czwartek, 10 listopada 2011

Nie trójki a dwójki

Ha!I co się okazało??Wczoraj udało mi się pogrzebać w małej paszczy i ku mojemu zaskoczeniu okazało się,że to nie trójki wychodzą, tylko z dziąślaków uśmiechają się dwie,piękne,dolne dwójeczki.I pomalutku przepychają się ku górze.Dalej, dalej dziewczyny żebyście mi Franki zabardzo nie męczyły :)
Dzisiaj napiszę też co nowego w Melowej mowie :) a więc:
oga-noga
łowa-głowa
kuku
niu niu niu-nu nu nu - i do tego paluszkiem grozi
ucha-uszy
pepe-pępek (o tym już wspominałam)
papapa-patataj :P
mniam mniam
upa-czyli chrupa jak mówie "chcesz chrupa" kukurydzianego :)
No i pięknie jak dla mnie odpowiada TAK i NIE.Mam na myśli takie świadome odpowiadanie typu:
-Chcesz mleko
- TAK
-Idziemy na dwór
-TAK
-CHcesz kanapke
-NIE
Fajne to bo naprawde można się powoli dogadywać :) W dalszym ciągu naśladuje zwierzęta za co dostała ostatnio pochwałę na zajęciach.A do tych zwierząt zaliczają się:pies,kot,kaczka,kura,krowa,świnka i mysz.
Acha i robi ekstra minkę jak się powie "mina do zdjęcia" ,może uda mi się kiedyś to uchwycić na zdjęciu.Ot taki sobie rosnący Mel :)

środa, 9 listopada 2011

Fioletowo nam...

Diagnoza potwierdzona.Zapalenie dziąślaków mamy.Doktorka zapisała gencjane,witaminy,spray i w zasadzie that's all. I wygląda Franka TAK:
Zdjęcie trochę blade ale robione telefonem więc czego tu więcej wymagać. Żeby nie było,smarowałam w buzi a że Mel się wiercił to już inna bajka. A czy fiolet nie jest jesienią na topie?

wtorek, 8 listopada 2011

pożegnanie :)

Tak właśnie-pożegnanie.Wczoraj oficjalnie rozstaliśmy się z łóżeczkiem szczebelkowym.Póki co nie zostało ono zastąpione tym bardziej doroślejszym legowiskiem i Melo śpi jak w przytulisku na materacu z łóżeczka.Ale i tak dla nas to cud,miód,malina,jeżyna i co tam jeszcze kto by chciał :) przez ostatnie dwa tygodnie spałam z Franem małym a mężulo na podłodze.Od kiedy w naszym życiu wszystko zawirowało na jakiś rok Mel musiała przeprowadzić się do naszego pokoju.Ale od tamtej pory znienawidziła swoje łóżeczko.Wczoraj się w końcu za to zabrałam i rozkręciłam potwora na części.Został materac.I dziecko śpi,całą noc przespała.A łóżeczko będzie , będzie na gwiazdkę :) Nowe, białe z barierką.Mam już upatrzone :)
I zaczyna się era "siama siama" tzn.jeszcze Fran nie mówi tego "siama" ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na nadchodzący czas 'niby samodzielności'.A zaczęło się to objawiać tym,że karmiona nic nie tknie ale dać widelec,to czyści talerz.A jak się coś nie chce nabić na widelec to drze pyszczek "mamaaaaaaa" wtedy trzeba podejść,nabić i nie do pysiaka ooo nie nie,widelec koniecznie w łapke i dalej "siama" taka ino intrukcja obsługi dziecka dorastającego :P

poniedziałek, 7 listopada 2011

diagnoza matki

Złego samopoczucia Meli i mojego ciąg dalszy.Mojego ze zmęczenia,a Meli z powodu i tu uwaga - chyba ZAPALENIA DZIĄSEŁ.Z racji tego ,że mało je,gorączkuje - już lekko ale zawsze coś,marudzi,w nocy budzi się z wrzaskiem ,usiadłam i poszukałam u doktora GOOGLE :) co to może być.Udało mi się dzisiaj podejrzeć stan dziąseł małej.A tam nad jedynkami opuchlizna,czerwień meksykańska i od razu żaróweczka ,że to może być zapalenie a nie wychodzący ząb.I faktycznie wg tego co czytam to jestem  pewna na 98%,że to te dziąsła.Zarejestrowałam młodą na jutro do pediatry i zobaczymy.W domu mam jakiś spray na tego typu dolegliwości więc do jutra parę razy psiknę.A tak na marginesie to dla mam dzieci ząbkujących,chorujących,przeziębionych,które cały czas tylko w czasie choroby wisiały by na rękach i które z krzykiem się budzą albo w ogóle nie śpią to właśnie dla mam takich dzieci w ramach odpoczynku państwo powinno sponsorować wyjazdy do SPA chociażby na weekend :P żeby naładować baterie i nabrać sił do następnej walki :D

sobota, 5 listopada 2011

choróbska i zmęczenie total ...

Wypadałoby coś w końcu napisać..tak więc..od 2 tygodni zmagamy się z zębami,piszę z zębami ponieważ w domu panuje ogólna markotność,nie jedzenie,nie spanie w nocy,nie bawienie się,nie wychodzenie na dwór i WSZYSTKO GENERALNIE JEST NA NIE!!!! Trzpiot marudny ,zagorączkowany.W ciągu 3 dni dwa razy zaliczyliśmy wizytę w pomocy doraźnej.Pojechaliśmy tam z powodu częstych nieciekawych kup.Dla własnego spokoju pojechaliśmy ponieważ równo rok temu z takimi samymi objawami trafiłyśmy do szpitala z ostrym odwodnieniem.Ale teraz pani stwierdziła,że dziecię na chore nie wygląda,że to nie żadna wirusówka,zapisała leki na jelitka,żołądek itd.i już.Leki miałam rozpuszczać w piciu i podawać.Tyle ,że Fran cwany,oszukać się nie dał.I przez pół dnia nic nie wypiła,no może kilka łyków.Więc matka zaczęła podawać kleik ryżowy do mleka i dała słoiczek z jagodami (mimo ,że lekarka zakazała słodyczy,ciepłych posiłków,OWOCÓW).Na drugi dzień jedno wypróżnionko i całkiem można by rzec eleganckie.Nie ma to jak domowe sposoby :) Ok,załatwianie się mamy z głowy ale teraz zmagamy się z temperaturą.Po dwóch dniach znów na doraźną.Tym razem trafiliśmy do pana doktora.Gość na oko 65lat.Wchodzimy , doktorek coś tam pstryka w telefonie , patrzy spod okularów i pyta.Z czym przychodzicie? Ja na mężula,mężulo na mnie no i przedstawiamy chorowitą.A ,że chorowita w nowym miejscu to i pospacerowała po gabinecie,pośmiała się i znów na chora nie wyglądała.Lekarz powiedział,że rodzice to teraz z każdą pierdołą przyjeżdżają a w takiej przychodni dopiero można świństwo załapać.Zobaczył jakie leki przepisano na poprzedniej wizycie,stwierdził ,że się nie dziwi,że młoda nie chciała tego pić bo dzieci tego nie lubią.Obejrzał,osłuchał,powiedział ,że jest ok.No tyle ,że dla mnie to ona na ok nie wygląda.Fakt,załatwia się ok , natomiast temperatura 38 codziennie z jakimś hakiem się utrzymuje,Melo marudzi,jakby mogła to by całą piąstke wepchnęła do buzi,powodując sobie odruchy wymiotne,mało je,boi się przegryzać a w nocy to wyprawia takie cyrki jakby szatan ją opętał.Budzi się,drze tą małą japke na całego,wije się jak wąż,zasypia na mnie jak niemowlak.Jak tylko próbuję się przekręcić i ją położyć normalnie to znów się drze.I tak całe noce a ja już na rzęsach prawie chodze i oczy stawiam na zapałki żeby jakoś w dzień funkcjonować.Na dworzu nie chce ani siedzieć w wózku ani chodzić sama.Tylko mam ją nosić.A żeby było śmieszniej to jak wychodzi z kimś innym niż ja czyt.ciotka,babcia itd.to dziecko idealne można powiedzieć anioł.Chodzi grzecznie za ręke,nie marudzi,w sklepie trzyma się blisko.Tylko dlaczego to dla mnie jest taka niedobra??Mam nadzieję,że to faktycznie ząb (dokładniej dolna trójka a może jeszcze jakiś szyderczo się w dziąśle śmieje i myśli sobie ha!ja wam pokaże!!!) bo nawet nie da sobie dotknąć buzi żeby zajrzeć czy już się przebił.Niech już wychodzą bo doprowadza mnie to do szewskiej pasji i niedługo oszaleję :) Mam jeszcze kilka rzeczy do napisania ale to może jutro.

czwartek, 20 października 2011

nowa ksywka :)

Jakoś od wczoraj Franka woła do mnie MAMI, tzn.częściej jest to mama ale Mami też się zdarza.Niedługo zacznie mówić do mnie na Ty! Niedoczekanie ha!!

bo sprzątanie to ciężka praca ... :)

i trzeba do tego mieć młodszego pomocnika zucha amelkowego :D a co!!!
Moja mała kochanica podpatruje matke i też tak chce.Jak tylko wspomne o odkurzaniu leci do szafy gdzie jest odkurzacz i wali w drzwi i warczy jak to ustrojstwo :) to tyle o sprzątaniu.Jest kilka spraw o których chciałabym wspomnieć tak więc najpierwsiejsza mega ważna rzecz SPANIE MOJEJ CÓRKI W NOCYYYY!no więc w tym miejscu powinny strzelać sztuczne ognie , powinno grać się na trąbkach i wznosić toasty bo otóż moja pierworodna śpi od godziny 21:00 do 8.30 lub też się zdarza do 9:00 BEZ ANI JEDNEJ POBUDKI.Pisałam jakiś czas temu ,że lepiej śpi itd.ale po jakimś czasie znów jedno przebudzenie w nocy,picie,pielucha i darcie ryjka o 6.00 co by matka sobie nie pospała bo przecież księżna chce się bawić.Ale do rzeczyyy....zauważyłam,że często po wypitym mleku na dobranoc z chęcią wypiłaby jeszcze ciupinkę.Więc zakupiłam nowy kubek tym razem 250ml.Zrobiłam mleko ,dziecko wchłoneło cały i poszło spać.Budzę się rano,godzina 8.30 w domu cisza, idę, zaglądam,śpi ....szok!!!! Szok jest taki ,że głodziłam własne dzieckooo.Bo to z głodu się budziła i piła tą wode.Dwie nocki już takie mamy i oby było ich tylko więcej.ALE żeby nie było tak ciuciuruciu mdło i słodko to napiszę ,że dziecina nie chodzi już na spacerach pięknie za ręke.Bo chodzi, ale bez trzymania ręki swojej matki i ucieka,drze się,krzyczy a o wciśnięciu do wózka nie ma mowy.Powiedziałam mężulowi K.że rezygnuję z wszelkich wyjść z córką,żadne zakupy,spacery , muszę odpocząć aaa i ten wzrok przechodniów ,że może sobie niby z dzieckiem nie radzę bo krzyczy ,ucieka - no to powodzenia , patrzecie się na mnie dalej!!!

czwartek, 13 października 2011

dziecko mnie zaskakuje :)

tak i to bardzo pozytywnie zaskakuje.Mianowicie chodzi o jej spanie.Wczoraj dosyć późno poszła spać ale za to obudziła się dzisiaj o 10:00 !!!!! No szok!!! a wygramolona z łóżeczka została dopiero o 10:30 bo jeszcze pół godziny bawiła się w łóżeczku z miśkami i nie piłowała ryjka jak to zawsze czyni po przebudzeniu.A na drzemke popołudniową poszła dopiero o 14:40 jakoś i śpi nadal.Obiad w całości przyszykowany tylko jak księżna wstanie to ziemniaki włącze bo dziecko kocha ziemniaki :)
Nieźle z tym spaniem,przynajmniej rano można się w wyrze polenić i pokimać dłużej niż do 7:00 ha!!!

środa, 12 października 2011

Czas wspomnień weekendowych :) i inne...

Ostatnio sporo się u nas dzieję więc i czasu na pisanie mało.Ale postaram się dzisiaj nadrobić i zasypać post zdjęciami :)
Weekend minął nam inaczej niz zwykle bo w Szczecinie u ciotki Madzi :) Mojej kuzynki a chrzestnej Meli. Spędziliśmy tam jedną noc a nagadaliśmy się ,że hoho. Melucie było troszkę gorzej bo bidula nie mogła spać w nocy.Nie jest przyzwyczajona spać z nami więc nasza noc była koszmarna.Nie mogło się dziecko odnaleźć bez swojego łóżka , w innym miejscu.Z każdą jej pobudką patrzyłam która godzina wmawiając sobie "byle do rana". Człowiek uczy się na błędach , następnym razem łóżeczko turystyczne to podstawa i najważniejsza rzecz do zabrania!!!! Tym razem miałam prawie załatwione ale w ostatniej chwili okazało się ,że musimy się obyć bez niego.Podsumowując wyjazd to były tańce przy Ace of base !!! (wspomnienia z dzieciństwa :D) , pyszna pizza którą od powrotu zdążyłam zrobić dwa razy, przeglądanie prasy przez Mel, "długocielny" któego zdjęcie będzie niżej i napewno wiele wiele innych miłych wspomnień :) a teraz zdjęcia :)

Wspomniane tańce z ciotką :P

Melo "czyta" :)
Zdjęcie pod tytułem "ciotka sama jesz to ciastko i mi nie dasz phi"
i "długocielny" tłumacząc nazwe chodzi o długie ciało :)

A teraz chciałabym pokazać Ameluny prace które wykonuje ze mną na zajęciach grupowych w ośrodku :)
Oto dzisiejsze dwa jeże :)

I nasza lodówka z poprzednimi pracami - drzewko jesienne i drzewko z jabłkami :)


niedziela, 2 października 2011

dłuższa przerwa...

Jesteśmy,żyjemy wszystko gra. Tylko zabrać się za pisanie jakoś nie mogłam.Ale już nadrabiam.Weekend minął całkiem przyjemnie i w sumie poza domem.Bo w szkole.Tiaaa rozpoczął mi się właśnie 6semestr.Także końcówka.Niby luzy a w głowie ciągle myśli o jeszcze nieoddanych praktykach i licencjat.Na szczęście już na końcówce jest mniej zajęć więc nie siedzi się całe weekendy od rana do wieczora.A i fajnie tak z tymi gębami się spotkać,pogadać,pośmiać.Niewiarygodne ile może się u znajomych wydarzyć przez trzy miesiące. A teraz zdjęcia:
Zdjęcia z poprzedniej niedzieli z naszej przyszłej wiochy :)

Poniżej zdjęcie ze spaceru po lesie,bardzo krótkiego spaceru bo trawa była jeszcze mokra i szybko mieliśmy całe przemoczone nogi i jeszcze przyatakowało nas leśne robactwo więc zawróciliśmy do samochodu :P tak na marginesie to mój ulubiony widok.Jak tak idą i dyskutują.Niby tak na poważnie ....
A teraz pora na narzeczonych.Zdjęcia robione przez moją kumpele kochaną Katarzynkę.Być może przyszłą teściową mojego dziecka więc z tego miejsca bardzo pozdrawiam :))))))



I te rozbrajające teksty Filipka: "Amelka tego nie bierz bo to jest brudne,Amelka tam nie wchodź,Amelka chodź za mną" achh dzieciaki cudaki :))))
Dalej też fotografia autorstwa Katarzynki :)

Heh a to ostatnie jest robione w poprzednią niedzielę na klatce u teściowej.Ubraliśmy Pyśce plecak,daliśmy kartke do łapki,schowaliśmy się ,powiedzieliśmy ,że ma iść do babci ....
....a na kartce było napisane "Kochana babciu przygarnij mnie proszę do siebie na noc" a matka wariatka z ukrycia musiała to uchwycić :) oczywiście zaraz wyszliśmy zza ścianki a Melonka nigdy nie była u nikogo sama na noc i nie zamierzam na pewno jej długo długo nigdzie oddawać :)