWA połączone.A mianowicie Melowa córka wstała rano i jak zawsze sprawdza czy tata jest w domu bo , że matka jest to już standard :P więc przebudzona usiadła , patrzy i mówi:

- Tata ma?? ( i te jej pytajniki na końcu i bezbłędna mina z wyłupiastymi oczami)

W tłumaczeniu pytanie oznacza TATY NIE MA?? Bo Mel jak czegoś nie ma albo skończy się bajka albo jak skończy coś jeść to rozkłada ręce i mówi MA??

wtorek, 17 stycznia 2012

Matki pijacki weekend

No muszę o tym wspomnieć bo takiego weekendu jeszcze matka nie miała. Musiałam chyba się trochę "odchamić" od domu,od szkoły ale i tu UWAGA nie od dziecka. A zaczęło się w sobote. Zaproszone przez koleżankę A. , która też córe posiada ,ciut starszą od Meli bo 2,5latke udałyśmy się na babski spęd. Były trzy matki (teraz po kilku dniach stwierdzam,że MATKI PIJACZKI :P ) i ich córki.Bo jeszcze dołączyła koleżanka K. ze swoją córą, miesiąc młodszą od mojej. Czyli mega babiniec składający się z sześciu babsztylów :) Dzięki Bogu trzy młodsze zachowały się wręcz wzorowo, bo cały czas siedziały w pokoju małej gospodyni, bawiąc się na całego. A matki jak się dosiadły do wina tak 4 godziny zleciały. Później jak już trochę było w czubie to były tańce z córkami , tarzanie się po dywanie, śmiechy, wyginańce - no CYRK :) Na koniec dwie matki zostały odebrane przez swoich mężów którzy patrzyli na nas niosąc padnięte małe księżniczki jak na wariatki. Ogólnie wieczór wspominam mega dobrze bo połączenie wina i  koleżanek to istna przyjemność.
Natomiast rano już nie było coś tak przyjemnie - nie wiedzieć czemu :P
Ale wieczorem czekała mnie powtórka. Umówiona wcześniej z inną koleżanką K., której 4m-ce temu urodził się synuś nie mogłam odmówić :) Miało być delikatnie , piwko jedno,dwa i do domu.A skończyło się tak ,że poszło więcej piwa i matka jedna z drugą wróciły do domów po 5 godzinach !!!!!!!! I jeszcze piechotą w stronę domu jednej szły brechtając się i wyginając ze śmiechu. Muszę dodać ,że u mnie na uczelni wykładowcy ze względu na kierunek studiów podciągneli by to picie pod alkoholizm :P
A co tam!!! Uważam, że takie spędy domowe i wyjścia mocno poprawiają samopoczucie. Oczywiście w granicach rozsądku. A jak jeszcze mąż na nie zezwala i samą mnie wypycha z chałupy bo wie ,że mi to dobrze zrobi to jak tu nie korzystać ??